wtorek, 27 października 2020

Dwadzieścia cztery.

         To było cudowne uczucie móc popływać w orzeźwiającej wodzie oceanu i zapomnieć o wszystkim co się działo wokół. Te chwile pozwoliły mi odprężyć moje ciało i umysł przed spotkaniem z Nathanem. Już się tak nie denerwowałam ale nadal nie miałam pojęcia o czym on chce ze mną porozmawiać. Myślałam, że nasze sprawy są już dawno zakończone i puszczone w niepamięć.

        Wyszłam z wody i położyłam się na ręczniku, żeby słońce osuszyło moją skórę. Nie miałam przy sobie zegarka, więc nie wiedziałam ile czasu spędziłam na plaży. Poleżałam jeszcze chwilę i postanowiłam wrócić do mieszkania.

        Była w nim Carla, która przyszła posprzątać. Przywitałam się z nią serdecznie.

- Alex, masz gości, czekają w salonie - powiedziała.

        Byłam zaskoczona. Miałam spotkać się z Nathanem, nie miałam pojęcia kim jest druga osoba.

- William, co Ty tu robisz? Cześć - zapytałam wchodząc do salonu i jednocześnie witając się z Nath'em.

 - Przyszedłem sprawdzić, czy wszystko w porządku - powiedział i wstał z kanapy. Podszedł do mnie i pocałował w policzek. Byłam pewna, że zrobił to specjalnie.

- Tak - odpowiedziałam - Mówiłam, że czuję się znacznie lepiej.

- Dobrze ale musiałem się upewnić, Kotku - oznajmił akcentując ostatnie słowo i uśmiechając się - W takim razie nie będę Wam już przeszkadzał. Miło było poznać - zwrócił się do Nathana i uścisnęli swoje dłonie.

- Odprowadzę Cię - powiedziałam do Willa i wyszliśmy z salonu. 

- To Twój znajomy? - zapytał William, gdy już byliśmy sami.

- Tak - odpowiedziałam - Przepraszam, że Cię okłamałam ale to znajomy z dawnych lat. Nie spodziewałam się, że go spotkam - tłumaczyłam.

- Spokojnie - powiedział i objął mnie - Ale mam nadzieję, że niedługo mi wszystko opowiesz. Ale ten Twój kolega jest mało rozmowny - ciągnął - Nie chciał mi powiedzieć skąd się znacie, więc ja mu opowiedziałem trochę o nas...

- William! - zawołałam próbując się wyrwać z jego objęć - Co mu powiedziałeś? Jeśli powiedziałeś prawdę to już więcej się do Ciebie nie odezwę!... - zaczęłam ale mi przerwał.

- Ej, Kochanie, żartowałem! - zaśmiał się - Ale to musiał być dla Ciebie ktoś ważny. Żebyś widziała jego minę, jak Cię pocałowałem..

- Will, proszę Cię - upomniałam go - Przyjdzie czas to Ci powiem. 

- Dobrze, już się nie denerwuj - powiedział przyciągając mnie do siebie aż nasze usta się złączyły.  

- Zadzwonię do Ciebie później - powiedziałam po chwili łapiąc oddech.

- Będę czekał - oznajmił i wyszedł z uśmiechem na ustach.

        Przejrzałam się w lustrze nieświadomie chcąc zatrzeć jakiekolwiek ślady po pocałunku. Dopiero po chwili dotarło do mnie co zrobiłam. Pokręciłam głową na swoje zachowanie, bo nie miało ono żadnego znaczenia. Nie kochałam już Nathana. Wróciłam więc do salonu z nadzieją, że dziś wyjaśnimy sobie wszystko do końca i, że nie będziemy więcej do tego tematu wracać.

- Napijesz się? - zapytałam Nathana podchodząc do barku.

- Tak, poproszę - usłyszałam w odpowiedzi.

        Przygotowałam nam drinki i jeden podałam chłopakowi. 

- Chodź, usiądziemy sobie na balkonie - zaproponowałam. 

        Chłopak wyszedł za mną i usiedliśmy wygodnie na fotelach unikając swojego wzroku. Zapanowała między nami grobowa cisza, czego najbardziej się bałam.

- Posłuchaj - zaczęłam i spojrzałam na niego, czekając aż on również spojrzy na mnie - Myślałam, że wszystko stało się jasne po Twoim wyjeździe. Wszystko zrozumiałam i nie mam do Ciebie żalu. Każdy z nas ma teraz inne życie. To co było między nami to przeszłość i nie ma po co do tego wracać, nic dobrego z tego nie wyniknie - kontynuowałam po wypiciu połowy drinka - Dlatego byłam zaskoczona Twoją prośbą o rozmowę.

- Wiesz, chyba chciałem sprawdzić, czy nadal jesteś na mnie zła i czy będziemy mogli współpracować ze sobą - powiedział całkowicie szczerze.

        Uśmiechnęłam się do niego.

- Bez obaw - oznajmiłam - To było kilka lat temu. Jesteśmy dorośli i myślę, że nie mamy powodu, żeby ze sobą nie rozmawiać. Poza tym ma nas łączyć praca, chociaż w dalszym ciągu nie wiem, jak to miałoby wyglądać i czego oczekujecie.

- Miło mi to słyszeć - powiedział i również się uśmiechnął - Nie będę Ci sam zdradzał naszych planów, bo to plany całego zespołu.

- Rozumiem - powiedziałam i dopiłam drinka - Jeszcze jednego? - zapytałam Nathana widząc, że on również ma pustą szklankę. Pokiwał głową na znak zgody.

- Szczerze mówiąc - zaczął, gdy podawałam mu drinka - Bałem się tej rozmowy, nie wiedziałem, co myślisz.

- Ja też się bałam - odpowiedziałam szczerze - Bałam się od momentu, gdy wpadliśmy na siebie w restauracji. Ale cieszę się, że oczyściliśmy atmosferę.

- To co, toast za starą nową znajomość? - zapytał Nathan i podniósł swoją szklankę.

- Tak, toast - powiedziałam. Szklanki stuknęły i wypiliśmy drinki.

- Spotkałem się z Jessicą - powiedział chłopak po chwili ciszy.

- I jak? 

- Pogadaliśmy szczerze i wyjaśniliśmy sobie wszystko. Jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Dziękuję, że zmusiłaś ją, żeby przyjechała - powiedział.

- Mam nadzieję, że niedługo Jess, Christopher i Matt wrócą już na stałe do Londynu. Mówiłam, żeby nie jechali wtedy ze mną.

- Myślę, że wszyscy tego potrzebowaliście - przerwał mi Nathan próbując ich usprawiedliwić - Żeby dowiedzieć się, czego chcecie od życia i zacząć od nowa.

- W sumie, chyba masz rację, to było jak terapia, chociaż ja jeszcze przez jakiś czas się wahałam. Dopiero, gdy przyjechałam do Miami zrozumiałam, że to dobra droga - mówiłam. 

        Czułam, że coraz bardziej się przed nim otwierałam. Ale było to nowe i dosyć miłe uczucie. Nigdy wcześniej podczas naszej znajomości nie rozmawialiśmy w ten sposób, tak po prostu, jak przyjaciele.

- Chcesz tu zostać, tak na stałe? - zapytał Nathan.

- Nie wiem - odpowiedziałam wstając z fotela i podchodząc do barierki - Nie wiem, co będzie za jakiś czas ale to jest mój raj - powiedziałam wskazując ręką na ocean - Nie wiem, gdzie będę mieszkać ale na pewno będzie tam pięknie.

- To jest Twoje marzenie? - usłyszałam kolejne pytanie z ust chłopaka.

- Nie, moje marzenie dopiero za kilka tygodni będzie dla mnie osiągalne - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, już nie mogłam się doczekać aż to nastąpi. Dlatego pracowałam ciężko by jak najszybciej to osiągnąć.

- O czym marzysz? - dopytywał.

        Zawahałam się przez chwilę. Spojrzałam na mężczyznę, który stał obok mnie i przyglądał mi się uważnie. 

- Nie będziesz się śmiał? - zapytałam niepewnie.

- Obiecuję - odpowiedział cicho i położył swoją dłoń na mojej dodając mi pewności. Uśmiechnęłam się delikatnie na ten gest. Ten dotyk lekko mnie peszył. Ale to było miłe uczucie, poczuć jego ciepłą skórę na swojej. Przed oczami pojawiły mi się obrazy, kiedy mnie dotykał i całował. Jednak szybko je odgoniłam w obawie, że mogłabym zapragnąć zrobić coś, czego bym żałowała. Zanim zdążyłam zareagować Nathan pierwszy zabrał swoją rękę.

- Przepraszam - usłyszałam, gdy odwracał wzrok.

        Byłam wdzięczna, że to on pierwszy zareagował.

- Kupuję małą wysepkę na Malediwach - powiedziałam szczerze po chwili.

        Nie wiem czemu ale chciałam, by był ze mnie dumny tak, jak ja byłam dumna z jego osiągnięć. Na jego twarzy ujrzałam jednocześnie uznanie i zaskoczenie.

- Wokół będzie piękna, błękitna woda, w której będą pływać kolorowe ryby - kontynuowałam - Na środku wyspy będzie duży dom, a kilka mniejszych domków dla gości będzie stało na palach w wodzie. To będzie moje, wyjątkowe miejsce.

        Nathan przyglądał mi się przez chwilę, gdy ja na samą myśl o wyspie uśmiechałam się do siebie.

- Gratuluję, Alex. Jesteś kobietą sukcesu - powiedział - Naprawdę cieszę się, że tak Ci się wszystko układa.

- Nie wszystko - powiedziałam zanim się powstrzymałam.

        Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.

- Usiądźmy - zaproponowałam - Jestem szczęśliwa ale czasami brakuje mi kogoś, z kim mogłabym pogadać tak po prostu albo wsiąść w samolot i lecieć gdzieś daleko. Brakuje mi tego, ostatnie lata cały czas tylko pracuję, mam wszystko. Ale coś za coś...

- A William? - zapytał niepewnie, westchnęłam.

- Will to dobry kolega z pracy - zaczęłam - Pomógł mi na początku mojej kariery w korporacji.

- Coś jest między Wami, to widać...

- Między nami jest tylko czysty pociąg fizyczny - przerwałam mu - Nie wiem, co on Ci naopowiadał zanim wróciłam do mieszkania. Jesteśmy tylko ludźmi, seks jest czasami potrzebny ale go nie kocham. Poza tym, on by nie zrozumiał mojego marzenia o Malediwach - oznajmiłam - Widocznie muszę jeszcze poczekać na swojego księcia z bajki - zażartowałam i uśmiechnęłam się do Nathana.

        Tak dobrze nam się rozmawiało, że nawet się nie obejrzeliśmy kiedy zrobiło się ciemno, a na niebie widać było gwiazdy. Siedzieliśmy jeszcze przez chwilę w ciszy, którą przerwał Nath.

- Jest już późno - zaczął - Będę się zbierać, chłopaki nie wiedzą, gdzie jestem, pewnie się trochę martwią.

- Dobrze. A o naszym spotkaniu nic im nie powiem, to będzie nasza tajemnica - odpowiedziałam, na co chłopak się uśmiechnął.

- Cieszę się, że się spotkaliśmy, Alex - powiedział, gdy stanęliśmy przy drzwiach wejściowych i zawahał się - Jestem z Ciebie dumny - usłyszałam po chwili.

- Dziękuję - odpowiedziałam cicho.

        Zaskoczył mnie tym wyznaniem, dlatego nie wiedziałam, co mogłabym więcej powiedzieć. Nie wiedziałam też dlaczego ale po prostu do niego podeszłam i go przytuliłam. Nie spodziewał się tego, bo czułam, jaki był spięty i dopiero po chwili, gdy mnie objął trochę się rozluźnił. Pachniał niesamowicie. Czułam, że w tym mężczyźnie coś się zmieniło. Nie był już tym chłopcem, którego znałam. Nie potrafiłam tego nazwać. Ale było już zbyt późno, żeby myśleć o tym w tej chwili.

- Daj znać jak wrócisz do chłopaków - poprosiłam - Nie chciałabym, żebyś miał jakieś kłopoty, nie wiadomo, jak bardzo jesteście znani w Stanach.

- Dobrze, napiszę Ci. Do zobaczenia - usłyszałam.

        Spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz i Nathan wyszedł z mojego mieszkania. Byłam bardzo zmęczona, więc od razu skierowałam się w stronę łazienki, by wziąć prysznic i położyć się do łóżka. Pół godziny później dostałam wiadomość na służbową komórkę.

"Dotarłem bezpiecznie. Dziękuję Ci za dziś. Śpij dobrze. N."

        Uśmiechnęłam się do siebie. To był długi ale bardzo miły dzień. Nie spodziewałam się, że po tym wszystkim będziemy mogli z Nathanem normalnie usiąść i pogadać. Odłożyłam telefon na szafkę i zasnęłam.

 

czwartek, 22 października 2020

Dwadzieścia trzy.

             Na lunch wybraliśmy się z Williamem do naszej ulubionej knajpki niedaleko firmy. 

- Nie dotarły do Ciebie jakieś plotki, z kim mam spotkanie? - zapytałam mężczyznę jak już usiedliśmy i zamówiliśmy jedzenie.

- Nie mam zielonego pojęcia - odpowiedział - Szef był bardzo tajemniczy. Wygląda na to, że to ktoś znany i chce zachować anonimowość, jakkolwiek to rozumieć - dokończył.

        Dalej rozmawialiśmy już tylko o bieżących zleceniach i sprawach firmy, dlatego ta godzina bardzo szybko minęła. Zanim się obejrzeliśmy musieliśmy wracać do pracy. Moje myśli ponownie powróciły do tematu spotkania i tajemniczego klienta. William poszedł jeszcze do toalety, a ja postanowiłam poczekać na niego przed wejściem. Wstałam ze swojego krzesła i, gdy miałam już skierować się ku drzwiom poczułam, że na kogoś wpadłam. I to dosyć mocno, bo gdyby ten chłopak nie przytrzymał mnie za ramiona pewnie bym się przewróciła.

- Bardzo przepraszam - zaczęłam mówić jednocześnie patrząc pod nogi, by utrzymać równowagę.

- Nic się nie stało - usłyszałam - Nic się Pani nie stało?

        Podniosłam głowę, by spojrzeć na mężczyznę. W życiu nie spodziewałabym się tego, że akurat dziś i akurat w tym miejscu spotkam Nathana. Zaniemówiłam, on też. Widziałam jego zaskoczone oczy wpatrujące się w moje, kiedy nadal mnie przytrzymywał.

- Nathan.... - wyszeptałam.

        Więcej nie pamiętam, zapomniałam jak się oddycha. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i zemdlałam.

 - Alex... Alex, obudź się - usłyszałam głos Williama.

        Powoli otworzyłam oczy. Leżałam na kanapie w swoim biurze. Gdy przypomniałam sobie, kogo przed chwilą spotkałam chciałam wstać. Lecz to był zły pomysł, bo ujrzałam przed oczami mroczki i z powrotem znalazłam się na kanapie.

- Siadaj - nakazał mi Will - Oddychaj i napij się zimnej wody - powiedział i podał mi szklankę. 

        Jednym duszkiem wypiłam wodę i oddałam mu szklankę.

- Co się stało? - zapytał William.

- Nie wiem - skłamałam - Jak się tutaj znalazłam?

- Gdy wróciłem z toalety ujrzałem tylko jak się osuwasz na ziemię ale jakiś facet Cię podtrzymał. Od razu wziąłem Cię na ręce, zaniosłem do samochodu, a potem do biura - powiedział i usiadł obok mnie - Lepiej już się czujesz? - zapytał z troską w głosie i objął mnie.

        Nie zdawałam nawet sobie sprawy, że dygotałam.  

- Tak, dziękuję - odpowiedziałam - Gdzie ten chłopak? - zapytałam zanim pomyślałam.

