wtorek, 19 stycznia 2021

Dwadzieścia sześć.

 - Alex... - dyszał Nathan opierając swoje czoło o moje, gdy odkleiliśmy się od siebie - Tęskniłem za tym... I za Tobą... - mówił cicho międzyczasie łapiąc oddech - Ale...
- Ale? - dopytałam z niedowierzaniem.
- Kręcisz mnie pod każdym względem i bardzo się cieszę, że się w końcu spotkaliśmy ale to trochę za szybko, nie chcę popełnić tych samych błędów młodości...
- O czym Ty do cholery mówisz? - przerwałam mu.
- Chcę poznać nową Ciebie, pewną siebie, chcę z Tobą rozmawiać, chcę wiedzieć, że Ty też chcesz mnie tak samo jak ja chcę Ciebie.
- Myślałam, że ten pocałunek to jasny znak... - zaczęłam - A tymczasem Ty po raz kolejny mnie odrzucasz... Wiesz co, Nathan... Jestem zdystansowana do ludzi, których nie znam. Gdybym usłyszała od Ciebie to, co bym naprawdę chciała usłyszeć miałbyś okazję poznać mnie na nowo. Wasz przyjazd dał mi chwilę wytchnienia od pracy. Myślałam, że coś się zmieni po Twoich zapewnieniach. To moja wina, przystałam na Wasze warunki, bo nie chcieliście rozmawiać ze mną tak służbowo. Zboczyłam ze
ścieżki swoich zasad, lecz z powrotem na nią wracam. Od tej pory będziemy rozmawiać tylko w sprawach związanych z pracą albo wcale, decyzja należy do Was - powiedziałam wściekła jednocześnie ubierając spodenki, koszulkę i swoje adidasy - Twoje niezdecydowanie Nath nazywa się chorobą dwubiegunową i to się leczy - oznajmiłam i wyszłam z kajuty nawet nie spoglądając na chłopaka.
- Alex, co Ty opowiadasz, to w ogóle nie tak! - próbował mnie zatrzymać ale zabrałam swoją rękę - Szlag by to! - usłyszałam jeszcze, gdy byłam już na pokładzie.
        Jacht właśnie cumował w porcie, nasza wycieczka zakończyła się w odpowiednim momencie. Inaczej nie wytrzymałabym ani chwili dłużej z Nathanem na pokładzie. Byłam tak zła, że prawie zbiegłam po trapie nawet się nie żegnając z resztą zespołu. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Gdy weszłam do mieszkania rzuciłam swoją torbę w kąt i wykręciłam numer do Jessici. Podczas oczekiwania na połączenie zrobiłam sobie drinka i usiadłam na kanapie.
- Alex, witaj! - usłyszałam po drugiej stronie głos blondynki.
- Twój brat jest skończonym kretynem! - zawołałam nawet się nie witając i opowiedziałam wszystko Jess od momentu pierwszego spotkania z Nathanem do pocałunku na jachcie włącznie ani na chwilę nie pozwalając jej dojść do głosu.
- Masz rację, Nath zachował się jak dupek...
- To mało powiedziane - przerwałam jej - Wybacz, ale jestem tak wściekła, że nie da się tego opisać.
- Wy we dwoje nie możecie żyć bez siebie, ale razem też nie potraficie. Nie mam pojęcia, jak Wam pomóc...
- Wybacz ale dopóki nie spotkałam Twojego brata w restauracji żyło mi się samej bardzo dobrze, żadnych problemów - zaprotestowałam.
- Kogo Ty próbujesz oszukać? - zapytała Jessica - Nauczyłaś się ukrywać uczucia. Może pora w końcu wrzucić na luz i zająć się swoim życiem, a nie tylko pracą. Może los dał Wam jeszcze jedną szansę, byście mogli zacząć wszystko od początku z czystą kartką?
- Ani trochę mi nie pomagasz... - jęknęłam.
- Wydaje mi się, że zaskoczyłaś Nathana tym pocałunkiem. Odpuść, pozwól, żeby teraz on się starał o Ciebie.
- Ok, przemyślę to jeszcze - odpowiedziałam zrezygnowana - Dzięki, Jess, pa.
- Trzymaj się Kochana - odpowiedziała blondynka i rozłączyła się.
        Dopiłam drinka. Złość na Nathana nadal nie przechodziła. Nie mogłam siedzieć tego wieczora bezczynnie w domu dlatego postanowiłam trochę odreagować i wybrać się do ulubionego klubu. Tym bardziej, że dziś Carla miała przyjść sprawdzić, czy w mieszkaniu jest dość czysto. Nie zastanawiając się długo wzięłam orzeźwiający prysznic. Wysuszyłam i zakręciłam włosy. Zrobiłam mocniejszy makijaż. Tego wieczoru pozwoliłam sobie na srebrną, błyszczącą sukienkę na ramiączkach z głębszym dekoltem z przodu i prawie nagimi plecami z tyłu, pod którą nie mogłam założyć biustonosza bo nie wyglądałoby to zbyt ładnie. Do czarnej kopertówki wrzuciłam kartę i komórkę. Na stopy założyłam czarne sandałki na obcasie. Na sam koniec spryskałam ciało najlepszymi perfumami. Przed wyjściem przeglądając się w dużym lustrze postanowiłam jeszcze zabrać czarną ramoneskę, którą mogłam później w razie potrzeby zdjąć. Gdy wychodziłam z mieszkania Carla już była, pożegnałam się z nią i wyszłam.
        Zamówioną taksówką dojechałam na miejsce. Na bramce klubu stał znajomy ochroniarz, który wpuścił mnie poza kolejką. W szatni zostawiłam kurtkę i ruszyłam pomiędzy ludźmi w stronę baru. Zamówiłam sobie pierwszego drinka. Barman także mnie znał. Gdy Jessica przyjeżdżała do mnie w
odwiedziny często tu przychodziłyśmy.
- Dzisiaj jesteś sama? - zagadnął mnie barman podając drinka.
- Niestety tak, ale musiałam odreagować stres w pracy - skłamałam trochę.
- Z Twoim ciałem za parę minut nie będziesz mogła się odpędzić od adoratorów - skomplementował mnie puszczając oczko.
- Przyszłam tutaj dziś tylko, żeby się pobujać przy muzyce. A jeśli trafiłby się jakiś normalny partner, bez żadnego obłapywania to nie mam nic przeciwko - zaśmiałam się.
        To była prawda, nie chciałam tańczyć z żadnymi pijanymi facetami, których lepkie ręce czułabym na swoim ciele. Chciałam tylko się zmęczyć jednocześnie dobrze bawiąc.
- Normalny, powiadasz? Daj mi chwilę, chyba jest tu ktoś odpowiedni dla Ciebie.
- Naprawdę? A jeśli mu się nie spodobam? - udawałam nieśmiałą, na co barman tylko się zaśmiał i podał mi drugiego drinka.
        Kilka minut później do lady podszedł wysoki mężczyzna, który był swoją drogą bardzo przystojny. Miał czarne starannie ułożone włosy, a ubrany był w ciemne jeansy i błękitną koszulę, którą wkasał, a kilka górnych guzików było rozpiętych. Dzięki temu mogłam kątem oka spojrzeć na jego tors, kiedy mężczyźni rozmawiali.
- Alex, to Tony - przedstawił nas sobie barman - Na co dzień jest nauczycielem w szkole tańca.
- Witaj - przywitałam się i podałam mu dłoń.
        Tony najpierw delikatnie ją uścisnął, a następnie obrócił mnie wokół, żeby mi się lepiej przyjrzeć.
- Jesteś bardzo piękną kobietą - szepnął mi na ucho - Pozwól, że dotrzymam Ci dziś towarzystwa na parkiecie, to będzie dla mnie czysta przyjemność - powiedział i poprowadził mnie na środek sali. 
        Taniec z nim był niesamowity. Piosenki się zmieniały, jedne były wolniejsze, jedne szybsze, jedne z hiszpańskimi rytmami, a inne bardzo sensualne i trochę erotyczne. Ale za każdym razem Tony prowadził mnie pewnie. Świetnie się przy nim czułam, dzięki niemu czułam się, jakbym tańczyła na jakimś konkursie tańca. Naprawdę się odprężyłam i zapomniałam na chwilę o całej złości na Nathana.
        Zrobiliśmy sobie krótką przerwę na drinka. Gdy ja popijałam słodki napój, Tony zniknął gdzieś w tłumie. Jednak nie siedziałam zbyt długo sama. W pewnej chwili poczułam ciepłą dłoń na swoim kolanie, a drugą na nagich plecach.
- Nie odwracaj głowy - usłyszałam przy swoim uchu prośbę nim zdążyłam się odwrócić, by zobaczyć kto za mną stoi - Nie bój się - mówił dalej tajemniczy głos - Obserwowałem, jak tańczyłaś. Chcę, żebyś teraz zatańczyła tak ze mną - poprosił mężczyzna powoli przesuwając rękę z kolana na udo i delikatnie całując płatek mojego ucha.
        Czułam jak moja skóra pod wpływem dotyku mężczyzny płonie. W dodatku ta nutka tajemniczości, to było niesamowite uczucie.
- Dopij drinka, a ja za chwilę do Ciebie wrócę, nie waż się uciekać - powiedział stanowczo tajemniczy mężczyzna, a na znak zgody pokiwałam tylko głową.
        Zaschło mi z wrażenia w gardle, więc jednym duszkiem dopiłam drinka i poprosiłam o kolejnego. Nie mogłam się już doczekać aż mężczyzna wróci.
- Gotowa? - usłyszałam niespodziewanie przy swoim uchu i o mało nie pisnęłam z wrażenia - Zamknij oczy - poprosił - Nie bój się, nie zrobię Ci krzywdy. Będę Cię trzymał cały czas blisko siebie -kontynuował, gdy zauważył moje wahanie.
        W końcu zgodziłam się, a nieznajomy wziął mnie za rękę i poprowadził na parkiet. Faktycznie, cały czas trzymał moją dłoń, albo przysuwał mnie do swojego ciała. Czułam się przy nim pewnie. Hitem był moment, gdy odwrócił mnie do siebie plecami, jedną rękę oparł na moim biodrze, a drugą odgarnął włosy z karku, bym po chwili mogła poczuć na skórze jego przyśpieszony oddech.
- Teraz pozwolę Ci otworzyć oczy ale... - zawahał się na chwilę - Ale najpierw Cię pocałuję - usłyszałam.
        Ton jego głosu był stanowczy, nawet nie zamierzałam protestować. Odwrócił mnie z powrotem przodem do siebie, a potem jednym zdecydowanym ruchem przysunął do swojego ciała i pocałował. Odwzajemniłam pocałunek od razu, chociaż to mężczyzna nadawał rytm naszym językom. A ja w tej
chwili już wiedziałam, kto stoi przede mną. Bo do tej pory tylko jeden mężczyzna całował mnie w ten sposób, tak zachłannie i namiętnie, jakby chciał pokazać światu "Ona jest moja".
- Nathan... - szepnęłam, gdy pozwolił złapać mi tchu.
- Alex - usłyszałam i otworzyłam oczy, które zaraz spotkały się z oczami Natha - Już nigdy żaden facet nie będzie z Tobą tańczył w ten sposób, ani Cię dotykał, z wyjątkiem mnie. Jesteś moja, zawsze byłaś i zawsze będziesz - powiedział i po raz drugi mnie pocałował.
        Wpatrywaliśmy się w siebie przez chwilę łapiąc oddechy. Oczy mężczyzny błyszczały jak nigdy dotąd.
- Wyjdziemy? - zapytał w końcu, a ja przytaknęłam nie mogąc wydusić słowa.
        Otulił mnie w pasie swoim ramieniem i poprowadził do wyjścia po drodze odbierając moją kurtkę. Przed klubem czekał już samochód. Nathan otworzył przede mną drzwi, a chwilę później siedział już na miejscu kierowcy. Odpalił silnik i ruszył w kierunku mojego mieszkania.
- Dlaczego... Jak mnie znalazłeś? - zapytałam w końcu.
- Jess do mnie zadzwoniła - odpowiedział, jednak widząc mój pytający wzrok kontynuował - Wyszłaś z mieszkania bez kluczy. Carla nie mogła się do Ciebie dodzwonić, więc zadzwoniła do Jessici, a ona do mnie, żebym Cię znalazł. W sumie to od razu powiedziała, żebym najpierw sprawdził to miejsce. Przyszedłem w sama porę, by zobaczyć jak tańczysz z tamtym facetem - powiedział, a ja zauważyłam, że mocniej ścisnął kierownicę - Alex... - zaczął niepewnie jednocześnie jedną rękę kładąc na moim
kolanie - Chyba nie muszę Ci mówić jak nieodpowiedzialne to było?
- Byłam na Ciebie wściekła - odpowiedziałam zgodnie z prawdą - W sumie chyba nadal trochę jestem.
- Ale nie jesteś zła na to co zrobiliśmy w klubie? - zapytał, a gdy nie odpowiedziałam od razu ścisnął mocniej moje kolano, żebym na niego spojrzała.
        O to nie byłam na niego zła. Nie wiem, co czułam w tym momencie, ale było to bardzo przyjemne uczucie.
- Nie - odpowiedziałam na jego pytanie.
        Chociaż w tym momencie patrzył na drogę to widziałam jak kąciki jego ust lekko uniosły się w uśmiechu.
- Dzięki za podwiezienie - powiedziałam wysiadając z samochodu, ale gdy się odwróciłam zobaczyłam, że Nathan również wysiada z auta - Poradzę sobie już - dodałam.
- Jesteś pewna? - zapytał jednocześnie pokazując mi moje klucze od mieszkania.
- Czego chcesz? - zapytałam zrezygnowana wiedząc, że nie odpuści tak łatwo.
- Musimy pogadać i wyjaśnić coś sobie - odpowiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Dobra - skapitulowałam i ruszyłam w stronę wejścia do budynku.
        Mężczyzna szybko mnie dogonił i złapał moją rękę splatając nasze palce.
- Nawet nie próbuj - powiedział, gdy chciałam uwolnić swoją rękę.
- Czego Ty ode mnie chcesz? - zapytałam poirytowana, gdy weszliśmy do windy.
- Niebawem się dowiesz - odpowiedział z tajemniczym błyskiem w oku, a przez moje ciało przeszedł dreszcz ekscytacji, a zarazem obawy - Zimno Ci? - zapytał natychmiast Nath i zanim zdążyłam zaprotestować stanął przede mną i przytulił mnie do siebie.
        Uniosłam lekko głowę, by spojrzeć na jego twarz. Nasze oczy spotkały się na chwilę, a w następnej sekundzie mężczyzna mnie całował, tym razem wolniej i delikatniej. W głowie szumiało mi od nadmiaru emocji i alkoholu. Wtuliłam twarz w szyję Nathana, a w sercu zapaliła się malutka iskierka nadziei. Było mi dobrze, nie chciałam, żeby ten stan rzeczy się skończył.
