Punktualnie o 20 zeszłam przed apartamentowiec. Czekał tam na mnie czarny elegancki samochód, o który opierał się William. Stał tam ubrany w czarny garnitur, szyty na miarę, z rękami w kieszeniach oraz pogrążony we własnych myślach.
- Wyglądasz pięknie - powiedział, gdy mnie zobaczył, po czym odepchnął się od samochodu i podszedł do mnie podając mi swoje ramię.
- Wyglądasz pięknie - powiedział, gdy mnie zobaczył, po czym odepchnął się od samochodu i podszedł do mnie podając mi swoje ramię.
Nie skomentowałam jego słów. Ze strachu miałam zbyt ściśnięte gardło. Nie chciałam iść na ten bankiet, ale musiałam zrobić to dla mojego syna, musiałam o niego dbać. Will otworzył przede mną drzwi i pomógł mi wsiąść, a chwilę później zajął miejsce obok mnie.
- Alex, posłuchaj mnie uważnie - zaczął, gdy samochód ruszył - Nie mogę Ci nic zdradzić, Don Ci wyjaśni wszystko. Chcę Cię tylko uprzedzić, że to bardzo ważny wieczór dla Twojego ojca. Będą tam bardzo niebezpieczne osoby, dlatego nie odstępuj mnie na krok, muszę mieć na Ciebie oko. Z nikim nie rozmawiaj, po prostu mi dziś towarzysz. Zrozumiałaś?
Skinęłam mu głową.
- Od dziś Twoje życie się zmieni, ale obiecuję Ci, że Ty i Diego jesteście pod moją ochroną. Nawet teraz Twojego syna pilnują moi zaufani ludzie - kontynuował, gdy nic nie odpowiedziałam - Wiem, jak się boisz i, że nic nie rozumiesz ale jestem tu i Ci pomogę - zakończył i złapał moją dłoń w swoją próbując dodać mi otuchy.
1,5 roku temu poznałam drugą twarz Williama, gdy na moich oczach zabił mężczyznę, który jakimś sposobem poznał moją prawdziwą tożsamość, a o której nawet ja nie wiedziałam, i dzięki temu chciał zająć miejsce głowy tutejszej mafii, jak się okazało, mojego prawdziwego ojca. Will mnie wtedy ochronił. Powiedział mi wtedy, że mój biologiczny ojciec jest szefem bardzo niebezpiecznej organizacji i kazał zapomnieć o tej sytuacji. Zabronił pytać o cokolwiek i szukać jakichkolwiek informacji. Zaszantażował mnie wtedy wiedzą o Diego. Mówił, że to dla naszego dobra i bezpieczeństwa, żebym żyła jak dotychczas. Bardzo się go przestraszyłam ale w końcu mu zaufałam. Postawił mi jednak warunek, musiałam nauczyć się bronić dla siebie i syna. W tym celu sam uczył mnie różnych technik samoobrony. Pomimo mojego sprzeciwu nauczył mnie również, jak atakować przeciwnika oraz jak strzelać z broni. Dał mi nawet jeden pistolet, który z odrazą schowałam w najgłębszym miejscu mojej garderoby wierząc naiwnie, że do niczego mi się nie przyda. Przez ten czas William nawet jednym słowem nie wrócił do tamtej sytuacji, a ja żyłam jak na tykającej bombie...
Co do Diega, o ciąży dowiedziałam się na krótko przed przylotem do Miami, dlatego nikt nie poznał prawdy, nawet Jessica. Gdy chłopiec się urodził było mi bardzo ciężko. Studia skończyłam z najlepszymi wynikami, a także z wielkim wysiłkiem, a doszła jeszcze opieka nad niemowlakiem. To właśnie dzięki studiom znalazłam dobrą pracę. I wtedy musiałam podjąć bardzo trudną decyzję. Musiałam oddać Diego do takiej jakby szkoły z internatem dla maluchów, w której miał opiekę dniem i nocą przez cały rok, a ja mogłam go odwiedzać kiedy tylko chciałam. Szła na to większa połowa mojej wypłaty, więc żeby opłacić rachunki, wynajmowane mieszkanie i jedzenie musiałam pracować dorywczo weekendami. W tamtej chwili była to najlepsza rzecz, jaką mogłam dla niego zrobić. Gdy zarabiałam już wystarczająco i miałam więcej czasu, myślałam o tym, żeby zabrać Diega i w końcu zamieszkać razem jak rodzina. Lecz ze względu na sytuację z Willem wszystko przesunęło się w czasie. Postanowiłam jeszcze poczekać, żeby nie narażać mojego syna...
Na samo wspomnienie przez moje ciało przeszedł dreszcz. Im bliżej byliśmy tym strach coraz bardziej ściskał moje gardło, trzęsły mi się ręce. A gdy wysiadłam z samochodu ledwo mogłam ustać na własnych nogach. William wprowadził mnie do środka po czerwonym dywanie.
- Chodź, nie możesz tak wyglądać - powiedział do mnie, po czym zaprowadził nas do baru, gdzie zamówił dwa drinki - Pij.
Wzięłam szklankę i bez zastanowienia wypiłam zawartość duszkiem krzywiąc się na uczucie palenia w gardle. Gdy odstawiłam pustą szklankę Will podsunął mi drugą ręką nakazując mi, żebym również wypiła.
- Musisz wejść tam pewna siebie z podniesioną głową - powiedział do mnie cicho - Nie możesz pokazać strachu. Wiem, że to trudne ale musisz pokazać swoją wyższość i władzę, jaką ma Twoja rodzina, chociaż jeszcze nikt o Tobie nie wie - instruował mnie - Jestem przy Tobie, od teraz działamy razem.
William znał ten świat, więc postanowiłam mu zaufać. Postanowiłam stawić czoła swojemu życiu i po raz pierwszy poznać biologicznego ojca. Miałam prawo w końcu poznać prawdę o sobie. Wzięłam kilka głębokich wdechów, chwyciłam Willa pod ramię i przez wysokie drzwi weszliśmy do ogromnej sali balowej. Oczy wszystkich zebranych skierowały się w naszą stronę. Mój towarzysz kroczył dumnie przez środek sali, a ja starałam się dotrzymać mu kroku z klasą i wdziękiem. Wszyscy schodzili nam z drogi. Słyszałam zaciekawione szepty, chcieli wiedzieć, kim jestem. Nim się obejrzałam podeszliśmy do wysokiego, postawnego mężczyzny. Na pierwszy rzut oka widać było, jak bardzo jest niebezpieczny i jaką władzę sobą reprezentował.
- Williamie - mężczyzna odezwał się pierwszy głębokim głosem jednocześnie podając mu dłoń.
- Vincencie - przywitał się Will wyciągając swoją dłoń - Przedstawiam Ci Alex - dodał zwracając uwagę mężczyzny na mnie.
Podałam mu swoją dłoń na przywitanie, a Vincent przysunął ją do swoich ust, by złożyć na niej pocałunek. Wtedy nasze oczy spotkały się po raz pierwszy, a ja już wiedziałam, że przede mną stoi mój ojciec, głowa tutejszej mafii....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz