sobota, 8 grudnia 2012

Ósemka.


Płakałam, cały czas. On nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo mnie zranił. Cierpiałam, a najbardziej moje serce, bo nadal go kocham. To uczucie było zbyt silne, żeby tak po prostu się go pozbyć, o wszystkim zapomnieć…
Przez cały dzień nie wychodziłam z pokoju. Nic nie jadłam, nie piłam, tylko leżałam na łóżku szczelnie opatulona kocem, a moje oczy były opuchnięte od ciągłego płaczu. Dopiero pod wieczór poszłam się wykąpać, co zajęło mi ponad godzinę. Gorąca woda i para wodna działały na mnie uspokajająco. W duchu żałowałam, że nie zrobiłam tego wcześniej. Ubrana w dresy i przy dużą koszulkę, w trochę lepszym humorze wróciłam do pokoju i ponownie rzuciłam się na łóżko. Miałam właśnie zgasić lampkę i iść spać kiedy drzwi do mojego pokoju otworzyły się i zobaczyłam w nich Christophera. Chłopak w jednej dłoni trzymał kubek z parującym napojem, a w drugiej talerz z kanapkami.
- Przez cały dzień nie wychodziłaś z pokoju i nic nie jadłaś, więc pomyślałem, że przyniosę Ci chociaż kolację, bo widzę, że nie masz nastroju – oznajmił i usiadł obok mnie na łóżku.
- Dziękuję – powiedziałam lekko unosząc kąciki ust, chodź i tak nie miałam zamiaru nic jeść.
Wzięłam od brata tylko kubek z ciepłą herbatą i upiłam łyk. Od razu poczułam miłe ciepło wewnątrz, które powoli rozpościerało się na całe moje ciało. Poczułam się jeszcze lepiej niż po kąpieli. Być może dlatego, że herbata dawała mi złudne poczucie ciepła i szczęścia, których pragnęłam od Nathana…
Na jego wspomnienie w moich oczach ponownie zagościły łzy, chodź byłam pewna, że ich zapas już dawno się skończył. Spuściłam głowę w dół, lecz Chris i tak wszystko zauważył.
- Alex, co się dzieje? – zapytał z troską jednocześnie mnie obejmując.
Nie odpowiedziałam na jego pytanie, tylko wtuliłam się w niego bardziej i całkiem rozkleiłam. Kochałam w nim to, że nie nalegał tylko czekał aż sama postanowię mu o wszystkim powiedzieć.
- Nathan… - zaczęłam po kilkudziesięciu minutach – On mnie nienawidzi… - szeptałam zanosząc się płaczem – Nie wiem… Nie wiem, dlaczego… Nic mu przecież nie zrobiłam… Ja go tylko kocham… To tak dużo?
Wysłuchał mnie, nie przerywał i mocno obejmował, co w tym przypadku dawało mi jakąś malutką iskierkę nadziei, że wszystko się jeszcze ułoży.
Od nadmiaru emocji zaczęłam oddawać się w objęcia Morfeusza, co skutkowało tym, że zasnęłam na ramieniu Chrisa. Chłopak starał się ostrożnie ułożyć mnie na łóżku, żebym się nie obudziła, lecz to i tak nie poskutkowało. Przez lekko otwarte powieki widziałam, jak nachyla się nade mną. Jego oczy błyszczały od łez, których jednak nie widziałam na policzkach.
- Alex… - szepnął – Przepraszam… Tak bardzo Cię przepraszam… Gdybym tylko mógł cofnąć czas byłabyś teraz szczęśliwa u boku Nathana…
Nie rozumiałam, o co mu chodziło. Byłam zbyt zmęczona, żeby teraz się nad tym zastanawiać. Jego słowa uleciały w głąb mojej głowy, a sama zasnęłam.
Moja pobudka wyglądała dość drastycznie. Zadzwoniła moja komórka, która, pech chciał, leżała zaraz przy mojej głowie. Byłam tak zdenerwowana, mając na uwadze to, przed czym ostrzegał mnie Mat, że spadłam z łóżka lądując plackiem na plecach.
- Cholera! – zawołałam mając nadzieję, że Chris mocno śpi – Kto dzwoni do mnie o … - spojrzałam na wyświetlacz – …Trzeciej w nocy?! I to jeszcze nieznany numer!
Wkurzona i rozbudzona upadkiem nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam urządzenie do ucha. Nie zdążyłam się odezwać, a po drugiej stronie usłyszałam znajomy głos.
- Tu Mat. Dzwonię z budki telefonicznej, więc nie mam za dużo czasu – chłopak mówił szybko i stanowczo, byłam przerażona – Nathan ma klucz, pojechał do Gloucester i wróci rano, co w tym przypadku to kompletny idiotyzm. Paul o tym wie i coś planuje. Zamierza dopaść go, gdy ten będzie wracał drogą główną prowadzącą do Londynu. Ma zamiar upozorować wypadek 5 kilometrów przed miastem, by ktoś mógł go potem znaleźć. Dokładniejszych szczegółów nie znam. To co wiedziałem już Ci przekazałem. Reszta zależy od Ciebie – oznajmił i się rozłączył, tak po prostu.
Siedziałam nieruchomo na brzegu łóżka będąc w totalnym szoku. Wszystko zależy teraz ode mnie…
- Muszę mu pomóc! Ale jak? I o której godzinie będzie wracał z Gloucester? – zadawałam sobie pytania, a do moich myśli napływały straszne scenariusze.
Ogarnęły mnie dreszcze i panika. Nie wiedziałam co robić…
- Jak ja się dostanę za miasto? – chodziłam po pokoju w tę i z powrotem, a w głowie miałam ogromny zegar, który pokazywał, że mam coraz mniej czasu – Samochód, potrzebny mi samochód – olśniło mnie.
Czym prędzej wciągnęłam na siebie pierwsze lepsze ciuchy, komórkę i dokumenty schowałam do kieszeni jeansów i pognałam do holu, by poszukać kluczy do auta mojego i Chrisa. Przeszukałam wszystkie szuflady, nawet kieszenie kurtki brata ale nic to nie dało.
- Co Ty wyprawiasz w środku nocy? – zapytał zaspany Chris.
- Gdzie leżą kluczyki do samochodu? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- W salonie, na ławie. Czekaj, gdzie Ty się wybierasz? – kontynuował wywiad.
- Nie ważne. Masz numer do Nathana albo do któregoś z chłopaków?
- Mam do nich wszystkich – odpowiedział.
- To zadzwoń do Natha i zapytaj, gdzie jest – nakazałam.
- Nie odbiera – oznajmił po kilku minutach.
- To zadzwoń do chłopaków – poprosiłam.
- Max powiedział, że pojechał do rodziny – powiedział Chris.
- Tak, do rodziny – zakpiłam – Dupek.
Wciągnęłam na siebie ciepłą kurtkę, na stopy adidasy, natomiast na głowę czapkę brata.
- Idź spać i o nic się nie martw – poleciłam mu zabierając z salonu klucze i wybiegając z mieszkania.
Po chwili samochodem opuszczałam podziemny parking. Ulice Londynu o tej porze były puste, tylko czasami minęłam pojedyncze auto. Wszędzie, gdzie było to możliwe łamałam ograniczenia prędkości. Nie obchodziło mnie, czy dostanę mandat, nie mogłam tracić cennego czasu. Po kilku minutach byłam już poza granicami miasta. Teraz obserwowałam słupki stojące przy drodze, na których odliczone były kilometry.
Pięć, sześć, siedem, odliczałam w myślach. Zwolniłam, uważnie rozglądałam się po okolicy. Po jednej stronie rozciągał się las, po drugiej pola i wolna przestrzeń. Przejechałam jeszcze kawałek, 12 kilometr jak mówiły słupki. Nic podejrzanego nie zauważyłam, więc to nie był jeszcze ten czas. Postanowiłam, że poczekam na rozwój wydarzeń, lecz najpierw muszę gdzieś zaparkować samochód. Zjechałam w leśną dróżkę i zawróciłam ustawiając auto tak, bym potem mogła szybko wyjechać z powrotem na drogę oraz, żeby nie było widoczne. Przyciemniłam szyby, żeby czasami Paul mnie nie zobaczył. Inaczej mogłabym pogrążyć Mata. Wysiadłam i zaraz owionął mnie zimny wiatr. Szczelniej opatuliłam się kurtką. Podeszłam do jednego z drzew i oparłam się o nie patrząc w kierunku, gdzie niedługo miał pojawić się samochód, czarne BMW Nathana.
