Rano obudził mnie dźwięk budzika. Wyłączyłam go jedną ręką. O dziwo bardzo dobrze mi się spało. Postanowiłam sobie chwilę poleżeć. Jednak jak tak sobie leżałam wpadł mi do głowy szalony pomysł, aby wziąć sobie dzień wolnego i chociaż raz tak całkiem poleniuchować. Ale z drugiej strony bardzo chciałam się dowiedzieć, na czym miałaby polegać moja współpraca z zespołem Nathana. W mojej głowie jednak szybko zrodził się doskonały pomysł. Zerwałam się z łóżka, by jak najszybciej go zrealizować.
- Alex - usłyszałam po drugiej stronie telefonu zaspany głos Williama - Coś się stało, że dzwonisz tak wcześnie?
- I tak, i nie - powiedziałam - Nie przyjdę dziś do pracy.
- Co takiego? - zapytał z niedowierzaniem - Przecież Ty nigdy nie miałaś ani jednego dnia wolnego. Nie poznaję Cię. Ale z drugiej strony, podoba mi się ta nowa, szalona Alex. Przy najbliższej okazji podziękuję Twojemu chłopakowi.
- Nathan to nie jest mój chłopak. Poza tym, muszę nawiązać z nim nić porozumienia, żebyśmy mogli razem pracować - odpowiedziałam szczerze.
Max z Tomem jasno wyrazili swoją opinię, nie chcieli pracować z kimś tak oficjalnym jak ja. Wiedziałam też, że szefowi zależało na tej transakcji, więc postanowiłam dopasować się do ich sposobu bycia.
- Już dobrze. Zajmę się wszystkim w firmie.
- Dziękuję, jesteś kochany - powiedziałam.
- Mógłbym się przyzwyczaić - zaśmiał się Will i zaczął ze mną flirtować - Mam nadzieję, że mi to wynagrodzisz w jakiś sposób.
- Pomyślę.
- Czekam niecierpliwie - powiedział.
Pożegnaliśmy się i rozłączyliśmy. Następnie postanowiłam napisać wiadomość do Nathana.
"Dzień dobry. Co dziś robicie, macie jakieś plany?"
Wysłałam i zostało mi czekać na odpowiedź. W tym czasie poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Parę minut później dostałam wiadomość.
"Witaj. Słyszałem, że nic. Chłopaki chcą odpocząć. N."
Lubiłam tą pojedynczą literkę na końcu każdej wiadomości. Kiedyś tak się podpisywaliśmy, żeby w razie, gdy ktoś sprawdzi nam telefon zachować naszą intymną znajomość w tajemnicy.
"Więc powiedz im, żeby ubrali się plażowo i spotkajmy się o 10. Adres wyślę Ci w następnej wiadomości. To niespodzianka."
Po chwili wysłałam mu adres przystani i zadzwoniłam, żeby zarezerwować jacht na cały dzień.
"Dobrze, będziemy. N."
Gdy odczytałam wiadomość wróciłam do pokoju, by się przebrać i przygotować. Założyłam swoje najlepsze bikini, na to spodenki i koszulkę. Na stopy wciągnęłam adidasy. Do plażowej torby spakowałam ręcznik i obydwie komórki, na wszelki wypadek. Związałam włosy w koka i wyszłam z mieszkania. Postanowiłam pieszo dotrzeć do przystani. Byłam przed czasem. Znalazłam nasz jacht i porozmawiałam chwilę z właścicielem, nadal młodym lecz starszym ode mnie o 2-3 lata mężczyzną. Punktualnie o 10 wyszłam na przeciw moim gościom.
- Co masz dla nas za niespodziankę? - usłyszałam od Jaya zamiast powitania.
- A może tak najpierw dzień dobry - przywitałam się ale nie usłyszałam odpowiedzi.
Jedynie Nathan i Siva uśmiechnęli się do mnie.
- Witaj - powiedział Nath - Nie zwracaj na nich uwagi. Po tym co zastałem w domu nieźle wczoraj pobalowali.
- Żal Ci? - zapytał zgryźliwie Tom.
- Ani trochę - odparł Nathan i posłał mi porozumiewawczy uśmiech, który odwzajemniłam.
- Dobrze - zaczęłam widząc zbolałe miny Maxa, Toma i Jaya - Chodźcie za mną - poprosiłam - Mamy piękny dzień, więc zabieram Was na wycieczkę jachtem - powiedziałam, gdy znaleźliśmy się przy naszej łódce - Cały dzień będziemy dzisiaj odpoczywać, pływać w oceanie i pić zimne drinki. A gdy będziecie głodni zamówimy obiad tutaj. Co Wy na to?
- Genialne.
- Szacun.
Słyszałam zadowolenie w ich głosach. Cieszyłam się, że jednak spodobał im się mój plan.
- Więc zapraszam - powiedziałam.
Właściciel jachtu podał mi rękę i pomógł wejść na pokład. Zespół wszedł zaraz za mną.
- Możemy ruszać - zwróciłam się do sternika.
- Tam gdzie zawsze? - zapytał.
- Tak, nawet w jeszcze bardzie odludne miejsce, jeśli znasz takie - odpowiedziałam z uśmiechem, nie chciałam, żeby ktoś rozpoznał chłopaków - Wszystko na jachcie jest do Waszej dyspozycji - powiedziałam do zespołu, a chwilę potem jacht wypłynął z przystani.
Zeszłam pod pokład, żeby zostawić swoje rzeczy i ubrania. Gdy wróciłam, chłopcy wylegiwali się już na słońcu w samych spodenkach.
- Takie niespodzianki mógłbym dostawać codziennie - rozmarzył się Tom, gdy zajmowałam miejsce dla siebie obok niego.
- Nie przyzwyczajajcie się - ostrzegłam ich, a wszyscy spojrzeli na mnie z udawanym smutkiem.
- Woow, nieźle wyglądasz - usłyszałam Maxa.
- Noo, nieźle to mało powiedziane - dodał Tom - Ćwiczysz? - zapytał po chwili.
- Ćwiczyłam, jakiś czas temu chodziłam regularnie na siłownię - odpowiedziałam szczęśliwa, że ktoś docenił moją pracę.
Zaczęłam ćwiczyć, gdy zaczęliśmy się z Williamem spotykać. On był wysportowany z kaloryferem na brzuchu, a ja w pewnym momencie wyglądałam jak chodzący kościotrup. Nie mogłam przytyć, więc postanowiłam, że pójdę na siłownię i popracuję nad swoimi mięśniami. Rok ciężkiej harówki na siłowni przyniósł niespodziewanie dobre efekty. Miałam zaokrąglone kształty tam gdzie trzeba, a na brzuchu można było zauważyć delikatnie zarysowane mięśnie. Według Willa wyglądałam obłędnie.
- Ja się wcale nie dziwię, że tylu facetów się za Tobą ogląda - kontynuował Tom.
- Nawet właściciel jachtu - dodał Siva - Jak wchodziłaś pożerał Cię wzrokiem.
- Nie powiem, żeby mi się to nie podobało - odpowiedziałam szczerze, bo jako kobieta lubiłam, gdy mężczyźni się za mną oglądali, rosło wtedy moje poczucie wartości.
- Kokietka - usłyszałam od Maxa i uśmiechnęłam się tylko do niego w odpowiedzi.
Potem przez dłuższą chwilę, zanim dopłynęliśmy w ciche miejsce moi towarzysze nie byli zbyt rozmowni. Popijali zimne drinki i odpoczywali. W pewnym momencie dało się nawet słyszeć ciche pochrapywanie.
- Co oni wczoraj świętowali? - zapytałam Nathana, który w porównaniu do reszty siedział oparty z rękami splecionymi na karku.
- Podejrzewam, że korzystali z ostatnich wolnych chwil. Za kilka dni zacznie się niezła harówka - dodał bez przekonania.
- Nie cieszysz się?
- Oczywiście, że się cieszę. Jesteśmy tutaj, w ciągu miesiąca objedziemy wszystkie stany. Nagramy nową płytę, wypuścimy teledyski - odpowiedział - Ale z drugiej strony, będzie tylko praca, na nic innego nie będzie czasu.
- Poradzicie sobie, wierzę w Was - powiedziałam chcąc trochę podnieść Natha na duchu i uśmiechając się do niego.
- Dzięki Alex, miło mi to słyszeć - powiedział w chwili, gdy spojrzeliśmy sobie w oczy - Ja chciałbym....
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił właściciel jachtu, a ja speszona szybko odwróciłam wzrok.
Dziękowałam w duchu, że przerwał nam w odpowiednim momencie. Wiedziałam, że gdybym dłużej patrzyła Nathanowi w oczy mogłabym się w nich zatracić. Ale z drugiej strony byłam bardzo ciekawa, co chciał mi powiedzieć. Kątem oka zauważyłam, że nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy.
- Obudźmy chłopaków - zaczęłam nieśmiało - Pójdziemy popływać.
Ciężko było dobudzić towarzystwo. Patrząc na nich byłam ciekawa ile alkoholu wlali w siebie poprzedniego wieczoru, że byli tak zmęczeni. Max, Tom i Jay chcieli spać dalej, Siva obudził się najszybciej. Na szczęście Nathan wiedział, jak z nimi postępować. Gdy usłyszeli tylko hasło "konkurencja" wszyscy jak na jeden gwizdek wskoczyli do wody. Dalej już było tylko słychać głośne i radosne przekrzykiwania się. Po chwili obserwacji zespołu i ja dołączyłam do nich w wodzie. Byliśmy blisko klifów, z których świetnie skakało się do oceanu z wyższej wysokości.
- Chodźcie, coś Wam pokażę! - zawołałam i zaczęłam płynąć do brzegu, by
po chwili już wspinać się na klif po nierównym zboczu. Chłopcy ruszyli moim śladem.
- Mam nadzieję, że nie macie lęku wysokości? - zapytałam ale nie usłyszałam sprzeciwu - W takim razie czeka nas świetna zabawa! - zawołałam i odwróciłam się do nich plecami.
Wzięłam rozbieg i skoczyłam w dół.
- Wariatka! - usłyszałam głos któregoś z chłopaków, by po chwili zanurzyć się w chłodnym oceanie. Nie musiałam długo czekać, aż chłopaki pójdą moim śladem. Po kilkudziesięciu minutach dobrej zabawy i kilkunastu skokach wróciliśmy zmęczeni na pokład jachtu.
- Było super! - zawołał Tom.
- Dawno się tak świetnie nie bawiłem! - wtórował mu Jay.
- Naprawdę, Alex, szacun - zaczął Max - Cieszę się, że nas tu zabrałaś.
- A ja cieszę się, że Wam się podobało - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem - Teraz zamówimy obiad - oznajmiłam podając im ulotki z najlepszej restauracji na promenadzie przy przystani.
Zebrałam zamówienia i zeszłam pod pokład, żeby w ciszy i na spokojnie zamówić jedzenie. Dobrze zrobiłam, bo gdy wróciłam z powrotem Max z Tomem głośno się o coś sprzeczali nie dając nikomu dojść do słowa.
- Co im się stało? - zapytałam pozostałe towarzystwo.
- Kłócą się o samochód - odparł Siva.
- A jest o co? - dopytywałam, ale wzruszyli tylko rękami nie chcąc brać w tym udziału.
Musiałam sama się dowiedzieć. Gdy Max i Tom dalej się kłócili o klasykę i nowoczesność samochodów zabrałam im telefon, na którym pokazywali sobie zdjęcia.
- Poważnie? - zapytałam ze zdziwieniem widząc dwie marki samochodów.
- A co Ty możesz wiedzieć? - oburzył się Tom, który obstawał za nowoczesnością Audi - Jesteś kobietą, nie znasz się.
- Nie znam się? No to muszę Cię zmartwić kolego - zaczęłam lekko oburzona - Każdy zmotoryzowany wie, że Audi nie ma się co równać z klasyką Forda Mustanga - oznajmiłam, a wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni - Tak się składa, że jedno z tych cacek jest w moim posiadaniu.
Nie wiem czemu, ale gdy to powiedziałam spojrzałam na Nathana. To była moja zguba, bo w tamtej chwili zapomniałam o Bożym świecie. Chłopak stał oparty o barierki jachtu z rękami opartymi na biodrach. Po jego opalonym ciele spływały jeszcze ostatnie krople wody odbijające blask słońca. Dopiero teraz zauważyłam widocznie zarysowane mięśnie brzucha. Straciłam rozum, dosłownie. Nie interesowało mnie nawet to, że wszyscy mi się teraz przyglądają. I te jego niebieskie oczy wpatrujące się we mnie. Nie mogłam kontrolować swojego ciała, chciałam do niego podejść i go dotknąć. Ale zakręciło mi się w głowie i się zachwiałam. To właśnie on zareagował najszybciej i pomógł mi usiąść. A skóra w miejscach, w których mnie dotknął przyjemnie mrowiła.
- Alex... Alex, co się dzieje? - próbował do mnie dotrzeć - Dajcie jej zimnej wody! - zawołał do przyjaciół.
Po chwili podano mi wodę, a ja wypiłam ją duszkiem. Chłód dobrze na mnie działał, ale to było stanowczo za mało.
- Jesteś rozpalona, Alex, co Ci jest? - próbował dalej dowiedzieć się.
- Dajcie mi kostki lodu - poprosiłam w końcu cicho.
Gdy je otrzymałam przyłożyłam je sobie do karku. To było to czego w tej chwili potrzebowałam.
- Zaraz mi przejdzie - oznajmiłam widząc ich pytające spojrzenia.
- Co się stało? - zapytał Jay.
- Nie wiem - skłamałam za wszelką cenę nie patrząc na Nathana - Zakręciło mi się po prostu w głowie. Już mi przeszło.
- A wracając do naszej rozmowy - zaczął Max - Czy ja się przesłyszałem?
- Nie przesłyszałeś się, mam w garażu czerwonego Forda Mustanga...
- Kłamiesz - wtrącił Tom.
- Nie kłamie - tym razem odezwał się Nathan zaskakując wszystkich, nawet mnie.
- Skąd to możesz wiedzieć? - kontynuował Tom.
- Znam Alex wystarczająco długo - odpowiedział Nath wprost.
- Mówiłem - zaczął Jay - Stara miłość nie rdzewieje, tylko patrzeć jak się zejdą, a wtedy ja wygram zakład...
- Co takiego?! - zawołaliśmy razem z Nathanem.