- Nie wiem. Zabrałem Cię od razu do firmy. Upierał się, żebym Cię zostawił aż lepiej się poczujesz - usłyszałam - Znasz go?

- Nie, po prostu na niego wpadłam i zemdlałam - skłamałam po raz drugi, źle się z tym czułam, że okłamałam Willa. Ale nie chciałam mu na razie nic mówić. Chciałam wierzyć, że to mi się tylko przyśniło.

- Może przełożyć Twoje spotkanie? - zapytał.

- Nie, już mi znacznie lepiej, dam sobie radę - odpowiedziałam.

        To nie była prawda. W środku byłam jak galareta, a przed oczami miałam cały czas twarz Nathana. To co było kiedyś między nami to przeszłość ale spotkanie go tutaj, po takim czasie nadal było szokiem. Dlatego postanowiłam iść na spotkanie, może ono pozwoliło by mi na chwilę zapomnieć o tym co się przed chwilą wydarzyło.

        William wyszedł po moich zapewnieniach, że mi przeszło. Do spotkania miałam jeszcze chwilę czasu. Założyłam szpilki na stopy i podniosłam się ostrożnie z kanapy. Podeszłam do lustra, poprawiłam kieckę, włosy i przyjrzałam się makijażowi, czy się przypadkiem nie rozmazał. Ogólnie mój wygląd nie ucierpiał, chociaż moja skóra była dosyć blada. Nalałam sobie jeszcze jedną szklankę zimnej wody i usiadłam za biurkiem, by uspokoić swoje myśli i czekając na spotkanie.

        Kilka minut później rozległ się dźwięk telefonu.

- Pani Dyrektor, ma Pani gości - usłyszałam w słuchawce.

- Dobrze, poproś ich - odpowiedziałam i odłożyłam słuchawkę.

        Podniosłam się z fotela i podeszłam do okna z widokiem na miasto. Gdy usłyszałam otwierane drzwi wzięłam jeden głęboki oddech i odwróciłam się do przybyłych gości. Zamurowało mnie. Przede mną stało pięciu mężczyzn, a wśród nich Nathan. Tak, to na 100% był on wraz ze swoim zespołem. W samą porę złapałam się oparcia fotela. 

- Alex, wszystko w porządku? - zapytała mnie sekretarka podchodząc bliżej.

- Tak - powiedziałam starając się opanować drżenie swojego głosu.

- Alex? - usłyszałam zdziwione pytanie jednego z przyjaciół Nathana. Byłam zaskoczona, że mnie pamiętają, przecież widzieli mnie może raz w życiu i to wtedy, gdy koledzy Matta mnie porwali. Nathan przyszedł wtedy z nimi mnie uratować.

        Ja ich znałam, byli najlepszymi przyjaciółmi mojego Natha. Skarciłam się w myślach za to określenie. Nathan nigdy nie był mój, nigdy nawet nie byliśmy oficjalnie parą. Z perspektywy czasu wiem, że byliśmy tylko znajomymi, którzy spotykali się od czasu do czasu na seks. 

        Postanowiłam wziąć się w garść i zachować profesjonalnie. Wzięłam kilka oddechów i wolnym krokiem podeszłam do gości.

- Proszę, rozgośćcie się - powiedziałam wskazując na kanapę - Przynieś nam proszę coś mocniejszego - zwróciłam się do sekretarki, musiałam się napić. Sama zajęłam fotel, który stał obok kanapy, poczekałam aż moja współpracownica wyjdzie i zaczęłam rozmowę unikając częstego patrzenia w stronę Nathana - Więc co Was tu sprowadza? W czym mogę Wam pomóc? - zapytałam od razu kierując rozmowę na służbowe tory.

- Powoli - zaczął Tom - Takie spotkanie, co Ty tutaj robisz? - zapytał.

- To nie jest dobry moment na takie rozmowy. W pracy nie rozmawiam o sprawach osobistych - zaczęłam ale nie pozwolił mi dokończyć.

- Daj spokój - usłyszałam - Opowiadaj, co Ty tutaj robisz, jesteśmy ciekawi.

- Jak widać pracuję i mieszkam w Miami, od jakiegoś czasu żyję tu - odpowiedziałam po chwili zastanowienia. Nie chciałam z nimi teraz o tym rozmawiać i nie w tym miejscu ale wiedziałam, że nie odpuszczą tak szybko. Jedynie Nathan nie odezwał się do tej pory ani jednym słowem.

        Drzwi do gabinetu otworzyły się i weszła moja sekretarka niosąc nam drinki. Postawiła szklanki przed każdym z nas i wyszła. Od razu podniosłam swoją i upiłam zimnego drinka.

- Nath nie chciał nam nic powiedzieć... - usłyszałam Maxa.

- Co takiego? - przerwałam mu gniewnie i spojrzałam na Nathana.

- Mówiłem Wam, że to nie Wasza sprawa i prosiłem, żebyście nie wracali do tematu - odparł spokojnie utrzymując ze mną kontakt wzrokowy.

-  Posłuchajcie - zaczęłam - Nie wiem, co wiecie ale ja i Nathan to przeszłość. A moja przeszłość była dosyć burzliwa, więc zamknęłam ten rozdział i już do tego nie wracam. Żyję tu, mam tu pracę, teraz to się liczy - kontynuowałam - Jestem zaskoczona, że spotkaliśmy się w takim miejscu ale dobrze Was widzieć - powiedziałam szczerze lekko się uśmiechając.

        Czułam na sobie wzrok Nathana ale nie zwracałam na to uwagi.

- Przyszliście do mojej firmy w jakimś celu - mówiłam dalej nie pozwalając żadnemu z chłopaków mi przerwać - Dlatego proszę, żebyście mi powiedzieli co Was tu sprowadza. Jeśli nie przełóżmy nasze spotkanie na inny dzień.

- Chcemy porozmawiać - odpowiedział Max - Ale na naszym gruncie, na luzie, nie lubimy tak służbowo rozmawiać - zakończył.

- Dobrze, więc dam Wam kontakt do siebie. Jak będziecie mieli czas dajcie mi znać i się spotkamy tam, gdzie Wam będzie pasowało - odparłam i dopiłam drinka.

- Świetnie - ucieszyli się - W takim razie do zobaczenia.

        Wszyscy podnieśli się z kanapy. Pożegnaliśmy się uściśnięciem dłoni, oprócz Nathana, on stał z boku i tylko kiwnął mi lekko głową. Podałam im swoją wizytówkę i mężczyźni opuścili mój gabinet.

        Odetchnęłam z ulgą, gdy wyszli. Czułam, że moje ciało było bardzo spięte, nawet drink mi nie pomógł. Usiadłam przy biurku ale nie mogłam skupić swoich myśli. Niespodziewane spotkanie Nathana zburzyło mój poukładany świat. Dlatego postanowiłam, że wyjdę z pracy wcześniej, byłam zmęczona. Zamówiłam taksówkę i dałam znać sekretarce i Williamowi, że wychodzę. 

        Do domu weszłam tylko na chwilę, by zmyć makijaż i się przebrać. Założyłam bikini i lekką sukienkę, sandałki, związałam włosy w kucyk, a do torby spakowałam ręcznik. Chciałam iść na plażę, poopalać się i kąpać w oceanie, tego w tej chwili było mi najbardziej trzeba. Postanowiłam zostawić komórki, prywatną i służbową, w domu. Gdy je odłożyłam i miałam wychodzić rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Dostałam smsa na służbowy telefon od nieznanego nadawcy.  Otworzyłam ją niczego nieświadoma.

"Porozmawiamy? N.

        Wiadomość była od Nathana. Wiedziałam, że prędzej czy później nas to czeka. Dlatego postanowiłam mu odpowiedzieć, chciałam mieć już to za sobą. Podałam mu godzinę i adres swojego mieszkania. Nie chciałam spotykać się z nim w publicznym miejscu. Ktoś mógłby go rozpoznać i zaraz zaczęła by się lawina plotek. A ja nie potrzebowałam skandalu. Odłożyłam telefon i wyszłam z mieszkania.


poniedziałek, 19 października 2020

Dwadzieścia dwa.

         Gdy tylko weszłam do mieszkania, zostawiłam swoją torebkę i laptopa na szafce i ruszyłam w kierunku, z którego dochodziły głosy moich przyjaciół. Już nie mogłam się doczekać spotkania z nimi, bo zbyt długo się nie widzieliśmy. Znalazłam ich odpoczywających na balkonie.

- Cześć Kochani! - zawołałam, na co moi przyjaciele zerwali się z leżaków i podeszli by się uściskać.

- Nawet nie masz pojęcia, jak tęskniliśmy! - zawołała Jessica. Kto by pomyślał, że po tym wszystkim, po naszej burzliwej przeszłości się zaprzyjaźnimy.

 - Też za Wami tęskniłam.  I bardzo ubolewam, że zostaniecie tylko na weekend... - powiedziałam - Ale cały weekend będziemy świętować! Mamy do opicia dwie ważne okazje - oznajmiłam z radością.

- No to opowiadaj! - ekscytował się Christopher.

- Wszystko w swoim czasie - zaczęłam - Zrobimy sobie drinki, usiądziemy i najpierw Wy opowiecie mi, co u Was słychać. A wieczorem przy kolacji ogłoszę Wam dobre nowiny - powiedziałam i wszyscy skierowaliśmy się w stronę barku, by przygotować sobie drinki. 

- Alex - usłyszałam głos Carli - Kolacja jest już gotowa.

        Zaprosiłam swoich gości do jadalni i zasiedliśmy do stołu. Carla podała nam zaraz pierwsze danie, które zjedliśmy w ciszy. 

- Kochani - wstałam z krzesła, gdy Carla przyniosła kieliszki z najdroższym szampanem i zaczęłam mówić - Bardzo zależało mi na tym, żebyście przyjechali do mnie właśnie dziś i jednocześnie przepraszam, że Was do tego zmusiłam, bo mieliście inne plany...

- Nie przejmuj się... - zaczął Matt ale mu przerwałam.

- Proszę, posłuchajcie - poprosiłam - Pierwszy toast wzniesiemy za nasze dzisiejsze spotkanie - cztery kieliszki powędrowały w górę i słychać było delikatne stuknięcie szkła o szkło - Drugi toast wznieśmy za mój awans. Dzisiaj zostałam Dyrektorem ds. reklamy i marketingu - powiedziałam na jednym wdechu.

- O rety, Alex! Gratulacje! - wiwatowali moi przyjaciele.

        Gdy wypiliśmy szampana i chwilę ochłonęliśmy Carla podała drugie danie. Tym razem podczas jedzenia rozmowy nie cichły. Zostałam zasypana pytaniami o moją pracę i o to, co działo się u mnie od naszego ostatniego spotkania parę miesięcy temu. Musiałam wszystko ze szczegółami opowiedzieć. Mimo, że staraliśmy się często ze sobą rozmawiać przez telefon lub inne komunikatory, to jednak nie było to samo co na żywo.

        Po kolacji i dopiciu szampana rozsiedliśmy się wygodnie w salonie. Carla podała nam desery i ciasta, posprzątała po kolacji i pozwoliłam jej iść do domu odpocząć tym samym nagradzając solidnym napiwkiem. Nie była moją służącą, zawsze sama sprzątałam w mieszkaniu i sobie gotowałam. Ale były dni, takie jak dziś, że odwiedzali mnie przyjaciele, a ja nie miałam czasu, żeby przygotowywać kolację. Zresztą, wolałam czas spędzić z Chrisem, Jessicą i Mattem, niż stać w kuchni i gotować.

- Matt, przygotujesz swoje popisowe drinki? - poprosiłam - Dla mnie może być podwójny. Chciałam z Wami porozmawiać - dodałam, gdy zobaczyłam pytające spojrzenia przyjaciół.

        Więc gdy tylko Matt podał mi szklankę od razu wypiłam prawie połowę. Denerwowałam się tym, co zamierzałam właśnie powiedzieć.

- Pamiętacie, co wydarzyło się tego dnia dokładnie pięć lat temu? - zapytałam i ujrzałam zaskoczone twarze moich towarzyszy.

- Całkowicie zapomniałem - usłyszałam cichy głos Christophera.

- Dzisiaj mija okrągłe pięć lat od ogłoszenia wyroku - zaczęłam - Dziś nasz wyrok się zakończył. Wiecie co to oznacza?

- Że możemy wrócić do domu... - zaczęła niepewnie Jessica.

- Tak - przytaknęłam - Pamiętacie, jak po przylocie do USA prosiłam Was, żebyście nie rozmawiali przy mnie o przeszłości, o tym co się stało w Anglii? - pokiwali głowami - Ja od przylotu tutaj ani przez chwilę nie pomyślałam o tamtym życiu, postawiłam gruby mur wspomnieniom. Inaczej nie mogłabym ruszyć do przodu i nie znalazłabym się w tym miejscu - pokazałam rękoma wokół siebie - Tak odmieniona, tak silna i pewna siebie. Kocham Was, dziękuję, że uszanowaliście moją decyzję, mało tego, nie ma słów, którymi mogłabym Wam podziękować za to, że przyjechaliście ze mną... - w moich oczach pojawiły się łzy, wzięłam trzy głębokie oddechy i kontynuowałam - Gdy się rano obudziłam już wiedziałam, co muszę zrobić. Do tej pory żyłam tu, bo musiałam. Dzisiaj wiem, że chcę tu zostać z własnej, nie przymuszonej woli. Mam tu świetną pracę, piękne mieszkanie, wszystko się układa. Wiem też, że dorosłam, wybaczyłam wszystkim. Nadszedł moment, od którego nie będę się bała mówić o przeszłości. To wszystko co się wydarzyło, nie wydarzyło się bez przyczyny, nie ma sensu tego dłużej rozpamiętywać, dlatego teraz zadam Wam kilka pytań - zawahałam się i dopiłam swojego drinka - Powiedzcie mi, za czym albo za kim najbardziej tęsknicie?

        Nastąpiła chwila całkowitej ciszy, moi przyjaciele zastanawiali się nad odpowiedzią.

- Chyba zgodzicie się ze mną, że najbardziej brakuje nam naszych rodzin - powiedział Matt.

        Christopher pokiwał głową na znak zgody. Natomiast Jessica wpatrywała się w jeden punkt intensywnie nad czymś myśląc.

- Najbardziej? Za Nathanem. Nigdy nie miałam z nim prawdziwej relacji, takiej jaka powinna być między bratem i siostrą....

        Wiedziałam, że imię Nathana w pewnym momencie przewinie się w naszej rozmowie. Chociaż od momentu wyjazdu mój mózg automatycznie wyłączał się na jakąkolwiek wzmiankę o nim lub jego zespole. Bardzo ułatwił mi to również fakt, że jego zespół nie był jeszcze aż tak sławny jak w Anglii. Mimo wszystko byłam mile zaskoczona, że przywołanie jego imienia nie wzbudziło we mnie żadnych emocji. Oznaczało to, że z czystym sumieniem mogłam powiedzieć, że ten chłopak został wymazany z mojego serca na zawsze. 

- Chris, co słychać u rodziców? - zapytałam brata. Wiedziałam, że od czasu do czasu się z nimi kontaktuje ale nie miałam mu tego za złe.

- Po tym wszystkim byli na Ciebie strasznie wściekli, zresztą sama widziałaś - odpowiedział - Ale chyba im przeszło, bo odkąd dowiedzieli się, że zaczęłaś studia i świetnie radzisz sobie w pracy pytają o Ciebie podczas każdej rozmowy - na jego słowa uśmiechnęłam się delikatnie.

- Wiem, że każde z Was miało kontakt z rodzicami - zaczęłam - Dlatego dziś chciałabym, żebyście mi coś obiecali.

        Przyjaciele popatrzyli na siebie i w końcu pokiwali głowami.

