piątek, 28 grudnia 2012

Jedenastka.

Chłopak patrzył w sufit nie zwracając szczególnej uwagi na moją obecność. Nadal wyglądał tak samo jak poprzedniego dnia z tym tylko wyjątkiem, że był przytomny. Podeszłam bliżej, a dłonie oparłam o barierkę jego szpitalnego łóżka. Dopiero wtedy spojrzał na mnie. Jego zielono-niebieskie oczy były puste, nie wyrażały żadnych emocji czy uczuć, a ja nie wiedziałam jaki ma humor i o czym myśli. Postanowiłam nie odzywać się pierwsza, więc czekałam na ruch Nathana.
- Alex – zaczął, a mnie przeszły dreszcze – Co się dzieje? – zapytał nadzwyczaj spokojnie.
- Miałeś poważny wypadek – oznajmiłam cicho.
- Tak, pamiętam – westchnął i odwrócił wzrok – Wiem, że byłaś tam. Próbowałaś odwrócić ich uwagę ode mnie dużo ryzykując. Sama wpadłaś w poślizg… Widziałem wszystko w lusterkach. Potem poczułem uderzenie i samochód zaczął koziołkować. Wyciągnęłaś mnie z niego, ratowałaś, a potem urwał mi się film…
Na jego twarzy nadal nie widziałam żadnych uczuć, z kolei mi chciało się płakać. Szybko zamrugałam oczami by powstrzymać łzy.
- Kim oni byli, Alex? – zapytał.
Ponownie, gdy wypowiedział moje imię przez moje ciało przeszły ciarki. Uwielbiałam, kiedy to robił, kiedy wypowiadał moje imię z taką czułością i troską…
- Czym im zawiniłem? – kontynuował – I co ty tam robiłaś? Skąd wiedziałaś? Ja nic nie rozumiem! – ostatnie zdanie wykrzyczał.
Prześwietlał mnie wzrokiem oczekując odpowiedzi. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy, to mogłoby mieć fatalne skutki.
- Jest coś w czym ty i ja tkwimy po uszy, a pojęcie tego wszystkiego nie jest łatwe. Nawet nie zamierzam Ci tłumaczyć, tym bardziej, że to nie ja namieszałam. Chciałabym Ci powiedzieć prawdę ale nie mogę, za duże ryzyko. Musimy to przeczekać.
- Przeczekać?! – krzyknął – Ktoś chciał mnie wykończyć, a ty mówisz, żeby przeczekać? Niepoważna jesteś!
- Ciszej! – warknęłam – Nikt nie może się dowiedzieć.
- Że co proszę?
- To co słyszysz. Wpadłeś w poślizg i straciłeś panowanie nad kierownicą – powiedziałam.
Nathan spojrzał na mnie gniewnie.
- Kompletnie Ci odbiło – stwierdził szybciej oddychając.
- Nie, ratuję Ci tyłek. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji.
- To mnie oświeć! – krzyknął ponownie.
- Nie będę Ci nic tłumaczyć! Musisz mi zaufać – oznajmiłam.
Dopiero po ostatnim wypowiedzianym słowie dotarło do mnie, że Nathan jakiś czas temu wyraźnie zasygnalizował, że mi nie ufa.
- Nie ufam Ci, nie pamiętasz? – raczył przypomnieć.
Widziałam, że jest zły, a raczej wściekły. Oddychał szybciej, a ręce mu drżały.
Nie ufał mi, więc musiałam inaczej go przekonać.
- Powiem to inaczej. Jesteś tutaj, żyjesz, bo Cię wyciągnęłam z tego samochodu. Byłeś w śpiączce, a ja oddałam dla Ciebie krew. Policji złożyłam fałszywe zeznania, żebyś w przyszłości nie stracił życia albo siostry. A jeśli prawda wyjdzie na jaw stracę nie tylko pracę, lecz mogę również wylądować za kratkami. Ryzykuję więcej niż ty, więc do czegoś to zobowiązuje! – miał zszokowaną minę – Nie miałbyś teraz zmartwień, gdybyś nie zabierał mi tego cholernego kluczyka! To chore, że dzięki tej małej rzeczy na jaw znowu wychodzą brudy z przeszłości! – krzyczałam nie mogąc się opanować.
- Jakie brudy? – zapytał ostrożnie Nath widząc moje zdenerwowane.
- Nie ważne, kiedyś się dowiesz. Mogę Ci obiecać, że jeśli zrobisz to, o co Cię proszę odkręcę wszystko i będzie jak dawniej. Ale teraz musisz grać – powiedziałam – Więc jak będzie? – dodałam już nieco spokojniej.
Przez chwilę patrzył na mnie z szokiem w oczach.
- Jestem idiotą, że daję się w to wciągnąć – zaczął i westchnął – Ok, niech Ci będzie. Zaufam Ci po raz ostatni – dodał.
- Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia – oznajmiłam.
- Porozumienia? Narzuciłaś mi wszystko – zakpił cicho, lecz i tak to usłyszałam.
Usiadłam na jedynym wolnym krześle i zaczęłam opowiadać mu, jak ma odpowiadać na pytania policji, jeśli takowa się zjawi.
- Nathan! – krzyknęłam w którymś momencie – Jeśli zadasz to samo pytanie po raz czwarty uderzę Cię. I to nie są żarty – ostrzegłam go.
- Przecież muszę wiedzieć. Chyba nie chcesz, abym popełnił błąd? – zapytał.
Tak, szantażował mnie. Doskonale zdawałam sobie z tego sprawę.
- Na mnie już czas – oznajmiłam spoglądając na zegarek i widząc, że już późno.
Wstałam z krzesła i zarzuciłam na siebie kurtkę.
- Alex – zatrzymał mnie głos Nathana.
Spojrzałam na niego.
- Ja… byłem w Gloucester ale pojechałem do rodziny. Niczego nie szukałem, niczego nie czytałem, a klucza się pozbyłem – oznajmił – Nie musisz o nic się martwić.
Zrobiło mi się przyjemnie ciepło na ciele za sprawą jego słów.
- Dziękuję – powiedziałam delikatnie się uśmiechając.
Odwzajemnił uśmiech, po czym skinęłam głową na pożegnanie i wyszłam. Przemierzałam korytarze, by już po chwili znaleźć się przed budynkiem szpitala. Na zewnątrz było już ciemno, ulice oświetlały lampy. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam na parking, gdzie stał mój samochód. Lawirowałam miedzy innymi pojazdami, gdy przeczucie kazało mi się zatrzymać. Czułam, że coś jest nie tak. Z przyśpieszonym biciem serca rozejrzałam się wokół. Nic nie zobaczyłam. Zrobiłam kilka kroków i ponownie się zatrzymałam słysząc jakiś hałas. Intuicja kazała mi biec, więc tak zrobiłam. Nie zdążyłam dopiec do auta, gdy ktoś mocno uderzył mnie czymś twardym w kark. Ogłuszyło mnie to, a przed oczami pojawiły się mroczki. Czyjeś dłonie zaciągnęły mnie bliżej mojego samochodu.
- Długo kazałaś na siebie czekać – usłyszałam szept przy uchu, kiedy mężczyzna wyginał mi ręce do tyłu.
Bez problemu domyśliłam się, kim byli dwaj mężczyźni. Ci sami, którzy spowodowali wypadek Nathana.
- Zwiąż ją – dodał drugi.
- Szybko mnie znaleźliście – zaczęłam mówić jednocześnie szamocząc się, by się uwolnić.
- To nie było trudne. Mamy dobrych informatorów – powiedział pierwszy z dumą.
Jessica. W duchu obiecywałam sobie, że powyrywam jej wszystkie kudły jak tylko ją spotkam. Na początek.
- Nic wam nie zrobiłam! – krzyknęłam w końcu – Dajcie mi spokój do cholery!
Jeden z nich zatkał mi usta dłonią ale ugryzłam go, więc szybko ją cofnął. Zyskałam chwilę. Podniosłam się do pozycji stojącej i kopnęłam jednego w czułe miejsce. Zawył i padł na kolana. Jednak drugi jednym szybkim ruchem z powrotem obalił mnie na twardy asfalt. Aż zaparło mi dech w piersi, kiedy przygniótł mnie własnym ciałem. Widziałam, że zamachnął się by mnie uderzyć ale przeszkodził mu towarzysz.
- Paul! Gliny! – krzyknął.
- Masz szczęście – warknął do mnie Paul i obaj uciekli.
Srebrny samochód zatrzymał się tuż obok mnie. To była straż miejska. Kierowca wysiadł z niego.
- Co się stało? – zapytał i podał mi rękę pomagając się podnieść.
- Nic, po prostu upuściłam kluczyki i ich szukałam – skłamałam pokazując „zgubę”.
- Dobrze – połknął kłamstwo – Proszę na siebie uważać – powiedział, wsiadł do samochodu i odjechał.
Otrzepałam ubrania i również wsiadłam do auta. Głowa pulsowała mi od bólu spowodowanego uderzeniem. Nie powinnam prowadzić ale musiałam dostać się do domu…




Ooooo Mój. Boże.
Co za badziew ......
Przepraszam, że tak długo czekałyście :( Ale brak chęci, totalny leń mnie dopadł. W dodatku Święta, trzeba było odwiedzić rodzinę...
Next już w 2013 roku, jakoś 2/3 stycznia, mam nadzieję :)


sobota, 15 grudnia 2012

Dziesiątka.

Dni mijały. Mama codziennie dzwoniła do mnie, by zdać mi relację. Jednak za każdym razem informacje były identyczne jak poprzedniego dnia. Nathan ciągle był w śpiączce, nadal był bardzo słaby. Ja od czasu wypadku nie byłam ani razu w szpitalu, by go odwiedzić, chociażby na chwilę. Powód? Bałam się. Bałam się widoku jego bezwładnego i okaleczonego ciała podłączonego do aparatury. Po drugie, nie chciałam natknąć się na Jessicę, rodziców Nathana czy znajomych.
Pracowałam całymi dniami, gdy tylko mogłam brałam dodatkowe dyżury. Do domu wracałam na noce, by się przespać i zregenerować siły na następny dzień, choć tak naprawdę spałam tylko kilka godzin, resztę spędziłam na płaczu. Rzuciłam się w wir pracy, by zająć czymś rozbiegane myśli. Chociaż i tak w każdej wolnej chwili myślałam o Nathanie pragnąc, by wreszcie się obudził i wrócił do zdrowia.
Po tych kilku dniach byłam całkowicie wykończona, twarz miałam strasznie bladą, z oczu nie tryskała taka energia jak wcześniej, a pod nimi gościły sińce. Wszyscy wokół powtarzali mi, żebym wzięła wolne i porządnie odpoczęła, lecz za każdym razem odmawiałam powtarzając, że wszystko jest ok.  Prawda była taka, że nie chciałam zostać sama zbyt długo ze swoimi myślami, mogłabym w ten sposób wpaść w poważną depresję, a nie mogłam sobie na to pozwolić, w tym momencie musiałam być silna. Silna dla siebie, dla niego…
Dopiero ósmego dnia coś się zmieniło. Tego dnia będąc w pracy zasnęłam przy biurku. Po tym zdarzeniu zostałam wezwana do komisarza. Mężczyzna zrobił mi wykład, że tak nie może być, że ostatnio zbyt ciężko pracuję, że się przemęczam, po czym wysłał mnie na kilkudniowy przymusowy urlop. Nie miałam innego wyjścia, więc po południu zabrałam kilka rzeczy, pożegnałam się z załogą i opuściłam posterunek. Wsiadałam właśnie do samochodu, kiedy odezwała się moja komórka.
- Witaj mamo – przywitałam się.
- Witaj Alex. Mam złe wieści – oznajmiła mama, a w mojej wyobraźni pojawiły się różne straszne obrazy – Wczoraj próbowaliśmy wybudzić Nathana ze śpiączki…
- I jak? Udało się? – przerwałam, jej.
- Niestety nie…
- Co?! – zawołałam zrozpaczona myśląc, że chłopak umarł.
- Spokojnie, nie udało się nam go wybudzić ale Nath nadal żyje, nadal jest w śpiączce – uspokajała mnie mama.
Odetchnęłam z ulgą.
- Ale przeprowadziliśmy badania. Podczas wypadku Nathan stracił dużo krwi, a jego organizm nie dał rady wytworzyć nowych krwinek w tak krótkim czasie. Nie możemy dłużej czekać, więc potrzebna jest osoba, która mogłaby oddać mu trochę swojej krwi. I to jest ta zła wiadomość. Nikt, jego rodzina, przyjaciele, my z tatą i Chrisem, nawet ludzie z managementu, nie ma żadnej zgodności.
- A ktoś z zewnątrz, ktoś całkiem obcy? – zapytałam.
- Nie ma takiej potrzeby – powiedziała mama.
- Jak to? – zdziwiłam się.
- Pozwoliłam sobie zbadać twoją krew. Pamiętasz, jak byłaś na ostatnim badaniu i pobierałam Ci próbkę krwi? Wykorzystałam ją teraz. Według wyników istnieje pewna zgodność, a twoje przeciwciała nie weszły by w konflikt z przeciwciałami w krwi Natha.
- Co to oznacza? – zapytałam choć i tak znałam odpowiedź.
- Mogłabyś być potencjalnym dawcą. Ale to twoja decyzja, zrobisz jak będziesz uważała. Mam dziś nocny dyżur jakbyś mnie szukała – powiedziała i rozłączyła się.
Zdawałam sobie sprawę z celu, w jakim dzwoniła mama. Powiedziała mi to wszystko, bo miała nadzieję, że zgodzę się oddać krew dla Nathana. Ogarnął mnie strach. Jestem z tych, którzy boją się wszelkiego rodzaju igieł. Możliwe badania staram się omijać szerokim łukiem, lecz niestety nie zawsze mi to wychodzi. Mama nad wszystkim czuwa.
Miałam teraz ciężki orzech do zgryzienia. Z jednej strony bardzo chciałam mu pomóc ale z drugiej, bałam się. Znowu czegoś się bałam. Strach towarzyszył mi na każdym kroku mojego życia…
Odpaliłam silnik i obrałam kierunek szpital. Trudno. Co będzie to będzie, w najgorszym wypadku stracę przytomność. A Nathan nigdy nie wypłaci się za to, co dla niego zrobiłam. Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego tak mi zależy skoro on mnie nienawidzi i mi nie ufa. Znałam odpowiedź. Mimo wszystko go kochałam, bezwarunkowo.
Przemierzałam korytarze szpitala mijając lekarzy w białych fartuchach oraz chorych. Zmierzałam do pokoju pielęgniarek, gdzie pracowała moja mama, lecz tam powiedziano mi, że jeszcze nie stawiła się w pracy. No nic, musiałam poczekać. Zanim zdążyłam się powstrzymać zapytałam innej pielęgniarki, w jakiej sali leży Nathan.
Salę znalazłam bez problemu, była ona na głównym korytarzu. Przed drzwiami zatrzymałam się na chwilę. Bałam się wejść do środka ale bardzo tego chciałam. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam klamkę. To co zobaczyłam przerosło mnie. Jednym słowem obraz nędzy i rozpaczy, byłam w szoku. Powoli podeszłam do łóżka i przyjrzałam się chłopakowi. Nathan był bardzo blady, prawie tak biały jak szpitalna pościel. Miał podkrążone oczy, trzy szwy na prawej brwi, otartą kość policzkową wraz z dużym limem. Również na szyi widniały czerwone rany. Lewa ręka była w gipsie po sam łokieć, z kolei do drugiej podłączona była kroplówka. Do klatki piersiowej Natha podłączono aparaturę, która kontrolowała bicie jego serca. Natomiast w ustach trzymał rurkę, która ułatwiała mu oddychanie. Na ten widok rozpłakałam się. Cholernie mu współczułam i jednocześnie żałowałam, że tak potoczyły się sprawy. Nachyliłam się i złożyłam na jego czole pocałunek. Następnie usiadłam na krześle i splotłam delikatnie jego dłoń ze swoją. Nic nie mówiłam, po prostu przy nim byłam…
Czas mijał. Dopiero mój stan czuwania przerwała mama, która zabrała mnie do pokoju zabiegowego. Położyłam się na specjalnym fotelu i podwinęłam rękaw lewej ręki. Patrzyłam jak mama przygotowuje potrzebne rzeczy. Gdy zobaczyłam igłę zrobiło mi się słabo, lecz nadal uparcie siedziałam na fotelu.
- Alex, kochasz go, prawda? – zapytała w którymś momencie mama.
- Tak – odpowiedziałam pewnym tonem – Dlatego tu jestem.
- Zawsze wiedziałam, że jesteście dla siebie idealni.
- Też tak myślałam…
- Coś się zmieniło?
- Przestał mi ufać, nienawidzi mnie.
- Myślę, że gdy dowie się o wszystkim zmieni swoje nastawienie – powiedziała mama z słyszalnym optymizmem.
- Oby, mamo. Oby.
Mama przetarła nasączonym wacikiem miejsce, gdzie miała za chwilę wbić mi igłę. Cicho jęknęłam.
- Spokojnie Alex. Wiem, że się boisz, najgorszy jest tylko moment wbicia i wyjęcia igły – próbowała mnie pocieszyć.
- I tak wiem, że zemdleję… - oznajmiłam cicho – Mam prośbę. Mogłabym zostać tutaj do rana aż lepiej się poczuję?
- Oczywiście. Nie wypuściłabym Cię widząc, że coś jest nie tak. Jak tylko oddasz krew lekarz podłączy ją jako kroplówkę Nathanowi i nad ranem spróbujemy go ponownie wybudzić…
Reszty słów nie słyszałam. Poczułam tylko ból, jakby ukąszenie komara. A potem zaczęłam stopniowo, wraz z ubywającą krwią, odpływać. I tak jak mówiłam wcześniej, zemdlałam.
Rano obudził mnie hałas. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam mamę krzątającą się po pomieszczeniu i przekładającą różne metalowe rzeczy. Na jej twarzy widniał uśmiech.
- Dobrze, że już się obudziłaś – powiedziała, gdy zobaczyła, że nie śpię – Wszystko poszło jak planowaliśmy, Nathan się obudził. Teraz odpoczywa.
- Mogę do niego iść? – zapytałam szybko wstając z fotela.
Jednak równie szybko usiadłam na nim powrotem, bo zakręciło mi się w głowie.
- Nie powinnaś teraz robić zbyt gwałtownych ruchów. Twój organizm musi się z tym oswoić. Będziesz mogła go zobaczyć, poprosił bym Cię ściągnęła. Ale najpierw coś zjesz i wypijesz ciepłą herbatę – oznajmiła i podała mi kilka kanapek i kubek z ciepłym napojem.
Szybko je zjadłam, opróżniłam kubek i pognałam do sali chłopaka. Zapukałam i weszłam, gdy usłyszałam ciche „proszę”, a serce biło jak oszalałe…




Tym razem rozdział pisałam dłużej, bo nie miałam zbyt dużo czasu, a po drugie dopadło mnie przeziębienie...
Pozdrawiam ;*


poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dziewiątka.

Karetka wraz z policją zjawiły się jakieś piętnaście minut później i czym prędzej zabrała Nathana do szpitala. Ja musiałam zostać, policja chciała wiedzieć co się wydarzyło. Szybko przeanalizowałam całą sprawę. Jeśli powiem prawdę pogorszę już i tak złą sytuację, pogrążę siebie i Mata. A jeśli skłamię, a prawda wyjdzie na jaw, stracę pracę i odznakę za składanie fałszywych zeznań…
Trudno. Wybrałam drugą opcję z nadzieją, że jednak zdążę wszystko naprawić i zostanie to w wielkiej tajemnicy.
Podczas, gdy pakowali auto Natha na lawetę ja rozmawiałam z policjantem.
- Więc, twierdzi pani, że pan Sykes jadąc w kierunku Londynu stracił panowanie na kierownicą i wpadł w poślizg? – dopytywał po raz kolejny mężczyzna w mundurze.
- Tak – powiedziałam bez zająknięcia, kłamstwo miałam opanowane do perfekcji, no może z wyjątkiem mówienia o uczuciach, łzy nadal spływały po moich policzkach – Mogę panu pokazać nawet, gdzie ja również wpadłam w poślizg. Zdaje sobie pan sprawę, że mamy luty, więc warunki do jazdy samochodem dają dużo do życzenia i równie dobrze ja mogłabym być na jego miejscu…
- A co pani robiła w tych okolicach o tak wczesnej porze? – kontynuował.
- Wracałam z wycieczki, jakiś problem? – zapytałam lekko poirytowana.
- Nie. To już wszystko, dziękuję – oznajmił i odszedł.
Podeszłam do swojego auta.
- Zdajesz sobie sprawę z konsekwencji, jeśli dowiedzą się prawdy? – zapytał szeptem jeden ze znajomych policjantów.
- Tak. Ale to wyższa konieczność, gdybyś był na moim miejscu też byś tak dużo ryzykował – powiedziałam przez łzy – Mam prośbę. Chciałabym sama zająć się tą sprawą.
- A dowody? Jest ich kilka…
- Bez obaw. Wrócę do domu, załatwię sobie alibi i stawię się w pracy. Zatuszuję to co niepotrzebne i czym prędzej zamkniemy sprawę – powiedziałam.
- A sam poszkodowany? Może Cię wsypać.
- Tym też się zajmę. Będzie musiał zrobić co mu powiem, w końcu to jego tyłek ratuję…
Pożegnałam się z kolegą i wsiadłam do samochodu. Próbowałam uspokoić nerwy, lecz ciągle przed moimi oczami pojawiał się obraz nieprzytomnego i zakrwawionego Nathana, a do oczu powracały łzy…
Odpaliłam silnik i ruszyłam do mieszkania. Zastałam w nim Christophera. Gdy mnie zobaczył zaczął zadawać mnóstwo pytań ale zbyłam go krótkim „Nie ważne”. Pognałam do łazienki, gdzie zrzuciłam ubrania, na których widniały plamy z krwią Natha i od razu wrzuciłam je do pralki. Sama weszłam do kabiny prysznicowej i po chwili poczułam jak strumień ciepłej wody oblewa moje ciało.
Po pół godzinie byłam gotowa do wyjścia, lecz najpierw musiałam porozmawiać z bratem. Znalazłam go w kuchni.
- Chris, mam małą prośbę – zaczęłam – Gdyby ktoś pytał, co robiłam dziś w nocy to za każdym razem mów, ze wczoraj wieczorem wyszłam z mieszkania i pojechałam na wycieczkę, a wróciłam dopiero teraz, ok?
- Alex, nie podoba mi się to – oznajmił – Dlaczego nagle potrzebujesz alibi? Zrobiłaś coś, czego nie powinnaś? Co się dzieje?
- Nie, nic nie zrobiłam, wszystko jest ok. Po prostu, mógłbyś to dla mnie zrobić, czy nie?
- Wszystko owiane jest tajemnicą, nic mi ostatnio nie mówisz. To zaczyna być coraz bardziej podejrzane.
- Chciałabym CI powiedzieć ale teraz nie mogę i po drugie nie mam czasu. To nie jest łatwe. Muszę sama sobie poradzić. Więc jak będzie?
- Ok. Ale obiecaj mi, że nie zrobisz nic głupiego – poprosił.
- Obiecuję – oznajmiłam i opuściłam mieszkanie.
Po około dwudziestu minutach zaparkowałam przed posterunkiem policji. Najpierw udałam się do bufetu po mocną kawę, która miała postawić mnie na nogi jako, że tej nocy nie spałam wystarczająco długo. W biurze był już Jack, ten sam, z którym rozmawiałam rano. Gdy tylko usiadłam rzucił na moje biurko całą dokumentację.
- Auto jest na warsztacie. Idź tam, dopóki będziesz sama – poinformował i wyszedł.
Dopiłam kawę, zabrałam papiery i zeszłam na dół. Jak Jack mówił, warsztat o tej porze był pusty, więc czym prędzej wzięłam się za usuwanie jakichkolwiek dowodów, które mogłyby wskazywać obecność osób trzecich w wypadku. Nie zrobiłam ani jednej przerwy, myśli całkowicie zajęłam wykonywaną pracą, by się nie rozpraszać. I dopiero około południa, gdy wypełniłam ostatnie dokumenty postanowiłam zadzwonić do mamy.
- Hej mamo – przywitałam się – Masz chwile, by porozmawiać?
- Witaj Alex. Tak. Domyślam się, ze dzwonisz w sprawie Nathana.
- Owszem, nie mylisz się. Już coś wiadomo? – zapytałam.
- Tak. Obecnie Nath jest w śpiączce. Stracił bardzo dużo krwi i tylko w taki sposób możemy utrzymać go przy życiu. Ma też złamaną rękę i kilka żeber – oznajmiła mama z słyszalnym smutkiem w głosie.
- Poinformowałaś jego rodziców?
- Tak, rodzice, Jess i przyjaciele o wszystkim wiedzą. Jessica i chłopcy są w szpitalu i czuwają.
- Ohhh… - cicho jęknęłam z niezadowolenia, bo sama chciałabym tam być, być przy nim ale już miał pełną obstawę, więc sobie darowałam – Mamo, czy mogłabyś mnie informować o wszystkim na bieżąco? – poprosiłam.
- Oczywiście. Będę dzwonić, jak tylko pojawi się coś nowego – powiedziała.
- Dziękuję mamo. A teraz nie będę Ci przeszkadzać w pracy. Do usłyszenia – pożegnałam się i rozłączyłam.
Zastanawiałam się, dlaczego to ja zawsze mam pod górkę, a moje życie, z pozoru spokojne i kolorowe, tak naprawdę to wielkie pasmo nieszczęść i przeciwności, jakby wszystko zmówiło się przeciwko mnie…
Wierzchem dłoni otarłam samotną łzę, zabrałam teczkę z wypełnionymi dokumentami i poszłam złożyć ją na biurku komisarza.



Rozdział pojawił się dużo szybciej, gdyż teraz może pojawić sie tygodniowa przerwa z :( Nauczyciele zmówili się ze sprawdzianami...
Jest też spokojniejszy, co za tym idzie, nudniejszy i krótszy niż poprzedni :)
Miłego czytania <3

sobota, 8 grudnia 2012

Ósemka.


Płakałam, cały czas. On nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo mnie zranił. Cierpiałam, a najbardziej moje serce, bo nadal go kocham. To uczucie było zbyt silne, żeby tak po prostu się go pozbyć, o wszystkim zapomnieć…
Przez cały dzień nie wychodziłam z pokoju. Nic nie jadłam, nie piłam, tylko leżałam na łóżku szczelnie opatulona kocem, a moje oczy były opuchnięte od ciągłego płaczu. Dopiero pod wieczór poszłam się wykąpać, co zajęło mi ponad godzinę. Gorąca woda i para wodna działały na mnie uspokajająco. W duchu żałowałam, że nie zrobiłam tego wcześniej. Ubrana w dresy i przy dużą koszulkę, w trochę lepszym humorze wróciłam do pokoju i ponownie rzuciłam się na łóżko. Miałam właśnie zgasić lampkę i iść spać kiedy drzwi do mojego pokoju otworzyły się i zobaczyłam w nich Christophera. Chłopak w jednej dłoni trzymał kubek z parującym napojem, a w drugiej talerz z kanapkami.
- Przez cały dzień nie wychodziłaś z pokoju i nic nie jadłaś, więc pomyślałem, że przyniosę Ci chociaż kolację, bo widzę, że nie masz nastroju – oznajmił i usiadł obok mnie na łóżku.
- Dziękuję – powiedziałam lekko unosząc kąciki ust, chodź i tak nie miałam zamiaru nic jeść.
Wzięłam od brata tylko kubek z ciepłą herbatą i upiłam łyk. Od razu poczułam miłe ciepło wewnątrz, które powoli rozpościerało się na całe moje ciało. Poczułam się jeszcze lepiej niż po kąpieli. Być może dlatego, że herbata dawała mi złudne poczucie ciepła i szczęścia, których pragnęłam od Nathana…
Na jego wspomnienie w moich oczach ponownie zagościły łzy, chodź byłam pewna, że ich zapas już dawno się skończył. Spuściłam głowę w dół, lecz Chris i tak wszystko zauważył.
- Alex, co się dzieje? – zapytał z troską jednocześnie mnie obejmując.
Nie odpowiedziałam na jego pytanie, tylko wtuliłam się w niego bardziej i całkiem rozkleiłam. Kochałam w nim to, że nie nalegał tylko czekał aż sama postanowię mu o wszystkim powiedzieć.
- Nathan… - zaczęłam po kilkudziesięciu minutach – On mnie nienawidzi… - szeptałam zanosząc się płaczem – Nie wiem… Nie wiem, dlaczego… Nic mu przecież nie zrobiłam… Ja go tylko kocham… To tak dużo?
Wysłuchał mnie, nie przerywał i mocno obejmował, co w tym przypadku dawało mi jakąś malutką iskierkę nadziei, że wszystko się jeszcze ułoży.
Od nadmiaru emocji zaczęłam oddawać się w objęcia Morfeusza, co skutkowało tym, że zasnęłam na ramieniu Chrisa. Chłopak starał się ostrożnie ułożyć mnie na łóżku, żebym się nie obudziła, lecz to i tak nie poskutkowało. Przez lekko otwarte powieki widziałam, jak nachyla się nade mną. Jego oczy błyszczały od łez, których jednak nie widziałam na policzkach.
- Alex… - szepnął – Przepraszam… Tak bardzo Cię przepraszam… Gdybym tylko mógł cofnąć czas byłabyś teraz szczęśliwa u boku Nathana…
Nie rozumiałam, o co mu chodziło. Byłam zbyt zmęczona, żeby teraz się nad tym zastanawiać. Jego słowa uleciały w głąb mojej głowy, a sama zasnęłam.
Moja pobudka wyglądała dość drastycznie. Zadzwoniła moja komórka, która, pech chciał, leżała zaraz przy mojej głowie. Byłam tak zdenerwowana, mając na uwadze to, przed czym ostrzegał mnie Mat, że spadłam z łóżka lądując plackiem na plecach.
- Cholera! – zawołałam mając nadzieję, że Chris mocno śpi – Kto dzwoni do mnie o … - spojrzałam na wyświetlacz – …Trzeciej w nocy?! I to jeszcze nieznany numer!
Wkurzona i rozbudzona upadkiem nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam urządzenie do ucha. Nie zdążyłam się odezwać, a po drugiej stronie usłyszałam znajomy głos.
- Tu Mat. Dzwonię z budki telefonicznej, więc nie mam za dużo czasu – chłopak mówił szybko i stanowczo, byłam przerażona – Nathan ma klucz, pojechał do Gloucester i wróci rano, co w tym przypadku to kompletny idiotyzm. Paul o tym wie i coś planuje. Zamierza dopaść go, gdy ten będzie wracał drogą główną prowadzącą do Londynu. Ma zamiar upozorować wypadek 5 kilometrów przed miastem, by ktoś mógł go potem znaleźć. Dokładniejszych szczegółów nie znam. To co wiedziałem już Ci przekazałem. Reszta zależy od Ciebie – oznajmił i się rozłączył, tak po prostu.
Siedziałam nieruchomo na brzegu łóżka będąc w totalnym szoku. Wszystko zależy teraz ode mnie…
- Muszę mu pomóc! Ale jak? I o której godzinie będzie wracał z Gloucester? – zadawałam sobie pytania, a do moich myśli napływały straszne scenariusze.
Ogarnęły mnie dreszcze i panika. Nie wiedziałam co robić…
- Jak ja się dostanę za miasto? – chodziłam po pokoju w tę i z powrotem, a w głowie miałam ogromny zegar, który pokazywał, że mam coraz mniej czasu – Samochód, potrzebny mi samochód – olśniło mnie.
Czym prędzej wciągnęłam na siebie pierwsze lepsze ciuchy, komórkę i dokumenty schowałam do kieszeni jeansów i pognałam do holu, by poszukać kluczy do auta mojego i Chrisa. Przeszukałam wszystkie szuflady, nawet kieszenie kurtki brata ale nic to nie dało.
- Co Ty wyprawiasz w środku nocy? – zapytał zaspany Chris.
- Gdzie leżą kluczyki do samochodu? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- W salonie, na ławie. Czekaj, gdzie Ty się wybierasz? – kontynuował wywiad.
- Nie ważne. Masz numer do Nathana albo do któregoś z chłopaków?
- Mam do nich wszystkich – odpowiedział.
- To zadzwoń do Natha i zapytaj, gdzie jest – nakazałam.
- Nie odbiera – oznajmił po kilku minutach.
- To zadzwoń do chłopaków – poprosiłam.
- Max powiedział, że pojechał do rodziny – powiedział Chris.
- Tak, do rodziny – zakpiłam – Dupek.
Wciągnęłam na siebie ciepłą kurtkę, na stopy adidasy, natomiast na głowę czapkę brata.
- Idź spać i o nic się nie martw – poleciłam mu zabierając z salonu klucze i wybiegając z mieszkania.
Po chwili samochodem opuszczałam podziemny parking. Ulice Londynu o tej porze były puste, tylko czasami minęłam pojedyncze auto. Wszędzie, gdzie było to możliwe łamałam ograniczenia prędkości. Nie obchodziło mnie, czy dostanę mandat, nie mogłam tracić cennego czasu. Po kilku minutach byłam już poza granicami miasta. Teraz obserwowałam słupki stojące przy drodze, na których odliczone były kilometry.
Pięć, sześć, siedem, odliczałam w myślach. Zwolniłam, uważnie rozglądałam się po okolicy. Po jednej stronie rozciągał się las, po drugiej pola i wolna przestrzeń. Przejechałam jeszcze kawałek, 12 kilometr jak mówiły słupki. Nic podejrzanego nie zauważyłam, więc to nie był jeszcze ten czas. Postanowiłam, że poczekam na rozwój wydarzeń, lecz najpierw muszę gdzieś zaparkować samochód. Zjechałam w leśną dróżkę i zawróciłam ustawiając auto tak, bym potem mogła szybko wyjechać z powrotem na drogę oraz, żeby nie było widoczne. Przyciemniłam szyby, żeby czasami Paul mnie nie zobaczył. Inaczej mogłabym pogrążyć Mata. Wysiadłam i zaraz owionął mnie zimny wiatr. Szczelniej opatuliłam się kurtką. Podeszłam do jednego z drzew i oparłam się o nie patrząc w kierunku, gdzie niedługo miał pojawić się samochód, czarne BMW Nathana.
Na niebie świecił księżyc, który rozpraszał egipskie ciemności. Stałam w jednym miejscu, godziny mijały i powoli zaczęło robić się jaśniej. Spojrzałam na wyświetlacz swojej komórki, dochodziła siódma rano. Schowałam ją z powrotem do kieszeni. Oczekiwałam z wielką niecierpliwością. Spojrzałam na drogę i pisnęłam. W oddali pojawiły się światła samochodu, a we mnie zawrzała krew i poczułam ogromny przypływ adrenaliny. Jeszcze przez chwilę przyglądałam zbliżającemu się autu, by mieć pewność, że to Nathan. Gdy nabrałam pewności na horyzoncie ujrzałam jeszcze jeden samochód. Wiedziałam, kto to. Szybko wsiadłam do swojego auta. Wyjechałam na drogę. Postanowiłam jechać w pewnej odległości za Nathem, żeby ani on, ani Paul nie nabrali podejrzeń. Miałam też cichą nadzieję, że ten drugi widząc inny samochód zaniecha planu bojąc się świadków. W lusterkach widziałam, że Paul coraz bardziej zmniejsza dystans między nami. Powoli zbliżaliśmy się do docelowego miejsca, a ja coraz bardziej się bałam.
9 kilometr, Paul siedział mi na ogonie. Zaczął mnie wyprzedzać, nie dawałam się. Jechaliśmy równolegle, dobrze, że droga była pusta, trzymając jednakową prędkość. Jednak on wysunął się na prowadzenie. Nie wiem co we mnie wstąpiło ale zrobiłam jeden szybki ruch kierownicą w prawo, by zepchnąć rywala z drogi. Dał po hamulcach, usłyszałam pisk opon. Zyskałam małą przewagę lecz tylko na chwilę. Na szczęście Nathan zorientował się, co dzieje się za nim. Dociskał pedał gazu i powiększał dystans. Paul jechał za mną, kiedy ja jeździłam slalomem nie pozwalając mu się wyprzedzić. Jednak był sprytniejszy i ponownie jechaliśmy równolegle. Ponowiłam atak ale to tym razem okazał się wielkim błędem. Paul uniknął ostrego hamowania, lecz ja przybrałam kołem kawałek pobocza i wpadłam w poślizg. Chwilę zajęło mi zapanowanie nad autem i uniknięcie wjazdu do rowu. Odpaliłam silnik, by ruszyć jednak było już za późno. W ułamku sekundy Paul z wielką prędkością uderzył w tył samochodu Nathana, który zaczął koziołkować i w efekcie zatrzymał się na drzewie kołami do góry. Serce mi stanęło na ten widok. Ruszyłam z piskiem opon, by jak najszybciej znaleźć się przy poszkodowanym.  Paul zawrócił i obrał kierunek powrotny. Zjechałam na ten sam pas co on, miałam go naprzeciwko. Teraz nie liczyło się nic. Jeśli on się nie uchyli, a ja nie zamierzałam tego robić,  dojdzie do zderzenia czołowego. Nie martwiłam się o swoje życie, chciałam go wyeliminować. Pragnęłam zemsty teraz. Jednak on chwile przed zderzeniem uciekł na druga stronę.
- Tchórz! – krzyknęłam sama do siebie z postanowieniem, że zajmę się nim potem.
Zatrzymałam się przy samochodzie Nathana. Czym prędzej wysiadłam i podbiegłam do niego. Widok jaki zastałam, był przerażający. Chłopak był cały zakrwawiony. Odnalazłam miejsce na jego szyi, gdzie powinnam poczuć puls. Nic takiego nie było.
- Nath, nie rób mi tego, nie umieraj – prosiłam i płakałam.
Odpięłam pas, który ciągle go trzymał i ostrożnie wyciągnęłam go na zewnątrz. Odciągnęłam na bok i zaczęłam robić sztuczne oddychanie. Jedna seria, nie pomogło, dopiero po trzeciej wyczułam delikatny puls. Nadal był nieprzytomny ale oddychał samodzielnie. Wróciłam do jego auta i przeszukałam go. Zabrałam dokumenty i koc, który znalazłam na tylnim siedzeniu. Przykryłam go. Trzęsącymi dłońmi wystukałam numer do szpitala. Obiecali jak najszybciej przysłać karetkę. Zadzwoniłam również do mamy, która była pielęgniarką w jednym z londyńskich szpitali i miała o tej porze dyżur. Powiadomiłam ją, że niedługo przywiozą Nathana i, że nic ode mnie nie wie oraz, żeby zawiadomiła jego rodziców. Trzeci telefon, jaki wykonałam, był na posterunek policji, gdzie pracowałam. Poprosiłam, aby przysłali lawetę po zmasakrowane BMW.
Co jakiś czas sprawdzałam puls Natha, by w razie konieczności jeszcze raz móc go reanimować. Moje serce krzyczało z bólu i rozpaczy. Nie wierzyłam, że odpowiedzialność za to wszystko może ponosić jedynie jego siostra, którą tak kochał. A jeśli on umrze, nie wybaczę sobie tego, umrę i ja…




Dedyk dla Lovelydream, która tak bardzo wspierała mnie w pisaniu <3 Dziękuję ;*** 
Mam nadzieję, że się spodoba ;D

środa, 5 grudnia 2012

Liebster Award x6

Moi kochani ;*
Jestem w ogromnym szoku, że ten blog dostał aż tyle nominacji i wyróżnień, bo aż 6! Jestem Wam bardzo, ale to bardzo wdzięczna! <333 Jest mi szalenie miło, że ktoś o mnie pamiętał oraz docenił moją pracę :)

Pozwólcie, że odpowiem teraz na Wasze pytania :)



Pytania od Love <3

1.Od kiedy zaczęłaś się interesować TW?
2 listopad 2011 <333
2.Ulubiona dziedzina sportu?
O co Ty mnie pytasz? ;p Siatkówka ;D
3.Ile lat?/data urodzin
18 lat/15 wrzesień 1994
4.Twoje ulubione hobby?
-
5.Co chciałabyś robić w przyszłości?
Nie mam jeszcze tak dalekiej wizji mojego życia ;D
6.Gdybyś miała wybrać między miłością a przyjaźnią, co byś wybrała?
Nie umiem wybrać L To zależałoby od osób
7.Jakiego typu muzyki najczęściej słuchasz?
Pop ;D
8.Jaki cytat widnieje w twojej głowie, gdy masz ciężkie chwile?
Trudniejszego nie było? Zależy, jaka sytuacja ;D
9.Osiągnęłaś w swoim życiu jakieś większe sukcesy?
Nie wypowiem się tutaj ;D
10.Gdybyś mogła skierować do swojego idola tylko 2 słowa, jakie słowa by to były?
Dziękuję *_*
11.Najważniejsza wartość w życiu dla Ciebie, to...?
Życie


Pytania od Invictum <3

1.Co jest Twoją największą wadą, a co zaletą?
Wada – lenistwo ;p, zaleta –
2.Gdybyś mogła cofnąć czas jakiej rzeczy byś nie zrobił/a?
Nie zaprzepaściłabym szansy na bycie z ukochaną osobą :(
3.Co najbardziej cenisz u swojego najlepszego przyjaciela?
Szczerość, poczucie humoru ;>
4.Na co zwracasz uwagę u ludzi przy pierwszym spotkaniu?
Oczy <3
5.Jeśli miałbyś/abyś jedną rzecz i jedną osobę do zabrania na bezludną wyspę co i kto by to był?
-
6.Kto jest Twoim idolem, wzorcem osobowym?
Mam kilku idoli ;) Ale na nikim się nie wzoruję ;)
7.Gdybyś mogła wejść w ciało dowolnej osoby na Ziemi, kto by to był i dlaczego?
Jednego takiego chłopaka, chciałabym poznać jego myśli.
8.Co myślisz o związkach homoseksualnych?
Niech sobie będą ale nie zalegalizowane przez państwo.
9.Jak myślisz, dlaczego ludzie na świecie są tak nietolerancyjni?
Uważają się za lepszych i krytykują innych.
10.Czy chciałbyś/abyś zmienić coś w swoim życiu? Jeśli tak to co by to było?
Chciałabym zmienić swój charakter, przestać być nieśmiała…
11. Jeśli koniec świata naprawdę miałby nastąpić 21 grudnia co chciałbyś przekazać swoim najbliższym (mamie, tacie, rodzeństwu, najlepszemu przyjacielowi)
Że przepraszam za wszystkie krzywdy oraz, że ich kocham.


Pytania od Alicee_ <3

1.Dlaczego The Wanted?
Na to pytanie nie znam odpowiedzi, po prostu tak wyszło ;)
2.Ulubiony członek The Wanted?
Nathan *_*
3.Dlaczego piszesz opowiadanie o The Wanted?
Na początku trafiłam na jedyne opowiadanie o TW autorstwa Maliny i pomyślałam sobie, czemu by nie spróbować ;p I tak to się ciągnie po dziś dzień ;D
4.Ulubiona piosenka chłopaków?
Każda, z wyjątkiem I’ll be your strength, Behind bars, Let's get ugly oraz High & low... Za nic nie potrafię się do nich przekonać :(
5.Ulubiony kolor?
Również każdy ;D
6.Kto oprócz The Wanted?
Enrique Iglesias, Dappy, Pitbull, Reik, Taio Cruz I jeszcze wieeeeele innych ;)
7.Znak zodiaku?
Panna ;D
8.Najmniej lubiany z chłopaków?
Wszystkich uwielbiam <3
9.Słodki czy ostry? Chodzi o smak ;p
Nie potrafię wybrać, uwielbiam oba ;D
10.Ulubiony film?
Naprawdę nie umiem wybrać ;p
11.Ulubiony owoc?
Mandarynki, pomarańcze, truskawki, banany, jabłka ;D


Pytania od Heli <3

1.Masz jakieś zwierzątko w domu ?
Tak, dwa psy i cztery koty ;D
2.Masz rodzeństwo ?
Tak, siostrę ;D
3.Jakie imiona będą miały twoje dzieci ?
Dla chłopca wybrałabym imię Hubert albo Kacper, a dla dziewczynki nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałam ;D
4.Jak wyglądałaby twoja idealna randka?
Idealna? Nie musi być wyjątkowa, byle z ważną dla nas osobą :)
5.Jak będzie wyglądała twoja przyszłość za 10 lat ?
Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć ;D Wolę niespodzianki :)
6.Jaki jest twój ulubiony film ?
Trudno powiedzieć, mam wiele filmów, do których wracam bardzo chętnie i ciężko mi w tym momencie jakiś wybrać ;p
7.Co byś zrobiła jakbyś wygrała kumulację w lotto ?
Marzenie *_* Jest bardzo dużo możliwości ;D
8.Co robisz gdy jest ci smutno ?
Słucham muzyki ;)
9.Boże Narodzenie czy Wielkanoc ?
Zdecydowanie Boże Narodzenie :)
10.Jaki jest twój ulubiony kwiat ?
Nie mam ale bardzo lubię wszystkie kwiaty, byle były kolorowe ;D
11.Co teraz robisz ?
Odpowiadam na pytania ;)


Pytania od Lovelydream <3

1. Od jak dawna jesteś fanką TW?
Od 2 listopad 2011 :)
2. Czyją, oprócz TW jesteś fanką?
1D, lubię też Enrique Iglesiasa, Reik, Dappy'ego, Pitbulla, Taio Cruza :)
3. Ulubiona lektura?
Nie ma takiej, nie czytam lektur ;p
4. Ulubiony gatunek filmu?
Komedie, animowane, romatyczne, katastroficzne :)
5. Co najczęściej ulecza Twój smutek?
Muzyka <3
6. Co, według Ciebie musi mieć prawdziwy przyjaciel?
Nie wolno mu rozpowiadać moich tajemnic...
7. Ulubiony aktor/aktorka?
Nie mam takich ;p
8. Ulubiony cytat?
Nie mam uniwersalnego, zależy od sytuacji ...
9. Ulubiona piosenka TW?
Wszystkie oprócz I'll be your strength, Behind bars, Let's get ugly oraz High & low... Za nic nie potrafię się do nich przekonać :(
10. Jakie jest najczęściej wypowiadane przez Ciebie słowo?
Nie będę tutaj używać brzydkich i niecenzuralnych słów ;D
11. Ulubione danie?
Trudne pytanie ;D uwielbiam wszystko co z makaronem <3


Jeszcze raz serdecznie Wam dziękuję <333 Oraz Zuzie11, od której również dostałam nominację ;*


niedziela, 2 grudnia 2012

Siódemka.

Mat powoli odsunął się ode mnie, a gburowaty facet zajął jego miejsce. Z początku przyjrzał mi się uważnie. Bałam się, bo nie wiedziałam do czego może być zdolny, by zdobyć to, czego chce.
- Gdzie masz klucz? – zapytał oschle.
- Nie mam go, a nawet jeśli bym miała to i tak byś go nie dostał – odpowiedziałam.
- Radzę Ci współpracować, jeśli nie chcesz, by stała Ci się krzywda – kontynuował jednocześnie dotykając mojego nagiego ramienia.
- Zabieraj tą łapę! – krzyknęłam i na ile mogłam odsunęłam ramię.
- Czyli nie chcesz współpracować? – dopytywał, coraz bardziej zdenerwowany.
- Nie! Bo nikt nie będzie mi mówił co mam robić! A tym bardziej wykorzystywał moich wspomnień, by zniszczyć komuś życie, bo tak mu się podoba! – krzyczałam, a Mat pokazywał mi na migi, żebym się uspokoiła.
Nie mogłam, to przez nagły przypływ adrenaliny w mojej krwi. Nie mogłam dać sobą pomiatać, nie kolejny raz…
Moje myśli zostały przerwane, gdy poczułam silny ból w twarzy. W oczach pojawiły się mroczki. Uderzył mnie, byłam tego pewna.
- Więc, jak będzie? – zapytał po raz któryś.
- Nic z tego – oznajmiłam starając się, by nie wydobyć przy tym żadnego jęku.
Sytuacja się powtórzyła, uderzył mnie znowu w te same miejsce. Tym razem, oprócz bólu i mroczków w oczach poczułam, jak z mojej wargi powoli sączy się krew. Oblizałam się, by czerwony płyn nie dotarł do szyi. Lecz po chwili mężczyzna wymierzył mi trzeci cios. Tym razem ból był nie do zniesienia i odpłynęłam…
Powoli wracałam do rzeczywistości. Głowa pulsowała mi od bólu spowodowanego trzema uderzeniami w twarz. Delikatnie przejechałam językiem po napuchniętej wardze. Czułam metaliczny smak krwi w buzi. Cicho jęknęłam.
- Alex… - usłyszałam głos, głos Mata.
- Pić – poprosiłam.
- Już – powiedział i przystawił mi butelkę z wodą do ust.
Cudownie było poczuć smak wody, która zmyła krew z mojego języka. Widziałam ból w jego oczach, gdy na mnie patrzył.
- Aż tak źle wyglądam? – wyszeptałam próbując się uśmiechnąć.
- Prosiłem, żebyś uważała na słowa – odparł z wyrzutem.
Namoczył jakiś wacik i ostrożnie obmył moją twarz chłodną wodą. Panowała między nami cisza, którą jednak przerwał on.
- Pomogę Ci, więc słuchaj uważnie tego, co teraz Ci powiem. I niech to zostanie naszą tajemnicą, bo nie wybaczę sobie, jeśli coś Ci się stanie – powiedział bardzo poważnie.
Przytaknęłam.
- Zadzwoniłem do Nathana. Oczywiście nie wie, że to ja. Wie, że tu jesteś i z jakiego powodu, po części Jess też wtrąciła swoje trzy grosze. Powiedziała mu, że to Ty chcesz go zniszczyć, a on może temu zapobiec zabierając Ci klucz. Niedługo tu będzie i zabierze Cię stąd narażając się przy tym jeszcze bardziej Paulowi. Może zastosować się do wszystkiego, żeby was zniszczyć. Twoje zadanie jest takie. Od teraz musisz bardziej troszczyć się o życie swoje i Nathana, co może być trudne, zważając na to, że jest na Ciebie cholernie wściekły. I nie ufaj nikomu, tylko sobie i swojej intuicji. Obiecasz mi to?
- Ale Mat, ja nic nie rozumiem. Co tu się dzieje do cholery? – zapytałam przerażona.
- To wszystko wina Jessici. Może kiedyś sama Ci wszystko powie, może zmądrzeje po wydarzeniach, jakie mogą nastąpić – odpowiedział – A ja zostałem w to wplątany przez własna głupotę.
- Mat, jakie wydarzenia?! – krzyknęłam, a z moich oczu popłynęły łzy.
Zaczęłam lekko dygotać, teraz naprawdę się bałam. Nic nie rozumiałam, to wszystko toczyło się zbyt szybko…
- Kocham Cię i było mi ciężko zadzwonić do Natha ale tylko on może Ci pomóc. Jeśli razem uda wam się przez to przejść, wtedy i ja zostanę uwolniony z całej tej intrygi – powiedział.
Patrzyliśmy sobie w oczy, gdy nagle chłopak pocałował mnie.
- Obiecuję, że zrobię co w mojej mocy, by wszystko wróciło do normalności, i cała ta chora sytuacja dobiegła końca – odparłam.
Chciałam coś jeszcze powiedzieć ale oboje usłyszeliśmy hałasy i spojrzeliśmy w stronę drzwi.
- Już tu jest. Muszę iść. Będziemy w kontakcie – oznajmił szybko, po czym podniósł się z podłogi i wybiegł drzwiami po drugiej stronie pomieszczenia.
Spuściłam głowę w dół jednocześnie próbując powstrzymać łzy płynące z moich oczu i czekając na rozwój sytuacji.
Kilka minut po wyjściu Mata drzwi otworzyły się z hukiem, a w progu pojawił się Nathan. W jego oczach i na twarzy widziałam niepohamowaną złość, wręcz wściekłość. W pierwszej chwili przestraszyłam się go. Stał w drzwiach i patrzył w moją stronę. Powoli jego wyraz twarzy łagodniał. Pod jego lewym okiem widniał czerwony ślad po uderzeniu. Również na kostkach widoczne były ślady po bójce. Wolnym krokiem ruszył w moją stronę, ani na chwilę nie spuszczając ze mnie wzroku. Ostrożnie padł na kolana obok mnie. Spojrzał mi głęboko w oczy i po prostu pocałował. Całował mnie namiętnie, łapczywie ale jakże ostrożnie. Jedną dłonią dotykał policzka. Pragnęłam, by ten pocałunek nigdy się nie kończył. Więc kiedy Nath odsunął swoją twarz od mojej byłam strasznie zawiedziona. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Spojrzał na moją szyję, gdzie miałam kluczyk i jednym ruchem zerwał go. Schował go do kieszeni jeansów, wstał i ruszył w stronę wyjścia. Byłam pewna, że mnie tu zostawi. Jednak w połowie drogi przystanął.
- Nie wiem czemu ale mam Cię stąd zabrać – oznajmił oschle, uprzednio odwracając się do mnie przodem.
Ponownie znalazł się obok mnie i uwolnił moje kostki i nadgarstki od grubego sznura. Roztarłam obolałe i zdrętwiałe miejsca. Chłopak wyciągnął do mnie dłoń, by pomóc mi wstać. Skorzystałam z pomocy.
- Wynośmy się stąd – oznajmił.
Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu płaszcza, butów i torebki. Leżały w kącie na starej, rozpadającej się kanapie. Szybko zgarnęłam swoje rzeczy. Potem Nath zamknął mój nadgarstek w swoim żelaznym uścisku i pociągnął w stronę wyjścia. Szedł szybko, więc nie było mowy o zakładaniu szpilek. Wolałam biec za nim na boso. Na korytarzu stali jego przyjaciele z zespołu, którzy ruszyli za nami. Gdy wyszliśmy na zewnątrz przystałam na chwilę, żeby odetchnąć świeżym powietrzem, lecz Nathan pociągnął mnie dalej. Zatrzymaliśmy się dopiero przy dwóch samochodach.
- Wsiadaj – rozkazał Nath otwierając mi drzwi po stronie pasażera jednego z aut.
Zrobiłam jak kazał. Nie chciałam bardziej wchodzić mu za skórę. I tak wszystko już się skomplikowało…
- Dzięki chłopaki. Rozliczymy się wieczorem – oznajmił Nathan i pożegnał się z kumplami.
Wsiadł do samochodu i ruszył.
- Odwiozę Cię do domu – powiedział, jego zły humor wrócił.
- Nie mieszkam z rodzicami – oznajmiłam cicho i podałam mu nowy adres.
Byliśmy gdzieś poza miastem, nie wiedziałam gdzie. A nie chciałam pytać chłopaka.
- Aż tak mnie nienawidzisz, że chciałaś się odegrać? – zapytał.
- To twoja siostra nienawidzi mnie, i dobrze o tym wiesz – odparłam lekko wkurzona – To ona wpieprza się w moje życie przy okazji je rujnując. Manipuluje tobą, a ty jej we wszystko wierzysz! Nie było Cię w Gloucester, więc nie wiesz co się działo, co robiła Jessica! Okłamuje Cię na każdym kroku, jesteś kretynem, że jej wierzysz! – krzyczałam – Nie wiem, czym jej zawiniłam… - dodałam juz spokojniej.
Po około pół godzinie zajechaliśmy pod mój blok. Przez ten czas ani razu się nie odezwał.
- Oddasz mi klucz? – zapytałam z nadzieją.
- Nie, nie ufam Ci – odparł, jego słowa mnie zabolały – Oczerniasz moją siostrę, a może to ty jesteś wszystkiemu winna?
- Nie wierzę, że tak kompletnie Ci odbiło! Przez sławę stałeś się egoistycznym dupkiem! Nie obchodzi Cię nic oprócz siebie samego! – krzyczałam, tym razem poprzez łzy – Nie wiem, co w tobie widziałam. Widocznie byłam ślepa… Żałuję wszystkiego, co było. Straciłam tylko czas… - zakończyłam i wysiadłam z auta.
Nie obejrzałam się ani razu, tylko pobiegłam do mieszkania. Nie miałam kluczy ale w duchu modliłam się, by Chris był w domu. Zapukałam. Po chwili drzwi, ku mojej uciesze, się otworzyły i zobaczyłam w nich brata. Szybko weszłam do środka.
- Alex! Co się stało? – zapytał zdziwiony.
- Nic – oznajmiłam i zamknęłam się w swoim pokoju.



Ufff...
Rozdział jest :) Dłuższy niż zwykle ;p
Może trochę zagmatwane to wszystko ale powoli będzie sie wyjaśniać <333
I Anonimek i Hela mieli rację, początek podobny jest do sceny z IFY :)

wtorek, 20 listopada 2012

Szóstka.

Obudził mnie ból oraz promienie słońca padające prosto na moją twarz. Powoli otworzyłam oczy, lecz to co zobaczyłam mocno mną wstrząsnęło. Krzyknęłam ale mój krzyk stłumił materiał, którym zakneblowano mi usta. Nerwowo rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ze ścian i sufitu odpadała farba, w niektórych miejscach w podłodze brakowało desek. Na środku stał stół z jednym krzesłem, pod ścianą bardzo stary i zakurzony regał. Zresztą nie tylko on był brudny. Również podłoga była siwa od zbierającego się na niej od wielu lat kurzu. Drzwi trzymały się tylko na jednym zawiasie. Wystarczyłoby jedno mocne kopnięcie, by z hukiem legły na ziemi. Wszystko tutaj miało jakieś uszczerbki, widoczne zniszczenia. Jedynie w oknie zachowały się całe szyby. W powietrzu unosił się okropny odór wilgoci i stęchlizny. Cała ta scena przyprawiała mnie o dreszcze. Zaczęłam się bać, a w głowie układały się przeróżne scenariusze. Chciałam podjąć próbę ucieczki, lecz zdałam sobie sprawę, ze moje ręce są wygięte do tyłu i związane w nadgarstkach. Również na nogach zauważyłam liny. Siedziałam na podłodze naprzeciw drzwi oczekując najgorszego…
Drzwi otworzyły się przeraźliwie skrzypiąc, a w nich pojawił się nieznajomy, z którym tańczyłam poprzedniego wieczoru w klubie. Moje oczy były wielkości pięciozłotówek. Poczułam się wykorzystana.
- Witaj piękna – oznajmił nieznajomy jednocześnie na stole stawiając butelkę wody – Jak się spało? – zapytał.
Nawet gdyby odwiązał mi usta nie odezwałabym się do tego zdrajcy ani słowem. Chociaż nie powiem, cholernie interesowało mnie, czego może ode mnie chcieć. Gdyby chodziło o seks miał okazję, by to wykorzystać.
- Przepraszam – ponownie się odezwał tym razem podchodząc do mnie i zabierając knebel z ust – Nie dziwne, że mi nie odpowiedziałaś – po czym uśmiechnął się i mnie pocałował.
Nie broniłam się, nie wiedziałam czemu. To było silniejsze ode mnie. Podczas tej czynności mój strach odszedł w niepamięć. Było to nadzwyczaj dziwne.
- Nie rozumiem, co taka dziewczyna jak ty, piękna i inteligentna widzi w Sykesie – zaczął, gdy oderwał się od moich warg.
- Co mam przez to rozumieć? – wypaliłam.
- Otóż, pewne źródła donoszą, że szalejesz za „panem doskonałym”, lecz on Cię nie dostrzega i w najlepsze zabawia się z inną – odpowiedział.
Tym pewnym źródłem był nie kto inny tylko Jessica, byłam tego pewna. Arogantka, dbająca tylko o własne interesy…
- Zresztą, sam doszedłem do takiego wniosku jeszcze za czasów szkolnych…
Spojrzałam mu w oczy i wtedy mnie olśniło. Zobaczyłam w nim dawnego kolegę z klasy.
- Mat… - szepnęłam zaskoczona.
- Cieszę się, że jednak mnie poznałaś – odparł z uśmiechem na twarzy.
- Co się z Tobą stało? Dlaczego dołączyłeś do Jessici i jej paczki? – zadawałam pytania – Nigdy bym się po tobie tego nie spodziewała – powiedziałam z wyraźnym wyrzutem.
Zawahał się, a moje myśli wróciły do wspomnień z przeszłości.
Mat chodził ze mną i z Nathanem do jednej klasy. Lubiłam go, zawsze potrafił mnie rozśmieszyć, był mistrzem dowcipu. Nigdy jakoś szczególnie nie przepadał za Nathem, nie znałam powodu takiego zachowania. Chciałam, by nie tylko Nathan był moim przyjacielem ale także i Mat. Przy nich największy problem stawał się dziecinnie prosty i śmieszny. Niestety nie mogłam spędzać z nimi czasu jednocześnie. Sykes nie miał nic przeciwko ale ten drugi odmawiał…
Z czasem Nath wyjechał robić karierę. Zostawił mnie samą. Miałam wielka nadzieję, że Mat będzie dla mnie wsparciem. Na początku tak było, lecz wszystko się zepsuło. Pewnego dnia powiedział mi, że nie ma mi nic więcej do powiedzenia oraz, że nie chce utrzymywać ze mną kontaktu. Ponownie nie poznałam powodu, który nim kierował…
Uczucie, kiedy bliska mi osoba, jaką był właśnie Mat patrzy na mnie na przerwach z pogardą, było nie do zniesienia. Byłam załamana, w jednym czasie straciłam dwóch przyjaciół. Wszystko pogarszała dodatkowo Jessica i jej pseudo-przyjaciele. Te ich ciągłe, nasilające się zaczepki, wyzwiska, głupie żarty były nie do zniesienia. Mogło to się wydawać dziecinne, że ja, dwa lata starsza od Jess nie mogłam sobie z nią poradzić… Ale ona zawsze miała kogoś, kto jej bronił na każdym kroku. Miałam jeszcze Chrisa ale on miał swoje problemy, więc nie chciałam zrzucać mu na barki dodatkowych zmartwień. Było mi bardzo ciężko, nieraz zdarzyło się, że zamiast iść do szkoły wmawiałam rodzicom, że źle się czuję. Miałam wtedy jeden dzień odpoczynku.
Moim ratunkiem okazał się Nathan. Obiecał mi, że w wolnych chwilach będzie specjalnie dla mnie przyjeżdżał do Gloucester, byśmy mogli się spotkać, oczywiście w tajemnych miejscach. Tak też było. Przyjeżdżał i wtedy spędzaliśmy ze sobą całe dwanaście godzin. Wróciła wiara, że jednak jeden przyjaciel jest nadal blisko mnie.
Co prawda, Nathan potem też zawiódł ale już nie był przyjacielem. Tym razem go kochałam…
Po twarzy Mata widziałam, że również wspomina stare dzieje.
- Powiedz mi, dlaczego wtedy nie chciałeś mnie już więcej znać? Dlaczego nie chciałeś się z nami zadawać? Mogliśmy razem tworzyć zgraną paczkę… – zapytałam widząc iż chłopak siada obok mnie.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? Mimo, że nie ma to teraz żadnego znaczenia? – dopytywał.
Przytaknęłam.
- Chodziło o Nathana w każdym przypadku. Nie chciałem się z nim przyjaźnić, nie zasługiwał na to. A przede wszystkim zazdrościłem mu tego, że tak świetnie się dogadujecie, byliście dla siebie idealni. Nie chciałem być piątym kołem u wozu. Za bardzo Cię kochałem, by na to patrzeć i wolałem trzymać się na boku.
Ostatnie zdanie wprawiło mnie w lekkie osłupienie.
- A druga sprawa – kontynuował – Jednego dnia zauważyłem, jak wychodziłaś wieczorem z domu i postanowiłem Cię śledzić. Widziałem jak spotykasz się z Sykesem, a następnego dnia od Jessici usłyszałem, że spędziliście razem noc. To był dla mnie duży cios. Zawiodłem się na tobie i pod wpływem impulsu powiedziałem to co powiedziałem…
Zamilkł, zapanowała cisza. Nie wiedziałam, jak mam się w tej chwili zachować, co powiedzieć…
- Dlatego tu jesteś. Od Jessici wiem, że od dawna zapisujesz wszystko w pamiętnikach, które ukryłaś gdzieś pod kluczem. Chciałbym zatruć mu życie, i nie tylko ja, więc chciałbym ten klucz mieć w swoim posiadaniu. Nathan nie zasługuje na takie traktowanie z twojej strony, na twoim miejscu dawno bym mu wygarnął, że Cię wykorzystał i zostawił dla innej – zakończył zdenerwowany.
- Lubię Cię nadal ale to, co robisz jest złe. I nie dostaniesz klucza, to moje prywatne wpisy i nikt nie ma prawa do nich zaglądać – powiedziałam – Sprawa między mną i Nathanem to mój własny rozrachunek i nie wtrącaj się…
- Mat, miałeś zdobyć klucz, a nie przeprowadzać miłe pogawędki – usłyszałam, a w drzwiach pojawił się starszy chłopak, na około 22-25 lat – Teraz ja zajmę się panią…
Gdy to powiedział mój strach wrócił, zaczęłam lekko dygotać…





Rozdział dodałam znowu z opóźnieniem :( 
Nie wypowiem się na ten temat. Winę za wady zwalam na szkołę...
Szkoła mnie wykańcza, siada psychika, brakuje mi czasu, ciągle kartkówki i sprawdziany...
Czuję się jakbym w tym roku zdawała maturę, a czeka mnie to dopiero za rok :(
Trzymam kciuki za to, bym wreszcie mogła odsapnąć i zająć się innymi ważnymi sprawami.
P.S. Nie zwracajcie uwagi na mój beznadziejny monolog, czasami potrzebuję porozmawiać sama ze sobą.
Kocham <3


poniedziałek, 12 listopada 2012

Piątka.

Przez kolejne półtora tygodnia od tego wydarzenia nie działo się nic ciekawego. No może oprócz tego, że wraz z Chrisem zamieszkaliśmy we własnym mieszkaniu. Gdyby nie on i jego pomysł nadal mieszkałabym z rodzicami, co mi wcale nie przeszkadzało. Christopher przekonał mnie, że jeśli się wyprowadzimy rodzice nie będą za bardzo ingerować w nasze życie towarzyskie, ten powód w zupełności mi wystarczył, żeby przystać na jego propozycję. Wynajęliśmy małe mieszkanie w bloku na trzecim piętrze z widokiem na duży park z małym stawem, w którym pływały kaczki i łabędzie karmione przez spacerujących ludzi. Żeby utrzymać owe mieszkanie musieliśmy zacząć zarabiać. Mój brat zatrudnił się w pizzerii. Ja zostałam już oficjalnie przyjęta do policji, nieoficjalnie zostały mi trzy dni do ukończenia szkolenia, czyli otrzymania broni…
Posterunek opuściłam w podskokach i z wielkim uśmiechem na twarzy. Zakończyłam szkolenie i od poniedziałku miałam zacząć pracę, więc dziś postanowiłam się zabawić i zaszaleć. Czym prędzej wróciłam do mieszkania i zaczęłam przygotowania. Najpierw zadzwoniłam do Nialla z zapytaniem, czy nie chciałby ze mną iść. Jego odpowiedź była przecząca, wyjechał wraz z chłopakami gdzieś na koncert. Postanowiłam więc zabawić się sama. Pognałam do łazienki wziąć prysznic. Owinięta w ręczniki wróciłam do pokoju wybrać ubranie. Po dłuższym zastanowieniu na łóżku położyłam małą czarną. Sukienka była na ramiączka, sięgała połowy ud i idealnie podkreślała moje kształty. Do tego wybrałam również czarne, niezbyt wysokie, szpilki. Wróciłam do łazienki umalować się i uczesać, postawiłam na prostotę i rozpuściłam włosy, które lekko falowały. Ponownie wróciłam do pokoju tym razem ubrać się. Do małej torebki wrzuciłam dowód i pieniądze, więcej nie potrzebowałam. Zanim jeszcze opuściłam pokój spryskałam ciało ulubionymi perfumami i przejrzałam się w lustrze. Wszystko było na swoim miejscu, łańcuszek z kluczem również. W salonie spotkałam Chrisa.
- Podrzucisz mnie do klubu? – zapytałam widząc, że siedzi bezczynnie przed telewizorem.
- To weź samochód, mi nie będzie potrzebny – oznajmił.
- Mi też nie, chcę się napić więc i tak nim nie wrócę – poinformowałam go.
- Jej, jakaś Ty marudna… - westchnął, lecz po chwili wyłączył telewizor i podniósł się z kanapy – Dobra, chodź.
- Dziękuję! – zaszczebiotałam i narzuciłam na siebie ciepły płaszcz.
Jakieś dwadzieścia minut później byliśmy na miejscu. Jeszcze raz podziękowałam bliźniakowi i wysiadłam z auta. W szatni zostawiłam płaszcz i zaczęłam przeciskać się pomiędzy tańczącymi zmierzając w stronę baru. Zajęłam wolne miejsce z boku, z którego miałam dobry widok na parkiet. Przede mną zaraz pojawił się barman proponując drinka. Na początek zamówiłam zimne piwo cytrynowe. Barman widząc moją samotność zaproponował, że dotrzyma mi towarzystwa. W sumie, czemu nie. Wydawał się sympatycznym chłopakiem, na oko niewiele starszym ode mnie. Bardzo miło mi się z nim rozmawiało, co jakiś czas na moją prośbę podsuwał mi kolejne szklanki z alkoholem. Zafascynował mnie do tego stopnia, że, gdy robił drinki innym śledziłam każdy jego ruch. Przyglądałam się, jak szklanki zwinnie przemieszczają się między jego palcami. W pewnym momencie poprosiłam go nawet by ze mną zatańczył. Niestety odmówił wypierając się tym, że jest sam za barem i nie może odejść od posterunku. Obiecał, że innym razem jak najbardziej. Chociaż tym mnie pocieszył. Gdy ponownie odszedł obsłużyć innych ja wróciłam do obserwowania go. Co chwila spoglądał w moją stronę i uśmiechał się. Zaczęłam się zastanawiać, czy mogłoby coś między nami być. Dogadywaliśmy się, pod względem wyglądu też nie był najgorszy, był raczej trochę bardziej niż przeciętnie przystojny…
Jednak w pewnej chwili poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu.
- Zatańczymy, piękna? – usłyszałam szept przy swoim uchu.
Odwróciłam się. Moim oczom ukazał się chłopak, tym razem dużo starszy ode mnie. Uśmiechał się zawadiacko.
- Czemu nie – oznajmiłam i złapałam jego dłoń.
Jeden taniec z nieznajomym mi nie zaszkodzi, pomyślałam i ruszyłam za nim na parkiet. Jednym zwinnym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Jego dłonie znalazły się na moich biodrach, z kolei ja zarzuciłam swoje na jego szyję. Myślałam, że po jednej piosence podziękuje i na tym się skończy. Jednak się przeliczyłam. Świetnie mi się z nim tańczyło, może dlatego, że nie pchał łap tam, gdzie nie trzeba. Dopiero gdzieś po piątej lub szóstej piosence zaproponował, byśmy się czegoś napili. Wróciłam do barmana, kiedy nieznajomy poszedł w swoim kierunku.
Powoli sączyłam zimny napój i odpoczywałam. Rozejrzałam się, mój wzrok przykuła dziewczyna siedząca po mojej prawej stronie. Zdawało mi się, że skądś ją znam. Równie dobrze mogło mi się tylko wydawać, w końcu trochę już wypiłam.
- Dzisiaj sama? – usłyszałam pytanie barmana skierowane właśnie do niej.
- Nie, Nathan spotkał znajomego i gdzieś jest w tłumie – odpowiedziała.
Olśniło mnie. Widziałam ją w Nandos. Niall mi o nie mówił. To dziewczyna Nathana…
Odwróciła wzrok. W jednej chwili nasze oczy skrzyżowały się. Szybko odwróciłam głowę, lecz nadal czułam jej wzrok na sobie.
- Ty jesteś Alex, dziewczyna Nialla? – zagadnęła mnie.
- Tak, i nie dziewczyna, przyjaźnimy się. A Ty zapewne jesteś Lily, dziewczyna słynnego Sykesa – oznajmiłam, nazwisko Nathana wypowiadając z ironią.
- Tak, zgadza się. Jesteś sama, Niall wyjechał, prawda? – dopytywała.
- Tak, masz rację. Ale zastanawia mnie jedno – zaczęłam, bo co ją obchodził Niall, przecież była z Nathem – Dlaczego pytasz o Nialla? Miałaś nadzieję go zobaczyć? A może jeszcze porozmawiać? – w moim głosie słychać było coraz więcej jadu – Miałaś swoją szansę, Niall darzył Cię wielkim uczuciem, a Ty najzwyczajniej w świecie się nim zabawiałaś. Nie masz sumienia? On na to nie zasłużył. Cierpi, gdy widzi Cię z innym. Dobrze Ci radzę, zniknij z jego życia albo zmień to, póki jest ku temu okazja – powiedziałam i z portfela wyjęłam zdjęcie, które blondyn kazał wyrzucić i rzuciłam przed dziewczyną na blat – Przypomnij sobie i się zastanów – zakończyłam i odeszłam od baru widząc zmierzającego w moją stronę nieznajomego.
Bez słowa porozumiewania się ruszyliśmy dalej na parkiet. Procenty szumiały mi w głowie, we krwi czułam narastającą adrenalinę. Cieszyłam się, że miałam okazję powiedzieć co myślę tej dziewczynie, może się wreszcie opamięta. Bo Niall z pewnością nie zasługuje na takie traktowanie, jest zbyt wrażliwy. Z kolei serce podpowiadało mi, że jeśli Lily postanowi walczyć o mojego przyjaciela to zerwie z Nathanem, co oznaczałoby, że Nath będzie wolny, a wtedy ja mogłabym….
Nie, nic nie mogłabym, próbowałam uspokoić szalone myśli. Co ma być to będzie ale na pewno nie mam zamiaru starać się o względy Natha, nie zasłużył na to…
Wskutek nadmiaru emocji, nie wiedzieć czemu, pocałowałam nieznajomego. Potem już pamiętałam tylko, że ubrana w płaszcz i z torebką w ręku opuszczałam klub i wsiadałam do auta owego nieznajomego….



Nie dałam rady dodać rozdziału w weekend... Przepraszam :(
Mam nadzieję, że długość rozdziału Wam to trochę wynagrodzi :)


piątek, 2 listopada 2012

Czwórka.

Rano, po orzeźwiającym prysznicu, już całkiem ubrana w luźną koszulkę i dresy i ogarnięta, zeszłam na dół.  W domu panowała grobowa cisza. Obeszłam wszystkie pomieszczenia, nikogo więcej nie było, zostałam sama. W kuchni, na lodówce magnesem była przyklejona karta od mamy.
„Z tatą jesteśmy w pracy, wrócimy wieczorem. A Chris ma dziś zawody w nogę, więc nie mam pojęcia kiedy wróci. Obiad masz w lodówce, przygrzej sobie – Mama” przeczytałam z karteczki. Z tym obiadem mogła sobie darować, nie jestem małą dziewczynką, poradzę sobie.
Na śniadanie zrobiłam sobie kanapki i herbatę. Podczas posiłku obmyśliłam plan na dzisiejsze przedpołudnie. Umyłam naczynia, z których korzystałam i wróciłam do swojego pokoju, gdzie czekały już na mnie walizki. Pierwszym zadaniem było rozpakowanie się i zrobienie prania. Nastawiłam dwie pralki z brudnymi ubraniami, a resztę ułożyłam na półkach. Zajęło mi to lekko ponad godzinę, nie spieszyłam się, nie było powodu. Gdy zakończyłam tą czynność poszłam do łazienki wyjąć pranie, a następnie na poddasze rozwiesić je.
Do spotkania z Horanem miałam jeszcze jakieś cztery godzinki ale musiałam załatwić jeszcze jedną sprawę na mieście, więc postanowiłam wyjść wcześniej. Przebrałam się w jeansowe rurki, biały top oraz koszulę w czarno-niebieską kratę na krótki rękaw, którą zawiązałam pod biustem. Komórkę, teczkę z potrzebnymi dokumentami i portfel wrzuciłam do torby. Zeszłam do przedpokoju, gdzie na nogi wciągnęłam biało-niebieskie Air Maxy. Założyłam ciepłą kurtkę, owinęłam szyję szalikiem, rękawiczki na dłonie, kaptur na głowę, w końcu to początek lutego, a temperatura daje dużo do życzenia. Przewiesiłam torebkę przez ramię i wyszłam na zewnątrz…
Maszerowałam szybkim krokiem ulicami Londynu. Zmierzałam na posterunek policji. Powód? Od niepamiętnych czasów marzy mi się pracować w policji lub w ochronie, najlepiej jakichś znanych osobistości. Dlatego też potrzebne mi było szkolenie, na które pojechałam do Irlandii. Dziś postanowiłam zanieść dokumenty, które zaświadczały o moim uczestnictwie oraz ocenę od prowadzącego grupę. Te wszystkie papiery umożliwią mi starania o pozwolenie na broń oraz o posadę w policji. Ciągle wyobrażam sobie siebie, stojącą w jej szeregach, w mundurze. Mam nadzieję, że ten dzień nadejdzie lada moment…
Ku mojemu zdziwieniu sprawy biurowe załatwiłam w dość szybkim tempie. Teraz miałam tylko czekać na telefon z informacją o rozpoczęciu szkolenia na strzelnicy. Posterunek opuściłam w świetnym humorze i tym razem obrałam kierunek: Nandos. Miałam jeszcze sporo czasu do umówionej godziny, więc szłam spacerkiem. Przechadzałam się również po parku dla zabicia czasu. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że podświadomie przyglądam się pewnej kobiecie i jakiemuś mężczyźnie. Spacerowali trzymając się za ręce. Jednak w pewnym momencie zatrzymali się, stanęli naprzeciw siebie szepcząc słodkie słówka. W efekcie mężczyzna pocałował swoją ukochaną. Na koniec, tym razem objęci, ruszyli dalej. Stałam wodząc za nimi wzrokiem, a w mojej wyobraźni pojawiały się obrazy mnie i Nathana na miejscu tej pary. Moje oczy zaszkliły się od łez. Nie czekając dłużej ani chwili opuściłam park i ruszyłam szybkim krokiem do Nandos. W tym czasie w mojej głowie biły się myśli…
Kretynko, o czym ty marzysz? Nathan jest teraz sławnym piosenkarzem, może mieć dziewczyn na pęczki. Na pewno nie wybierze Ciebie, cichej dziewczyny z Gloucester. Zresztą, on już wybrał. Teraz jest z jakąś Lily. Na pewno jest piękna i bardziej zasługuje na jego miłość. A ja, mimo, że darzę go wielkim uczuciem, bezgraniczną miłością, nie zachowam się jak ostatnia suka niszcząc ich związek, a usunę się w cień dla jego dobra. Miałam Nathana tylko dla siebie przez 10 lat, widocznie wyczerpałam już swój limit i teraz nadeszła pora, by się to zmieniło. Nie dam rady więcej sama się okłamywać… Mimo wszystko kocham go i kochać będę zawsze…
- Alex! – usłyszałam za plecami głos, który jednocześnie wyrwał mnie z zadumy.
Odwróciłam się i ujrzałam Nialla wysiadającego z samochodu. Nawet się nie spostrzegłam, że dotarłam na miejsce.
- Niall! – zawołałam uradowana i rzuciłam się chłopakowi w ramiona – Cieszę się, że Cię widzę. Nawet nie masz pojęcia, jak brakowało mi naszych wspólnych rozmów – oznajmiłam.
- Też tęskniłem – powiedział – Ale dziś mamy całe popołudnie tylko dla siebie i mam nadzieję, że przez ten czas wszystko nadrobimy.
- Z pewnością! – rzekłam i trzymając się za ręce weszliśmy do środka.
Zajęliśmy stolik, który blondyn wcześniej zarezerwował w cichym kącie sali. Zamówiliśmy jedzenie i pogrążyliśmy się w rozmowie. Minuty mijały, za oknami robiło się już ciemno, a my nadal rozmawialiśmy, żartowaliśmy, śmialiśmy się. W duchu dziękowałam Bogu, że poznałam tego wiecznie uśmiechniętego blondyna, dzięki któremu wszystkie troski i zmartwienia schodziły na dalszy plan albo okazywały się śmieszne i banalne. Niall był przyjacielem idealnym, ufałam mu we wszystkim, powierzałam tajemnice, wiedział również o Nathanie. Zawsze słuchał mnie uważnie, nie przerywał i często doradzał, odwdzięczałam mu się tym samym. Wiedziałam jedno, dziewczyna, którą wybierze Niall będzie najszczęśliwszą na świecie, bo nikt nie jest tak czuły i romantyczny jak on…
- Kurwa – usłyszałam przekleństwo przyjaciela, które bardzo mnie zaskoczyło, bo nigdy nie bluźnił.
- Co jest? – zapytałam.
- Nie odwracaj się – ostrzegł mnie – Zgadnij kto przyszedł.
- Nie mam pojęcia, więc oświeć mnie – poprosiłam.
- Nath z Lily.
- Jeszcze ich tu brakowało – oznajmiłam.
Od tej chwili rozmowa nam się nie kleiła, tak jakby każde z nas żyło we własnym świecie. Było to dziwne uczucie, bo jeszcze nigdy nam się to nie zdarzyło, nigdy nie brakowało tematów do rozmowy. Przyjrzałam się uważnie przyjacielowi. Widziałam jak nerwowo bawi się sztućcami lub ukradkiem spogląda gdzieś w głąb pomieszczenia.
- Niall, co się dzieje? – zapytałam.
- Nic.
- Znamy się już jakiś czas, więc widzę, że coś jest grane. Przede mną nie musisz kłamać ani udawać.
Chłopak tak jakby udał, że mnie nie słyszy, a ja nie chciałam na niego naciskać, jeśli będzie chciał to sam mi powie.
- Ehh – westchnął – Niech będzie, powiem Ci – odparł i wyjął z kieszeni swój portfel.
Kolejno z portfela wyjął małą fotografię, którą mi podał. Wzięłam ją w palce i ujrzałam u boku Nialla piękną dziewczynę, brunetkę, z długimi, lekko falującymi włosami. Jej skóra była opalona, a oczy brązowe.  Pomimo wielkich różnic w wyglądzie, a wręcz kontrastu, idealnie do siebie pasowali. Zresztą, po zdjęciu i ich oczach widać było, że coś między nimi jest…
- To jest dziewczyna, w której się zakochałem, lecz ona wybrała innego – oznajmił blondyn – Ma na imię Lily, a jej wybrankiem jest Nathan. Oboje są teraz w Nandos, czego ja nie mogę znieść, więc jak tylko skończę jeść opuszczam ten lokal – poinformował mnie ze złością w głosie.
- Czyli oboje jesteśmy w czarnej dupie, oboje wystawieni i zranieni przez ukochanych nam ludzi…
- Chodźmy stąd, nie chcę na to patrzeć, to za bardzo boli – poprosił Niall z wyraźnym bólem i żalem w oczach.
Zgodziłam się. Zapłaciliśmy za nasze zamówienia i wstaliśmy od stolika.
- Niall, zapomniałeś zdjęcia – powiedziałam zabierając fotografię ze stolika.
- Nie chcę jej, wyrzuć ją – odpowiedział i wyszedł.
Schowałam zdjęcie do kieszeni i również opuściłam lokal po drodze rzucając ukradkowe spojrzenie na Nathana i Lily, którzy nie zauważyli naszej obecności w najlepsze zajęci sobą. Poczułam ukłucie bólu. Ani on, ani ona ani trochę nie zasługiwali na miłość moją i Nialla. Może wspólnymi siłami uda nam się zapomnieć o przeszłości, zapomnieć o tych, którzy nas zranili i ułożyć sobie lepsze życie…



No i jest :)
Dziś mam święto ^^ Właśnie dziś obchodzę rok w #TWFamily <333
Boże, jak ten czas szybko zleciał... Tyle rzeczy się wydarzyło, poznałam tyle świetnych osób... Dziękuję za wszystko ;***

+ Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, podajcie mi swoje nicki na tt :)


piątek, 26 października 2012

Trójka.

