wtorek, 20 listopada 2012

Szóstka.

Obudził mnie ból oraz promienie słońca padające prosto na moją twarz. Powoli otworzyłam oczy, lecz to co zobaczyłam mocno mną wstrząsnęło. Krzyknęłam ale mój krzyk stłumił materiał, którym zakneblowano mi usta. Nerwowo rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ze ścian i sufitu odpadała farba, w niektórych miejscach w podłodze brakowało desek. Na środku stał stół z jednym krzesłem, pod ścianą bardzo stary i zakurzony regał. Zresztą nie tylko on był brudny. Również podłoga była siwa od zbierającego się na niej od wielu lat kurzu. Drzwi trzymały się tylko na jednym zawiasie. Wystarczyłoby jedno mocne kopnięcie, by z hukiem legły na ziemi. Wszystko tutaj miało jakieś uszczerbki, widoczne zniszczenia. Jedynie w oknie zachowały się całe szyby. W powietrzu unosił się okropny odór wilgoci i stęchlizny. Cała ta scena przyprawiała mnie o dreszcze. Zaczęłam się bać, a w głowie układały się przeróżne scenariusze. Chciałam podjąć próbę ucieczki, lecz zdałam sobie sprawę, ze moje ręce są wygięte do tyłu i związane w nadgarstkach. Również na nogach zauważyłam liny. Siedziałam na podłodze naprzeciw drzwi oczekując najgorszego…
Drzwi otworzyły się przeraźliwie skrzypiąc, a w nich pojawił się nieznajomy, z którym tańczyłam poprzedniego wieczoru w klubie. Moje oczy były wielkości pięciozłotówek. Poczułam się wykorzystana.
- Witaj piękna – oznajmił nieznajomy jednocześnie na stole stawiając butelkę wody – Jak się spało? – zapytał.
Nawet gdyby odwiązał mi usta nie odezwałabym się do tego zdrajcy ani słowem. Chociaż nie powiem, cholernie interesowało mnie, czego może ode mnie chcieć. Gdyby chodziło o seks miał okazję, by to wykorzystać.
- Przepraszam – ponownie się odezwał tym razem podchodząc do mnie i zabierając knebel z ust – Nie dziwne, że mi nie odpowiedziałaś – po czym uśmiechnął się i mnie pocałował.
Nie broniłam się, nie wiedziałam czemu. To było silniejsze ode mnie. Podczas tej czynności mój strach odszedł w niepamięć. Było to nadzwyczaj dziwne.
- Nie rozumiem, co taka dziewczyna jak ty, piękna i inteligentna widzi w Sykesie – zaczął, gdy oderwał się od moich warg.
- Co mam przez to rozumieć? – wypaliłam.
- Otóż, pewne źródła donoszą, że szalejesz za „panem doskonałym”, lecz on Cię nie dostrzega i w najlepsze zabawia się z inną – odpowiedział.
Tym pewnym źródłem był nie kto inny tylko Jessica, byłam tego pewna. Arogantka, dbająca tylko o własne interesy…
- Zresztą, sam doszedłem do takiego wniosku jeszcze za czasów szkolnych…
Spojrzałam mu w oczy i wtedy mnie olśniło. Zobaczyłam w nim dawnego kolegę z klasy.
- Mat… - szepnęłam zaskoczona.
- Cieszę się, że jednak mnie poznałaś – odparł z uśmiechem na twarzy.
- Co się z Tobą stało? Dlaczego dołączyłeś do Jessici i jej paczki? – zadawałam pytania – Nigdy bym się po tobie tego nie spodziewała – powiedziałam z wyraźnym wyrzutem.
Zawahał się, a moje myśli wróciły do wspomnień z przeszłości.