- Chodźmy - usłyszałam szept mężczyzny, który chwilę później prowadził mnie do mieszkania.
        Otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą do środka.
- Pójdę się odświeżyć - powiedziałam zdejmując kurtkę i wieszając ją na wieszaku.
- Będę czekał na balkonie - oznajmił.
        Czułam na sobie jego spojrzenie, gdy szłam do łazienki. Schłodziłam sobie kark zimną wodą. Musiałam zacząć trzeźwo myśleć. Nie mogłam pozwolić, bym poprzez kilka miłych gestów tak szybko poddała się Nathanowi. Mimo, że pięć lat temu zepchnęłam Natha w otchłań moich wspomnień i wydawało mi się, że wyrzuciłam go również ze swojego serca, tak teraz powoli docierało do mnie, że tak naprawdę okłamywałam samą siebie. Już w momencie naszego spotkania w restauracji serce zabiło mi szybciej, jak za porażeniem pioruna. Nadal go kochałam, a to, że nie potrafimy się ze sobą dogadać wynikało z nas samych. Szliśmy na łatwiznę, woleliśmy się rozstać niż o siebie walczyć. Nigdy nawet nie byliśmy parą, wcześniej łączył nas tylko pociąg seksualny.
- To do trzech razy sztuka - powiedziałam do swojego odbicia w lustrze.
        Poprawiłam włosy i z sercem na dłoni w obawie przed tym, co powie Nathan wyszłam z łazienki. Chciało mi się pić, więc po drodze na balkon przygotowałam wodę z lodem oraz plastrami pomarańczy i cytryny.
- Proszę - powiedziałam do Nathana podając mu jedną szklankę.
        Podeszłam na skraj balkonu, by podziwiać kolor oceanu przy kończącym się już zachodzie słońca.
- Więc słucham, o czym chcesz rozmawiać? - zapytałam szatyna odwracając się twarzą do niego i opierając o barierkę.
        Mężczyzna patrzył mi prosto w oczy i chwilę się zastanawiał. Jednak minutę później odstawił pustą szklankę, podniósł się z fotela i z uśmiechem na ustach podszedł do mnie.
- Wyjdź za mnie - usłyszałam.
        Przed oczami zrobiło mi się ciemno i chyba na moment przestałam oddychać.
- Co... - zaczęłam ale nie mogłam wydusić słowa - Przepraszam, co Ty powiedziałeś? - zapytałam odzyskując zdolność mowy - Czy ja się przesłyszałam?
- Wyjdź za mnie - powiedział ponownie.
- Muszę usiąść - powiedziałam bardziej do siebie, czułam, że nogi zaraz odmówią mi posłuszeństwa i kręciło mi się w głowie.
        Nathan wziął ode mnie szklankę, a drugą ręką podtrzymywał mnie prowadząc do fotela.
- Alex... - zaczął.
- Jesteś totalnie szalony - przerwałam mu.
- Tak - zgodził się ze mną - Jesteś moja, nie pozwolę Ci już nigdzie wyjechać, nie będę więcej tracił czasu. Dlatego proszę, wyjdź za mnie - powiedział i wpił się w moje usta nie pozwalając mi zaprotestować.
- Jak Ty to sobie wyobrażasz? - zapytałam, gdy uwolnił moje usta - My nawet nigdy nie byliśmy parą. Nie umiemy ze sobą rozmawiać, a co dopiero rozwiązywać problemy - panikowałam - Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? Co powiedziałam, a Ty co innego zrozumiałeś i się obraziłeś...
- Stop - zaprotestował trochę gniewnie - Co było to było, wiele się nauczyliśmy. Ale teraz interesuje mnie to co jest teraz. Czekam na Twoją odpowiedź. Reszta przyjdzie z czasem.
- Nie wyjdę za Ciebie - odpowiedziałam patrząc mu w oczy - Nie przerywaj mi i posłuchaj - dodałam - Dobrze, dam nam jeszcze jedną szansę - powiedziałam po chwili wahania.
        Mimo tego wszystkiego, mimo burzliwej przeszłości, mimo kłótni i nieporozumień nadal kochałam tego mężczyznę. I naprawdę chciałam mieć go w końcu na wyłączność, oficjalnie, z tymi wszystkimi etapami związku. Byłam bardzo zaskoczona, że tak szybko przełamał moje bariery i na nowo otworzył drzwi do mojego serca. Chciałabym, aby Nathan kiedyś został moim mężem ale jeszcze nie teraz.
- Dam nam jeszcze jedną szansę, Nath - powtórzyłam - I jeśli nam się ułoży wtedy zapytasz czy za Ciebie wyjdę...
- Sama widzisz, że nie jesteśmy normalnymi ludźmi - przerwał mi - Dlatego przestań gadać i mi odpowiedz - powiedział wręcz żądając, a mi z wrażenia jego stanowczości i pewności siebie zrobiło się gorąco.
- Dobrze - zgodziłam się - Wyjdę za Ciebie - odpowiedziałam, czułam jakby serce miało zaraz wyskoczyć mi z piersi - Ale jeszcze nie teraz - powiedziałam pewna, że on też tak myśli.
- Wyjdź za mnie dziś - usłyszałam.
        Tego było już za dużo. W jednej chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami i chyba zemdlałam...

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Dwadzieścia pięć.

         Rano obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go jedną ręką. O dziwo bardzo dobrze mi się spało. Postanowiłam sobie chwilę poleżeć. Jednak jak tak sobie leżałam wpadł mi do głowy szalony pomysł, aby wziąć sobie dzień wolnego i chociaż raz tak całkiem poleniuchować. Ale z drugiej strony bardzo chciałam się dowiedzieć, na czym miałaby polegać moja współpraca z zespołem Nathana. W mojej głowie jednak szybko zrodził się doskonały pomysł. Zerwałam się z łóżka, by jak najszybciej go zrealizować. 
- Alex - usłyszałam po drugiej stronie telefonu zaspany głos Williama - Coś się stało, że dzwonisz tak wcześnie?
- I tak, i nie - powiedziałam - Nie przyjdę dziś do pracy.
- Co takiego? - zapytał z niedowierzaniem - Przecież Ty nigdy nie miałaś ani jednego dnia wolnego. Nie poznaję Cię. Ale z drugiej strony, podoba mi się ta nowa, szalona Alex. Przy najbliższej okazji podziękuję Twojemu chłopakowi.
- Nathan to nie jest mój chłopak. Poza tym, muszę nawiązać z nim nić porozumienia, żebyśmy mogli razem pracować - odpowiedziałam szczerze. 
        Max z Tomem jasno wyrazili swoją opinię, nie chcieli pracować z kimś tak oficjalnym jak ja. Wiedziałam też, że szefowi zależało na tej transakcji, więc postanowiłam dopasować się do ich sposobu bycia. 
- Już dobrze. Zajmę się wszystkim w firmie.
- Dziękuję, jesteś kochany - powiedziałam.
- Mógłbym się przyzwyczaić - zaśmiał się Will i zaczął ze mną flirtować - Mam nadzieję, że mi to wynagrodzisz w jakiś sposób.
- Pomyślę.
- Czekam niecierpliwie - powiedział.
        Pożegnaliśmy się i rozłączyliśmy. Następnie postanowiłam napisać wiadomość do Nathana. 
"Dzień dobry. Co dziś robicie, macie jakieś plany?"
        Wysłałam i zostało mi czekać na odpowiedź. W tym czasie poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Parę minut później dostałam wiadomość.
"Witaj. Słyszałem, że nic. Chłopaki chcą odpocząć. N."
        Lubiłam tą pojedynczą literkę na końcu każdej wiadomości. Kiedyś tak się podpisywaliśmy, żeby w razie, gdy ktoś sprawdzi nam telefon zachować naszą intymną znajomość w tajemnicy.  
"Więc powiedz im, żeby ubrali się plażowo i spotkajmy się o 10. Adres wyślę Ci w następnej wiadomości. To niespodzianka."
        Po chwili wysłałam mu adres przystani i zadzwoniłam, żeby zarezerwować jacht na cały dzień.
"Dobrze, będziemy. N."
        Gdy odczytałam wiadomość wróciłam do pokoju, by się przebrać i przygotować. Założyłam swoje najlepsze bikini, na to spodenki i koszulkę. Na stopy wciągnęłam adidasy. Do plażowej torby spakowałam ręcznik i obydwie komórki, na wszelki wypadek. Związałam włosy w koka i wyszłam z mieszkania. Postanowiłam pieszo dotrzeć do przystani. Byłam przed czasem. Znalazłam nasz jacht i porozmawiałam chwilę z właścicielem, nadal młodym lecz starszym ode mnie o 2-3 lata mężczyzną. Punktualnie o 10 wyszłam na przeciw moim gościom.
- Co masz dla nas za niespodziankę? - usłyszałam od Jaya zamiast powitania.
- A może tak najpierw dzień dobry - przywitałam się ale nie usłyszałam odpowiedzi.
        Jedynie Nathan i Siva uśmiechnęli się do mnie.
- Witaj - powiedział Nath - Nie zwracaj na nich uwagi. Po tym co zastałem w domu nieźle wczoraj pobalowali.
- Żal Ci? - zapytał zgryźliwie Tom.
- Ani trochę - odparł Nathan i posłał mi porozumiewawczy uśmiech, który odwzajemniłam.
- Dobrze - zaczęłam widząc zbolałe miny Maxa, Toma i Jaya - Chodźcie za mną - poprosiłam - Mamy piękny dzień, więc zabieram Was na wycieczkę jachtem - powiedziałam, gdy znaleźliśmy się przy naszej łódce - Cały dzień będziemy dzisiaj odpoczywać, pływać w oceanie i pić zimne drinki. A gdy będziecie głodni zamówimy obiad tutaj. Co Wy na to?
- Genialne.
- Szacun.
        Słyszałam zadowolenie w ich głosach. Cieszyłam się, że jednak spodobał im się mój plan.
- Więc zapraszam - powiedziałam.
        Właściciel jachtu podał mi rękę i pomógł wejść na pokład. Zespół wszedł zaraz za mną.
- Możemy ruszać - zwróciłam się do sternika.
- Tam gdzie zawsze? - zapytał.
- Tak, nawet w jeszcze bardzie odludne miejsce, jeśli znasz takie - odpowiedziałam z uśmiechem, nie chciałam, żeby ktoś rozpoznał chłopaków - Wszystko na jachcie jest do Waszej dyspozycji - powiedziałam do zespołu, a chwilę potem jacht wypłynął z przystani.
        Zeszłam pod pokład, żeby zostawić swoje rzeczy i ubrania. Gdy wróciłam, chłopcy wylegiwali się już na słońcu w samych spodenkach. 
- Takie niespodzianki mógłbym dostawać codziennie - rozmarzył się Tom, gdy zajmowałam miejsce dla siebie obok niego.
- Nie przyzwyczajajcie się - ostrzegłam ich, a wszyscy spojrzeli na mnie z udawanym smutkiem.
- Woow, nieźle wyglądasz - usłyszałam Maxa.
- Noo, nieźle to mało powiedziane - dodał Tom - Ćwiczysz? - zapytał po chwili.
- Ćwiczyłam, jakiś czas temu chodziłam regularnie na siłownię - odpowiedziałam szczęśliwa, że ktoś docenił moją pracę.
        Zaczęłam ćwiczyć, gdy zaczęliśmy się z Williamem spotykać. On był wysportowany z kaloryferem na brzuchu, a ja w pewnym momencie wyglądałam jak chodzący kościotrup. Nie mogłam przytyć, więc postanowiłam, że pójdę na siłownię i popracuję nad swoimi mięśniami. Rok ciężkiej harówki na siłowni przyniósł niespodziewanie dobre efekty. Miałam zaokrąglone kształty tam gdzie trzeba, a na brzuchu można było zauważyć delikatnie zarysowane mięśnie. Według Willa wyglądałam obłędnie.
- Ja się wcale nie dziwię, że tylu facetów się za Tobą ogląda - kontynuował Tom.
- Nawet właściciel jachtu - dodał Siva - Jak wchodziłaś pożerał Cię wzrokiem.
 - Nie powiem, żeby mi się to nie podobało - odpowiedziałam szczerze, bo jako kobieta lubiłam, gdy mężczyźni się za mną oglądali, rosło wtedy moje poczucie wartości.
- Kokietka - usłyszałam od Maxa i uśmiechnęłam się tylko do niego w odpowiedzi.
        Potem przez dłuższą chwilę, zanim dopłynęliśmy w ciche miejsce moi towarzysze nie byli zbyt rozmowni. Popijali zimne drinki i odpoczywali. W pewnym momencie dało się nawet słyszeć ciche pochrapywanie.
- Co oni wczoraj świętowali? - zapytałam Nathana, który w porównaniu do reszty siedział oparty z rękami splecionymi na karku.
- Podejrzewam, że korzystali z ostatnich wolnych chwil. Za kilka dni zacznie się niezła harówka - dodał bez przekonania.
- Nie cieszysz się?
- Oczywiście, że się cieszę. Jesteśmy tutaj, w ciągu miesiąca objedziemy wszystkie stany. Nagramy nową płytę, wypuścimy teledyski - odpowiedział - Ale z drugiej strony, będzie tylko praca, na nic innego nie będzie czasu.
- Poradzicie sobie, wierzę w Was - powiedziałam chcąc trochę podnieść Natha na duchu i uśmiechając się do niego.
- Dzięki Alex, miło mi to słyszeć - powiedział w chwili, gdy spojrzeliśmy sobie w oczy - Ja chciałbym....
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił właściciel jachtu, a ja speszona szybko odwróciłam wzrok.
        Dziękowałam w duchu, że przerwał nam w odpowiednim momencie. Wiedziałam, że gdybym dłużej patrzyła Nathanowi w oczy mogłabym się w nich zatracić. Ale z drugiej strony byłam bardzo ciekawa, co chciał mi powiedzieć. Kątem oka zauważyłam, że nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy.
- Obudźmy chłopaków - zaczęłam nieśmiało - Pójdziemy popływać.
        Ciężko było dobudzić towarzystwo. Patrząc na nich byłam ciekawa ile alkoholu wlali w siebie poprzedniego wieczoru, że byli tak zmęczeni. Max, Tom i Jay chcieli spać dalej, Siva obudził się najszybciej. Na szczęście Nathan  wiedział, jak z nimi postępować. Gdy usłyszeli tylko hasło "konkurencja" wszyscy jak na jeden gwizdek wskoczyli do wody. Dalej już było tylko słychać głośne i radosne przekrzykiwania się. Po chwili obserwacji zespołu i ja dołączyłam do nich w wodzie. Byliśmy blisko klifów, z których świetnie skakało się do oceanu z wyższej wysokości.
- Chodźcie, coś Wam pokażę! - zawołałam i zaczęłam płynąć do brzegu, by
po chwili już wspinać się na klif po nierównym zboczu. Chłopcy ruszyli moim śladem.
