Głowa pulsowała niemiłosiernie, a ciało ciążyło. Lekko uniosłam powieki, żeby chronić oczy przed jasnym światłem. Gdy moje oczy już przyzwyczaiły się do światła rozejrzałam się wokół. Leżałam na kanapie w swoim mieszkaniu. Próbowałam sobie przypomnieć, jak się tu znalazłam, a gdy to do mnie dotarło i przypomniałam sobie słowa Nathana ponownie zakręciło mi się w głowie. Powoli usiadłam i sięgnęłam po szklankę z wodą stojącą na stoliku.
- Wyjaśnijmy coś sobie - usłyszałam podniesiony głos Nathana - Nie interesuje mnie co Was łączy. Nie masz zielonego pojęcia, co przeszliśmy z Alex...
- Wyjaśnijmy coś sobie - usłyszałam podniesiony głos Nathana - Nie interesuje mnie co Was łączy. Nie masz zielonego pojęcia, co przeszliśmy z Alex...
- Nie wspomniała o Tobie ani jednym słowem przez te lata naszej znajomości, więc może nie było o czym mówić - przerwał mu William również podniesionym głosem.
Cicho odstawiłam szklankę z powrotem na stolik i podniosłam się z kanapy. Skierowałam się do kuchni, skąd dochodziły głosy rozmowy.
- Nie muszę znać Waszej historii, żeby coś zauważyć - kontynuował Will - Nie możesz tak wpadać sobie po latach, jakby nic się nie stało i wymagać od niej, żeby za Ciebie wyszła. Co za niedorzeczny pomysł!
- Może i niedorzeczny! - krzyknął Nath - Ale nie mogę pozwolić znowu jej odejść. Ostatni raz pozwoliłem jej na to pięć lat temu. Wyjechała do LA, a potem zniknęła. Szukałem jej, a gdy mi się to udało zobaczyłem, jak świetnie sobie radzi. Dlatego postanowiłem zostawić ją w spokoju. Chociaż cholernie mnie to bolało postanowiłem tym razem zrobić coś dla niej, dać jej przestrzeń, czas. Chciałem, żeby odnalazła siebie, swoje marzenia. Obserwowałem ją przez te wszystkie lata. Wiedziałem o wszystkim, co działo się w jej życiu...
- Tak naprawdę nie wiesz nic o Alex - przerwał mu William - Wiem, że przez cały czas obserwował ją Twój detektyw. Ale wystarczyło przekupić go odpowiednią kwotą, żeby jadł mi z ręki i przekazywał Ci tylko to, na co mu pozwoliłem. Nie znasz osoby, jaką stała się Alex przez te pięć lat...
Z każdym słowem rozpadałam się coraz bardziej, byłam oniemiała. Nie miałam pojęcia, że ktoś cały czas za mną chodził i mnie obserwował. Z jednej strony cieszyłam się ze słów Nathana, że nadal chciał walczyć. Z kolei na Willa byłam wściekła, nie podejrzewałam go o coś takiego.
- Wystarczy William! - przerwałam stanowczym tonem wchodząc do kuchni i mierząc mężczyznę wzrokiem.
Mężczyźni stali na przeciwko siebie oparci rękami po obu stronach wyspy kuchennej gotowi skoczyć sobie do gardeł. Musiałam to przerwać jak najszybciej. Widziałam na twarzy Willa satysfakcję, jednak nie mogłam pozwolić, żeby wyjawił szczegóły mojego drugiego życia.
- Nathan - zwróciłam się do mężczyzny - Przepraszam Cię, ale najpierw muszę wyjaśnić sprawy z Willem, więc lepiej będzie jak już pójdziesz - widziałam w jego oczach smutek i żal - Sama do Ciebie zadzwonię, dobrze? - Nath na chwilę zamknął oczy jednocześnie zaciskając szczękę, jakby się powstrzymywał przed powiedzeniem czegoś.
Po chwili skinął mi głową na znak zgody. Odprowadziłam go do drzwi. Nathan zatrzymał się w holu, wziął kilka głębokich oddechów.
- Przepraszam, Alex... Przepraszam Cię za wszystko - powiedział cicho - Pamiętaj, że tym razem nie pozwolę Ci odejść, zrobię dla Ciebie wszystko, choćby nie wiem, co się działo będziesz moja - oznajmił, po czym podszedł do mnie, objął ramieniem i pocałował w czoło.
Tym gestem wlał w moje serce tak wielką miłość, że w tej chwili czułam się jak na haju, to było niesamowite uczucie. Nie wiele myśląc zarzuciłam mu jedną rękę na kark, drugą obejmując go w talii i przysuwając do swojego ciała jak najbliżej złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Chłopak od razu odwzajemnił ten gest jeszcze mocniej mnie do siebie przytulając.
- Idź już - powiedziałam przerywając pocałunek - Zadzwonię do Ciebie w odpowiednim czasie, obiecuję - dodałam i musnęłam jego wargi swoimi, a po chwili Nathan wyszedł.
Wzięłam trzy głębokie wdechy i wróciłam do kuchni. William stał oparty o blat z rękami założonymi na piersi.
- Wreszcie - odezwał się pierwszy kpiarskim tonem - Już myślałem, że będziecie się pieprzyć w tym korytarzu...
Podeszłam do niego i niewiele myśląc uderzyłam go w twarz.
- Co to do cholery miało być! - krzyknęłam - Myślałam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, że jestem wolna! Obiecałeś mi to, więc po co teraz do tego wracasz!
Mężczyzna spojrzał na mnie i uśmiechnął się drwiąco. Podszedł do mnie sprawiając, że to ja teraz opierałam się o blat.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie, Kotku - powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu jednocześnie łapiąc moją twarz swoimi palcami tak, żebym patrzyła mu w oczy - Sytuacja się zmieniła, moja obietnica już nie obowiązuje - kontynuował, a w moich oczach pojawiły się łzy - Kto raz wejdzie do tego świata, zostaje w nim już na zawsze. Będziesz dalej dla mnie pracować, ale na nowych zasadach. Dziś wieczorem jest ważny bankiet, na którym będziesz mi towarzyszyć. Bądź gotowa, samochód po Ciebie przyjedzie - powiedział puszczając moją twarz, a następnie skierował się do wyjścia.
- Will - zatrzymałam go - Dlaczego... Dlaczego mi to robisz? - zapytałam przez łzy.
Spojrzał na mnie już delikatnym wzrokiem.
- Znasz ten świat, poza tym, decyzja nie należy do mnie - oznajmił już wiele spokojniejszym głosem - Dowiesz się na bankiecie, będzie chciał z Tobą rozmawiać. ON wie, gdzie jest Twój syn, nie pozwoli Ci teraz odejść, dopiero co Cię znalazł. W tym świecie więzy krwi są nie do zerwania, nie uciekniesz od swojego przeznaczenia. Pomogę Ci ale za wszelką cenę trzymaj swoich przyjaciół z dala od tego bałaganu - zakończył i wyszedł.
Już nie powstrzymywałam łez, pozwoliłam im płynąć. Osunęłam się na podłogę głośno płacząc. Już myślałam, że w końcu mam poukładane życie, a teraz, w jednej chwili, koszmar sprzed 1,5 roku wrócił, i to ze zdwojoną siłą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz