sobota, 15 grudnia 2012

Dziesiątka.

Dni mijały. Mama codziennie dzwoniła do mnie, by zdać mi relację. Jednak za każdym razem informacje były identyczne jak poprzedniego dnia. Nathan ciągle był w śpiączce, nadal był bardzo słaby. Ja od czasu wypadku nie byłam ani razu w szpitalu, by go odwiedzić, chociażby na chwilę. Powód? Bałam się. Bałam się widoku jego bezwładnego i okaleczonego ciała podłączonego do aparatury. Po drugie, nie chciałam natknąć się na Jessicę, rodziców Nathana czy znajomych.
Pracowałam całymi dniami, gdy tylko mogłam brałam dodatkowe dyżury. Do domu wracałam na noce, by się przespać i zregenerować siły na następny dzień, choć tak naprawdę spałam tylko kilka godzin, resztę spędziłam na płaczu. Rzuciłam się w wir pracy, by zająć czymś rozbiegane myśli. Chociaż i tak w każdej wolnej chwili myślałam o Nathanie pragnąc, by wreszcie się obudził i wrócił do zdrowia.
Po tych kilku dniach byłam całkowicie wykończona, twarz miałam strasznie bladą, z oczu nie tryskała taka energia jak wcześniej, a pod nimi gościły sińce. Wszyscy wokół powtarzali mi, żebym wzięła wolne i porządnie odpoczęła, lecz za każdym razem odmawiałam powtarzając, że wszystko jest ok.  Prawda była taka, że nie chciałam zostać sama zbyt długo ze swoimi myślami, mogłabym w ten sposób wpaść w poważną depresję, a nie mogłam sobie na to pozwolić, w tym momencie musiałam być silna. Silna dla siebie, dla niego…
Dopiero ósmego dnia coś się zmieniło. Tego dnia będąc w pracy zasnęłam przy biurku. Po tym zdarzeniu zostałam wezwana do komisarza. Mężczyzna zrobił mi wykład, że tak nie może być, że ostatnio zbyt ciężko pracuję, że się przemęczam, po czym wysłał mnie na kilkudniowy przymusowy urlop. Nie miałam innego wyjścia, więc po południu zabrałam kilka rzeczy, pożegnałam się z załogą i opuściłam posterunek. Wsiadałam właśnie do samochodu, kiedy odezwała się moja komórka.
- Witaj mamo – przywitałam się.
- Witaj Alex. Mam złe wieści – oznajmiła mama, a w mojej wyobraźni pojawiły się różne straszne obrazy – Wczoraj próbowaliśmy wybudzić Nathana ze śpiączki…
- I jak? Udało się? – przerwałam, jej.
- Niestety nie…
- Co?! – zawołałam zrozpaczona myśląc, że chłopak umarł.
- Spokojnie, nie udało się nam go wybudzić ale Nath nadal żyje, nadal jest w śpiączce – uspokajała mnie mama.
Odetchnęłam z ulgą.
- Ale przeprowadziliśmy badania. Podczas wypadku Nathan stracił dużo krwi, a jego organizm nie dał rady wytworzyć nowych krwinek w tak krótkim czasie. Nie możemy dłużej czekać, więc potrzebna jest osoba, która mogłaby oddać mu trochę swojej krwi. I to jest ta zła wiadomość. Nikt, jego rodzina, przyjaciele, my z tatą i Chrisem, nawet ludzie z managementu, nie ma żadnej zgodności.
- A ktoś z zewnątrz, ktoś całkiem obcy? – zapytałam.
- Nie ma takiej potrzeby – powiedziała mama.
- Jak to? – zdziwiłam się.
- Pozwoliłam sobie zbadać twoją krew. Pamiętasz, jak byłaś na ostatnim badaniu i pobierałam Ci próbkę krwi? Wykorzystałam ją teraz. Według wyników istnieje pewna zgodność, a twoje przeciwciała nie weszły by w konflikt z przeciwciałami w krwi Natha.
- Co to oznacza? – zapytałam choć i tak znałam odpowiedź.
- Mogłabyś być potencjalnym dawcą. Ale to twoja decyzja, zrobisz jak będziesz uważała. Mam dziś nocny dyżur jakbyś mnie szukała – powiedziała i rozłączyła się.
Zdawałam sobie sprawę z celu, w jakim dzwoniła mama. Powiedziała mi to wszystko, bo miała nadzieję, że zgodzę się oddać krew dla Nathana. Ogarnął mnie strach. Jestem z tych, którzy boją się wszelkiego rodzaju igieł. Możliwe badania staram się omijać szerokim łukiem, lecz niestety nie zawsze mi to wychodzi. Mama nad wszystkim czuwa.
Miałam teraz ciężki orzech do zgryzienia. Z jednej strony bardzo chciałam mu pomóc ale z drugiej, bałam się. Znowu czegoś się bałam. Strach towarzyszył mi na każdym kroku mojego życia…
Odpaliłam silnik i obrałam kierunek szpital. Trudno. Co będzie to będzie, w najgorszym wypadku stracę przytomność. A Nathan nigdy nie wypłaci się za to, co dla niego zrobiłam. Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego tak mi zależy skoro on mnie nienawidzi i mi nie ufa. Znałam odpowiedź. Mimo wszystko go kochałam, bezwarunkowo.
Przemierzałam korytarze szpitala mijając lekarzy w białych fartuchach oraz chorych. Zmierzałam do pokoju pielęgniarek, gdzie pracowała moja mama, lecz tam powiedziano mi, że jeszcze nie stawiła się w pracy. No nic, musiałam poczekać. Zanim zdążyłam się powstrzymać zapytałam innej pielęgniarki, w jakiej sali leży Nathan.
Salę znalazłam bez problemu, była ona na głównym korytarzu. Przed drzwiami zatrzymałam się na chwilę. Bałam się wejść do środka ale bardzo tego chciałam. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam klamkę. To co zobaczyłam przerosło mnie. Jednym słowem obraz nędzy i rozpaczy, byłam w szoku. Powoli podeszłam do łóżka i przyjrzałam się chłopakowi. Nathan był bardzo blady, prawie tak biały jak szpitalna pościel. Miał podkrążone oczy, trzy szwy na prawej brwi, otartą kość policzkową wraz z dużym limem. Również na szyi widniały czerwone rany. Lewa ręka była w gipsie po sam łokieć, z kolei do drugiej podłączona była kroplówka. Do klatki piersiowej Natha podłączono aparaturę, która kontrolowała bicie jego serca. Natomiast w ustach trzymał rurkę, która ułatwiała mu oddychanie. Na ten widok rozpłakałam się. Cholernie mu współczułam i jednocześnie żałowałam, że tak potoczyły się sprawy. Nachyliłam się i złożyłam na jego czole pocałunek. Następnie usiadłam na krześle i splotłam delikatnie jego dłoń ze swoją. Nic nie mówiłam, po prostu przy nim byłam…
Czas mijał. Dopiero mój stan czuwania przerwała mama, która zabrała mnie do pokoju zabiegowego. Położyłam się na specjalnym fotelu i podwinęłam rękaw lewej ręki. Patrzyłam jak mama przygotowuje potrzebne rzeczy. Gdy zobaczyłam igłę zrobiło mi się słabo, lecz nadal uparcie siedziałam na fotelu.
- Alex, kochasz go, prawda? – zapytała w którymś momencie mama.
- Tak – odpowiedziałam pewnym tonem – Dlatego tu jestem.
- Zawsze wiedziałam, że jesteście dla siebie idealni.
- Też tak myślałam…
- Coś się zmieniło?
- Przestał mi ufać, nienawidzi mnie.
- Myślę, że gdy dowie się o wszystkim zmieni swoje nastawienie – powiedziała mama z słyszalnym optymizmem.
- Oby, mamo. Oby.
Mama przetarła nasączonym wacikiem miejsce, gdzie miała za chwilę wbić mi igłę. Cicho jęknęłam.
- Spokojnie Alex. Wiem, że się boisz, najgorszy jest tylko moment wbicia i wyjęcia igły – próbowała mnie pocieszyć.
- I tak wiem, że zemdleję… - oznajmiłam cicho – Mam prośbę. Mogłabym zostać tutaj do rana aż lepiej się poczuję?
- Oczywiście. Nie wypuściłabym Cię widząc, że coś jest nie tak. Jak tylko oddasz krew lekarz podłączy ją jako kroplówkę Nathanowi i nad ranem spróbujemy go ponownie wybudzić…
Reszty słów nie słyszałam. Poczułam tylko ból, jakby ukąszenie komara. A potem zaczęłam stopniowo, wraz z ubywającą krwią, odpływać. I tak jak mówiłam wcześniej, zemdlałam.
Rano obudził mnie hałas. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam mamę krzątającą się po pomieszczeniu i przekładającą różne metalowe rzeczy. Na jej twarzy widniał uśmiech.
- Dobrze, że już się obudziłaś – powiedziała, gdy zobaczyła, że nie śpię – Wszystko poszło jak planowaliśmy, Nathan się obudził. Teraz odpoczywa.
- Mogę do niego iść? – zapytałam szybko wstając z fotela.
Jednak równie szybko usiadłam na nim powrotem, bo zakręciło mi się w głowie.
- Nie powinnaś teraz robić zbyt gwałtownych ruchów. Twój organizm musi się z tym oswoić. Będziesz mogła go zobaczyć, poprosił bym Cię ściągnęła. Ale najpierw coś zjesz i wypijesz ciepłą herbatę – oznajmiła i podała mi kilka kanapek i kubek z ciepłym napojem.
Szybko je zjadłam, opróżniłam kubek i pognałam do sali chłopaka. Zapukałam i weszłam, gdy usłyszałam ciche „proszę”, a serce biło jak oszalałe…