- Chcę, żebyście za tydzień o tej porze lądowali już w Londynie - chcieli mi przerwać, lecz im na to nie pozwoliłam - Wystarczająco dużo czasu spędziliście poza domem, bez rodziny. Jestem Wam bardzo wdzięczna ale nie pozwolę Wam tu ze mną dłużej zostać. Chcę, żebyście pojechali chociaż na kilka dni, nie chcę słyszeć żadnych ale. Obiecacie mi to?

        Długo się zastanawiali, lecz w końcu cała trójka przystała na moją propozycję. Wiedziałam, że są z tego powodu bardzo szczęśliwi..

- A Ty? - zapytała Jessica.

- Dopiero co dostałam awans, nie mogę sobie tak szybko pozwolić na wyjazd - odpowiedziałam. Była to prawda. A po drugie dla mnie było to jeszcze trochę za wcześnie, musiałam dojrzeć do tej decyzji. W Anglii miałam tylko rodziców, w Miami miałam wszystko. Żyłam tutaj i wiedziałam, że nie wrócę do Londynu na stałe.

         Matt przygotował jeszcze po jednym drinku i wznieśliśmy toast za podróż moich przyjaciół. Po tym pożegnaliśmy się i każde z nich rozeszło się do swoich pokoi. Wyszłam na balkon a do mojego nosa wdarł się zapach morskiej bryzy. Już wiedziałam, co zaplanować na jutrzejszy dzień dla moich przyjaciół. Usiadłam na jednym z leżaków i okryłam kocem. Szum fal uspokajał moje myśli, aż poddałam mu się zupełnie i zasnęłam.

        Z samego rana zarezerwowałam na cały dzień jacht i skutery wodne. Znałam ich i wiedziałam, że będą zachwyceni perspektywą takiego lenistwa, zimnych drinków, opalania się i kąpieli w oceanie.

        W poniedziałek szłam do pracy w wyjątkowo złym humorze. Byłam pewna, że na mój humor wpłynął powrót Jessici, Matta i Christophera do Los Angeles. Ale gdy ten stan utrzymywał się przez prawie kolejne dwa tygodnie i doszły do tego dziwne przeczucia wiedziałam, że coś się wydarzy. Bałam się, bo nie miałam pojęcia co to będzie. William próbował na różne sposoby poprawić mi humor i sprawić, bym zapomniała o wszystkim, bez skutku. Rzuciłam się w wir pracy, pracowałam nawet w domu, żeby zagłuszyć swoje myśli. Na szczęście trochę pomagało.

        Środek następnego tygodnia. Tego dnia obudziłam się wypoczęta jak nigdy, pełna energii i dobrego humoru. Cieszyłam się, bo ostatnie tygodnie były dla mnie wyjątkowo ciężkie. Umalowałam się, włosy rozpuściłam, założyłam czerwoną dopasowaną sukienkę z dekoltem, a do tego szpilki z paskami. Całość uzupełniły okulary i torebka.

        Weszłam do swojego gabinetu pozwalając by drzwi same się za mną zatrzasnęły, a swoje rzeczy odłożyłam na biurko. Jednak drzwi się nie zamknęły. Odwróciłam się, żeby zobaczyć dlaczego.

- Dzień dobry, Pani Dyrektor - powitał mnie William z uśmiechem na ustach.

- Witaj - odpowiedziałam - Wszystko w porządku? Wczorajsze zlecenia poszły do realizacji? 

- Tak, spokojnie, wszystko gra - odpowiedział Will jednocześnie siadając w fotelu na przeciwko mojego biurka i przyglądając się mi - Widzę, że masz dużo lepszy humor niż przez ostatnie tygodnie.

- Tak - oznajmiłam z uśmiechem i również usiadłam w swoim fotelu zakładając nogę na nogę, na co William lekko poluzował swój krawat. Podobało mi się to, jak na niego działałam, dlatego czasami specjalnie go prowokowałam - Czuję, że to będzie dobry dzień.

- W takim razie może uczcimy go jakąś kolacją? - zaproponował.

- Brzmi dobrze - odpowiedziałam wahając się przez chwilę - Ale szczegóły ustalimy potem.

- Podoba mi się, spontaniczne spotkania z Tobą są najciekawsze - powiedział puszczając mi oczko.

 - Ale teraz bierzmy się do pracy - oznajmiłam poprawiając okulary i zarzucając włosy do tyłu.

        Jednak William podniósł się z fotela i szybkim krokiem podszedł do mnie, po czym odkręcił mój fotel w swoją stronę.

- Mam nadzieję, że ten dzień szybko minie i wieczorem spotkamy się w Twoim mieszkaniu - wyszeptał mi do ucha. 

        Przygryzłam dolną wargę, na co mężczyzna złapał mnie za rękę nakazując wstać. Sam oparł się o moje biurko, przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta całując namiętnie. Odwzajemniłam pocałunek. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam, aby ten mężczyzna się mną zajął i pomógł odprężyć. William od początku kręcił mnie tylko fizycznie, ale od jakiegoś czasu patrzyłam na niego coraz bardziej przychylnie, lubiłam go coraz bardziej.

- Will, myślałeś kiedyś o tym, co by było, gdyby któreś z nas znalazło sobie partnera, tak całkiem poważnie, z miłości? - zapytałam zanim ugryzłam się w język. To pytanie raz na jakiś czas przewijało się w mojej głowie. Ale nie chciałam znać odpowiedzi, było nam dobrze tak jak jest. Nie chciałam komplikacji.

- Szczerze mówiąc to nie... - zaczął - Jesteś dla mnie ważna na swój sposób. Wiesz, że nigdy nie wierzyłem w takie związki ale chyba się zmieniłem. Najbardziej wkurza mnie, gdy inny facet patrzy na Ciebie tylko jak na obiekt seksualny. Ale nie byłbym zły, gdybyś sobie kogoś znalazła. Po prostu pamiętaj o mnie kiedyś, jak nadal każde z nas będzie samotne nic nie stoi na przeszkodzie, aby .... - zawahał się, chyba trudno było mu powiedzieć to co chciał - No wiesz, znamy się bardzo dobrze... Zawsze lepiej się z kimś zestarzeć niż w samotności, myślę, że byśmy się dogadali i stworzyli fajną rodzinę....

        To co usłyszałam wprawiło mnie w zaskoczenie. Znałam go już trochę, tym bardziej byłam zaskoczona tym co powiedział, nie spodziewałam się tego po nim.

- Spokojnie - uspokajał mnie - Nie oświadczam Ci się, po prostu w życiu bywa różnie - uśmiechnął się do mnie.

- Miło mi to wszystko usłyszeć - odpowiedziałam szczerze zadowolona. Miło było słyszeć, że za kilka lat będziemy mogli na siebie liczyć - Dziękuję - powiedziałam tylko, zarzuciłam ręce na jego szyję i pocałowałam go. 

- Nie ma za co, Kotku, cała przyjemność po mojej stronie - oświadczył i musnął wargami zagłębienie mojej szyi.

        Dalsze pieszczoty przerwał nam dźwięk telefonu.

- To znak, że czas zabrać się do pracy - oznajmiłam i odebrałam telefon, a William delikatnie pocałował mnie w policzek i wyszedł z mojego gabinetu uśmiechnięty.

- Pani Dyrektor - usłyszałam w słuchawce głos sekretarki Prezesa - Pan Prezes prosił przekazać, że po lunchu ma Pani spotkanie z nowymi klientami.

- Dobrze, dziękuję - odpowiedziałam i zabrałam się do pracy, by czas do lunchu minął jak najszybciej. 

        Byłam bardzo ciekawa, kim są nowi klienci, gdyż Prezes bardzo rzadko umawiał mnie osobiście z klientami. A to znaczyło, że byli bardzo ważni.


środa, 14 października 2020

Dwadzieścia jeden.

        Zatrzymałam się przed drzwiami gabinetu. Pan Prezes zauważył moje wahanie.

 - Śmiało - zachęcił mnie i otworzył przede mną drzwi.

