niedziela, 21 października 2012

Dwójka.

Ślimaczym krokiem i z nietęgą miną powłóczyłam nogami za Christopherem. Cichaczem wślizgnęliśmy się do przedpokoju, ściągnęłam kurtkę i adidasy i już miałam wejść na schody na piętro, gdy usłyszałam mamę.
- Alex! – zawołała – Jak dobrze Cię znów widzieć!
- Dzięki mamo – powiedziałam pod nosem robiąc facepalma – Też się cieszę – dodałam już głośniej z udawaną radością i odwzajemniłam uścisk kobiety.
- Idź przywitaj się z ojcem i gośćmi i zaraz zawołam Was na kolację – instruowała mnie mama.
Kiwnęłam głową, że zrozumiałam, wzięłam głęboki oddech i weszłam do salonu. Chris już tam był. Oczy wszystkich zwróciły się na mnie. To było dość krępujące.
- Dobry wieczór – przywitałam się – Cześć tato – powiedziałam i przytuliłam mężczyznę.
Następnie podeszłam kolejno do państwa Sykes i podałam im rękę posyłając im przy tym uśmiech. Te małżeństwo to naprawdę bardzo sympatyczni ludzie, zawsze darzyłam ich wielkim szacunkiem. Szkoda tylko, że ich dzieci nie odziedziczyły po nich charakteru. Z Nathanem i Jessicą również się przywitałam ale było to z przymusu i od niechcenia. Zajęłam jedyne wolne miejsce na kanapie, akurat przy Nathcie, co cholernie mi przeszkadzało, i zaraz zostałam zasypana masą pytań dotyczących mojego pobytu w Irlandii. Cierpliwie odpowiadałam na wszystkie, dziewiętnastolatek i blondynka nie odzywali się ani słowem, na całe ich szczęście. Wreszcie całą szopkę przerwała mama wzywająca wszystkich na kolację.
Zajęłam swoje miejsce przy stole, gdy usłyszałam słowa mamy gdzieś za sobą.
- Nathan siadaj przy Alex, na pewno macie sobie dużo do opowiedzenia – oznajmiła.
- Raczej nie – powiedziałam z ironią po raz pierwszy tego wieczoru patrząc chłopakowi w jego zielono-niebieskie oczy, jednak szybko odwróciłam wzrok, żeby się w nich nie zatracić.
Mamo! Do Twojej wiadomości, my nie mamy o czym rozmawiać! Nie mam zamiaru zamienić z nim ani jednego słowa! – krzyczałam w myślach. Co to ma być w ogóle? Bawi się w swatkę, czy co? Postanowiłam jak najszybciej zjeść kolację i wyemigrować do swojego pokoju. Rodzice zawzięcie dyskutowali z państwem Sykes, więc w duchu liczyłam, że nie zauważą mojej nieobecności. Właśnie skończyłam swój posiłek, gdy pani Sykes oznajmiła do mojej mamy:
- Alex i Nathan ładnie by się razem prezentowali, nie uważasz? – na jej słowa zakrztusiłam się sokiem, który popijałam, a Nathowi wypadł widelec z dłoni, lecz żadne z nas się nie odezwało, zostawiliśmy to bez komentarza.
Zabrałam swój talerz i wstając od stołu spojrzałam na Nathana z ironią. My? Razem? Dobry żart naszych mam, zresztą, mają nieaktualne informacje. Zaniosłam talerz do kuchni i poszłam na górę do swojego pokoju, po drodze wstępując do łazienki. Otworzyłam drzwi do pokoju i zobaczyłam w nim nieproszonego gościa.
- Co tu robisz? – zapytałam pośpiesznie Jessicę – Nie pamiętam, żebym Cię zapraszała – dodałam.
- Przyszłam wyjaśnić kilka sprawa – oznajmiła i w najlepsze rozsiadła się na łóżku.
- Więc słucham, bo nie mam czasu – powiedziałam siadając naprzeciw niej.
- Chodzi o Natha – poinformowała mnie blondynka.
- O niego? W takim razie nie mamy o czym rozmawiać, więc wynoś się – oznajmiłam.
- Ależ mamy – kontynuowała Jess – Nie wtrącaj się w jego związek z Lily. Bo jeśli się dowiem, że próbujesz coś spieprzyć między nimi to masz przerąbane. Tak, to jest groźba – dodała widząc moją minę.
- Jess, wcale się nie zmieniłaś, nadal jesteś taką samą wredną suką. Pewnie nadal prowadzasz się z tymi ćpunami, prawda? – zapytałam ale dziewczyna nie odpowiedziała na moje pytanie – Twoi rodzice i braciszek wiedzą? Ciekawe co by powiedzieli, gdyby poznali prawdę…