Nie miałam siły się w tej chwili z nimi kłócić ani tym bardziej wnikać w ten głupi zakład. Byłam cholernie zła, Nathan chyba też. Postanowiłam się do nich więcej tego dnia nie odezwać. Usiadłam wygodniej na leżaku i odwróciłam się plecami do zespołu. Obiadu nie byłam w stanie zjeść całego, tylko pobawiłam się widelcem, mój żołądek był zbyt ściśnięty żebym mogła coś przełknąć. Popijałam tylko kolejne drinki, lecz nawet one nie przynosiły mi ukojenia. Czułam na sobie wzrok Natha, kiedy szłam po kolejnego drinka ale było mi wszystko jedno. I tak nie odezwał się do mnie ani słowem od momentu wyznania Jaya. Zabrałam drinka i zeszłam pod pokład po telefon. Były na nim tylko wiadomości od Williama, który raportował mi na bieżąco, co działo się w firmie. Chociaż w ciągu dnia ani razu nie pomyślałam o pracy to byłam mu bardzo wdzięczna, że pamiętał o mnie i mojej obsesji, by mieć nad wszystkim kontrolę.
- Jeszcze się pytacie co mi jest?! - usłyszałam nagle podniesiony głos Nathana docierający do kajuty poprzez uchylone okienko - Nie interesuje mnie Wasz zakład! Przestańcie mieszać się w moje sprawy z Alex! Nie widzicie, że za każdym razem wszystko psujecie? Nie osaczajcie jej i pozwólcie pracować. Nie zauważyliście, jaka była na pierwszym spotkaniu, a jak zachowywała się dzisiaj? Chociaż się zmieniła, oczywiście na ogromny plus pod każdym względem, to jest prawdziwa Alex, którą znam ja...
Z wrażenia po tym, co usłyszałam usiadłam. A serce, myślałam, że wyskoczy mi z piersi.
- Nie interesuje mnie jak, ale chcę, żebyście ją przeprosili i okazali szacunek - kontynuował nieświadomy, że wszystko słyszę - Gdyby nie Alex nie byłoby mnie tutaj. To ona kazała mi wyjechać i spełniać marzenia. Pozwoliła mi odejść, chociaż wiem, że nie było to dla niej łatwe.
- Teraz rozumiemy, dlaczego uciekałeś do Gloucester - powiedział Siva -
Gdy wracałeś byłeś szczęśliwy, wtedy tak naprawdę byłeś sobą. Nikt nie zna Cię lepiej niż Alex, chyba nawet my po tylu latach nie znamy Cię jeszcze z tej strony.
- Dlatego pozwólcie sobie ją poznać taką jaka jest naprawdę. Bez głupich żartów, zakładów, docinek i bez swatania. Pozwólcie, żeby sprawy biegły swoim rytmem. To będzie najlepsze, co możecie dla mnie zrobić. Nasze losy były zawiłe, rozstaliśmy się w momencie, o ile można to tak nazwać biorąc pod uwagę, że oficjalnie nigdy nie byliśmy razem, kiedy pozwoliła mi wyjechać. Straciliśmy kilka lat ale dostaliśmy dobrą lekcję, teraz oboje wiemy, co chcemy od życia.
- Zobaczysz chłopie, wszystko się ułoży - pocieszał przyjaciela Tom.
- Może nie były to najlepsze metody ale chcieliśmy Ci pomóc. I niech tak będzie, nie będziemy już się wtrącać - dodał Max.
- Nie wiem tylko, jak to widzi Alex... - zaczął Nathan.
- Wydaje mi się, że to Ty powinieneś zrobić pierwszy krok - powiedział Siva - Po tym co opowiadałeś to Alex zawsze stała murem za Tobą, teraz odwróć role.
- Dzięki chłopaki - odpowiedział Nath - Pójdę po Alex, niedługo dopłyniemy do portu.
Siedziałam jak sparaliżowana. Nie spodziewałam się, że usłyszę coś takiego. Było mi gorąco, a alkohol szumiał w głowie. Więc kiedy chłopak stanął w wejściu do kajuty wiedziałam co chcę zrobić.
- Alex... - zaczął, a kiedy zobaczył mój wyraz twarzy zrozumiał, że wszystko słyszałam.
Nie wiedział co powiedzieć, nie spodziewał się. Patrzył mi w oczy szukając jakiegoś znaku. Odstawiłam szklankę z drinkiem. Pod wpływem impulsu pewnym krokiem podeszłam do Nathana. Zarzuciłam mu obie ręce na kark i zanim zdążył jakkolwiek zareagować pocałowałam go. Dopiero po chwili odwzajemnił pocałunek, nasze języki znalazły wspólny rytm, a Nath mocno objął mnie w pasie. To było niesamowite uczucie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak za tym tęskniłam, za ustami Nathana na moich. Chyba czuł to samo, bo po chwili przejął inicjatywę, popchnął mnie na ścianę i przygwoździł swoim ciałem tak, że nie mogłam się ruszyć. Lecz w tej chwili mi to zupełnie nie przeszkadzało. Całował inaczej niż ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy w jego domu w Gloucester. Bił od niego taki żar i namiętność, że byłabym w stanie zrobić dla niego wszystko o co by poprosił. To już nie był ten sam chłopak. Był pewnym siebie mężczyzną, i widziałam to w jego ruchach i słowach. Niesamowicie mnie pociągał i cieszyłam się, że w tej jednej chwili był mój.
- I tak, i nie - powiedziałam - Nie przyjdę dziś do pracy.
- Co takiego? - zapytał z niedowierzaniem - Przecież Ty nigdy nie miałaś ani jednego dnia wolnego. Nie poznaję Cię. Ale z drugiej strony, podoba mi się ta nowa, szalona Alex. Przy najbliższej okazji podziękuję Twojemu chłopakowi.
- Nathan to nie jest mój chłopak. Poza tym, muszę nawiązać z nim nić porozumienia, żebyśmy mogli razem pracować - odpowiedziałam szczerze.
Max z Tomem jasno wyrazili swoją opinię, nie chcieli pracować z kimś tak oficjalnym jak ja. Wiedziałam też, że szefowi zależało na tej transakcji, więc postanowiłam dopasować się do ich sposobu bycia.
- Już dobrze. Zajmę się wszystkim w firmie.
- Dziękuję, jesteś kochany - powiedziałam.
- Mógłbym się przyzwyczaić - zaśmiał się Will i zaczął ze mną flirtować - Mam nadzieję, że mi to wynagrodzisz w jakiś sposób.
- Pomyślę.
- Czekam niecierpliwie - powiedział.
Pożegnaliśmy się i rozłączyliśmy. Następnie postanowiłam napisać wiadomość do Nathana.
"Dzień dobry. Co dziś robicie, macie jakieś plany?"
Wysłałam i zostało mi czekać na odpowiedź. W tym czasie poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Parę minut później dostałam wiadomość.
"Witaj. Słyszałem, że nic. Chłopaki chcą odpocząć. N."
Lubiłam tą pojedynczą literkę na końcu każdej wiadomości. Kiedyś tak się podpisywaliśmy, żeby w razie, gdy ktoś sprawdzi nam telefon zachować naszą intymną znajomość w tajemnicy.
"Więc powiedz im, żeby ubrali się plażowo i spotkajmy się o 10. Adres wyślę Ci w następnej wiadomości. To niespodzianka."
Po chwili wysłałam mu adres przystani i zadzwoniłam, żeby zarezerwować jacht na cały dzień.
"Dobrze, będziemy. N."
Gdy odczytałam wiadomość wróciłam do pokoju, by się przebrać i przygotować. Założyłam swoje najlepsze bikini, na to spodenki i koszulkę. Na stopy wciągnęłam adidasy. Do plażowej torby spakowałam ręcznik i obydwie komórki, na wszelki wypadek. Związałam włosy w koka i wyszłam z mieszkania. Postanowiłam pieszo dotrzeć do przystani. Byłam przed czasem. Znalazłam nasz jacht i porozmawiałam chwilę z właścicielem, nadal młodym lecz starszym ode mnie o 2-3 lata mężczyzną. Punktualnie o 10 wyszłam na przeciw moim gościom.
- Co masz dla nas za niespodziankę? - usłyszałam od Jaya zamiast powitania.
- A może tak najpierw dzień dobry - przywitałam się ale nie usłyszałam odpowiedzi.
Jedynie Nathan i Siva uśmiechnęli się do mnie.
- Witaj - powiedział Nath - Nie zwracaj na nich uwagi. Po tym co zastałem w domu nieźle wczoraj pobalowali.
- Żal Ci? - zapytał zgryźliwie Tom.
- Ani trochę - odparł Nathan i posłał mi porozumiewawczy uśmiech, który odwzajemniłam.
- Dobrze - zaczęłam widząc zbolałe miny Maxa, Toma i Jaya - Chodźcie za mną - poprosiłam - Mamy piękny dzień, więc zabieram Was na wycieczkę jachtem - powiedziałam, gdy znaleźliśmy się przy naszej łódce - Cały dzień będziemy dzisiaj odpoczywać, pływać w oceanie i pić zimne drinki. A gdy będziecie głodni zamówimy obiad tutaj. Co Wy na to?
- Genialne.
- Szacun.
Słyszałam zadowolenie w ich głosach. Cieszyłam się, że jednak spodobał im się mój plan.
- Więc zapraszam - powiedziałam.
Właściciel jachtu podał mi rękę i pomógł wejść na pokład. Zespół wszedł zaraz za mną.
- Możemy ruszać - zwróciłam się do sternika.
- Tam gdzie zawsze? - zapytał.
- Tak, nawet w jeszcze bardzie odludne miejsce, jeśli znasz takie - odpowiedziałam z uśmiechem, nie chciałam, żeby ktoś rozpoznał chłopaków - Wszystko na jachcie jest do Waszej dyspozycji - powiedziałam do zespołu, a chwilę potem jacht wypłynął z przystani.