- Mam nadzieję, że nie macie lęku wysokości? - zapytałam ale nie usłyszałam sprzeciwu - W takim razie czeka nas świetna zabawa! - zawołałam i odwróciłam się do nich plecami.
        Wzięłam rozbieg i skoczyłam w dół.
- Wariatka! - usłyszałam głos któregoś z chłopaków, by po chwili zanurzyć się w chłodnym oceanie. Nie musiałam długo czekać, aż chłopaki pójdą moim śladem.             Po kilkudziesięciu minutach dobrej zabawy i kilkunastu skokach wróciliśmy zmęczeni na pokład jachtu.
- Było super! - zawołał Tom.
- Dawno się tak świetnie nie bawiłem! - wtórował mu Jay.
- Naprawdę, Alex, szacun - zaczął Max - Cieszę się, że nas tu zabrałaś.
- A ja cieszę się, że Wam się podobało - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem - Teraz zamówimy obiad - oznajmiłam podając im ulotki z najlepszej restauracji na promenadzie przy przystani.
        Zebrałam zamówienia i zeszłam pod pokład, żeby w ciszy i na spokojnie zamówić jedzenie. Dobrze zrobiłam, bo gdy wróciłam z powrotem Max z Tomem głośno się o coś sprzeczali nie dając nikomu dojść do słowa.
- Co im się stało? - zapytałam pozostałe towarzystwo.
- Kłócą się o samochód - odparł Siva.
- A jest o co? - dopytywałam, ale wzruszyli tylko rękami nie chcąc brać w tym udziału.
        Musiałam sama się dowiedzieć. Gdy Max i Tom dalej się kłócili o klasykę i nowoczesność samochodów zabrałam im telefon, na którym pokazywali sobie zdjęcia.
- Poważnie? - zapytałam ze zdziwieniem widząc dwie marki samochodów.
- A co Ty możesz wiedzieć? - oburzył się Tom, który obstawał za nowoczesnością Audi - Jesteś kobietą, nie znasz się.
- Nie znam się? No to muszę Cię zmartwić kolego - zaczęłam lekko oburzona - Każdy zmotoryzowany wie, że Audi nie ma się co równać z klasyką Forda Mustanga - oznajmiłam, a wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni - Tak się składa, że jedno z tych cacek jest w moim posiadaniu.
        Nie wiem czemu, ale gdy to powiedziałam spojrzałam na Nathana. To była moja zguba, bo w tamtej chwili zapomniałam o Bożym świecie. Chłopak stał oparty o barierki jachtu z rękami opartymi na biodrach. Po jego opalonym ciele spływały jeszcze ostatnie krople wody odbijające blask słońca. Dopiero teraz zauważyłam widocznie zarysowane mięśnie brzucha. Straciłam rozum, dosłownie. Nie interesowało mnie nawet to, że wszyscy mi się teraz przyglądają. I te jego niebieskie oczy wpatrujące się we mnie. Nie mogłam kontrolować swojego ciała, chciałam do niego podejść i go dotknąć. Ale zakręciło mi się w głowie i się zachwiałam. To właśnie on zareagował najszybciej i pomógł mi usiąść. A skóra w miejscach, w których mnie dotknął przyjemnie mrowiła.
- Alex... Alex, co się dzieje? - próbował do mnie dotrzeć - Dajcie jej zimnej wody! - zawołał do przyjaciół.
        Po chwili podano mi wodę, a ja wypiłam ją duszkiem. Chłód dobrze na mnie działał, ale to było stanowczo za mało.
- Jesteś rozpalona, Alex, co Ci jest? - próbował dalej dowiedzieć się.
- Dajcie mi kostki lodu - poprosiłam w końcu cicho.
        Gdy je otrzymałam przyłożyłam je sobie do karku. To było to czego w tej chwili potrzebowałam.
- Zaraz mi przejdzie - oznajmiłam widząc ich pytające spojrzenia.
- Co się stało? - zapytał Jay.
- Nie wiem - skłamałam za wszelką cenę nie patrząc na Nathana - Zakręciło mi się po prostu w głowie. Już mi przeszło.
- A wracając do naszej rozmowy - zaczął Max - Czy ja się przesłyszałem?
- Nie przesłyszałeś się, mam w garażu czerwonego Forda Mustanga...
- Kłamiesz - wtrącił Tom.
- Nie kłamie - tym razem odezwał się Nathan zaskakując wszystkich, nawet mnie.
- Skąd to możesz wiedzieć? - kontynuował Tom.
- Znam Alex wystarczająco długo - odpowiedział Nath wprost.
- Mówiłem - zaczął Jay - Stara miłość nie rdzewieje, tylko patrzeć jak się zejdą, a wtedy ja wygram zakład...
- Co takiego?! - zawołaliśmy razem z Nathanem.