Tym razem rozdział pisałam dłużej, bo nie miałam zbyt dużo czasu, a po drugie dopadło mnie przeziębienie...
Pozdrawiam ;*


10 komentarzy:

  1. coś ty kobieto ze mną zrobiła?! łzy mam w oczach, serce mi wali, a ty w takim momencie ucinasz!
    cudo!
    dawaj szybko następnego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nazwę ten rozdział wzruszający ze szczęśliwym zakończeniem<3
    Co za szczęście,że się obudził bo to jak opisałaś go leżącego w śpiączce było straszne!
    Jej,mam nadzieję,że teraz jak się obudził to doceni trud Alex bo jak nie to mu coś zrobię,nie wiem jak bo to jest opowiadanie ale zrobię^^
    Czekam już niecierpliwie na next'a;)

    OdpowiedzUsuń
  3. przepiękny rozdział
    dobrze , że Nathan obudził się
    czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  4. piękny rozdział ;*

    Budyń ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Matko, ten koniec ♥
    Jak można ucinać w takim emocjonalnym momencie, ja się pytam?
    Cudowny rozdział, czekam z niecierpliwością na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny ♥ Ale musiałaś urwać w takim momencie?!

    OdpowiedzUsuń
  7. W takich momentach sie nie urywa -.-
    Ale i tak jesteś genialna ;*
    Przepraszam, jeśli nie uda mi sie dać koma pod którymś z rdz, bo mam strasznie dużo roboty, ale zawsze czytam :)
    mam nadzieje, że szybko dodasz nexta, weny ;**

    Zapraszam do mnie ;) http://thelastoftw.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Łza zakręciła mi się w oku :)
    Cudownie to opisałaś ;*
    Mam nadzieję, że Nathan doceni to co dla niego zrobiła i w końcu jej uwierzy i wszystko się między nimi ułoży ..:D
    Czekam na następny ;)
    http://friendshiporsomethingmore.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. HINDUS TY DUPO! I TY PRZECIWKO MNIE?! -,- KOLEJNA ROZDZIAŁY DODAJE, JAK JA CHORA!
    I KOLEJNA W TAKIM MOMENCIE URYWA -,-
    dawaj tu nexta!

    OdpowiedzUsuń
  10. mam zaszczyt ogłosić, że zostałaś nominowana do Liebster Awards :D
    zapraszam na viator-nete.blogspot.com po dalsze informacje :D
    Peace :*

    OdpowiedzUsuń