Zeszłam pod pokład, żeby zostawić swoje rzeczy i ubrania. Gdy wróciłam, chłopcy wylegiwali się już na słońcu w samych spodenkach.
- Takie niespodzianki mógłbym dostawać codziennie - rozmarzył się Tom, gdy zajmowałam miejsce dla siebie obok niego.
- Nie przyzwyczajajcie się - ostrzegłam ich, a wszyscy spojrzeli na mnie z udawanym smutkiem.
- Woow, nieźle wyglądasz - usłyszałam Maxa.
- Noo, nieźle to mało powiedziane - dodał Tom - Ćwiczysz? - zapytał po chwili.
- Ćwiczyłam, jakiś czas temu chodziłam regularnie na siłownię - odpowiedziałam szczęśliwa, że ktoś docenił moją pracę.
Zaczęłam ćwiczyć, gdy zaczęliśmy się z Williamem spotykać. On był wysportowany z kaloryferem na brzuchu, a ja w pewnym momencie wyglądałam jak chodzący kościotrup. Nie mogłam przytyć, więc postanowiłam, że pójdę na siłownię i popracuję nad swoimi mięśniami. Rok ciężkiej harówki na siłowni przyniósł niespodziewanie dobre efekty. Miałam zaokrąglone kształty tam gdzie trzeba, a na brzuchu można było zauważyć delikatnie zarysowane mięśnie. Według Willa wyglądałam obłędnie.
- Ja się wcale nie dziwię, że tylu facetów się za Tobą ogląda - kontynuował Tom.
- Nawet właściciel jachtu - dodał Siva - Jak wchodziłaś pożerał Cię wzrokiem.
- Nie powiem, żeby mi się to nie podobało - odpowiedziałam szczerze, bo jako kobieta lubiłam, gdy mężczyźni się za mną oglądali, rosło wtedy moje poczucie wartości.
- Kokietka - usłyszałam od Maxa i uśmiechnęłam się tylko do niego w odpowiedzi.
Potem przez dłuższą chwilę, zanim dopłynęliśmy w ciche miejsce moi towarzysze nie byli zbyt rozmowni. Popijali zimne drinki i odpoczywali. W pewnym momencie dało się nawet słyszeć ciche pochrapywanie.
- Co oni wczoraj świętowali? - zapytałam Nathana, który w porównaniu do reszty siedział oparty z rękami splecionymi na karku.
- Podejrzewam, że korzystali z ostatnich wolnych chwil. Za kilka dni zacznie się niezła harówka - dodał bez przekonania.
- Nie cieszysz się?
- Oczywiście, że się cieszę. Jesteśmy tutaj, w ciągu miesiąca objedziemy wszystkie stany. Nagramy nową płytę, wypuścimy teledyski - odpowiedział - Ale z drugiej strony, będzie tylko praca, na nic innego nie będzie czasu.
- Poradzicie sobie, wierzę w Was - powiedziałam chcąc trochę podnieść Natha na duchu i uśmiechając się do niego.
- Dzięki Alex, miło mi to słyszeć - powiedział w chwili, gdy spojrzeliśmy sobie w oczy - Ja chciałbym....
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił właściciel jachtu, a ja speszona szybko odwróciłam wzrok.
Dziękowałam w duchu, że przerwał nam w odpowiednim momencie. Wiedziałam, że gdybym dłużej patrzyła Nathanowi w oczy mogłabym się w nich zatracić. Ale z drugiej strony byłam bardzo ciekawa, co chciał mi powiedzieć. Kątem oka zauważyłam, że nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy.
- Obudźmy chłopaków - zaczęłam nieśmiało - Pójdziemy popływać.
Ciężko było dobudzić towarzystwo. Patrząc na nich byłam ciekawa ile alkoholu wlali w siebie poprzedniego wieczoru, że byli tak zmęczeni. Max, Tom i Jay chcieli spać dalej, Siva obudził się najszybciej. Na szczęście Nathan wiedział, jak z nimi postępować. Gdy usłyszeli tylko hasło "konkurencja" wszyscy jak na jeden gwizdek wskoczyli do wody. Dalej już było tylko słychać głośne i radosne przekrzykiwania się. Po chwili obserwacji zespołu i ja dołączyłam do nich w wodzie. Byliśmy blisko klifów, z których świetnie skakało się do oceanu z wyższej wysokości.
- Chodźcie, coś Wam pokażę! - zawołałam i zaczęłam płynąć do brzegu, by
po chwili już wspinać się na klif po nierównym zboczu. Chłopcy ruszyli moim śladem.
- Mam nadzieję, że nie macie lęku wysokości? - zapytałam ale nie usłyszałam sprzeciwu - W takim razie czeka nas świetna zabawa! - zawołałam i odwróciłam się do nich plecami.
Wzięłam rozbieg i skoczyłam w dół.