Na niebie świecił księżyc, który rozpraszał egipskie ciemności. Stałam w jednym miejscu, godziny mijały i powoli zaczęło robić się jaśniej. Spojrzałam na wyświetlacz swojej komórki, dochodziła siódma rano. Schowałam ją z powrotem do kieszeni. Oczekiwałam z wielką niecierpliwością. Spojrzałam na drogę i pisnęłam. W oddali pojawiły się światła samochodu, a we mnie zawrzała krew i poczułam ogromny przypływ adrenaliny. Jeszcze przez chwilę przyglądałam zbliżającemu się autu, by mieć pewność, że to Nathan. Gdy nabrałam pewności na horyzoncie ujrzałam jeszcze jeden samochód. Wiedziałam, kto to. Szybko wsiadłam do swojego auta. Wyjechałam na drogę. Postanowiłam jechać w pewnej odległości za Nathem, żeby ani on, ani Paul nie nabrali podejrzeń. Miałam też cichą nadzieję, że ten drugi widząc inny samochód zaniecha planu bojąc się świadków. W lusterkach widziałam, że Paul coraz bardziej zmniejsza dystans między nami. Powoli zbliżaliśmy się do docelowego miejsca, a ja coraz bardziej się bałam.
9 kilometr, Paul siedział mi na ogonie. Zaczął mnie wyprzedzać, nie dawałam się. Jechaliśmy równolegle, dobrze, że droga była pusta, trzymając jednakową prędkość. Jednak on wysunął się na prowadzenie. Nie wiem co we mnie wstąpiło ale zrobiłam jeden szybki ruch kierownicą w prawo, by zepchnąć rywala z drogi. Dał po hamulcach, usłyszałam pisk opon. Zyskałam małą przewagę lecz tylko na chwilę. Na szczęście Nathan zorientował się, co dzieje się za nim. Dociskał pedał gazu i powiększał dystans. Paul jechał za mną, kiedy ja jeździłam slalomem nie pozwalając mu się wyprzedzić. Jednak był sprytniejszy i ponownie jechaliśmy równolegle. Ponowiłam atak ale to tym razem okazał się wielkim błędem. Paul uniknął ostrego hamowania, lecz ja przybrałam kołem kawałek pobocza i wpadłam w poślizg. Chwilę zajęło mi zapanowanie nad autem i uniknięcie wjazdu do rowu. Odpaliłam silnik, by ruszyć jednak było już za późno. W ułamku sekundy Paul z wielką prędkością uderzył w tył samochodu Nathana, który zaczął koziołkować i w efekcie zatrzymał się na drzewie kołami do góry. Serce mi stanęło na ten widok. Ruszyłam z piskiem opon, by jak najszybciej znaleźć się przy poszkodowanym.  Paul zawrócił i obrał kierunek powrotny. Zjechałam na ten sam pas co on, miałam go naprzeciwko. Teraz nie liczyło się nic. Jeśli on się nie uchyli, a ja nie zamierzałam tego robić,  dojdzie do zderzenia czołowego. Nie martwiłam się o swoje życie, chciałam go wyeliminować. Pragnęłam zemsty teraz. Jednak on chwile przed zderzeniem uciekł na druga stronę.
- Tchórz! – krzyknęłam sama do siebie z postanowieniem, że zajmę się nim potem.
Zatrzymałam się przy samochodzie Nathana. Czym prędzej wysiadłam i podbiegłam do niego. Widok jaki zastałam, był przerażający. Chłopak był cały zakrwawiony. Odnalazłam miejsce na jego szyi, gdzie powinnam poczuć puls. Nic takiego nie było.
- Nath, nie rób mi tego, nie umieraj – prosiłam i płakałam.
Odpięłam pas, który ciągle go trzymał i ostrożnie wyciągnęłam go na zewnątrz. Odciągnęłam na bok i zaczęłam robić sztuczne oddychanie. Jedna seria, nie pomogło, dopiero po trzeciej wyczułam delikatny puls. Nadal był nieprzytomny ale oddychał samodzielnie. Wróciłam do jego auta i przeszukałam go. Zabrałam dokumenty i koc, który znalazłam na tylnim siedzeniu. Przykryłam go. Trzęsącymi dłońmi wystukałam numer do szpitala. Obiecali jak najszybciej przysłać karetkę. Zadzwoniłam również do mamy, która była pielęgniarką w jednym z londyńskich szpitali i miała o tej porze dyżur. Powiadomiłam ją, że niedługo przywiozą Nathana i, że nic ode mnie nie wie oraz, żeby zawiadomiła jego rodziców. Trzeci telefon, jaki wykonałam, był na posterunek policji, gdzie pracowałam. Poprosiłam, aby przysłali lawetę po zmasakrowane BMW.
Co jakiś czas sprawdzałam puls Natha, by w razie konieczności jeszcze raz móc go reanimować. Moje serce krzyczało z bólu i rozpaczy. Nie wierzyłam, że odpowiedzialność za to wszystko może ponosić jedynie jego siostra, którą tak kochał. A jeśli on umrze, nie wybaczę sobie tego, umrę i ja…




Dedyk dla Lovelydream, która tak bardzo wspierała mnie w pisaniu <3 Dziękuję ;*** 
Mam nadzieję, że się spodoba ;D

9 komentarzy:

  1. Pierwsza! :D
    Nie będę dużo mówić, muszę Ci przyznać, że jak zawsze rozdział jest idealny i fantastyczny <3
    Czekam na next ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże!!! Thx za dedyka! Wiesz, że teraz znów bd Cię maltretować o nexta? ^^
    O jeny jeny! mam przyspieszony puls! xd
    Serio genialny rdz! xx I mam nadzieję, że przeżyje.. nie..
    on musi przeżyć!!! +nienawidze tej suki Jess -,- seryjnie..
    a teraz czekam szybko na nexta!! xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam jednym tchem *.*
    Strasznie mi się podoba.! :)
    Mam nadzieję, że nic mu się nie stanie..
    I że dowie się o wszystkim i o tym kto mu pomógł ^^
    Proszę o nexta ;);*

    PS. To "bez urazy" było do "młodzieży" xp bo ja też jestem w starszym wieku jak Ty ;) :P
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja pierdziele, kopara mi na podłogę się zwaliła! genialny! nieziemski! cholera aż mi serce zaczynało szybciej bić jak oni tak jechali, genialnie! jezu... nie mogę sie teraz ogarnąć
    o żesz ty...

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne <3 Ale powiedz, że Nath przeżyje! On musi żyć!

    OdpowiedzUsuń
  6. co was do jasnej ciasnej na takie smuty wzięło?! :O ale wróć, przecież ja też niedługo (no, chciałbym w tym tygodniu) dodam ostatni, mega smutny rozdział :3 jestem zła ^^
    dawaj next Hindus, wszystko musi być dobrze :c

    OdpowiedzUsuń
  7. No ja ciesz pierdzielesz jaka akcja!
    Wyścigi,wypadki,normalnie stworzyłaś nastepną część ''szybcy i wściekli'':D
    Biedny Nathan,mam nadzieję,że przeżyje bo Alex ona się zabije a tego ja,jako czytelnik opowiadania bym nie chciała:c
    No nic,czekam na następny:3

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdział
    ale akcja
    ale Nathan przeżyje ?
    następny proszę

    http://bsb-tw-fictionstory.blogspot.com/ od czwartku nowy rozdział 3 czeka na twój komentarz

    OdpowiedzUsuń
  9. Kobieto, jesteś niesamowita *.*
    no opowiadania jest tak wciągające, że bardziej się nie da xd
    Po prostu fenomen!
    Podziwiam Cię z całego serca i biję pokłony twojemu talentowi :)
    A teraz zabieraj się do roboty i pisz naxta ;P
    Niech Nath w końcu otworzy oczy i przekona się jaka jego siostra jest naprawdę!
    No i niech bd z Alex ^^

    OdpowiedzUsuń