Zeszłam do przedpokoju, gdzie założyłam kurtkę i adidasy i wyszłam do ogrodu odetchnąć świeżym, wieczornym powietrzem. Zrobiłam rundkę wokół domu i usiadłam na bujanej huśtawce. Wokół mnie panowała cisza, którą przerwał dźwięk dzwoniącej komórki. Spojrzałam na wyświetlacz i uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć Niall! – przywitałam się z chłopakiem.
- Witaj! – usłyszałam po drugiej stronie uradowany głos blondyna.
- Cieszę się, że dzwonisz – kontynuowałam.
- Mi też miło. Dzwonię w dwóch sprawach – oznajmił i na chwilę przerwał – Po pierwsze, przepraszam, że nie było mnie na lotnisku. Ostatnio mamy mnóstwo pracy, nagrywamy nowe piosenki i ciężko mi się wyrwać – powiedział już znacznie smutniejszym głosem.
- Oh Niall, rozumiem. Naprawdę, nic się nie stało ale mam nadzieję, że szybko się spotkamy – oznajmiłam.
- Właśnie to jest ta druga sprawa. Masz jutro czas? Nawet jeśli nie, to sobie załatw, proszę. Chciałbym się z tobą jutro spotkać, to mój jedyny wolny dzień w tym tygodniu.
- Oczywiście, że mam jutro czas, nawet jeśli dla Ciebie zawsze go znajdę – powiedziałam z radością – Powiedz tylko gdzie i o której.
- W Nandos o 14? – zapytał.
- Świetnie, na pewno będę – obiecałam.
- A jak Ci minęła podróż? – dopytywał Niall.
- Dobrze, na szczęście obeszło się bez turbulencji… - przerwałam, gdy zobaczyłam Natha opierającego się o drzewo – Przepraszam ale muszę kończyć, opowiem Ci wszystko jutro – oznajmiłam.
- Ok, więc do zobaczenia jutro. Pa – pożegnał się chłopak.
Rozłączyłam się, a komórkę z powrotem schowałam do kieszeni. Podkuliłam nogi objęłam je rękoma, spojrzałam na Nathana. Nasze oczy spotkały się na chwilę. Chłopak odczekał chwilę i ruszył w moją stronę.
- Masz chwilę? – zapytał.
Kiwnęłam głową jako potwierdzenie. Brunet usiadł obok mnie. W tym samym czasie do moich nozdrzy wdarł się zapach jego perfum. Moje serce przyspieszyło swoje bicie. To był odruch bezwarunkowy, nic nie mogłam na to poradzić. W sposób, w jaki działał na mnie Nath doprowadzał mnie do szaleństwa, istnego obłędu. W życiu bym nie pomyślała, że mogłabym się zakochać w najlepszym kumplu z piaskownicy. Prawda jest taka, że gdybym nie namówiła go do wzięcia udziału w przesłuchaniach do zespołu nigdy by nie wyjechał i nigdy bym się w nim nie zakochała. Ta odległość, myśl, że go straciłam, wszystko się zmieniło…
Teraz przez moje myśli kolejno przelatywały obrazy ze wszystkich wspólnym wieczorów spędzonych w jaskini, ze wszystkich wspólnie spędzonych nocy. Spotykaliśmy się po kryjomu z dwóch powodów. Pierwszym było to, że nie chciałam aby jego siostra wiedziała o naszych schadzkach, a po drugie oboje nie chcieliśmy, by wszystko wyszło na jaw, to była nasza wielka tajemnica…
- Chciałbym z tobą porozmawiać ale nawet nie wiem, od czego zacząć – oznajmił chłopak wyrywając mnie z zamyślenia.
Nie odezwałam się, czekałam aż sam zacznie.
- Więc… - zaczął – Mój związek z Lily… Głupio wyszło…
- Nie tłumacz się – przerwałam mu – To twoje życie, zrobiłeś jak uważałeś.
- To wyszło tak nagle, spontanicznie…
- Nie, widocznie chciałeś tego. Znudziła Ci się zabawa mną i znalazłeś sobie inną…
- Nie prawda! Zawsze wszystko z mojej strony było szczere – tym razem Nathan mi przerwał.
- Nie okłamujmy się, nigdy nie traktowałeś mnie poważnie – kontynuowałam, a w moich oczach zabłysły łzy.
Spojrzałam na niego wzrokiem pełnym bólu i wstałam z huśtawki.
- Dobrze wiesz, że to nieprawda. Prawdą natomiast jest to, że między nami nadal coś jest. I nawet jeśli zaprzeczysz będę wiedział, że kłamiesz…
- To jest teraz nieistotne. Masz dziewczynę, jesteś szczęśliwy, więc trzymaj się tego, a mnie zostaw w spokoju – oznajmiłam tym samym kończąc rozmowę.
Odwróciłam się na pięcie i wyszłam za furtkę zostawiając Nathana samego, pogrążonego we własnych myślach. Wodził za mną wzrokiem, czułam to, jego wzrok jest bardzo przeszywający, dopóki nie zniknęłam za rogiem ulicy. Potem puściłam się biegiem do parku niedaleko domu, z moich oczy płynęły łzy. Nie mogłam ich powstrzymać. Wreszcie usiadłam na pierwszej lepszej ławce.
- Kocham Nathana! Kocham tego kretyna! – krzyczało moje serce poprzez usta – Zabawił się mną, wykorzystał, a na końcu zranił i teraz oczekuje cudu?! Zachowuje się jak nastolatek, który sam nie wie, czego chce. Sława uderzyła mu do głowy… Pieprzony gwiazdor! Muszę o nim zapomnieć, uwolnić się z tej cholernej miłości… - mówiłam sama do siebie.
Ciągle płakałam. Sądząc po ilości łez po makijażu nie zostało nic. Mniejsza o to, teraz priorytetem było dla mnie to, by ułożyć sobie życie tak, by nie było w nim miejsca dla Natha. I tak między nami nic nie będzie, za bardzo mnie zranił. Sam nawet nie raczył mi powiedzieć, że ma dziewczynę. Wszystkiego dowiedziałam się z gazet…
Zaczął padać deszcz, z początku tylko kropił, lecz potem zamienił się w ulewę. Ostanowiłam wrócić do domu. Znów biegłam, w kilka minut pokonałam drogę do domu. Jak burza wpadłam do środka, zrzuciłam z siebie mokrą kurtkę, buty i od razu poszłam do swojego pokoju. Goście, pomimo już późnej pory nadal byli, rodzice i państwo Sykes w najlepsze siedzieli sobie w salonie popijając wino. Najpierw zahaczyłam o łazienkę zmyć resztki makijażu. Przechodziłam przy pokoju Chrisa. Drzwi były otwarte i ukradkiem zajrzałam do środka. Christopher, Nathan i Jessica siedzieli na podłodze i grali w jakąś grę.
- Alex, chcesz z nami zagrać? – zapytał Chris widząc mnie.
I te zielono-niebieskie oczy patrzące wprost na mnie…
- Nie, dzięki. Jestem zmęczona, idę do siebie – odpowiedziałam pospiesznie i zniknęłam w swoim pokoju.
Rzuciłam się na łóżko. Próbowałam oczyścić umysł ze wszystkich dręczących mnie myśli, na darmo. Pragnęłam zasnąć, niestety też bez skutku. Minuty mijały, co jakiś czas przekręcałam się z boku na bok.
Usłyszałam, że drzwi frontowe otwierają się i zamykają. A chwilę później jakieś głosy za oknem. Podeszłam do niego i przez firankę obserwowałam sytuację na zewnątrz. Goście żegnali się, Nathan stał oparty o samochód. Patrzyłam na niego, nie potrafiłam inaczej…
Wszyscy wsiedli do samochodu i odjechali. Po moim policzku spłynęła jeszcze jedna samotna łza. Wróciłam do łóżka, wreszcie, całkowicie przybita zasnęłam… 




Mało komentujecie :( Może moje opowiadanie się nie podoba? Pewnie tak.
Nie ważne ile osób to czyta i tak dokończę tą historię. Uważam, że jest zbyt ciekawa, by pozostała tylko w mojej wyobraźni :)


niedziela, 21 października 2012

Dwójka.

Ślimaczym krokiem i z nietęgą miną powłóczyłam nogami za Christopherem. Cichaczem wślizgnęliśmy się do przedpokoju, ściągnęłam kurtkę i adidasy i już miałam wejść na schody na piętro, gdy usłyszałam mamę.
- Alex! – zawołała – Jak dobrze Cię znów widzieć!
- Dzięki mamo – powiedziałam pod nosem robiąc facepalma – Też się cieszę – dodałam już głośniej z udawaną radością i odwzajemniłam uścisk kobiety.
- Idź przywitaj się z ojcem i gośćmi i zaraz zawołam Was na kolację – instruowała mnie mama.
Kiwnęłam głową, że zrozumiałam, wzięłam głęboki oddech i weszłam do salonu. Chris już tam był. Oczy wszystkich zwróciły się na mnie. To było dość krępujące.
- Dobry wieczór – przywitałam się – Cześć tato – powiedziałam i przytuliłam mężczyznę.
Następnie podeszłam kolejno do państwa Sykes i podałam im rękę posyłając im przy tym uśmiech. Te małżeństwo to naprawdę bardzo sympatyczni ludzie, zawsze darzyłam ich wielkim szacunkiem. Szkoda tylko, że ich dzieci nie odziedziczyły po nich charakteru. Z Nathanem i Jessicą również się przywitałam ale było to z przymusu i od niechcenia. Zajęłam jedyne wolne miejsce na kanapie, akurat przy Nathcie, co cholernie mi przeszkadzało, i zaraz zostałam zasypana masą pytań dotyczących mojego pobytu w Irlandii. Cierpliwie odpowiadałam na wszystkie, dziewiętnastolatek i blondynka nie odzywali się ani słowem, na całe ich szczęście. Wreszcie całą szopkę przerwała mama wzywająca wszystkich na kolację.
Zajęłam swoje miejsce przy stole, gdy usłyszałam słowa mamy gdzieś za sobą.
- Nathan siadaj przy Alex, na pewno macie sobie dużo do opowiedzenia – oznajmiła.
- Raczej nie – powiedziałam z ironią po raz pierwszy tego wieczoru patrząc chłopakowi w jego zielono-niebieskie oczy, jednak szybko odwróciłam wzrok, żeby się w nich nie zatracić.
Mamo! Do Twojej wiadomości, my nie mamy o czym rozmawiać! Nie mam zamiaru zamienić z nim ani jednego słowa! – krzyczałam w myślach. Co to ma być w ogóle? Bawi się w swatkę, czy co? Postanowiłam jak najszybciej zjeść kolację i wyemigrować do swojego pokoju. Rodzice zawzięcie dyskutowali z państwem Sykes, więc w duchu liczyłam, że nie zauważą mojej nieobecności. Właśnie skończyłam swój posiłek, gdy pani Sykes oznajmiła do mojej mamy:
- Alex i Nathan ładnie by się razem prezentowali, nie uważasz? – na jej słowa zakrztusiłam się sokiem, który popijałam, a Nathowi wypadł widelec z dłoni, lecz żadne z nas się nie odezwało, zostawiliśmy to bez komentarza.
Zabrałam swój talerz i wstając od stołu spojrzałam na Nathana z ironią. My? Razem? Dobry żart naszych mam, zresztą, mają nieaktualne informacje. Zaniosłam talerz do kuchni i poszłam na górę do swojego pokoju, po drodze wstępując do łazienki. Otworzyłam drzwi do pokoju i zobaczyłam w nim nieproszonego gościa.
- Co tu robisz? – zapytałam pośpiesznie Jessicę – Nie pamiętam, żebym Cię zapraszała – dodałam.
- Przyszłam wyjaśnić kilka sprawa – oznajmiła i w najlepsze rozsiadła się na łóżku.
- Więc słucham, bo nie mam czasu – powiedziałam siadając naprzeciw niej.
- Chodzi o Natha – poinformowała mnie blondynka.
- O niego? W takim razie nie mamy o czym rozmawiać, więc wynoś się – oznajmiłam.
- Ależ mamy – kontynuowała Jess – Nie wtrącaj się w jego związek z Lily. Bo jeśli się dowiem, że próbujesz coś spieprzyć między nimi to masz przerąbane. Tak, to jest groźba – dodała widząc moją minę.
- Jess, wcale się nie zmieniłaś, nadal jesteś taką samą wredną suką. Pewnie nadal prowadzasz się z tymi ćpunami, prawda? – zapytałam ale dziewczyna nie odpowiedziała na moje pytanie – Twoi rodzice i braciszek wiedzą? Ciekawe co by powiedzieli, gdyby poznali prawdę…
Nie dokończyłam, gdyż blondynka znalazła się przy mnie wymierzając mi policzek.
- Zamknij się! – krzyknęła niezbyt głośno – Radzę Ci trzymać buzię na kłódkę – oznajmiła wyraźnie wkurzona, z kolei ja się śmiałam.
- Jesteś zabawna, wiesz? – powiedziałam, uderzenie wcale mnie nie bolało, a jej zachowanie śmieszyło.
- Ciekawe, czy będzie Ci do śmiechu, gdy powiem kilku osobom, by mieli Cię na oku – zastanawiała się głośno szesnastolatka.
- Myślę, że tak – powiedziałam stanowczym i pewnym tonem – To już nie są czasy szkolne, nie boję się Ciebie ani twoich kolegów. Mam wystarczająco siły i odwagi, by się obronić. Nie dam sobą pomiatać kolejny raz. Skończyłam rozmowę, a teraz spadaj – oznajmiłam tym samym otwierając drzwi.
- Jest jeszcze to – odparła i pomachała mi moim pamiętnikiem – Leżał sobie na biurku, więc pozwoliłam sobie do niego zajrzeć. I znalazłam bardzo ciekawą informację.
Stałam osłupiała i patrzyłam, gdy ta otwierała zeszyt.
- Ostatni wpis, pozwól, że zacytuję: „Muszę pozbyć się wszystkich przedmiotów przypominających mi Nathana i stare czasy, kiedy to jeszcze żyliśmy w zgodzie. Na szczęście całe pudło jest schowane w tajemnym miejscu, które znam tylko ja, i zamknięte na klucz.  Nie może w żadnym wypadku dostać się w niczyje ręce, bo to mogłoby zniszczyć życie mi i Nathowi oraz jego karierę. Jeszcze tego brakuje, martwię się o niego. Ale prawda jest taka, że nie jestem taka wredna jak co poniektórzy. Zajmę się tym po powrocie z Irlandii, bo teraz nie mam czasu jechać do Gloucester”…
Z każdym kolejnym wyczytanym słowem we mnie coraz bardziej wrzały emocje. Wreszcie skończyła czytać, a ja niewiele myśląc rzuciłam się w jej stronę i mocno przyparłam ją do ściany. Jessica jęknęła z bólu. Naprawdę mocno ją popchnęłam, bo po pokoju rozległ się huk.
- Myślę, że Nathan nie byłby tym zadowolony – oznajmiła blondynka.
- Nie obchodzi mnie to. Piśnij chociażby słówko, a informacje zebrane przeze mnie przez te kilka lat nie tylko ogłoszą światu prawdę o mnie i Nathanie ale pokażą także, jaka jesteś naprawdę. Radzę Ci uważać. Nie tylko Ty potrafisz zatruć komuś życie…
Nie dokończyłam, bo do pokoju wpadł Chris z Nathanem.
- Co tu się dzieje? – zapytał mój bliźniak patrząc na nas z szokiem w oczach.
- Nic – odparłam puszczając Jessicę – Wyjaśniałyśmy sobie kilka spraw, prawda? – zwróciłam się do blondynki z udawanym uśmiechem.
- Tak – odpowiedziała – Wszystko w porządku.
Widziałam po minach chłopaków, że nie do końca nam uwierzyli, a nawet wcale. Trudno, nie muszą wszystkiego wiedzieć.
Wygoniłam towarzystwo z pokoju, schowałam w bezpiecznym miejscu pamiętnik. Prawa ręka odruchowo powędrowała w stronę mojej szyi, by upewnić się, że klucz do tajemnicy jest na swoim miejscu schowany pod bluzką. Odetchnęłam z ulgą i opuściłam pokój.




Powoli zbliżam się do rozwinięcia akcji :) Może na początku wszystko owiane jest tajemnicą ale mam nadzieję, że póki co da się zrozumieć. Reszta wyjaśni się w trakcie ;D