Nie dokończyłam, gdyż blondynka znalazła się przy mnie wymierzając mi policzek.
- Zamknij się! – krzyknęła niezbyt głośno – Radzę Ci trzymać buzię na kłódkę – oznajmiła wyraźnie wkurzona, z kolei ja się śmiałam.
- Jesteś zabawna, wiesz? – powiedziałam, uderzenie wcale mnie nie bolało, a jej zachowanie śmieszyło.
- Ciekawe, czy będzie Ci do śmiechu, gdy powiem kilku osobom, by mieli Cię na oku – zastanawiała się głośno szesnastolatka.
- Myślę, że tak – powiedziałam stanowczym i pewnym tonem – To już nie są czasy szkolne, nie boję się Ciebie ani twoich kolegów. Mam wystarczająco siły i odwagi, by się obronić. Nie dam sobą pomiatać kolejny raz. Skończyłam rozmowę, a teraz spadaj – oznajmiłam tym samym otwierając drzwi.
- Jest jeszcze to – odparła i pomachała mi moim pamiętnikiem – Leżał sobie na biurku, więc pozwoliłam sobie do niego zajrzeć. I znalazłam bardzo ciekawą informację.
Stałam osłupiała i patrzyłam, gdy ta otwierała zeszyt.
- Ostatni wpis, pozwól, że zacytuję: „Muszę pozbyć się wszystkich przedmiotów przypominających mi Nathana i stare czasy, kiedy to jeszcze żyliśmy w zgodzie. Na szczęście całe pudło jest schowane w tajemnym miejscu, które znam tylko ja, i zamknięte na klucz.  Nie może w żadnym wypadku dostać się w niczyje ręce, bo to mogłoby zniszczyć życie mi i Nathowi oraz jego karierę. Jeszcze tego brakuje, martwię się o niego. Ale prawda jest taka, że nie jestem taka wredna jak co poniektórzy. Zajmę się tym po powrocie z Irlandii, bo teraz nie mam czasu jechać do Gloucester”…
Z każdym kolejnym wyczytanym słowem we mnie coraz bardziej wrzały emocje. Wreszcie skończyła czytać, a ja niewiele myśląc rzuciłam się w jej stronę i mocno przyparłam ją do ściany. Jessica jęknęła z bólu. Naprawdę mocno ją popchnęłam, bo po pokoju rozległ się huk.
- Myślę, że Nathan nie byłby tym zadowolony – oznajmiła blondynka.
- Nie obchodzi mnie to. Piśnij chociażby słówko, a informacje zebrane przeze mnie przez te kilka lat nie tylko ogłoszą światu prawdę o mnie i Nathanie ale pokażą także, jaka jesteś naprawdę. Radzę Ci uważać. Nie tylko Ty potrafisz zatruć komuś życie…
Nie dokończyłam, bo do pokoju wpadł Chris z Nathanem.
- Co tu się dzieje? – zapytał mój bliźniak patrząc na nas z szokiem w oczach.
- Nic – odparłam puszczając Jessicę – Wyjaśniałyśmy sobie kilka spraw, prawda? – zwróciłam się do blondynki z udawanym uśmiechem.
- Tak – odpowiedziała – Wszystko w porządku.
Widziałam po minach chłopaków, że nie do końca nam uwierzyli, a nawet wcale. Trudno, nie muszą wszystkiego wiedzieć.
Wygoniłam towarzystwo z pokoju, schowałam w bezpiecznym miejscu pamiętnik. Prawa ręka odruchowo powędrowała w stronę mojej szyi, by upewnić się, że klucz do tajemnicy jest na swoim miejscu schowany pod bluzką. Odetchnęłam z ulgą i opuściłam pokój.




Powoli zbliżam się do rozwinięcia akcji :) Może na początku wszystko owiane jest tajemnicą ale mam nadzieję, że póki co da się zrozumieć. Reszta wyjaśni się w trakcie ;D


4 komentarze:

  1. hmm... ale tu tajemniczo
    ale jest coraz bardziej ciekawie
    świetny rozdział
    pisz następny

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem jestem! xdd
    wybacz stara, ale chora jestem i dopiero teraz na kompa się włamałam xd 38 stopni gorączki zawsze spoko xdddd
    świetny, już kocham to opowiadanie! :D
    next ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde z Jess to niezła wredna suka WOW!;D
    Choć muszę przyznać że Alex też nie da sobie w kasze dmuchać^^
    No no zaciekawiłaś mnie;)
    Czekam na następny:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jess to suka :D
    Rozdział świetny
    Zajebisty
    Czekam na następny
    Weny

    OdpowiedzUsuń