        Wzięłam ostatni głęboki oddech i przekroczyłam próg gabinetu stając przed zebranymi pracownikami. W tłumie dostrzegłam Williama. Puścił mi oczko i uśmiechnął się do mnie promiennie.

- Witam wszystkich - zaczął Prezes - Zebraliśmy się tutaj, bo chciałbym coś ogłosić. Otóż, Alex - wskazał na mnie kulturalnie dłonią - Została awansowana na stanowisko Dyrektora do spraw marketingu i reklamy. Od dzisiaj Alex będzie miała wpływ na wszystko co dzieje się w firmie, wszystkie informacje, że tak powiem, będą przepływać przez nią. Będzie decydować, co dla nas dobre, oczywiście chodzi mi o pomysły i współpracę z kontrahentami. Mam do niej pełne zaufanie, co udowodniła przez te trzy lata pracy. Także, witam i gratuluję - zakończył swoje przemówienie i uścisnął moją dłoń. 

        Rozległy się brawa. Współpracownicy zaczęli do mnie podchodzić z gratulacjami, a ja dopiero w tym momencie poczułam jak stres, który towarzyszył mi od rana znika jak bańka mydlana. O tym marzyłam, od dziś byłam Panią Dyrektor.

        Gdy uścisnęłam wszystkie dłonie Prezes zaprowadził mnie do mojego gabinetu. 

- Rozgość się - uśmiechnął się - Dziś nie musisz się zajmować żadnymi ważnymi sprawami, naciesz się i skorzystaj z tego dnia wolnego, bo od poniedziałku zacznie się ciężka praca - żartował.

- Dziękuję Panu, to naprawdę dużo dla mnie znaczy - tylko tyle zdołałam z siebie w tym momencie wydusić.

        Gdy Prezes wyszedł z mojego gabinetu zrobiłam sobie kawę i usiadłam w fotelu, by chwilę ochłonąć. Nie lubiłam nic nie robić, więc mimo prośby szefa poprosiłam sekretarkę aby przyniosła mi dokumenty i rzuciłam się w wir pracy. Dzięki temu czas szybko upływał. Dopiero w porze lunchu usłyszałam pukanie do drzwi.

- Proszę - powiedziałam, w drzwiach ujrzałam Williama.

- Witam Panią Dyrektor - przywitał się i lekko ukłonił, na co ja zaśmiałam się i wstałam z fotela - Mogę Ci w końcu pogratulować na osobności, Kochanie - podszedł do mnie, przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Był przy tym tak ujmujący i pewny siebie, że nawet nie protestowałam.

- Czekałam na jakąś wiadomość od Ciebie - powiedziałam, gdy odsunęliśmy się od siebie.

        Williama poznałam w pracy. Gdy zaczynałam staż był moim kierownikiem. Na początku bardzo mnie onieśmielał, peszyłam się każdą rozmową z nim i starałam się go unikać jak tylko mogłam. Był przystojnym mężczyzną, wysportowanym i zadbanym. Był wolny, więc prawie każda kobieta w firmie wodziła za nim wzrokiem, gdy pojawiał się na horyzoncie. Był świadomy tego, że podoba się kobietom, lubił flirtować. Nie zwracałam na niego uwagi, dla mnie najważniejsza była praca, nie żadne romanse, tym bardziej w biurze. Z czasem zaczął coraz częściej wymyślać dla mnie jakieś najmniejsze prace, wzywać do gabinetu pod byle pretekstem. Złościłam się, że odrywa mnie od pracy w chwili, kiedy chciałam się pokazać z jak najlepszej strony. Przez pierwszy rok pracy przyzwyczaiłam się do niego, do tego, że zawsze gdzieś się przy mnie kręci. Z drugiej strony byłam mu za to bardzo wdzięczna. Gdyby nie jego pomoc nie dostałabym tej pracy. Jego rady i wskazówki okazały się nieocenioną skarbnicą wiedzy.

        Z upływem czasu zmieniłam o nim zdanie. Lubiłam go, coraz częściej zwracałam uwagę na to jak wygląda i chciałam spędzać z nim coraz więcej czasu. Podobał mi się, ale ja bałam się. Nadal brakowało mi pewności siebie. W dodatku wokół było tyle piękniejszych kobiet, mógł sobie wybrać każdą. 

        Firma zdobywała coraz więcej nowych klientów, coraz większe kontrakty. Nieraz pracowaliśmy razem do późna, a czasami nawet w nocy. Wszystko zmieniło się, gdy pewnego razu byliśmy zmuszeni pracować całą niedzielę nad ważnym projektem. Zaprosił mnie wtedy do swojego mieszkania. Nie wiem co mnie podkusiło ale postanowiłam ubrać się inaczej niż do pracy, bardziej swobodnie. W pracy obowiązywał strój oficjalny, rzadko zakładałam sukienki, zawsze starałam się nie pokazywać za bardzo swojego ciała. Jednak w tamtą niedzielę ubrałam krótkie jeansowe spodenki i zwykły biały top. Gdy otworzył mi drzwi mnie zamurowało. Był w garniturze, z idealnie zawiązanym krawatem.

- Wow, nie spodziewałam się, że będziesz wyglądać tak... - zaczął zamiast powitania i taksował mnie wzrokiem od stóp do głowy.

        Speszyłam się i byłam gotowa wrócić do domu i się przebrać. 

- No coś Ty, wchodź - zatrzymał mnie - Po prostu miło zobaczyć Cię w czymś innym, tak na luzie. Wyglądasz świetnie - złapał mnie za rękę i wprowadził do swojego mieszkania. 

- Wiesz... - zaczęłam - Czułabym się mniej skrępowana gdybyś mógł zdjąć ten cały oficjalny garnitur...

- Jasne, zaraz się przebiorę - oświadczył z uśmiechem - Ale najpierw, czego się napijesz? - zapytał jednocześnie zdejmując marynarkę, odwiązując krawat i rozpinając kilka guzików koszuli.

        Gdy tak mu się przyglądałam, całkiem przypadkiem, oblała mnie fala gorąca, czułam jak moje policzki płonęły. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Był bardzo przystojny ale nigdy nie patrzyłam na niego w taki sposób. Zauważył moją reakcję i uśmiechnął się jeszcze szerzej.

- Wystarczy woda - odpowiedziałam cicho - Z lodem - prawie szeptałam.

        W tamtej chwili chciałam zapaść się pod ziemię. William podał mi szklankę z wodą i lodem i poszedł się przebrać. Ja w tym czasie wyszłam na balkon. Z jego mieszkania rozpościerał się zachwycający widok na ocean. Był tak piękny, że wtedy zamarzyłam, żeby z mojego mieszkania też były takie widoki...

- Robi wrażenie - usłyszałam za sobą głos Williama i się przestraszyłam, nie wiedziałam, że wróci tak szybko.

        Gdy się do niego odwróciłam o mały włos, a upuściłabym szklankę. Miał na sobie tylko białe spodenki, a czerwoną koszulkę polo trzymał w dłoni. Nie wiedziałam co powiedzieć i mimo skrępowania zawiesiłam na nim swój wzrok. Był umięśniony, a na prawym biodrze dostrzegłam tatuaż. Puścił mi oczko i założył koszulkę.

- Zapraszam Piękna, musimy wziąć się do pracy - powiedział i zaprosił mnie do środka. Gdy przechodziłam przez drzwi położył mi rękę na plecach i poprowadził do miejsca pracy.

        Byłam w totalnym szoku, nie mogłam wtedy wydusić z siebie żadnego słowa. Przez resztę dnia starałam się te wszystkie nieznane mi emocje zepchnąć na drugi plan i skupić się na pracy, gonił nas termin. Jednak William skutecznie mnie rozpraszał. Przy każdej możliwej okazji, gdy był blisko mnie, kładł mi rękę na plecach, muskał delikatnie moją rękę niby przez przypadek, gdy chciał coś sięgnąć. Modliłam się w duchu abyśmy jak najszybciej skończyli ten projekt i, żebym mogła wrócić do domu. Uparł się, żebym po ciężkiej pracy zjadła z nim kolację, podczas której starałam się nie odzywać, gdyż było mi strasznie głupio. 

- Alex - zatrzymał mnie w momencie, gdy już dotykałam klamki, żeby wyjść z jego mieszkania. Zawahałam się i odwróciłam w jego stronę.

        Podszedł do mnie zbyt blisko, cała zesztywniałam. Nim zdążyłam zareagować złożył pocałunek na moim policzku, a chwilę później już całował moje usta. Gdy chciałam coś powiedzieć wsunął swój język i zaczął tańczyć z moim. Dopiero po kilku chwilach odsunął się ode mnie.

- Nie... - wychrypiałam w szoku - Nie rób tego więcej, nie chcę - powiedziałam i zaczęłam się cofać.

- Alex, kręcisz mnie, nie mogę przestać o Tobie myśleć - zaczął - Już dawno chciałem to zrobić. Marzę o tym, żeby oprzeć Cię o swoje biurko i całować....

        Nogi się pode mną ugięły. Musiałam wyjść z tego mieszkania czym prędzej, bo nie byłam pewna reakcji swojego ciała na jego słowa. Odwróciłam się szybko i otworzyłam drzwi.

- Prędzej czy później to się stanie, Kotku - usłyszałam jeszcze, gdy przechodziłam przez próg.

        Przez nadmiar emocji nie pamiętałam jak wróciłam do siebie. W nocy nie mogłam spać, bo ciągle zastanawiałam się, co będzie nazajutrz w pracy. A przede wszystkim bałam się, że William może spełnić swoje marzenie....

        Od rana, gdy tylko weszłam do firmy rozglądałam się za Williamem, żeby móc w porę uniknąć spotkania. Nawet gdy przyszedł się przywitać z pracownikami zanim zniknął za drzwiami swojego gabinetu, ja skuliłam się za ekranem swojego komputera tak by mnie nie zauważył. Może w tamtej chwili było to dziecinne, ale ja naprawdę nie chciałam z nim rozmawiać, zresztą nawet nie wiedziałabym co powiedzieć. Ale było to nieuniknione, byłam przekonana, że prędzej, czy później wezwie mnie do siebie. 

        Po lunchu, gdy byłam zajęta pracą, a moje myśli przez chwilę nie kręciły się wokół wydarzeń z dnia poprzedniego dostałam wiadomość na czacie. Gdy zobaczyłam od kogo, myślałam, że moje serce zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej. Kliknęłam na dymek i mnie zamurowało.

"Alex... Nie mogę przestać myśleć o naszym pocałunku, o Twoich delikatnych wargach... O tym jak się peszysz, gdy jestem blisko albo Cię dotykam... Niesamowicie mnie kręcisz. Mówiłem już o tym, że chciałbym Cię zobaczyć na swoim biurku?"

        Był tak bezpośredni, że zapomniałam jak się oddycha. Postanowiłam nie odpisywać na tą wiadomość. Jednak William był dosyć niecierpliwy. Nie minęło może 15 minut, a drzwi jego gabinetu otworzyły się.

- Alex - usłyszałam - Zapraszam do mnie.

        Nawet nie mogłam złapać oddechu, bo stał w drzwiach i czekał na mnie. Chcąc nie chcąc wstałam i ruszyłam wolnym krokiem w stronę gabinetu. Gdy przechodziłam obok niego do moich nozdrzy wdarł się niesamowity zapach perfum. Szybko zamknął drzwi, prawie trzaskając. 

- Dlaczego mi nie odpisałaś? - usłyszałam jego głos przy swoim uchu. Nie odpowiedziałam.

        Jednym ruchem odwrócił mnie do siebie i delikatnie popchnął w stronę biurka tak, bym mogła się o nie oprzeć.

- Nie chcę, żebyś mnie całował, nie chcę żadnego romansu ani żadnego związku. Interesuje mnie tylko praca - wydusiłam w końcu z siebie.

        William przysunął się do mnie jeszcze bliżej. 

- Myślę w ten sam sposób - usłyszałam. Nie wierzyłam w to co słyszę - Nie, to źle zabrzmiało - dodał widząc mój przerażony wzrok - Posłuchaj, naprawdę niesamowicie mnie kręcisz i gdybym chciał to wziąłbym Cię w tym momencie na tym biurku...

        Poczułam jak moje policzki zaczynają płonąć. W życiu bym nie pomyślała, że jakiś mężczyzna będzie mnie tak onieśmielał. A jeszcze dwa lata temu pewnie odwzajemniłabym bez wahania takie zaloty.

- Lubię Cię, lubię z Tobą pracować, nic na to nie wpłynie. Ale widzę, że Cię onieśmielam, brak Ci pewności siebie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ilu mężczyzn z firmy wodzi za Tobą wzrokiem - kontynuował - Pozwól mi, a sprawię, że Twoja pewność siebie wróci, że odnajdziesz swoją seksualność i staniesz się kobietą z wianuszkiem adoratorów. Pracujmy dalej i rozmawiajmy tak samo ale nie broń się przede mną...

        Nie wiem, co się ze mną stało, czy to dzięki słowom Williama ale przyciągnęłam go do siebie za krawat i pocałowałam. Nasze języki szybko znalazły wspólny rytm.

- Woow, Alex - usłyszałam zdyszany głos Willa - To było... Masz w sobie to coś, ja to odkryję.

        Uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam w kierunku drzwi. Jednak złapał mnie za rękę i zatrzymał. Wpił się w moje usta zachłannie.

- Wystarczy - powiedziałam po chwili odpychając go od siebie na bezpieczną odległość i wyszłam z jego gabinetu.

        To był początek naszej intymnej relacji. Nie spodziewałam się, że ten facet sprawi mi tyle radości, a zarazem będzie tak bardzo mnie wkurzał. Że będzie na mnie działał w taki sposób, a jego wiadomości w najmniej spodziewanym momencie przyprawiały o dreszcze i szybsze bicie serca. Ale nie żałuję, że weszłam w taki układ, dotarło do mnie, że potrzebowałam silnego mężczyzny. Jestem mu bardzo wdzięczna, bo dzięki niemu zaczęłam się inaczej ubierać, stałam się pewną siebie kobietą, świadomą swojego ciała....

- To za karę - oznajmił lekko obrażony - Nawet słówkiem nie wspomniałaś o awansie. Ale... - zawahał się - Mogę Ci to wybaczyć, po starej znajomości, za drobną zapłatą - kontynuował, gdy nie odpowiedziałam - Wyglądasz seksownie w tym kostiumie - mruczał mi do ucha - Ale chciałbym zobaczyć Cię bez niego, najlepiej w moim biurze, w samym body - marzył - W ostateczności wystarczy mi, gdy staniesz tak ubrana przede mną w moim mieszkaniu...

        Uprawialiśmy seks ale mimo naszej "relacji" w dalszym ciągu nie pozwoliłam mu się mieć w biurze. To było coś takiego, czego akurat w tej chwili nie chciałam przeżyć z nim. 

- Bije od Ciebie taka władza, Pani Dyrektor, że zrobiłbym dla Pani dosłownie wszystko...

- William - zaczęłam - Jesteś czarujący i chętnie skorzystałabym z Twojej oferty, ale to musi poczekać - uśmiechnęłam się widząc jego rozczarowanie - Przyjechali do mnie przyjaciele, chcę ten dzień należycie uczcić - pocałowałam go - A teraz, do pracy - dodałam stanowczo, na co Will uśmiechnął się szeroko.

        Gdy wyszedł kontynuowałam swoją pracę, jednocześnie nie mogąc się doczekać dzisiejszej kolacji.


wtorek, 13 października 2020

Dwudziestka.

 Dokładnie 5 lat później.....

Z kubkiem gorącej, parującej kawy wyszłam na swój duży balkon z zapierającym dech widokiem na ocean. Usiadłam w wygodnym fotelu, wzięłam trzy głębokie wdechy i pozwoliłam swoim myślom pogalopować pierwszy raz od postawienia stopy w Stanach Zjednoczonych. Właśnie dziś, w tym wyjątkowym dniu pozwoliłam sobie wrócić do przeszłości...