- Wariatka! - usłyszałam głos któregoś z chłopaków, by po chwili zanurzyć się w chłodnym oceanie. Nie musiałam długo czekać, aż chłopaki pójdą moim śladem. Po kilkudziesięciu minutach dobrej zabawy i kilkunastu skokach wróciliśmy zmęczeni na pokład jachtu.
- Było super! - zawołał Tom.
- Dawno się tak świetnie nie bawiłem! - wtórował mu Jay.
- Naprawdę, Alex, szacun - zaczął Max - Cieszę się, że nas tu zabrałaś.
- A ja cieszę się, że Wam się podobało - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem - Teraz zamówimy obiad - oznajmiłam podając im ulotki z najlepszej restauracji na promenadzie przy przystani.
Zebrałam zamówienia i zeszłam pod pokład, żeby w ciszy i na spokojnie zamówić jedzenie. Dobrze zrobiłam, bo gdy wróciłam z powrotem Max z Tomem głośno się o coś sprzeczali nie dając nikomu dojść do słowa.
- Co im się stało? - zapytałam pozostałe towarzystwo.
- Kłócą się o samochód - odparł Siva.
- A jest o co? - dopytywałam, ale wzruszyli tylko rękami nie chcąc brać w tym udziału.
Musiałam sama się dowiedzieć. Gdy Max i Tom dalej się kłócili o klasykę i nowoczesność samochodów zabrałam im telefon, na którym pokazywali sobie zdjęcia.
- Poważnie? - zapytałam ze zdziwieniem widząc dwie marki samochodów.
- A co Ty możesz wiedzieć? - oburzył się Tom, który obstawał za nowoczesnością Audi - Jesteś kobietą, nie znasz się.
- Nie znam się? No to muszę Cię zmartwić kolego - zaczęłam lekko oburzona - Każdy zmotoryzowany wie, że Audi nie ma się co równać z klasyką Forda Mustanga - oznajmiłam, a wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni - Tak się składa, że jedno z tych cacek jest w moim posiadaniu.
Nie wiem czemu, ale gdy to powiedziałam spojrzałam na Nathana. To była moja zguba, bo w tamtej chwili zapomniałam o Bożym świecie. Chłopak stał oparty o barierki jachtu z rękami opartymi na biodrach. Po jego opalonym ciele spływały jeszcze ostatnie krople wody odbijające blask słońca. Dopiero teraz zauważyłam widocznie zarysowane mięśnie brzucha. Straciłam rozum, dosłownie. Nie interesowało mnie nawet to, że wszyscy mi się teraz przyglądają. I te jego niebieskie oczy wpatrujące się we mnie. Nie mogłam kontrolować swojego ciała, chciałam do niego podejść i go dotknąć. Ale zakręciło mi się w głowie i się zachwiałam. To właśnie on zareagował najszybciej i pomógł mi usiąść. A skóra w miejscach, w których mnie dotknął przyjemnie mrowiła.
- Alex... Alex, co się dzieje? - próbował do mnie dotrzeć - Dajcie jej zimnej wody! - zawołał do przyjaciół.
Po chwili podano mi wodę, a ja wypiłam ją duszkiem. Chłód dobrze na mnie działał, ale to było stanowczo za mało.
- Jesteś rozpalona, Alex, co Ci jest? - próbował dalej dowiedzieć się.
- Dajcie mi kostki lodu - poprosiłam w końcu cicho.
Gdy je otrzymałam przyłożyłam je sobie do karku. To było to czego w tej chwili potrzebowałam.
- Zaraz mi przejdzie - oznajmiłam widząc ich pytające spojrzenia.
- Co się stało? - zapytał Jay.
- Nie wiem - skłamałam za wszelką cenę nie patrząc na Nathana - Zakręciło mi się po prostu w głowie. Już mi przeszło.
- A wracając do naszej rozmowy - zaczął Max - Czy ja się przesłyszałem?
- Nie przesłyszałeś się, mam w garażu czerwonego Forda Mustanga...
- Kłamiesz - wtrącił Tom.
- Nie kłamie - tym razem odezwał się Nathan zaskakując wszystkich, nawet mnie.
- Skąd to możesz wiedzieć? - kontynuował Tom.
- Znam Alex wystarczająco długo - odpowiedział Nath wprost.
- Mówiłem - zaczął Jay - Stara miłość nie rdzewieje, tylko patrzeć jak się zejdą, a wtedy ja wygram zakład...
- Co takiego?! - zawołaliśmy razem z Nathanem.
