poniedziałek, 18 stycznia 2021

Dwadzieścia pięć.

         Rano obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go jedną ręką. O dziwo bardzo dobrze mi się spało. Postanowiłam sobie chwilę poleżeć. Jednak jak tak sobie leżałam wpadł mi do głowy szalony pomysł, aby wziąć sobie dzień wolnego i chociaż raz tak całkiem poleniuchować. Ale z drugiej strony bardzo chciałam się dowiedzieć, na czym miałaby polegać moja współpraca z zespołem Nathana. W mojej głowie jednak szybko zrodził się doskonały pomysł. Zerwałam się z łóżka, by jak najszybciej go zrealizować. 
- Alex - usłyszałam po drugiej stronie telefonu zaspany głos Williama - Coś się stało, że dzwonisz tak wcześnie?
- I tak, i nie - powiedziałam - Nie przyjdę dziś do pracy.
- Co takiego? - zapytał z niedowierzaniem - Przecież Ty nigdy nie miałaś ani jednego dnia wolnego. Nie poznaję Cię. Ale z drugiej strony, podoba mi się ta nowa, szalona Alex. Przy najbliższej okazji podziękuję Twojemu chłopakowi.
- Nathan to nie jest mój chłopak. Poza tym, muszę nawiązać z nim nić porozumienia, żebyśmy mogli razem pracować - odpowiedziałam szczerze. 
        Max z Tomem jasno wyrazili swoją opinię, nie chcieli pracować z kimś tak oficjalnym jak ja. Wiedziałam też, że szefowi zależało na tej transakcji, więc postanowiłam dopasować się do ich sposobu bycia. 
- Już dobrze. Zajmę się wszystkim w firmie.
- Dziękuję, jesteś kochany - powiedziałam.
- Mógłbym się przyzwyczaić - zaśmiał się Will i zaczął ze mną flirtować - Mam nadzieję, że mi to wynagrodzisz w jakiś sposób.
- Pomyślę.
- Czekam niecierpliwie - powiedział.
        Pożegnaliśmy się i rozłączyliśmy. Następnie postanowiłam napisać wiadomość do Nathana. 
"Dzień dobry. Co dziś robicie, macie jakieś plany?"
        Wysłałam i zostało mi czekać na odpowiedź. W tym czasie poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Parę minut później dostałam wiadomość.
"Witaj. Słyszałem, że nic. Chłopaki chcą odpocząć. N."
        Lubiłam tą pojedynczą literkę na końcu każdej wiadomości. Kiedyś tak się podpisywaliśmy, żeby w razie, gdy ktoś sprawdzi nam telefon zachować naszą intymną znajomość w tajemnicy.  
"Więc powiedz im, żeby ubrali się plażowo i spotkajmy się o 10. Adres wyślę Ci w następnej wiadomości. To niespodzianka."
        Po chwili wysłałam mu adres przystani i zadzwoniłam, żeby zarezerwować jacht na cały dzień.
"Dobrze, będziemy. N."
        Gdy odczytałam wiadomość wróciłam do pokoju, by się przebrać i przygotować. Założyłam swoje najlepsze bikini, na to spodenki i koszulkę. Na stopy wciągnęłam adidasy. Do plażowej torby spakowałam ręcznik i obydwie komórki, na wszelki wypadek. Związałam włosy w koka i wyszłam z mieszkania. Postanowiłam pieszo dotrzeć do przystani. Byłam przed czasem. Znalazłam nasz jacht i porozmawiałam chwilę z właścicielem, nadal młodym lecz starszym ode mnie o 2-3 lata mężczyzną. Punktualnie o 10 wyszłam na przeciw moim gościom.
- Co masz dla nas za niespodziankę? - usłyszałam od Jaya zamiast powitania.
- A może tak najpierw dzień dobry - przywitałam się ale nie usłyszałam odpowiedzi.
        Jedynie Nathan i Siva uśmiechnęli się do mnie.
- Witaj - powiedział Nath - Nie zwracaj na nich uwagi. Po tym co zastałem w domu nieźle wczoraj pobalowali.
- Żal Ci? - zapytał zgryźliwie Tom.
- Ani trochę - odparł Nathan i posłał mi porozumiewawczy uśmiech, który odwzajemniłam.
- Dobrze - zaczęłam widząc zbolałe miny Maxa, Toma i Jaya - Chodźcie za mną - poprosiłam - Mamy piękny dzień, więc zabieram Was na wycieczkę jachtem - powiedziałam, gdy znaleźliśmy się przy naszej łódce - Cały dzień będziemy dzisiaj odpoczywać, pływać w oceanie i pić zimne drinki. A gdy będziecie głodni zamówimy obiad tutaj. Co Wy na to?
- Genialne.
- Szacun.
        Słyszałam zadowolenie w ich głosach. Cieszyłam się, że jednak spodobał im się mój plan.
- Więc zapraszam - powiedziałam.
        Właściciel jachtu podał mi rękę i pomógł wejść na pokład. Zespół wszedł zaraz za mną.
- Możemy ruszać - zwróciłam się do sternika.
- Tam gdzie zawsze? - zapytał.
- Tak, nawet w jeszcze bardzie odludne miejsce, jeśli znasz takie - odpowiedziałam z uśmiechem, nie chciałam, żeby ktoś rozpoznał chłopaków - Wszystko na jachcie jest do Waszej dyspozycji - powiedziałam do zespołu, a chwilę potem jacht wypłynął z przystani.
        Zeszłam pod pokład, żeby zostawić swoje rzeczy i ubrania. Gdy wróciłam, chłopcy wylegiwali się już na słońcu w samych spodenkach. 
- Takie niespodzianki mógłbym dostawać codziennie - rozmarzył się Tom, gdy zajmowałam miejsce dla siebie obok niego.
- Nie przyzwyczajajcie się - ostrzegłam ich, a wszyscy spojrzeli na mnie z udawanym smutkiem.
- Woow, nieźle wyglądasz - usłyszałam Maxa.
- Noo, nieźle to mało powiedziane - dodał Tom - Ćwiczysz? - zapytał po chwili.
- Ćwiczyłam, jakiś czas temu chodziłam regularnie na siłownię - odpowiedziałam szczęśliwa, że ktoś docenił moją pracę.
        Zaczęłam ćwiczyć, gdy zaczęliśmy się z Williamem spotykać. On był wysportowany z kaloryferem na brzuchu, a ja w pewnym momencie wyglądałam jak chodzący kościotrup. Nie mogłam przytyć, więc postanowiłam, że pójdę na siłownię i popracuję nad swoimi mięśniami. Rok ciężkiej harówki na siłowni przyniósł niespodziewanie dobre efekty. Miałam zaokrąglone kształty tam gdzie trzeba, a na brzuchu można było zauważyć delikatnie zarysowane mięśnie. Według Willa wyglądałam obłędnie.
- Ja się wcale nie dziwię, że tylu facetów się za Tobą ogląda - kontynuował Tom.
- Nawet właściciel jachtu - dodał Siva - Jak wchodziłaś pożerał Cię wzrokiem.
 - Nie powiem, żeby mi się to nie podobało - odpowiedziałam szczerze, bo jako kobieta lubiłam, gdy mężczyźni się za mną oglądali, rosło wtedy moje poczucie wartości.
- Kokietka - usłyszałam od Maxa i uśmiechnęłam się tylko do niego w odpowiedzi.
        Potem przez dłuższą chwilę, zanim dopłynęliśmy w ciche miejsce moi towarzysze nie byli zbyt rozmowni. Popijali zimne drinki i odpoczywali. W pewnym momencie dało się nawet słyszeć ciche pochrapywanie.
- Co oni wczoraj świętowali? - zapytałam Nathana, który w porównaniu do reszty siedział oparty z rękami splecionymi na karku.
- Podejrzewam, że korzystali z ostatnich wolnych chwil. Za kilka dni zacznie się niezła harówka - dodał bez przekonania.
- Nie cieszysz się?
- Oczywiście, że się cieszę. Jesteśmy tutaj, w ciągu miesiąca objedziemy wszystkie stany. Nagramy nową płytę, wypuścimy teledyski - odpowiedział - Ale z drugiej strony, będzie tylko praca, na nic innego nie będzie czasu.
- Poradzicie sobie, wierzę w Was - powiedziałam chcąc trochę podnieść Natha na duchu i uśmiechając się do niego.
- Dzięki Alex, miło mi to słyszeć - powiedział w chwili, gdy spojrzeliśmy sobie w oczy - Ja chciałbym....
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił właściciel jachtu, a ja speszona szybko odwróciłam wzrok.
        Dziękowałam w duchu, że przerwał nam w odpowiednim momencie. Wiedziałam, że gdybym dłużej patrzyła Nathanowi w oczy mogłabym się w nich zatracić. Ale z drugiej strony byłam bardzo ciekawa, co chciał mi powiedzieć. Kątem oka zauważyłam, że nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy.
- Obudźmy chłopaków - zaczęłam nieśmiało - Pójdziemy popływać.
        Ciężko było dobudzić towarzystwo. Patrząc na nich byłam ciekawa ile alkoholu wlali w siebie poprzedniego wieczoru, że byli tak zmęczeni. Max, Tom i Jay chcieli spać dalej, Siva obudził się najszybciej. Na szczęście Nathan  wiedział, jak z nimi postępować. Gdy usłyszeli tylko hasło "konkurencja" wszyscy jak na jeden gwizdek wskoczyli do wody. Dalej już było tylko słychać głośne i radosne przekrzykiwania się. Po chwili obserwacji zespołu i ja dołączyłam do nich w wodzie. Byliśmy blisko klifów, z których świetnie skakało się do oceanu z wyższej wysokości.
- Chodźcie, coś Wam pokażę! - zawołałam i zaczęłam płynąć do brzegu, by
po chwili już wspinać się na klif po nierównym zboczu. Chłopcy ruszyli moim śladem.
- Mam nadzieję, że nie macie lęku wysokości? - zapytałam ale nie usłyszałam sprzeciwu - W takim razie czeka nas świetna zabawa! - zawołałam i odwróciłam się do nich plecami.
        Wzięłam rozbieg i skoczyłam w dół.
- Wariatka! - usłyszałam głos któregoś z chłopaków, by po chwili zanurzyć się w chłodnym oceanie. Nie musiałam długo czekać, aż chłopaki pójdą moim śladem.             Po kilkudziesięciu minutach dobrej zabawy i kilkunastu skokach wróciliśmy zmęczeni na pokład jachtu.
- Było super! - zawołał Tom.
- Dawno się tak świetnie nie bawiłem! - wtórował mu Jay.
- Naprawdę, Alex, szacun - zaczął Max - Cieszę się, że nas tu zabrałaś.
- A ja cieszę się, że Wam się podobało - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem - Teraz zamówimy obiad - oznajmiłam podając im ulotki z najlepszej restauracji na promenadzie przy przystani.
        Zebrałam zamówienia i zeszłam pod pokład, żeby w ciszy i na spokojnie zamówić jedzenie. Dobrze zrobiłam, bo gdy wróciłam z powrotem Max z Tomem głośno się o coś sprzeczali nie dając nikomu dojść do słowa.
- Co im się stało? - zapytałam pozostałe towarzystwo.
- Kłócą się o samochód - odparł Siva.
- A jest o co? - dopytywałam, ale wzruszyli tylko rękami nie chcąc brać w tym udziału.
        Musiałam sama się dowiedzieć. Gdy Max i Tom dalej się kłócili o klasykę i nowoczesność samochodów zabrałam im telefon, na którym pokazywali sobie zdjęcia.
- Poważnie? - zapytałam ze zdziwieniem widząc dwie marki samochodów.
- A co Ty możesz wiedzieć? - oburzył się Tom, który obstawał za nowoczesnością Audi - Jesteś kobietą, nie znasz się.
- Nie znam się? No to muszę Cię zmartwić kolego - zaczęłam lekko oburzona - Każdy zmotoryzowany wie, że Audi nie ma się co równać z klasyką Forda Mustanga - oznajmiłam, a wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni - Tak się składa, że jedno z tych cacek jest w moim posiadaniu.
        Nie wiem czemu, ale gdy to powiedziałam spojrzałam na Nathana. To była moja zguba, bo w tamtej chwili zapomniałam o Bożym świecie. Chłopak stał oparty o barierki jachtu z rękami opartymi na biodrach. Po jego opalonym ciele spływały jeszcze ostatnie krople wody odbijające blask słońca. Dopiero teraz zauważyłam widocznie zarysowane mięśnie brzucha. Straciłam rozum, dosłownie. Nie interesowało mnie nawet to, że wszyscy mi się teraz przyglądają. I te jego niebieskie oczy wpatrujące się we mnie. Nie mogłam kontrolować swojego ciała, chciałam do niego podejść i go dotknąć. Ale zakręciło mi się w głowie i się zachwiałam. To właśnie on zareagował najszybciej i pomógł mi usiąść. A skóra w miejscach, w których mnie dotknął przyjemnie mrowiła.
- Alex... Alex, co się dzieje? - próbował do mnie dotrzeć - Dajcie jej zimnej wody! - zawołał do przyjaciół.
        Po chwili podano mi wodę, a ja wypiłam ją duszkiem. Chłód dobrze na mnie działał, ale to było stanowczo za mało.
- Jesteś rozpalona, Alex, co Ci jest? - próbował dalej dowiedzieć się.
- Dajcie mi kostki lodu - poprosiłam w końcu cicho.
        Gdy je otrzymałam przyłożyłam je sobie do karku. To było to czego w tej chwili potrzebowałam.
- Zaraz mi przejdzie - oznajmiłam widząc ich pytające spojrzenia.
- Co się stało? - zapytał Jay.
- Nie wiem - skłamałam za wszelką cenę nie patrząc na Nathana - Zakręciło mi się po prostu w głowie. Już mi przeszło.
- A wracając do naszej rozmowy - zaczął Max - Czy ja się przesłyszałem?
- Nie przesłyszałeś się, mam w garażu czerwonego Forda Mustanga...
- Kłamiesz - wtrącił Tom.
- Nie kłamie - tym razem odezwał się Nathan zaskakując wszystkich, nawet mnie.
- Skąd to możesz wiedzieć? - kontynuował Tom.
- Znam Alex wystarczająco długo - odpowiedział Nath wprost.
- Mówiłem - zaczął Jay - Stara miłość nie rdzewieje, tylko patrzeć jak się zejdą, a wtedy ja wygram zakład...
- Co takiego?! - zawołaliśmy razem z Nathanem.
        Nie miałam siły się w tej chwili z nimi kłócić ani tym bardziej wnikać w ten głupi zakład. Byłam cholernie zła, Nathan chyba też. Postanowiłam się do nich więcej tego dnia nie odezwać. Usiadłam wygodniej na leżaku i odwróciłam się plecami do zespołu. Obiadu nie byłam w stanie zjeść całego, tylko pobawiłam się widelcem, mój żołądek był zbyt ściśnięty żebym mogła coś przełknąć. Popijałam tylko kolejne drinki, lecz nawet one nie przynosiły mi ukojenia. Czułam na sobie wzrok Natha, kiedy szłam po kolejnego drinka ale było mi wszystko jedno. I tak nie odezwał się do mnie ani słowem od momentu wyznania Jaya. Zabrałam drinka i zeszłam pod pokład po telefon. Były na nim tylko wiadomości od Williama, który raportował mi na bieżąco, co działo się w firmie. Chociaż w ciągu dnia ani razu nie pomyślałam o pracy to byłam mu bardzo wdzięczna, że pamiętał o mnie i mojej obsesji, by mieć nad wszystkim kontrolę.
- Jeszcze się pytacie co mi jest?! - usłyszałam nagle podniesiony głos Nathana docierający do kajuty poprzez uchylone okienko - Nie interesuje mnie Wasz zakład! Przestańcie mieszać się w moje sprawy z Alex! Nie widzicie, że za każdym razem wszystko psujecie? Nie osaczajcie jej i pozwólcie pracować. Nie zauważyliście, jaka była na pierwszym spotkaniu, a jak zachowywała się dzisiaj? Chociaż się zmieniła, oczywiście na ogromny plus pod każdym względem, to jest prawdziwa Alex, którą znam ja...
        Z wrażenia po tym, co usłyszałam usiadłam. A serce, myślałam, że wyskoczy mi z piersi.
- Nie interesuje mnie jak, ale chcę, żebyście ją przeprosili i okazali szacunek - kontynuował nieświadomy, że wszystko słyszę - Gdyby nie Alex nie byłoby mnie tutaj. To ona kazała mi wyjechać i spełniać marzenia. Pozwoliła mi odejść, chociaż wiem, że nie było to dla niej łatwe.
- Teraz rozumiemy, dlaczego uciekałeś do Gloucester - powiedział Siva -
Gdy wracałeś byłeś szczęśliwy, wtedy tak naprawdę byłeś sobą. Nikt nie zna Cię lepiej niż Alex, chyba nawet my po tylu latach nie znamy Cię jeszcze z tej strony.
- Dlatego pozwólcie sobie ją poznać taką jaka jest naprawdę. Bez głupich żartów, zakładów, docinek i bez swatania. Pozwólcie, żeby sprawy biegły swoim rytmem. To będzie najlepsze, co możecie dla mnie zrobić. Nasze losy były zawiłe, rozstaliśmy się w momencie, o ile można to tak nazwać biorąc pod uwagę, że oficjalnie nigdy nie byliśmy razem, kiedy pozwoliła mi wyjechać. Straciliśmy kilka lat ale dostaliśmy dobrą lekcję, teraz oboje wiemy, co chcemy od życia.
- Zobaczysz chłopie, wszystko się ułoży - pocieszał przyjaciela Tom.
- Może nie były to najlepsze metody ale chcieliśmy Ci pomóc. I niech tak będzie, nie będziemy już się wtrącać - dodał Max.
- Nie wiem tylko, jak to widzi Alex... - zaczął Nathan.
- Wydaje mi się, że to Ty powinieneś zrobić pierwszy krok - powiedział Siva - Po tym co opowiadałeś to Alex zawsze stała murem za Tobą, teraz odwróć role.
- Dzięki chłopaki - odpowiedział Nath - Pójdę po Alex, niedługo dopłyniemy do portu.
        Siedziałam jak sparaliżowana. Nie spodziewałam się, że usłyszę coś takiego. Było mi gorąco, a alkohol szumiał w głowie. Więc kiedy chłopak stanął w wejściu do kajuty wiedziałam co chcę zrobić.
- Alex... - zaczął, a kiedy zobaczył mój wyraz twarzy zrozumiał, że wszystko słyszałam.
        Nie wiedział co powiedzieć, nie spodziewał się. Patrzył mi w oczy szukając jakiegoś znaku. Odstawiłam szklankę z drinkiem. Pod wpływem impulsu pewnym krokiem podeszłam do Nathana. Zarzuciłam mu obie ręce na kark i zanim zdążył jakkolwiek zareagować pocałowałam go. Dopiero po chwili odwzajemnił pocałunek, nasze języki znalazły wspólny rytm, a Nath mocno objął mnie w pasie. To było niesamowite uczucie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak za tym tęskniłam, za ustami Nathana na moich. Chyba czuł to samo, bo po chwili przejął inicjatywę, popchnął mnie na ścianę i przygwoździł swoim ciałem tak, że nie mogłam się ruszyć. Lecz w tej chwili mi to zupełnie nie przeszkadzało. Całował inaczej niż ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy w jego domu w Gloucester. Bił od niego taki żar i namiętność, że byłabym w stanie zrobić dla niego wszystko o co by poprosił. To już nie był ten sam chłopak. Był pewnym siebie mężczyzną, i widziałam to w jego ruchach i słowach. Niesamowicie mnie pociągał i cieszyłam się, że w tej jednej chwili był mój.

wtorek, 27 października 2020

Dwadzieścia cztery.

         To było cudowne uczucie móc popływać w orzeźwiającej wodzie oceanu i zapomnieć o wszystkim co się działo wokół. Te chwile pozwoliły mi odprężyć moje ciało i umysł przed spotkaniem z Nathanem. Już się tak nie denerwowałam ale nadal nie miałam pojęcia o czym on chce ze mną porozmawiać. Myślałam, że nasze sprawy są już dawno zakończone i puszczone w niepamięć.

        Wyszłam z wody i położyłam się na ręczniku, żeby słońce osuszyło moją skórę. Nie miałam przy sobie zegarka, więc nie wiedziałam ile czasu spędziłam na plaży. Poleżałam jeszcze chwilę i postanowiłam wrócić do mieszkania.

        Była w nim Carla, która przyszła posprzątać. Przywitałam się z nią serdecznie.

- Alex, masz gości, czekają w salonie - powiedziała.

        Byłam zaskoczona. Miałam spotkać się z Nathanem, nie miałam pojęcia kim jest druga osoba.

- William, co Ty tu robisz? Cześć - zapytałam wchodząc do salonu i jednocześnie witając się z Nath'em.

 - Przyszedłem sprawdzić, czy wszystko w porządku - powiedział i wstał z kanapy. Podszedł do mnie i pocałował w policzek. Byłam pewna, że zrobił to specjalnie.

- Tak - odpowiedziałam - Mówiłam, że czuję się znacznie lepiej.

- Dobrze ale musiałem się upewnić, Kotku - oznajmił akcentując ostatnie słowo i uśmiechając się - W takim razie nie będę Wam już przeszkadzał. Miło było poznać - zwrócił się do Nathana i uścisnęli swoje dłonie.

- Odprowadzę Cię - powiedziałam do Willa i wyszliśmy z salonu. 

- To Twój znajomy? - zapytał William, gdy już byliśmy sami.

- Tak - odpowiedziałam - Przepraszam, że Cię okłamałam ale to znajomy z dawnych lat. Nie spodziewałam się, że go spotkam - tłumaczyłam.

- Spokojnie - powiedział i objął mnie - Ale mam nadzieję, że niedługo mi wszystko opowiesz. Ale ten Twój kolega jest mało rozmowny - ciągnął - Nie chciał mi powiedzieć skąd się znacie, więc ja mu opowiedziałem trochę o nas...

- William! - zawołałam próbując się wyrwać z jego objęć - Co mu powiedziałeś? Jeśli powiedziałeś prawdę to już więcej się do Ciebie nie odezwę!... - zaczęłam ale mi przerwał.

- Ej, Kochanie, żartowałem! - zaśmiał się - Ale to musiał być dla Ciebie ktoś ważny. Żebyś widziała jego minę, jak Cię pocałowałem..

- Will, proszę Cię - upomniałam go - Przyjdzie czas to Ci powiem. 

- Dobrze, już się nie denerwuj - powiedział przyciągając mnie do siebie aż nasze usta się złączyły.  

- Zadzwonię do Ciebie później - powiedziałam po chwili łapiąc oddech.

- Będę czekał - oznajmił i wyszedł z uśmiechem na ustach.

        Przejrzałam się w lustrze nieświadomie chcąc zatrzeć jakiekolwiek ślady po pocałunku. Dopiero po chwili dotarło do mnie co zrobiłam. Pokręciłam głową na swoje zachowanie, bo nie miało ono żadnego znaczenia. Nie kochałam już Nathana. Wróciłam więc do salonu z nadzieją, że dziś wyjaśnimy sobie wszystko do końca i, że nie będziemy więcej do tego tematu wracać.

- Napijesz się? - zapytałam Nathana podchodząc do barku.

- Tak, poproszę - usłyszałam w odpowiedzi.

        Przygotowałam nam drinki i jeden podałam chłopakowi. 

- Chodź, usiądziemy sobie na balkonie - zaproponowałam. 

        Chłopak wyszedł za mną i usiedliśmy wygodnie na fotelach unikając swojego wzroku. Zapanowała między nami grobowa cisza, czego najbardziej się bałam.

- Posłuchaj - zaczęłam i spojrzałam na niego, czekając aż on również spojrzy na mnie - Myślałam, że wszystko stało się jasne po Twoim wyjeździe. Wszystko zrozumiałam i nie mam do Ciebie żalu. Każdy z nas ma teraz inne życie. To co było między nami to przeszłość i nie ma po co do tego wracać, nic dobrego z tego nie wyniknie - kontynuowałam po wypiciu połowy drinka - Dlatego byłam zaskoczona Twoją prośbą o rozmowę.

- Wiesz, chyba chciałem sprawdzić, czy nadal jesteś na mnie zła i czy będziemy mogli współpracować ze sobą - powiedział całkowicie szczerze.

        Uśmiechnęłam się do niego.

- Bez obaw - oznajmiłam - To było kilka lat temu. Jesteśmy dorośli i myślę, że nie mamy powodu, żeby ze sobą nie rozmawiać. Poza tym ma nas łączyć praca, chociaż w dalszym ciągu nie wiem, jak to miałoby wyglądać i czego oczekujecie.

- Miło mi to słyszeć - powiedział i również się uśmiechnął - Nie będę Ci sam zdradzał naszych planów, bo to plany całego zespołu.

- Rozumiem - powiedziałam i dopiłam drinka - Jeszcze jednego? - zapytałam Nathana widząc, że on również ma pustą szklankę. Pokiwał głową na znak zgody.

- Szczerze mówiąc - zaczął, gdy podawałam mu drinka - Bałem się tej rozmowy, nie wiedziałem, co myślisz.

- Ja też się bałam - odpowiedziałam szczerze - Bałam się od momentu, gdy wpadliśmy na siebie w restauracji. Ale cieszę się, że oczyściliśmy atmosferę.

- To co, toast za starą nową znajomość? - zapytał Nathan i podniósł swoją szklankę.

- Tak, toast - powiedziałam. Szklanki stuknęły i wypiliśmy drinki.

- Spotkałem się z Jessicą - powiedział chłopak po chwili ciszy.

- I jak? 

- Pogadaliśmy szczerze i wyjaśniliśmy sobie wszystko. Jest dobrze, nawet bardzo dobrze. Dziękuję, że zmusiłaś ją, żeby przyjechała - powiedział.

- Mam nadzieję, że niedługo Jess, Christopher i Matt wrócą już na stałe do Londynu. Mówiłam, żeby nie jechali wtedy ze mną.

- Myślę, że wszyscy tego potrzebowaliście - przerwał mi Nathan próbując ich usprawiedliwić - Żeby dowiedzieć się, czego chcecie od życia i zacząć od nowa.

- W sumie, chyba masz rację, to było jak terapia, chociaż ja jeszcze przez jakiś czas się wahałam. Dopiero, gdy przyjechałam do Miami zrozumiałam, że to dobra droga - mówiłam. 

        Czułam, że coraz bardziej się przed nim otwierałam. Ale było to nowe i dosyć miłe uczucie. Nigdy wcześniej podczas naszej znajomości nie rozmawialiśmy w ten sposób, tak po prostu, jak przyjaciele.

- Chcesz tu zostać, tak na stałe? - zapytał Nathan.

- Nie wiem - odpowiedziałam wstając z fotela i podchodząc do barierki - Nie wiem, co będzie za jakiś czas ale to jest mój raj - powiedziałam wskazując ręką na ocean - Nie wiem, gdzie będę mieszkać ale na pewno będzie tam pięknie.

- To jest Twoje marzenie? - usłyszałam kolejne pytanie z ust chłopaka.

- Nie, moje marzenie dopiero za kilka tygodni będzie dla mnie osiągalne - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, już nie mogłam się doczekać aż to nastąpi. Dlatego pracowałam ciężko by jak najszybciej to osiągnąć.

- O czym marzysz? - dopytywał.

        Zawahałam się przez chwilę. Spojrzałam na mężczyznę, który stał obok mnie i przyglądał mi się uważnie. 

- Nie będziesz się śmiał? - zapytałam niepewnie.

- Obiecuję - odpowiedział cicho i położył swoją dłoń na mojej dodając mi pewności. Uśmiechnęłam się delikatnie na ten gest. Ten dotyk lekko mnie peszył. Ale to było miłe uczucie, poczuć jego ciepłą skórę na swojej. Przed oczami pojawiły mi się obrazy, kiedy mnie dotykał i całował. Jednak szybko je odgoniłam w obawie, że mogłabym zapragnąć zrobić coś, czego bym żałowała. Zanim zdążyłam zareagować Nathan pierwszy zabrał swoją rękę.

- Przepraszam - usłyszałam, gdy odwracał wzrok.

        Byłam wdzięczna, że to on pierwszy zareagował.

- Kupuję małą wysepkę na Malediwach - powiedziałam szczerze po chwili.

        Nie wiem czemu ale chciałam, by był ze mnie dumny tak, jak ja byłam dumna z jego osiągnięć. Na jego twarzy ujrzałam jednocześnie uznanie i zaskoczenie.

- Wokół będzie piękna, błękitna woda, w której będą pływać kolorowe ryby - kontynuowałam - Na środku wyspy będzie duży dom, a kilka mniejszych domków dla gości będzie stało na palach w wodzie. To będzie moje, wyjątkowe miejsce.

        Nathan przyglądał mi się przez chwilę, gdy ja na samą myśl o wyspie uśmiechałam się do siebie.

- Gratuluję, Alex. Jesteś kobietą sukcesu - powiedział - Naprawdę cieszę się, że tak Ci się wszystko układa.

- Nie wszystko - powiedziałam zanim się powstrzymałam.

        Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.

- Usiądźmy - zaproponowałam - Jestem szczęśliwa ale czasami brakuje mi kogoś, z kim mogłabym pogadać tak po prostu albo wsiąść w samolot i lecieć gdzieś daleko. Brakuje mi tego, ostatnie lata cały czas tylko pracuję, mam wszystko. Ale coś za coś...

- A William? - zapytał niepewnie, westchnęłam.

- Will to dobry kolega z pracy - zaczęłam - Pomógł mi na początku mojej kariery w korporacji.

- Coś jest między Wami, to widać...

- Między nami jest tylko czysty pociąg fizyczny - przerwałam mu - Nie wiem, co on Ci naopowiadał zanim wróciłam do mieszkania. Jesteśmy tylko ludźmi, seks jest czasami potrzebny ale go nie kocham. Poza tym, on by nie zrozumiał mojego marzenia o Malediwach - oznajmiłam - Widocznie muszę jeszcze poczekać na swojego księcia z bajki - zażartowałam i uśmiechnęłam się do Nathana.

        Tak dobrze nam się rozmawiało, że nawet się nie obejrzeliśmy kiedy zrobiło się ciemno, a na niebie widać było gwiazdy. Siedzieliśmy jeszcze przez chwilę w ciszy, którą przerwał Nath.

- Jest już późno - zaczął - Będę się zbierać, chłopaki nie wiedzą, gdzie jestem, pewnie się trochę martwią.

- Dobrze. A o naszym spotkaniu nic im nie powiem, to będzie nasza tajemnica - odpowiedziałam, na co chłopak się uśmiechnął.

- Cieszę się, że się spotkaliśmy, Alex - powiedział, gdy stanęliśmy przy drzwiach wejściowych i zawahał się - Jestem z Ciebie dumny - usłyszałam po chwili.

- Dziękuję - odpowiedziałam cicho.

        Zaskoczył mnie tym wyznaniem, dlatego nie wiedziałam, co mogłabym więcej powiedzieć. Nie wiedziałam też dlaczego ale po prostu do niego podeszłam i go przytuliłam. Nie spodziewał się tego, bo czułam, jaki był spięty i dopiero po chwili, gdy mnie objął trochę się rozluźnił. Pachniał niesamowicie. Czułam, że w tym mężczyźnie coś się zmieniło. Nie był już tym chłopcem, którego znałam. Nie potrafiłam tego nazwać. Ale było już zbyt późno, żeby myśleć o tym w tej chwili.

- Daj znać jak wrócisz do chłopaków - poprosiłam - Nie chciałabym, żebyś miał jakieś kłopoty, nie wiadomo, jak bardzo jesteście znani w Stanach.

- Dobrze, napiszę Ci. Do zobaczenia - usłyszałam.

        Spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz i Nathan wyszedł z mojego mieszkania. Byłam bardzo zmęczona, więc od razu skierowałam się w stronę łazienki, by wziąć prysznic i położyć się do łóżka. Pół godziny później dostałam wiadomość na służbową komórkę.

"Dotarłem bezpiecznie. Dziękuję Ci za dziś. Śpij dobrze. N."

        Uśmiechnęłam się do siebie. To był długi ale bardzo miły dzień. Nie spodziewałam się, że po tym wszystkim będziemy mogli z Nathanem normalnie usiąść i pogadać. Odłożyłam telefon na szafkę i zasnęłam.

 

czwartek, 22 października 2020

Dwadzieścia trzy.

             Na lunch wybraliśmy się z Williamem do naszej ulubionej knajpki niedaleko firmy. 

- Nie dotarły do Ciebie jakieś plotki, z kim mam spotkanie? - zapytałam mężczyznę jak już usiedliśmy i zamówiliśmy jedzenie.

- Nie mam zielonego pojęcia - odpowiedział - Szef był bardzo tajemniczy. Wygląda na to, że to ktoś znany i chce zachować anonimowość, jakkolwiek to rozumieć - dokończył.

        Dalej rozmawialiśmy już tylko o bieżących zleceniach i sprawach firmy, dlatego ta godzina bardzo szybko minęła. Zanim się obejrzeliśmy musieliśmy wracać do pracy. Moje myśli ponownie powróciły do tematu spotkania i tajemniczego klienta. William poszedł jeszcze do toalety, a ja postanowiłam poczekać na niego przed wejściem. Wstałam ze swojego krzesła i, gdy miałam już skierować się ku drzwiom poczułam, że na kogoś wpadłam. I to dosyć mocno, bo gdyby ten chłopak nie przytrzymał mnie za ramiona pewnie bym się przewróciła.

- Bardzo przepraszam - zaczęłam mówić jednocześnie patrząc pod nogi, by utrzymać równowagę.

- Nic się nie stało - usłyszałam - Nic się Pani nie stało?

        Podniosłam głowę, by spojrzeć na mężczyznę. W życiu nie spodziewałabym się tego, że akurat dziś i akurat w tym miejscu spotkam Nathana. Zaniemówiłam, on też. Widziałam jego zaskoczone oczy wpatrujące się w moje, kiedy nadal mnie przytrzymywał.

- Nathan.... - wyszeptałam.

        Więcej nie pamiętam, zapomniałam jak się oddycha. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i zemdlałam.

 - Alex... Alex, obudź się - usłyszałam głos Williama.

        Powoli otworzyłam oczy. Leżałam na kanapie w swoim biurze. Gdy przypomniałam sobie, kogo przed chwilą spotkałam chciałam wstać. Lecz to był zły pomysł, bo ujrzałam przed oczami mroczki i z powrotem znalazłam się na kanapie.

- Siadaj - nakazał mi Will - Oddychaj i napij się zimnej wody - powiedział i podał mi szklankę. 

        Jednym duszkiem wypiłam wodę i oddałam mu szklankę.

- Co się stało? - zapytał William.

- Nie wiem - skłamałam - Jak się tutaj znalazłam?

- Gdy wróciłem z toalety ujrzałem tylko jak się osuwasz na ziemię ale jakiś facet Cię podtrzymał. Od razu wziąłem Cię na ręce, zaniosłem do samochodu, a potem do biura - powiedział i usiadł obok mnie - Lepiej już się czujesz? - zapytał z troską w głosie i objął mnie.

        Nie zdawałam nawet sobie sprawy, że dygotałam.  

- Tak, dziękuję - odpowiedziałam - Gdzie ten chłopak? - zapytałam zanim pomyślałam.

- Nie wiem. Zabrałem Cię od razu do firmy. Upierał się, żebym Cię zostawił aż lepiej się poczujesz - usłyszałam - Znasz go?

- Nie, po prostu na niego wpadłam i zemdlałam - skłamałam po raz drugi, źle się z tym czułam, że okłamałam Willa. Ale nie chciałam mu na razie nic mówić. Chciałam wierzyć, że to mi się tylko przyśniło.

- Może przełożyć Twoje spotkanie? - zapytał.

- Nie, już mi znacznie lepiej, dam sobie radę - odpowiedziałam.

        To nie była prawda. W środku byłam jak galareta, a przed oczami miałam cały czas twarz Nathana. To co było kiedyś między nami to przeszłość ale spotkanie go tutaj, po takim czasie nadal było szokiem. Dlatego postanowiłam iść na spotkanie, może ono pozwoliło by mi na chwilę zapomnieć o tym co się przed chwilą wydarzyło.

        William wyszedł po moich zapewnieniach, że mi przeszło. Do spotkania miałam jeszcze chwilę czasu. Założyłam szpilki na stopy i podniosłam się ostrożnie z kanapy. Podeszłam do lustra, poprawiłam kieckę, włosy i przyjrzałam się makijażowi, czy się przypadkiem nie rozmazał. Ogólnie mój wygląd nie ucierpiał, chociaż moja skóra była dosyć blada. Nalałam sobie jeszcze jedną szklankę zimnej wody i usiadłam za biurkiem, by uspokoić swoje myśli i czekając na spotkanie.

        Kilka minut później rozległ się dźwięk telefonu.

- Pani Dyrektor, ma Pani gości - usłyszałam w słuchawce.

- Dobrze, poproś ich - odpowiedziałam i odłożyłam słuchawkę.

        Podniosłam się z fotela i podeszłam do okna z widokiem na miasto. Gdy usłyszałam otwierane drzwi wzięłam jeden głęboki oddech i odwróciłam się do przybyłych gości. Zamurowało mnie. Przede mną stało pięciu mężczyzn, a wśród nich Nathan. Tak, to na 100% był on wraz ze swoim zespołem. W samą porę złapałam się oparcia fotela. 

- Alex, wszystko w porządku? - zapytała mnie sekretarka podchodząc bliżej.

- Tak - powiedziałam starając się opanować drżenie swojego głosu.

- Alex? - usłyszałam zdziwione pytanie jednego z przyjaciół Nathana. Byłam zaskoczona, że mnie pamiętają, przecież widzieli mnie może raz w życiu i to wtedy, gdy koledzy Matta mnie porwali. Nathan przyszedł wtedy z nimi mnie uratować.

        Ja ich znałam, byli najlepszymi przyjaciółmi mojego Natha. Skarciłam się w myślach za to określenie. Nathan nigdy nie był mój, nigdy nawet nie byliśmy oficjalnie parą. Z perspektywy czasu wiem, że byliśmy tylko znajomymi, którzy spotykali się od czasu do czasu na seks. 

        Postanowiłam wziąć się w garść i zachować profesjonalnie. Wzięłam kilka oddechów i wolnym krokiem podeszłam do gości.

- Proszę, rozgośćcie się - powiedziałam wskazując na kanapę - Przynieś nam proszę coś mocniejszego - zwróciłam się do sekretarki, musiałam się napić. Sama zajęłam fotel, który stał obok kanapy, poczekałam aż moja współpracownica wyjdzie i zaczęłam rozmowę unikając częstego patrzenia w stronę Nathana - Więc co Was tu sprowadza? W czym mogę Wam pomóc? - zapytałam od razu kierując rozmowę na służbowe tory.

- Powoli - zaczął Tom - Takie spotkanie, co Ty tutaj robisz? - zapytał.

- To nie jest dobry moment na takie rozmowy. W pracy nie rozmawiam o sprawach osobistych - zaczęłam ale nie pozwolił mi dokończyć.

- Daj spokój - usłyszałam - Opowiadaj, co Ty tutaj robisz, jesteśmy ciekawi.

- Jak widać pracuję i mieszkam w Miami, od jakiegoś czasu żyję tu - odpowiedziałam po chwili zastanowienia. Nie chciałam z nimi teraz o tym rozmawiać i nie w tym miejscu ale wiedziałam, że nie odpuszczą tak szybko. Jedynie Nathan nie odezwał się do tej pory ani jednym słowem.

        Drzwi do gabinetu otworzyły się i weszła moja sekretarka niosąc nam drinki. Postawiła szklanki przed każdym z nas i wyszła. Od razu podniosłam swoją i upiłam zimnego drinka.

- Nath nie chciał nam nic powiedzieć... - usłyszałam Maxa.

- Co takiego? - przerwałam mu gniewnie i spojrzałam na Nathana.

- Mówiłem Wam, że to nie Wasza sprawa i prosiłem, żebyście nie wracali do tematu - odparł spokojnie utrzymując ze mną kontakt wzrokowy.

-  Posłuchajcie - zaczęłam - Nie wiem, co wiecie ale ja i Nathan to przeszłość. A moja przeszłość była dosyć burzliwa, więc zamknęłam ten rozdział i już do tego nie wracam. Żyję tu, mam tu pracę, teraz to się liczy - kontynuowałam - Jestem zaskoczona, że spotkaliśmy się w takim miejscu ale dobrze Was widzieć - powiedziałam szczerze lekko się uśmiechając.

        Czułam na sobie wzrok Nathana ale nie zwracałam na to uwagi.

- Przyszliście do mojej firmy w jakimś celu - mówiłam dalej nie pozwalając żadnemu z chłopaków mi przerwać - Dlatego proszę, żebyście mi powiedzieli co Was tu sprowadza. Jeśli nie przełóżmy nasze spotkanie na inny dzień.

- Chcemy porozmawiać - odpowiedział Max - Ale na naszym gruncie, na luzie, nie lubimy tak służbowo rozmawiać - zakończył.

- Dobrze, więc dam Wam kontakt do siebie. Jak będziecie mieli czas dajcie mi znać i się spotkamy tam, gdzie Wam będzie pasowało - odparłam i dopiłam drinka.

- Świetnie - ucieszyli się - W takim razie do zobaczenia.

        Wszyscy podnieśli się z kanapy. Pożegnaliśmy się uściśnięciem dłoni, oprócz Nathana, on stał z boku i tylko kiwnął mi lekko głową. Podałam im swoją wizytówkę i mężczyźni opuścili mój gabinet.

        Odetchnęłam z ulgą, gdy wyszli. Czułam, że moje ciało było bardzo spięte, nawet drink mi nie pomógł. Usiadłam przy biurku ale nie mogłam skupić swoich myśli. Niespodziewane spotkanie Nathana zburzyło mój poukładany świat. Dlatego postanowiłam, że wyjdę z pracy wcześniej, byłam zmęczona. Zamówiłam taksówkę i dałam znać sekretarce i Williamowi, że wychodzę. 

        Do domu weszłam tylko na chwilę, by zmyć makijaż i się przebrać. Założyłam bikini i lekką sukienkę, sandałki, związałam włosy w kucyk, a do torby spakowałam ręcznik. Chciałam iść na plażę, poopalać się i kąpać w oceanie, tego w tej chwili było mi najbardziej trzeba. Postanowiłam zostawić komórki, prywatną i służbową, w domu. Gdy je odłożyłam i miałam wychodzić rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Dostałam smsa na służbowy telefon od nieznanego nadawcy.  Otworzyłam ją niczego nieświadoma.

"Porozmawiamy? N.

        Wiadomość była od Nathana. Wiedziałam, że prędzej czy później nas to czeka. Dlatego postanowiłam mu odpowiedzieć, chciałam mieć już to za sobą. Podałam mu godzinę i adres swojego mieszkania. Nie chciałam spotykać się z nim w publicznym miejscu. Ktoś mógłby go rozpoznać i zaraz zaczęła by się lawina plotek. A ja nie potrzebowałam skandalu. Odłożyłam telefon i wyszłam z mieszkania.