        Nie miałam siły się w tej chwili z nimi kłócić ani tym bardziej wnikać w ten głupi zakład. Byłam cholernie zła, Nathan chyba też. Postanowiłam się do nich więcej tego dnia nie odezwać. Usiadłam wygodniej na leżaku i odwróciłam się plecami do zespołu. Obiadu nie byłam w stanie zjeść całego, tylko pobawiłam się widelcem, mój żołądek był zbyt ściśnięty żebym mogła coś przełknąć. Popijałam tylko kolejne drinki, lecz nawet one nie przynosiły mi ukojenia. Czułam na sobie wzrok Natha, kiedy szłam po kolejnego drinka ale było mi wszystko jedno. I tak nie odezwał się do mnie ani słowem od momentu wyznania Jaya. Zabrałam drinka i zeszłam pod pokład po telefon. Były na nim tylko wiadomości od Williama, który raportował mi na bieżąco, co działo się w firmie. Chociaż w ciągu dnia ani razu nie pomyślałam o pracy to byłam mu bardzo wdzięczna, że pamiętał o mnie i mojej obsesji, by mieć nad wszystkim kontrolę.
- Jeszcze się pytacie co mi jest?! - usłyszałam nagle podniesiony głos Nathana docierający do kajuty poprzez uchylone okienko - Nie interesuje mnie Wasz zakład! Przestańcie mieszać się w moje sprawy z Alex! Nie widzicie, że za każdym razem wszystko psujecie? Nie osaczajcie jej i pozwólcie pracować. Nie zauważyliście, jaka była na pierwszym spotkaniu, a jak zachowywała się dzisiaj? Chociaż się zmieniła, oczywiście na ogromny plus pod każdym względem, to jest prawdziwa Alex, którą znam ja...
        Z wrażenia po tym, co usłyszałam usiadłam. A serce, myślałam, że wyskoczy mi z piersi.
- Nie interesuje mnie jak, ale chcę, żebyście ją przeprosili i okazali szacunek - kontynuował nieświadomy, że wszystko słyszę - Gdyby nie Alex nie byłoby mnie tutaj. To ona kazała mi wyjechać i spełniać marzenia. Pozwoliła mi odejść, chociaż wiem, że nie było to dla niej łatwe.
- Teraz rozumiemy, dlaczego uciekałeś do Gloucester - powiedział Siva -
Gdy wracałeś byłeś szczęśliwy, wtedy tak naprawdę byłeś sobą. Nikt nie zna Cię lepiej niż Alex, chyba nawet my po tylu latach nie znamy Cię jeszcze z tej strony.
- Dlatego pozwólcie sobie ją poznać taką jaka jest naprawdę. Bez głupich żartów, zakładów, docinek i bez swatania. Pozwólcie, żeby sprawy biegły swoim rytmem. To będzie najlepsze, co możecie dla mnie zrobić. Nasze losy były zawiłe, rozstaliśmy się w momencie, o ile można to tak nazwać biorąc pod uwagę, że oficjalnie nigdy nie byliśmy razem, kiedy pozwoliła mi wyjechać. Straciliśmy kilka lat ale dostaliśmy dobrą lekcję, teraz oboje wiemy, co chcemy od życia.
- Zobaczysz chłopie, wszystko się ułoży - pocieszał przyjaciela Tom.
- Może nie były to najlepsze metody ale chcieliśmy Ci pomóc. I niech tak będzie, nie będziemy już się wtrącać - dodał Max.
- Nie wiem tylko, jak to widzi Alex... - zaczął Nathan.
- Wydaje mi się, że to Ty powinieneś zrobić pierwszy krok - powiedział Siva - Po tym co opowiadałeś to Alex zawsze stała murem za Tobą, teraz odwróć role.
- Dzięki chłopaki - odpowiedział Nath - Pójdę po Alex, niedługo dopłyniemy do portu.
        Siedziałam jak sparaliżowana. Nie spodziewałam się, że usłyszę coś takiego. Było mi gorąco, a alkohol szumiał w głowie. Więc kiedy chłopak stanął w wejściu do kajuty wiedziałam co chcę zrobić.
- Alex... - zaczął, a kiedy zobaczył mój wyraz twarzy zrozumiał, że wszystko słyszałam.
        Nie wiedział co powiedzieć, nie spodziewał się. Patrzył mi w oczy szukając jakiegoś znaku. Odstawiłam szklankę z drinkiem. Pod wpływem impulsu pewnym krokiem podeszłam do Nathana. Zarzuciłam mu obie ręce na kark i zanim zdążył jakkolwiek zareagować pocałowałam go. Dopiero po chwili odwzajemnił pocałunek, nasze języki znalazły wspólny rytm, a Nath mocno objął mnie w pasie. To było niesamowite uczucie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak za tym tęskniłam, za ustami Nathana na moich. Chyba czuł to samo, bo po chwili przejął inicjatywę, popchnął mnie na ścianę i przygwoździł swoim ciałem tak, że nie mogłam się ruszyć. Lecz w tej chwili mi to zupełnie nie przeszkadzało. Całował inaczej niż ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy w jego domu w Gloucester. Bił od niego taki żar i namiętność, że byłabym w stanie zrobić dla niego wszystko o co by poprosił. To już nie był ten sam chłopak. Był pewnym siebie mężczyzną, i widziałam to w jego ruchach i słowach. Niesamowicie mnie pociągał i cieszyłam się, że w tej jednej chwili był mój.