Nie miałam siły się w tej chwili z nimi kłócić ani tym bardziej wnikać w ten głupi zakład. Byłam cholernie zła, Nathan chyba też. Postanowiłam się do nich więcej tego dnia nie odezwać. Usiadłam wygodniej na leżaku i odwróciłam się plecami do zespołu. Obiadu nie byłam w stanie zjeść całego, tylko pobawiłam się widelcem, mój żołądek był zbyt ściśnięty żebym mogła coś przełknąć. Popijałam tylko kolejne drinki, lecz nawet one nie przynosiły mi ukojenia. Czułam na sobie wzrok Natha, kiedy szłam po kolejnego drinka ale było mi wszystko jedno. I tak nie odezwał się do mnie ani słowem od momentu wyznania Jaya. Zabrałam drinka i zeszłam pod pokład po telefon. Były na nim tylko wiadomości od Williama, który raportował mi na bieżąco, co działo się w firmie. Chociaż w ciągu dnia ani razu nie pomyślałam o pracy to byłam mu bardzo wdzięczna, że pamiętał o mnie i mojej obsesji, by mieć nad wszystkim kontrolę.
- Jeszcze się pytacie co mi jest?! - usłyszałam nagle podniesiony głos Nathana docierający do kajuty poprzez uchylone okienko - Nie interesuje mnie Wasz zakład! Przestańcie mieszać się w moje sprawy z Alex! Nie widzicie, że za każdym razem wszystko psujecie? Nie osaczajcie jej i pozwólcie pracować. Nie zauważyliście, jaka była na pierwszym spotkaniu, a jak zachowywała się dzisiaj? Chociaż się zmieniła, oczywiście na ogromny plus pod każdym względem, to jest prawdziwa Alex, którą znam ja...
Z wrażenia po tym, co usłyszałam usiadłam. A serce, myślałam, że wyskoczy mi z piersi.
- Nie interesuje mnie jak, ale chcę, żebyście ją przeprosili i okazali szacunek - kontynuował nieświadomy, że wszystko słyszę - Gdyby nie Alex nie byłoby mnie tutaj. To ona kazała mi wyjechać i spełniać marzenia. Pozwoliła mi odejść, chociaż wiem, że nie było to dla niej łatwe.
- Teraz rozumiemy, dlaczego uciekałeś do Gloucester - powiedział Siva -
Gdy wracałeś byłeś szczęśliwy, wtedy tak naprawdę byłeś sobą. Nikt nie zna Cię lepiej niż Alex, chyba nawet my po tylu latach nie znamy Cię jeszcze z tej strony.
- Dlatego pozwólcie sobie ją poznać taką jaka jest naprawdę. Bez głupich żartów, zakładów, docinek i bez swatania. Pozwólcie, żeby sprawy biegły swoim rytmem. To będzie najlepsze, co możecie dla mnie zrobić. Nasze losy były zawiłe, rozstaliśmy się w momencie, o ile można to tak nazwać biorąc pod uwagę, że oficjalnie nigdy nie byliśmy razem, kiedy pozwoliła mi wyjechać. Straciliśmy kilka lat ale dostaliśmy dobrą lekcję, teraz oboje wiemy, co chcemy od życia.
- Zobaczysz chłopie, wszystko się ułoży - pocieszał przyjaciela Tom.
- Może nie były to najlepsze metody ale chcieliśmy Ci pomóc. I niech tak będzie, nie będziemy już się wtrącać - dodał Max.
- Nie wiem tylko, jak to widzi Alex... - zaczął Nathan.
- Wydaje mi się, że to Ty powinieneś zrobić pierwszy krok - powiedział Siva - Po tym co opowiadałeś to Alex zawsze stała murem za Tobą, teraz odwróć role.
- Dzięki chłopaki - odpowiedział Nath - Pójdę po Alex, niedługo dopłyniemy do portu.
Siedziałam jak sparaliżowana. Nie spodziewałam się, że usłyszę coś takiego. Było mi gorąco, a alkohol szumiał w głowie. Więc kiedy chłopak stanął w wejściu do kajuty wiedziałam co chcę zrobić.
- Alex... - zaczął, a kiedy zobaczył mój wyraz twarzy zrozumiał, że wszystko słyszałam.
Nie wiedział co powiedzieć, nie spodziewał się. Patrzył mi w oczy szukając jakiegoś znaku. Odstawiłam szklankę z drinkiem. Pod wpływem impulsu pewnym krokiem podeszłam do Nathana. Zarzuciłam mu obie ręce na kark i zanim zdążył jakkolwiek zareagować pocałowałam go. Dopiero po chwili odwzajemnił pocałunek, nasze języki znalazły wspólny rytm, a Nath mocno objął mnie w pasie. To było niesamowite uczucie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak za tym tęskniłam, za ustami Nathana na moich. Chyba czuł to samo, bo po chwili przejął inicjatywę, popchnął mnie na ścianę i przygwoździł swoim ciałem tak, że nie mogłam się ruszyć. Lecz w tej chwili mi to zupełnie nie przeszkadzało. Całował inaczej niż ostatnim razem, kiedy się widzieliśmy w jego domu w Gloucester. Bił od niego taki żar i namiętność, że byłabym w stanie zrobić dla niego wszystko o co by poprosił. To już nie był ten sam chłopak. Był pewnym siebie mężczyzną, i widziałam to w jego ruchach i słowach. Niesamowicie mnie pociągał i cieszyłam się, że w tej jednej chwili był mój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz