wtorek, 8 lutego 2022

Dwadzieścia dziewięć.

Punktualnie o 20 zeszłam przed apartamentowiec. Czekał tam na mnie czarny elegancki samochód, o który opierał się William. Stał tam ubrany w czarny garnitur, szyty na miarę, z rękami w kieszeniach oraz pogrążony we własnych myślach. 
- Wyglądasz pięknie - powiedział, gdy mnie zobaczył, po czym odepchnął się od samochodu i podszedł do mnie podając mi swoje ramię. 
Nie skomentowałam jego słów. Ze strachu miałam zbyt ściśnięte gardło. Nie chciałam iść na ten bankiet, ale musiałam zrobić to dla mojego syna, musiałam o niego dbać. Will otworzył przede mną drzwi i pomógł mi wsiąść, a chwilę później zajął miejsce obok mnie.
- Alex, posłuchaj mnie uważnie - zaczął, gdy samochód ruszył - Nie mogę Ci nic zdradzić, Don Ci wyjaśni wszystko. Chcę Cię tylko uprzedzić, że to bardzo ważny wieczór dla Twojego ojca. Będą tam bardzo niebezpieczne osoby, dlatego nie odstępuj mnie na krok, muszę mieć na Ciebie oko. Z nikim nie rozmawiaj, po prostu mi dziś towarzysz. Zrozumiałaś?
Skinęłam mu głową.
- Od dziś Twoje życie się zmieni, ale obiecuję Ci, że Ty i Diego jesteście pod moją ochroną. Nawet teraz Twojego syna pilnują moi zaufani ludzie - kontynuował, gdy nic nie odpowiedziałam - Wiem, jak się boisz i, że nic nie rozumiesz ale jestem tu i Ci pomogę - zakończył i złapał moją dłoń w swoją próbując dodać mi otuchy.
1,5 roku temu poznałam drugą twarz Williama, gdy na moich oczach zabił mężczyznę, który jakimś sposobem poznał moją prawdziwą tożsamość, a o której nawet ja nie wiedziałam, i dzięki temu chciał zająć miejsce głowy tutejszej mafii, jak się okazało, mojego prawdziwego ojca. Will mnie wtedy ochronił. Powiedział mi wtedy, że mój biologiczny ojciec jest szefem bardzo niebezpiecznej organizacji i kazał zapomnieć o tej sytuacji. Zabronił pytać o cokolwiek i szukać jakichkolwiek informacji. Zaszantażował mnie wtedy wiedzą o Diego. Mówił, że to dla naszego dobra i bezpieczeństwa, żebym żyła jak dotychczas. Bardzo się go przestraszyłam ale w końcu mu zaufałam. Postawił mi jednak warunek, musiałam nauczyć się bronić dla siebie i syna. W tym celu sam uczył mnie różnych technik samoobrony. Pomimo mojego sprzeciwu nauczył mnie również, jak atakować przeciwnika oraz jak strzelać z broni. Dał mi nawet jeden pistolet, który z odrazą schowałam w najgłębszym miejscu mojej garderoby wierząc naiwnie, że do niczego mi się nie przyda. Przez ten czas William nawet jednym słowem nie wrócił do tamtej sytuacji, a ja żyłam jak na tykającej bombie...
Co do Diega, o ciąży dowiedziałam się na krótko przed przylotem do Miami, dlatego nikt nie poznał prawdy, nawet Jessica. Gdy chłopiec się urodził było mi bardzo ciężko. Studia skończyłam z najlepszymi wynikami, a także z wielkim wysiłkiem, a doszła jeszcze opieka nad niemowlakiem. To właśnie dzięki studiom znalazłam dobrą pracę. I wtedy musiałam podjąć bardzo trudną decyzję. Musiałam oddać Diego do takiej jakby szkoły z internatem dla maluchów, w której miał opiekę dniem i nocą przez cały rok, a ja mogłam go odwiedzać kiedy tylko chciałam. Szła na to większa połowa mojej wypłaty, więc żeby opłacić rachunki, wynajmowane mieszkanie i jedzenie musiałam pracować dorywczo weekendami. W tamtej chwili była to najlepsza rzecz, jaką mogłam dla niego zrobić. Gdy zarabiałam już wystarczająco i miałam więcej czasu, myślałam o tym, żeby zabrać Diega i w końcu zamieszkać razem jak rodzina. Lecz ze względu na sytuację z Willem wszystko przesunęło się w czasie. Postanowiłam jeszcze poczekać, żeby nie narażać mojego syna...
Na samo wspomnienie przez moje ciało przeszedł dreszcz. Im bliżej byliśmy tym strach coraz bardziej ściskał moje gardło, trzęsły mi się ręce. A gdy wysiadłam z samochodu ledwo mogłam ustać na własnych nogach. William wprowadził mnie do środka po czerwonym dywanie.
- Chodź, nie możesz tak wyglądać - powiedział do mnie, po czym zaprowadził nas do baru, gdzie zamówił dwa drinki - Pij.
Wzięłam szklankę i bez zastanowienia wypiłam zawartość duszkiem krzywiąc się na uczucie palenia w gardle. Gdy odstawiłam pustą szklankę Will podsunął mi drugą ręką nakazując mi, żebym również wypiła.
- Musisz wejść tam pewna siebie z podniesioną głową - powiedział do mnie cicho - Nie możesz pokazać strachu. Wiem, że to trudne ale musisz pokazać swoją wyższość i władzę, jaką ma Twoja rodzina, chociaż jeszcze nikt o Tobie nie wie - instruował mnie - Jestem przy Tobie, od teraz działamy razem.
William znał ten świat, więc postanowiłam mu zaufać. Postanowiłam stawić czoła swojemu życiu i po raz pierwszy poznać biologicznego ojca. Miałam prawo w końcu poznać prawdę o sobie. Wzięłam kilka głębokich wdechów, chwyciłam Willa pod ramię i przez wysokie drzwi weszliśmy do ogromnej sali balowej. Oczy wszystkich zebranych skierowały się w naszą stronę. Mój towarzysz kroczył dumnie przez środek sali, a ja starałam się dotrzymać mu kroku z klasą i wdziękiem. Wszyscy schodzili nam z drogi. Słyszałam zaciekawione szepty, chcieli wiedzieć, kim jestem. Nim się obejrzałam podeszliśmy do wysokiego, postawnego mężczyzny. Na pierwszy rzut oka widać było, jak bardzo jest niebezpieczny i jaką władzę sobą reprezentował.
- Williamie - mężczyzna odezwał się pierwszy głębokim głosem jednocześnie podając mu dłoń.
- Vincencie - przywitał się Will wyciągając swoją dłoń - Przedstawiam Ci Alex - dodał zwracając uwagę mężczyzny na mnie.
Podałam mu swoją dłoń na przywitanie, a Vincent przysunął ją do swoich ust, by złożyć na niej pocałunek. Wtedy nasze oczy spotkały się po raz pierwszy, a ja już wiedziałam, że przede mną stoi mój ojciec, głowa tutejszej mafii....

poniedziałek, 7 lutego 2022

Dwadzieścia osiem.

Nie wiem, ile czasu minęło odkąd William opuścił moje mieszkanie. Nadal leżałam na podłodze w kuchni z podwiniętymi kolanami. Już nie płakałam, moje oczy w końcu wyschły. Nie miałam siły się podnieść. Bałam się jak nigdy dotąd. Gdybym była sama inaczej by to wyglądało. Ale miałam syna, nie mogłam pozwolić, by choćby jeden włos spadł mu z głowy. Przez kilka lat udało mi się ukrywać syna przed moim ojcem. Chciałam za wszelką cenę trzymać go z dala od tego świata. Ale on w końcu go odnalazł, teraz już nie miałam żadnej drogi ucieczki, żadnego planu. Już nie ukryję mojego syna przed jego przeznaczeniem, jest dziedzicem.
Pewnie leżałabym tak jeszcze długo, dopóki nie pojawiła się Carla. Zamarła na mój widok, gdy weszła do kuchni.
- Alex! - zawołała przerażona - Coś Ci się stało? Chodź, pomogę Ci wstać - powiedziała widząc, że nie odpowiem na jej pytanie.
Próbowała mi pomóc ale nie ułatwiałam jej tego. W tym momencie czułam, jakbym nie była w swoim ciele. Nie mogłam ruszyć choćby palcem.
- Nie dam rady, jeśli mi nie pomożesz.... - próbowała Carla, bez skutku - Zadzwonię do Williama...
- Nie - szepnęłam - Nathan.
- Dobrze, zadzwonię do Nathana - zgodziła się i poszła szukać mojej komórki - Będzie za kilka minut - oznajmiła, gdy wróciła.
W ręku miała koc, którym mnie okryła. Nathan bez pukania wszedł do mieszkania i od razu przyszedł do kuchni. Bez słowa wziął mnie na ręce, a Carla zaprowadziła go do mojego pokoju. Mężczyzna położył mnie na łóżku.
- Nie odchodź - poprosiłam cicho, gdy poczułam, jak ciało Natha odsuwa się od mojego.
- Spokojnie, zaraz wrócę, tylko zamknę drzwi i przyniosę Ci coś do picia.
Poczułam się lepiej, gdy Nathan położył się za moimi plecami. Odwróciłam się do niego twarzą i znowu zaczęłam płakać, a moje ciało drgało. Mężczyzna mocno objął mnie swoimi ramionami.
- Chciałbym zabrać cały Twój ból i chronić Cię przed wszystkimi złymi rzeczami - powiedział cicho - Żebyś już nigdy nie musiała płakać...
- Pocałuj mnie - poprosiłam przez łzy - Całuj mnie, proszę - kontynuowałam widząc wahanie chłopaka - Kochaj się ze mną, spraw, że chociaż na chwilę zapomnę o wszystkim. Chcę się z Tobą zatracić...
Jeszcze przez chwilę się wahał, a potem nakrył moje usta swoimi. Całowaliśmy się jak nigdy dotąd, namiętnie, próbując złapać wspólny rytm, oboje chcieliśmy dominować. 
- Nie walcz ze mną, Alex - powiedział Nath pomiędzy pocałunkami - Pozwól mi Ci pomóc.
Po tych słowach kompletnie się mu poddałam. Całował mnie jednocześnie pozbywając się naszych ubrań, a ja powoli odzyskiwałam kontrolę nad swoim ciałem, zaczynałam z powrotem czuć. Widziałam w oczach tego mężczyzny pożądanie, gdy wbijał się we mnie mocnymi pchnięciami. Właśnie tego potrzebowałam, żadnej delikatności. Pieprzyliśmy się kilka razy, ostro, w różnych pozycjach i miejscach. Nathan nie protestował ani razu dając mi to, czego tak bardzo potrzebowałam. W ten sposób dawał mi swoją siłę.
- Chciałabym się umyć - oznajmiłam leżąc wtulona w jego ramionach.
- Prysznic czy wanna? - zapytał.
- Wanna - odpowiedziałam, po czym Nathan pocałował mnie w czoło i poszedł do łazienki przygotować mi kąpiel. 
Gdy wszystko było już gotowe wrócił po mnie i zaniósł do wanny pełnej piany. 
- Dołącz do mnie - poprosiłam.
Po chwili chłopak siedział na przeciwko mnie. Oplotłam go nogami w pasie, bym mogła mieć go bliżej siebie. Błądziłam dłońmi po jego ciele, gdy on w tym czasie skradał mi delikatne buziaki.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mi pomogłeś - zaczęłam rozmowę.
- Pamiętaj, jestem i będę przy Tobie już cały czas, wystarczy jedna wiadomość lub telefon. Zrobię dla Ciebie wszystko - powiedział pewnym siebie głosem - Poczekam ile trzeba, aż będziesz gotowa ze mną porozmawiać.
- Mam do Ciebie prośbę. Dla mnie to niezwykle ważne. 
- Oczywiście, słucham.
- Chciałabym, żebyś wiedział, że w ciągu tych pięciu lat wydarzyło się coś, o czym nie ma pojęcia nawet Jessica, Mat czy Christopher. Ta prawda zżera mnie od środka. Jednak w tej chwili nie mogę Wam nic powiedzieć. Ta prawda jest również bardzo niebezpieczna, nie mogę Was w tej chwili tak narażać. Dlatego chciałabym, żebyś mi zaufał. Zaufał każdemu mojemu słowu, nigdy słowom Willa. Żebyś w razie konieczności, robił bezwarunkowo wszystko co Ci powiem. Jesteś w stanie mi to obiecać?
- To co powiedziałaś brzmi cholernie źle, ale tak, obiecuję, że zrobię wszystko, o co poprosisz.
- Dziękuję - powiedziałam i pocałowałam Nathana - Kocham Cię, zawsze byłeś tylko Ty - oznajmiłam.
Uniosłam się i usiadłam na nim pozwalając mu mnie wypełnić. Tym razem poruszał się delikatniej, jednocześnie całując w szyję lub podgryzając sutki. Doszliśmy razem złączeni pocałunkiem....
Nie chciałam się z nim rozstawać ale musiałam przygotować się na bankiet.

Dwadzieścia siedem.

Głowa pulsowała niemiłosiernie, a ciało ciążyło. Lekko uniosłam powieki, żeby chronić oczy przed jasnym światłem. Gdy moje oczy już przyzwyczaiły się do światła rozejrzałam się wokół. Leżałam na kanapie w swoim mieszkaniu. Próbowałam sobie przypomnieć, jak się tu znalazłam, a gdy to do mnie dotarło i przypomniałam sobie słowa Nathana ponownie zakręciło mi się w głowie. Powoli usiadłam i sięgnęłam po szklankę z wodą stojącą na stoliku.
- Wyjaśnijmy coś sobie - usłyszałam podniesiony głos Nathana - Nie interesuje mnie co Was łączy. Nie masz zielonego pojęcia, co przeszliśmy z Alex...
- Nie wspomniała o Tobie ani jednym słowem przez te lata naszej znajomości, więc może nie było o czym mówić - przerwał mu William również podniesionym głosem.
Cicho odstawiłam szklankę z powrotem na stolik i podniosłam się z kanapy. Skierowałam się do kuchni, skąd dochodziły głosy rozmowy.
- Nie muszę znać Waszej historii, żeby coś zauważyć - kontynuował Will - Nie możesz tak wpadać sobie po latach, jakby nic się nie stało i wymagać od niej, żeby za Ciebie wyszła. Co za niedorzeczny pomysł!
- Może i niedorzeczny! - krzyknął Nath - Ale nie mogę pozwolić znowu jej odejść. Ostatni raz pozwoliłem jej na to pięć lat temu. Wyjechała do LA, a potem zniknęła. Szukałem jej, a gdy mi się to udało zobaczyłem, jak świetnie sobie radzi. Dlatego postanowiłem zostawić ją w spokoju. Chociaż cholernie mnie to bolało postanowiłem tym razem zrobić coś dla niej, dać jej przestrzeń, czas. Chciałem, żeby odnalazła siebie, swoje marzenia. Obserwowałem ją przez te wszystkie lata. Wiedziałem o wszystkim, co działo się w jej życiu...
- Tak naprawdę nie wiesz nic o Alex - przerwał mu William - Wiem, że przez cały czas obserwował ją Twój detektyw. Ale wystarczyło przekupić go odpowiednią kwotą, żeby jadł mi z ręki i przekazywał Ci tylko to, na co mu pozwoliłem. Nie znasz osoby, jaką stała się Alex przez te pięć lat...
Z każdym słowem rozpadałam się coraz bardziej, byłam oniemiała. Nie miałam pojęcia, że ktoś cały czas za mną chodził i mnie obserwował. Z jednej strony cieszyłam się ze słów Nathana, że nadal chciał walczyć. Z kolei na Willa byłam wściekła, nie podejrzewałam go o coś takiego.
- Wystarczy William! - przerwałam stanowczym tonem wchodząc do kuchni i mierząc mężczyznę wzrokiem.
Mężczyźni stali na przeciwko siebie oparci rękami po obu stronach wyspy kuchennej gotowi skoczyć sobie do gardeł. Musiałam to przerwać jak najszybciej. Widziałam na twarzy Willa satysfakcję, jednak nie mogłam pozwolić, żeby wyjawił szczegóły mojego drugiego życia.
- Nathan - zwróciłam się do mężczyzny - Przepraszam Cię, ale najpierw muszę wyjaśnić sprawy z Willem, więc lepiej będzie jak już pójdziesz - widziałam w jego oczach smutek i żal - Sama do Ciebie zadzwonię, dobrze? - Nath na chwilę zamknął oczy jednocześnie zaciskając szczękę, jakby się powstrzymywał przed powiedzeniem czegoś.
Po chwili skinął mi głową na znak zgody. Odprowadziłam go do drzwi. Nathan zatrzymał się w holu, wziął kilka głębokich oddechów.
- Przepraszam, Alex... Przepraszam Cię za wszystko - powiedział cicho - Pamiętaj, że tym razem nie pozwolę Ci odejść, zrobię dla Ciebie wszystko, choćby nie wiem, co się działo będziesz moja - oznajmił, po czym podszedł do mnie, objął ramieniem i pocałował w czoło. 
Tym gestem wlał w moje serce tak wielką miłość, że w tej chwili czułam się jak na haju, to było niesamowite uczucie. Nie wiele myśląc zarzuciłam mu jedną rękę na kark, drugą obejmując go w talii i przysuwając do swojego ciała jak najbliżej złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Chłopak od razu odwzajemnił ten gest jeszcze mocniej mnie do siebie przytulając.
- Idź już - powiedziałam przerywając pocałunek - Zadzwonię do Ciebie w odpowiednim czasie, obiecuję - dodałam i musnęłam jego wargi swoimi, a po chwili Nathan wyszedł.
Wzięłam trzy głębokie wdechy i wróciłam do kuchni. William stał oparty o blat z rękami założonymi na piersi.
- Wreszcie - odezwał się pierwszy kpiarskim tonem - Już myślałem, że będziecie się pieprzyć w tym korytarzu...
Podeszłam do niego i niewiele myśląc uderzyłam go w twarz. 
- Co to do cholery miało być! - krzyknęłam - Myślałam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, że jestem wolna! Obiecałeś mi to, więc po co teraz do tego wracasz!
Mężczyzna spojrzał na mnie i uśmiechnął się drwiąco. Podszedł do mnie sprawiając, że to ja teraz opierałam się o blat.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie, Kotku - powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu jednocześnie łapiąc moją twarz swoimi palcami tak, żebym patrzyła mu w oczy - Sytuacja się zmieniła, moja obietnica już nie obowiązuje - kontynuował, a w moich oczach pojawiły się łzy - Kto raz wejdzie do tego świata, zostaje w nim już na zawsze. Będziesz dalej dla mnie pracować, ale na nowych zasadach. Dziś wieczorem jest ważny bankiet, na którym będziesz mi towarzyszyć. Bądź gotowa, samochód po Ciebie przyjedzie - powiedział puszczając moją twarz, a następnie skierował się do wyjścia.
- Will - zatrzymałam go - Dlaczego... Dlaczego mi to robisz? - zapytałam przez łzy.
Spojrzał na mnie już delikatnym wzrokiem.
- Znasz ten świat, poza tym, decyzja nie należy do mnie - oznajmił już wiele spokojniejszym głosem - Dowiesz się na bankiecie, będzie chciał z Tobą rozmawiać. ON wie, gdzie jest Twój syn, nie pozwoli Ci teraz odejść, dopiero co Cię znalazł. W tym świecie więzy krwi są nie do zerwania, nie uciekniesz od swojego przeznaczenia. Pomogę Ci ale za wszelką cenę trzymaj swoich przyjaciół z dala od tego bałaganu - zakończył i wyszedł.
Już nie powstrzymywałam łez, pozwoliłam im płynąć. Osunęłam się na podłogę głośno płacząc. Już myślałam, że w końcu mam poukładane życie, a teraz, w jednej chwili, koszmar sprzed 1,5 roku wrócił, i to ze zdwojoną siłą.