Mat chodził ze mną i z Nathanem do jednej klasy. Lubiłam go, zawsze potrafił mnie rozśmieszyć, był mistrzem dowcipu. Nigdy jakoś szczególnie nie przepadał za Nathem, nie znałam powodu takiego zachowania. Chciałam, by nie tylko Nathan był moim przyjacielem ale także i Mat. Przy nich największy problem stawał się dziecinnie prosty i śmieszny. Niestety nie mogłam spędzać z nimi czasu jednocześnie. Sykes nie miał nic przeciwko ale ten drugi odmawiał…
Z czasem Nath wyjechał robić karierę. Zostawił mnie samą. Miałam wielka nadzieję, że Mat będzie dla mnie wsparciem. Na początku tak było, lecz wszystko się zepsuło. Pewnego dnia powiedział mi, że nie ma mi nic więcej do powiedzenia oraz, że nie chce utrzymywać ze mną kontaktu. Ponownie nie poznałam powodu, który nim kierował…
Uczucie, kiedy bliska mi osoba, jaką był właśnie Mat patrzy na mnie na przerwach z pogardą, było nie do zniesienia. Byłam załamana, w jednym czasie straciłam dwóch przyjaciół. Wszystko pogarszała dodatkowo Jessica i jej pseudo-przyjaciele. Te ich ciągłe, nasilające się zaczepki, wyzwiska, głupie żarty były nie do zniesienia. Mogło to się wydawać dziecinne, że ja, dwa lata starsza od Jess nie mogłam sobie z nią poradzić… Ale ona zawsze miała kogoś, kto jej bronił na każdym kroku. Miałam jeszcze Chrisa ale on miał swoje problemy, więc nie chciałam zrzucać mu na barki dodatkowych zmartwień. Było mi bardzo ciężko, nieraz zdarzyło się, że zamiast iść do szkoły wmawiałam rodzicom, że źle się czuję. Miałam wtedy jeden dzień odpoczynku.
Moim ratunkiem okazał się Nathan. Obiecał mi, że w wolnych chwilach będzie specjalnie dla mnie przyjeżdżał do Gloucester, byśmy mogli się spotkać, oczywiście w tajemnych miejscach. Tak też było. Przyjeżdżał i wtedy spędzaliśmy ze sobą całe dwanaście godzin. Wróciła wiara, że jednak jeden przyjaciel jest nadal blisko mnie.
Co prawda, Nathan potem też zawiódł ale już nie był przyjacielem. Tym razem go kochałam…
Po twarzy Mata widziałam, że również wspomina stare dzieje.
- Powiedz mi, dlaczego wtedy nie chciałeś mnie już więcej znać? Dlaczego nie chciałeś się z nami zadawać? Mogliśmy razem tworzyć zgraną paczkę… – zapytałam widząc iż chłopak siada obok mnie.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? Mimo, że nie ma to teraz żadnego znaczenia? – dopytywał.
Przytaknęłam.
- Chodziło o Nathana w każdym przypadku. Nie chciałem się z nim przyjaźnić, nie zasługiwał na to. A przede wszystkim zazdrościłem mu tego, że tak świetnie się dogadujecie, byliście dla siebie idealni. Nie chciałem być piątym kołem u wozu. Za bardzo Cię kochałem, by na to patrzeć i wolałem trzymać się na boku.
Ostatnie zdanie wprawiło mnie w lekkie osłupienie.
- A druga sprawa – kontynuował – Jednego dnia zauważyłem, jak wychodziłaś wieczorem z domu i postanowiłem Cię śledzić. Widziałem jak spotykasz się z Sykesem, a następnego dnia od Jessici usłyszałem, że spędziliście razem noc. To był dla mnie duży cios. Zawiodłem się na tobie i pod wpływem impulsu powiedziałem to co powiedziałem…
Zamilkł, zapanowała cisza. Nie wiedziałam, jak mam się w tej chwili zachować, co powiedzieć…
- Dlatego tu jesteś. Od Jessici wiem, że od dawna zapisujesz wszystko w pamiętnikach, które ukryłaś gdzieś pod kluczem. Chciałbym zatruć mu życie, i nie tylko ja, więc chciałbym ten klucz mieć w swoim posiadaniu. Nathan nie zasługuje na takie traktowanie z twojej strony, na twoim miejscu dawno bym mu wygarnął, że Cię wykorzystał i zostawił dla innej – zakończył zdenerwowany.