             5 lat temu wraz z Jessicą, Christopherem i Mattem, podekscytowani ale zarazem pełni obaw przed tym co nas czeka, wylądowaliśmy w Los Angeles. Pierwsze cztery miesiące były naprawdę bardzo trudne. Nie mieliśmy zbyt dużo kasy, by wynająć drogie mieszkanie. Nie mogliśmy sobie pozwolić, by wszystko od razu wydać, tym bardziej, że ze znalezieniem pracy bywało ciężko, a życie w USA nie należało do tanich.

Pewnego dnia przy kolacji, po tym jak zostałam zwolniona z kolejnej pracy, oznajmiłam swoim przyjaciołom, że chciałabym postawić wszystko na jedną kartę. Od kilku dni analizowałam swój plan i zbierałam się na odwagę, a gdy dostałam emaila z potwierdzeniem musiałam przekazać im dobrą nowinę.

- Posłuchajcie, chciałabym Wam coś oznajmić - zaczęłam niepewnie, a twarze moich przyjaciół zwróciły się w moją stronę.

- Śmiało - zachęcała mnie Jessica.

- Mieszkamy tu dopiero kilka miesięcy ale nie tak wyobrażałam sobie tu moje nowe życie - zrobiłam pauzę by napić się wody, bo ze stresu zaschło mi w gardle. 

Nigdy się tak nie stresowałam jak w tej chwili mimo, że byli przy mnie przyjaciele. Nie dość, że moje życie 5 lat temu wywróciło się o 360 stopni to od przylotu do LA zmieniłam się. Znowu byłam nieśmiałą, cichą dziewczyną, zupełnie jak w szkole średniej, gdy Jess mi dokuczała. W dodatku problemy ze znalezieniem dobrej pracy nie ułatwiały mi niczego. Tym bardziej, gdy słyszałam jak Christoper i Matt co chwilę zmieniali pracę na lepiej płatną. Byli mężczyznami, więc mieli więcej możliwości i większe pole manewru. Dzięki temu szybciej i więcej zarabiali, zaczęli też trochę odkładać. Obaj doszli o wniosku, że chcieliby iść na jakieś kursy, może nawet na studia związane z branżą informatyczną. Wszystko szło w dobrym kierunku, byłam z nich dumna.

Jessica znalazła pracę jako pomoc florystki. Z początku nie była to praca jej marzeń, lecz jak każdy nowy pracownik, zaczęła zdobywać nowe umiejętności. Z każdym kolejnym dniem coraz chętniej chodziła do pracy. Jej szefowa była z niej tak zadowolona, że wysłała ją na kursy doszkalające. Potrzebowała dobrego pracownika na cito, gdyż jej firma zdobywała coraz więcej klientów, coraz więcej ludzi chciało, by kompozycje kwiatowe firmy zdobiły przestrzeń i przyświecały ważnym uroczystościom. Życie blondynki też zaczynało się układać.

- Jestem z Was bardzo dumna, zaczyna się Wam układać i będę trzymać kciuki, żeby spełniły się wszystkie Wasze marzenia. Otóż, może trochę późno ale postanowiłam spróbować i iść na studia. Kilka dni temu wysłałam dokumenty i dziś dostałam odpowiedź. Zostałam studentką kierunku marketingu i reklamy Uniwersytetu w Miami - powiedziałam na jednym wydechu i spuściłam głowę bojąc się reakcji przyjaciół. 

- Gratulacje! - pierwszy odezwał się Christopher i wstał od stołu, żeby do mnie podejść i przytulić.

Wtuliłam się w brata, a w moich oczach pojawiły się łzy ulgi i szczęścia. 

- Naprawdę się bardzo cieszę - kontynuował Chris - Widziałem, że nie czujesz się tutaj za dobrze. Ciężko będzie mi się z Tobą rozstać, tym bardziej, że w tym momencie jesteśmy ze sobą tak blisko jak nigdy wcześniej. Ale zasługujesz na to, by zacząć od nowa. Pamiętaj - odsunął mnie delikatnie od siebie i spojrzał w oczy - Zawsze możesz na mnie liczyć i w razie gdyby coś się działo masz do mnie dzwonić, a wsiądę w pierwszy samolot i przylecę, dobrze?

Na jego słowa uśmiechnęłam się delikatnie.

- Chris ma rację. My z Mattem też się cieszymy. Choć nie ukrywam, że będziemy bardzo tęsknić. Ale z drugiej strony.... lecisz do MIAMI! - ostanie słowo wykrzyczała i również mocno mnie przytuliła - Jak już się tam zadomowisz spodziewaj się nas!

Uścisnęliśmy się wszyscy. Cieszyłam się, że tak to przyjęli oraz, że nie chcieli jechać ze mną. Kochałam ich ale chciałam pobyć sama. Chciałam skupić się całkowicie na sobie, a najbardziej pragnęłam, by wróciła ta uśmiechnięta i pewna siebie, teraz już kobieta, z głową pełną marzeń i planów, z nowym podejściem do życia. 

Gdy wylądowałam na lotnisku w Miami nawet się nie spodziewałam, że moje życie zmieni się po raz kolejny, oczywiście na ogromny plus...

Gdy uniosłam powieki z moich oczu wypłynęła pojedyncza łza. Szybko wytarłam ją wierzchem dłoni. Odstawiłam zimną kawę na stolik i podeszłam do barierki. Oparłam na niej swoje ręce i spojrzałam w dal na błękit oceanu, jednocześnie wdychając morską bryzę i wsłuchując się w szum fal, które działały na mnie kojąco.

- Dzień dobry Pani Alex - usłyszałam cichy głos za sobą.

- Witaj Claro - odwróciłam się i posłałam jej ciepły uśmiech - Prosiłam, żebyś nie mówiła do mnie per Pani. Jestem Alex.

- No dobrze, postaram się - zaczęła nieśmiało - Co mogę dziś dla Ciebie zrobić? - zapytała.

- Dziś jest bardzo ważny dzień w moim życiu, to jest niespodzianka - oznajmiłam - W południe wylądują w Miami moi przyjaciele, kierowca przywiezie ich prosto tutaj. Chciałabym abyś przygotowała dla nich pokoje i coś do jedzenia, aby mogli się odświeżyć i odpocząć po podróży. A wieczorem, myślę, że godzina 20 będzie idealna, przygotuj proszę kolację, chcę ten dzień należycie uczcić - poprosiłam - Ja wrócę około 19.

- Dobrze Alex, zajmę się wszystkim - odpowiedziała.

- Dziękuję Ci Claro - uśmiechnęłam się i pożegnałam.

Weszłam do swojego pokoju i podeszłam do wieszaka, na którym wisiał piękny, czarny kostium i delikatnie dotknęłam go drżącą ręką.

- To już dziś... - powiedziałam do siebie - Po tylu latach ciężkiej pracy udało się...

Jednocześnie cieszyłam się i nie mogłam doczekać tego co miało nastąpić za dwie godziny, a z drugiej strony bardzo się denerwowałam. Zaczynałam nowy etap, wszystko układało się idealnie.

Umalowałam się, włosy lekko pofalowałam i rozpuściłam. Założyłam spodnie od kostiumu, body, które doskonale podkreśliło mój biust, a na to żakiet zapinany na jeden złoty guzik. Wsunęłam stopy w błyszczące szpilki i stanęłam przed lustrem. 

- Noo, Alex, wyglądasz nieziemsko - uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze.

To byłam nowa ja. Czułam się bardzo dobrze, wręcz wyjątkowo.

Dziś pozwoliłam, by czekał na mnie kierowca, który zawiózł mnie prosto pod drzwi mojej firmy. Gdy wysiadłam z samochodu wyprostowałam się i pewnym krokiem weszłam do środka, zmierzając prosto do gabinetu prezesa, gdzie wszyscy mieli już na mnie czekać.