- Lubię Cię nadal ale to, co robisz jest złe. I nie dostaniesz klucza, to moje prywatne wpisy i nikt nie ma prawa do nich zaglądać – powiedziałam – Sprawa między mną i Nathanem to mój własny rozrachunek i nie wtrącaj się…
- Mat, miałeś zdobyć klucz, a nie przeprowadzać miłe pogawędki – usłyszałam, a w drzwiach pojawił się starszy chłopak, na około 22-25 lat – Teraz ja zajmę się panią…
Gdy to powiedział mój strach wrócił, zaczęłam lekko dygotać…





Rozdział dodałam znowu z opóźnieniem :( 
Nie wypowiem się na ten temat. Winę za wady zwalam na szkołę...
Szkoła mnie wykańcza, siada psychika, brakuje mi czasu, ciągle kartkówki i sprawdziany...
Czuję się jakbym w tym roku zdawała maturę, a czeka mnie to dopiero za rok :(
Trzymam kciuki za to, bym wreszcie mogła odsapnąć i zająć się innymi ważnymi sprawami.
P.S. Nie zwracajcie uwagi na mój beznadziejny monolog, czasami potrzebuję porozmawiać sama ze sobą.
Kocham <3


poniedziałek, 12 listopada 2012

Piątka.

Przez kolejne półtora tygodnia od tego wydarzenia nie działo się nic ciekawego. No może oprócz tego, że wraz z Chrisem zamieszkaliśmy we własnym mieszkaniu. Gdyby nie on i jego pomysł nadal mieszkałabym z rodzicami, co mi wcale nie przeszkadzało. Christopher przekonał mnie, że jeśli się wyprowadzimy rodzice nie będą za bardzo ingerować w nasze życie towarzyskie, ten powód w zupełności mi wystarczył, żeby przystać na jego propozycję. Wynajęliśmy małe mieszkanie w bloku na trzecim piętrze z widokiem na duży park z małym stawem, w którym pływały kaczki i łabędzie karmione przez spacerujących ludzi. Żeby utrzymać owe mieszkanie musieliśmy zacząć zarabiać. Mój brat zatrudnił się w pizzerii. Ja zostałam już oficjalnie przyjęta do policji, nieoficjalnie zostały mi trzy dni do ukończenia szkolenia, czyli otrzymania broni…
Posterunek opuściłam w podskokach i z wielkim uśmiechem na twarzy. Zakończyłam szkolenie i od poniedziałku miałam zacząć pracę, więc dziś postanowiłam się zabawić i zaszaleć. Czym prędzej wróciłam do mieszkania i zaczęłam przygotowania. Najpierw zadzwoniłam do Nialla z zapytaniem, czy nie chciałby ze mną iść. Jego odpowiedź była przecząca, wyjechał wraz z chłopakami gdzieś na koncert. Postanowiłam więc zabawić się sama. Pognałam do łazienki wziąć prysznic. Owinięta w ręczniki wróciłam do pokoju wybrać ubranie. Po dłuższym zastanowieniu na łóżku położyłam małą czarną. Sukienka była na ramiączka, sięgała połowy ud i idealnie podkreślała moje kształty. Do tego wybrałam również czarne, niezbyt wysokie, szpilki. Wróciłam do łazienki umalować się i uczesać, postawiłam na prostotę i rozpuściłam włosy, które lekko falowały. Ponownie wróciłam do pokoju tym razem ubrać się. Do małej torebki wrzuciłam dowód i pieniądze, więcej nie potrzebowałam. Zanim jeszcze opuściłam pokój spryskałam ciało ulubionymi perfumami i przejrzałam się w lustrze. Wszystko było na swoim miejscu, łańcuszek z kluczem również. W salonie spotkałam Chrisa.
- Podrzucisz mnie do klubu? – zapytałam widząc, że siedzi bezczynnie przed telewizorem.
- To weź samochód, mi nie będzie potrzebny – oznajmił.
- Mi też nie, chcę się napić więc i tak nim nie wrócę – poinformowałam go.
- Jej, jakaś Ty marudna… - westchnął, lecz po chwili wyłączył telewizor i podniósł się z kanapy – Dobra, chodź.
- Dziękuję! – zaszczebiotałam i narzuciłam na siebie ciepły płaszcz.
Jakieś dwadzieścia minut później byliśmy na miejscu. Jeszcze raz podziękowałam bliźniakowi i wysiadłam z auta. W szatni zostawiłam płaszcz i zaczęłam przeciskać się pomiędzy tańczącymi zmierzając w stronę baru. Zajęłam wolne miejsce z boku, z którego miałam dobry widok na parkiet. Przede mną zaraz pojawił się barman proponując drinka. Na początek zamówiłam zimne piwo cytrynowe. Barman widząc moją samotność zaproponował, że dotrzyma mi towarzystwa. W sumie, czemu nie. Wydawał się sympatycznym chłopakiem, na oko niewiele starszym ode mnie. Bardzo miło mi się z nim rozmawiało, co jakiś czas na moją prośbę podsuwał mi kolejne szklanki z alkoholem. Zafascynował mnie do tego stopnia, że, gdy robił drinki innym śledziłam każdy jego ruch. Przyglądałam się, jak szklanki zwinnie przemieszczają się między jego palcami. W pewnym momencie poprosiłam go nawet by ze mną zatańczył. Niestety odmówił wypierając się tym, że jest sam za barem i nie może odejść od posterunku. Obiecał, że innym razem jak najbardziej. Chociaż tym mnie pocieszył. Gdy ponownie odszedł obsłużyć innych ja wróciłam do obserwowania go. Co chwila spoglądał w moją stronę i uśmiechał się. Zaczęłam się zastanawiać, czy mogłoby coś między nami być. Dogadywaliśmy się, pod względem wyglądu też nie był najgorszy, był raczej trochę bardziej niż przeciętnie przystojny…
Jednak w pewnej chwili poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu.
- Zatańczymy, piękna? – usłyszałam szept przy swoim uchu.
Odwróciłam się. Moim oczom ukazał się chłopak, tym razem dużo starszy ode mnie. Uśmiechał się zawadiacko.
- Czemu nie – oznajmiłam i złapałam jego dłoń.
Jeden taniec z nieznajomym mi nie zaszkodzi, pomyślałam i ruszyłam za nim na parkiet. Jednym zwinnym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Jego dłonie znalazły się na moich biodrach, z kolei ja zarzuciłam swoje na jego szyję. Myślałam, że po jednej piosence podziękuje i na tym się skończy. Jednak się przeliczyłam. Świetnie mi się z nim tańczyło, może dlatego, że nie pchał łap tam, gdzie nie trzeba. Dopiero gdzieś po piątej lub szóstej piosence zaproponował, byśmy się czegoś napili. Wróciłam do barmana, kiedy nieznajomy poszedł w swoim kierunku.
Powoli sączyłam zimny napój i odpoczywałam. Rozejrzałam się, mój wzrok przykuła dziewczyna siedząca po mojej prawej stronie. Zdawało mi się, że skądś ją znam. Równie dobrze mogło mi się tylko wydawać, w końcu trochę już wypiłam.
- Dzisiaj sama? – usłyszałam pytanie barmana skierowane właśnie do niej.
- Nie, Nathan spotkał znajomego i gdzieś jest w tłumie – odpowiedziała.
Olśniło mnie. Widziałam ją w Nandos. Niall mi o nie mówił. To dziewczyna Nathana…
Odwróciła wzrok. W jednej chwili nasze oczy skrzyżowały się. Szybko odwróciłam głowę, lecz nadal czułam jej wzrok na sobie.
- Ty jesteś Alex, dziewczyna Nialla? – zagadnęła mnie.
- Tak, i nie dziewczyna, przyjaźnimy się. A Ty zapewne jesteś Lily, dziewczyna słynnego Sykesa – oznajmiłam, nazwisko Nathana wypowiadając z ironią.
- Tak, zgadza się. Jesteś sama, Niall wyjechał, prawda? – dopytywała.
- Tak, masz rację. Ale zastanawia mnie jedno – zaczęłam, bo co ją obchodził Niall, przecież była z Nathem – Dlaczego pytasz o Nialla? Miałaś nadzieję go zobaczyć? A może jeszcze porozmawiać? – w moim głosie słychać było coraz więcej jadu – Miałaś swoją szansę, Niall darzył Cię wielkim uczuciem, a Ty najzwyczajniej w świecie się nim zabawiałaś. Nie masz sumienia? On na to nie zasłużył. Cierpi, gdy widzi Cię z innym. Dobrze Ci radzę, zniknij z jego życia albo zmień to, póki jest ku temu okazja – powiedziałam i z portfela wyjęłam zdjęcie, które blondyn kazał wyrzucić i rzuciłam przed dziewczyną na blat – Przypomnij sobie i się zastanów – zakończyłam i odeszłam od baru widząc zmierzającego w moją stronę nieznajomego.
Bez słowa porozumiewania się ruszyliśmy dalej na parkiet. Procenty szumiały mi w głowie, we krwi czułam narastającą adrenalinę. Cieszyłam się, że miałam okazję powiedzieć co myślę tej dziewczynie, może się wreszcie opamięta. Bo Niall z pewnością nie zasługuje na takie traktowanie, jest zbyt wrażliwy. Z kolei serce podpowiadało mi, że jeśli Lily postanowi walczyć o mojego przyjaciela to zerwie z Nathanem, co oznaczałoby, że Nath będzie wolny, a wtedy ja mogłabym….
Nie, nic nie mogłabym, próbowałam uspokoić szalone myśli. Co ma być to będzie ale na pewno nie mam zamiaru starać się o względy Natha, nie zasłużył na to…
Wskutek nadmiaru emocji, nie wiedzieć czemu, pocałowałam nieznajomego. Potem już pamiętałam tylko, że ubrana w płaszcz i z torebką w ręku opuszczałam klub i wsiadałam do auta owego nieznajomego….



Nie dałam rady dodać rozdziału w weekend... Przepraszam :(
Mam nadzieję, że długość rozdziału Wam to trochę wynagrodzi :)


piątek, 2 listopada 2012

Czwórka.

Rano, po orzeźwiającym prysznicu, już całkiem ubrana w luźną koszulkę i dresy i ogarnięta, zeszłam na dół.  W domu panowała grobowa cisza. Obeszłam wszystkie pomieszczenia, nikogo więcej nie było, zostałam sama. W kuchni, na lodówce magnesem była przyklejona karta od mamy.
„Z tatą jesteśmy w pracy, wrócimy wieczorem. A Chris ma dziś zawody w nogę, więc nie mam pojęcia kiedy wróci. Obiad masz w lodówce, przygrzej sobie – Mama” przeczytałam z karteczki. Z tym obiadem mogła sobie darować, nie jestem małą dziewczynką, poradzę sobie.
Na śniadanie zrobiłam sobie kanapki i herbatę. Podczas posiłku obmyśliłam plan na dzisiejsze przedpołudnie. Umyłam naczynia, z których korzystałam i wróciłam do swojego pokoju, gdzie czekały już na mnie walizki. Pierwszym zadaniem było rozpakowanie się i zrobienie prania. Nastawiłam dwie pralki z brudnymi ubraniami, a resztę ułożyłam na półkach. Zajęło mi to lekko ponad godzinę, nie spieszyłam się, nie było powodu. Gdy zakończyłam tą czynność poszłam do łazienki wyjąć pranie, a następnie na poddasze rozwiesić je.
Do spotkania z Horanem miałam jeszcze jakieś cztery godzinki ale musiałam załatwić jeszcze jedną sprawę na mieście, więc postanowiłam wyjść wcześniej. Przebrałam się w jeansowe rurki, biały top oraz koszulę w czarno-niebieską kratę na krótki rękaw, którą zawiązałam pod biustem. Komórkę, teczkę z potrzebnymi dokumentami i portfel wrzuciłam do torby. Zeszłam do przedpokoju, gdzie na nogi wciągnęłam biało-niebieskie Air Maxy. Założyłam ciepłą kurtkę, owinęłam szyję szalikiem, rękawiczki na dłonie, kaptur na głowę, w końcu to początek lutego, a temperatura daje dużo do życzenia. Przewiesiłam torebkę przez ramię i wyszłam na zewnątrz…
Maszerowałam szybkim krokiem ulicami Londynu. Zmierzałam na posterunek policji. Powód? Od niepamiętnych czasów marzy mi się pracować w policji lub w ochronie, najlepiej jakichś znanych osobistości. Dlatego też potrzebne mi było szkolenie, na które pojechałam do Irlandii. Dziś postanowiłam zanieść dokumenty, które zaświadczały o moim uczestnictwie oraz ocenę od prowadzącego grupę. Te wszystkie papiery umożliwią mi starania o pozwolenie na broń oraz o posadę w policji. Ciągle wyobrażam sobie siebie, stojącą w jej szeregach, w mundurze. Mam nadzieję, że ten dzień nadejdzie lada moment…
Ku mojemu zdziwieniu sprawy biurowe załatwiłam w dość szybkim tempie. Teraz miałam tylko czekać na telefon z informacją o rozpoczęciu szkolenia na strzelnicy. Posterunek opuściłam w świetnym humorze i tym razem obrałam kierunek: Nandos. Miałam jeszcze sporo czasu do umówionej godziny, więc szłam spacerkiem. Przechadzałam się również po parku dla zabicia czasu. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że podświadomie przyglądam się pewnej kobiecie i jakiemuś mężczyźnie. Spacerowali trzymając się za ręce. Jednak w pewnym momencie zatrzymali się, stanęli naprzeciw siebie szepcząc słodkie słówka. W efekcie mężczyzna pocałował swoją ukochaną. Na koniec, tym razem objęci, ruszyli dalej. Stałam wodząc za nimi wzrokiem, a w mojej wyobraźni pojawiały się obrazy mnie i Nathana na miejscu tej pary. Moje oczy zaszkliły się od łez. Nie czekając dłużej ani chwili opuściłam park i ruszyłam szybkim krokiem do Nandos. W tym czasie w mojej głowie biły się myśli…
Kretynko, o czym ty marzysz? Nathan jest teraz sławnym piosenkarzem, może mieć dziewczyn na pęczki. Na pewno nie wybierze Ciebie, cichej dziewczyny z Gloucester. Zresztą, on już wybrał. Teraz jest z jakąś Lily. Na pewno jest piękna i bardziej zasługuje na jego miłość. A ja, mimo, że darzę go wielkim uczuciem, bezgraniczną miłością, nie zachowam się jak ostatnia suka niszcząc ich związek, a usunę się w cień dla jego dobra. Miałam Nathana tylko dla siebie przez 10 lat, widocznie wyczerpałam już swój limit i teraz nadeszła pora, by się to zmieniło. Nie dam rady więcej sama się okłamywać… Mimo wszystko kocham go i kochać będę zawsze…
- Alex! – usłyszałam za plecami głos, który jednocześnie wyrwał mnie z zadumy.
Odwróciłam się i ujrzałam Nialla wysiadającego z samochodu. Nawet się nie spostrzegłam, że dotarłam na miejsce.
- Niall! – zawołałam uradowana i rzuciłam się chłopakowi w ramiona – Cieszę się, że Cię widzę. Nawet nie masz pojęcia, jak brakowało mi naszych wspólnych rozmów – oznajmiłam.
- Też tęskniłem – powiedział – Ale dziś mamy całe popołudnie tylko dla siebie i mam nadzieję, że przez ten czas wszystko nadrobimy.
- Z pewnością! – rzekłam i trzymając się za ręce weszliśmy do środka.
Zajęliśmy stolik, który blondyn wcześniej zarezerwował w cichym kącie sali. Zamówiliśmy jedzenie i pogrążyliśmy się w rozmowie. Minuty mijały, za oknami robiło się już ciemno, a my nadal rozmawialiśmy, żartowaliśmy, śmialiśmy się. W duchu dziękowałam Bogu, że poznałam tego wiecznie uśmiechniętego blondyna, dzięki któremu wszystkie troski i zmartwienia schodziły na dalszy plan albo okazywały się śmieszne i banalne. Niall był przyjacielem idealnym, ufałam mu we wszystkim, powierzałam tajemnice, wiedział również o Nathanie. Zawsze słuchał mnie uważnie, nie przerywał i często doradzał, odwdzięczałam mu się tym samym. Wiedziałam jedno, dziewczyna, którą wybierze Niall będzie najszczęśliwszą na świecie, bo nikt nie jest tak czuły i romantyczny jak on…
- Kurwa – usłyszałam przekleństwo przyjaciela, które bardzo mnie zaskoczyło, bo nigdy nie bluźnił.
- Co jest? – zapytałam.
- Nie odwracaj się – ostrzegł mnie – Zgadnij kto przyszedł.
- Nie mam pojęcia, więc oświeć mnie – poprosiłam.
- Nath z Lily.
- Jeszcze ich tu brakowało – oznajmiłam.
Od tej chwili rozmowa nam się nie kleiła, tak jakby każde z nas żyło we własnym świecie. Było to dziwne uczucie, bo jeszcze nigdy nam się to nie zdarzyło, nigdy nie brakowało tematów do rozmowy. Przyjrzałam się uważnie przyjacielowi. Widziałam jak nerwowo bawi się sztućcami lub ukradkiem spogląda gdzieś w głąb pomieszczenia.
- Niall, co się dzieje? – zapytałam.
- Nic.
- Znamy się już jakiś czas, więc widzę, że coś jest grane. Przede mną nie musisz kłamać ani udawać.
Chłopak tak jakby udał, że mnie nie słyszy, a ja nie chciałam na niego naciskać, jeśli będzie chciał to sam mi powie.
- Ehh – westchnął – Niech będzie, powiem Ci – odparł i wyjął z kieszeni swój portfel.
Kolejno z portfela wyjął małą fotografię, którą mi podał. Wzięłam ją w palce i ujrzałam u boku Nialla piękną dziewczynę, brunetkę, z długimi, lekko falującymi włosami. Jej skóra była opalona, a oczy brązowe.  Pomimo wielkich różnic w wyglądzie, a wręcz kontrastu, idealnie do siebie pasowali. Zresztą, po zdjęciu i ich oczach widać było, że coś między nimi jest…
- To jest dziewczyna, w której się zakochałem, lecz ona wybrała innego – oznajmił blondyn – Ma na imię Lily, a jej wybrankiem jest Nathan. Oboje są teraz w Nandos, czego ja nie mogę znieść, więc jak tylko skończę jeść opuszczam ten lokal – poinformował mnie ze złością w głosie.
- Czyli oboje jesteśmy w czarnej dupie, oboje wystawieni i zranieni przez ukochanych nam ludzi…
- Chodźmy stąd, nie chcę na to patrzeć, to za bardzo boli – poprosił Niall z wyraźnym bólem i żalem w oczach.
Zgodziłam się. Zapłaciliśmy za nasze zamówienia i wstaliśmy od stolika.
- Niall, zapomniałeś zdjęcia – powiedziałam zabierając fotografię ze stolika.
- Nie chcę jej, wyrzuć ją – odpowiedział i wyszedł.
Schowałam zdjęcie do kieszeni i również opuściłam lokal po drodze rzucając ukradkowe spojrzenie na Nathana i Lily, którzy nie zauważyli naszej obecności w najlepsze zajęci sobą. Poczułam ukłucie bólu. Ani on, ani ona ani trochę nie zasługiwali na miłość moją i Nialla. Może wspólnymi siłami uda nam się zapomnieć o przeszłości, zapomnieć o tych, którzy nas zranili i ułożyć sobie lepsze życie…



No i jest :)
Dziś mam święto ^^ Właśnie dziś obchodzę rok w #TWFamily <333
Boże, jak ten czas szybko zleciał... Tyle rzeczy się wydarzyło, poznałam tyle świetnych osób... Dziękuję za wszystko ;***

+ Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, podajcie mi swoje nicki na tt :)