piątek, 2 listopada 2012

Czwórka.

Rano, po orzeźwiającym prysznicu, już całkiem ubrana w luźną koszulkę i dresy i ogarnięta, zeszłam na dół.  W domu panowała grobowa cisza. Obeszłam wszystkie pomieszczenia, nikogo więcej nie było, zostałam sama. W kuchni, na lodówce magnesem była przyklejona karta od mamy.
„Z tatą jesteśmy w pracy, wrócimy wieczorem. A Chris ma dziś zawody w nogę, więc nie mam pojęcia kiedy wróci. Obiad masz w lodówce, przygrzej sobie – Mama” przeczytałam z karteczki. Z tym obiadem mogła sobie darować, nie jestem małą dziewczynką, poradzę sobie.
Na śniadanie zrobiłam sobie kanapki i herbatę. Podczas posiłku obmyśliłam plan na dzisiejsze przedpołudnie. Umyłam naczynia, z których korzystałam i wróciłam do swojego pokoju, gdzie czekały już na mnie walizki. Pierwszym zadaniem było rozpakowanie się i zrobienie prania. Nastawiłam dwie pralki z brudnymi ubraniami, a resztę ułożyłam na półkach. Zajęło mi to lekko ponad godzinę, nie spieszyłam się, nie było powodu. Gdy zakończyłam tą czynność poszłam do łazienki wyjąć pranie, a następnie na poddasze rozwiesić je.
Do spotkania z Horanem miałam jeszcze jakieś cztery godzinki ale musiałam załatwić jeszcze jedną sprawę na mieście, więc postanowiłam wyjść wcześniej. Przebrałam się w jeansowe rurki, biały top oraz koszulę w czarno-niebieską kratę na krótki rękaw, którą zawiązałam pod biustem. Komórkę, teczkę z potrzebnymi dokumentami i portfel wrzuciłam do torby. Zeszłam do przedpokoju, gdzie na nogi wciągnęłam biało-niebieskie Air Maxy. Założyłam ciepłą kurtkę, owinęłam szyję szalikiem, rękawiczki na dłonie, kaptur na głowę, w końcu to początek lutego, a temperatura daje dużo do życzenia. Przewiesiłam torebkę przez ramię i wyszłam na zewnątrz…
Maszerowałam szybkim krokiem ulicami Londynu. Zmierzałam na posterunek policji. Powód? Od niepamiętnych czasów marzy mi się pracować w policji lub w ochronie, najlepiej jakichś znanych osobistości. Dlatego też potrzebne mi było szkolenie, na które pojechałam do Irlandii. Dziś postanowiłam zanieść dokumenty, które zaświadczały o moim uczestnictwie oraz ocenę od prowadzącego grupę. Te wszystkie papiery umożliwią mi starania o pozwolenie na broń oraz o posadę w policji. Ciągle wyobrażam sobie siebie, stojącą w jej szeregach, w mundurze. Mam nadzieję, że ten dzień nadejdzie lada moment…
Ku mojemu zdziwieniu sprawy biurowe załatwiłam w dość szybkim tempie. Teraz miałam tylko czekać na telefon z informacją o rozpoczęciu szkolenia na strzelnicy. Posterunek opuściłam w świetnym humorze i tym razem obrałam kierunek: Nandos. Miałam jeszcze sporo czasu do umówionej godziny, więc szłam spacerkiem. Przechadzałam się również po parku dla zabicia czasu. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że podświadomie przyglądam się pewnej kobiecie i jakiemuś mężczyźnie. Spacerowali trzymając się za ręce. Jednak w pewnym momencie zatrzymali się, stanęli naprzeciw siebie szepcząc słodkie słówka. W efekcie mężczyzna pocałował swoją ukochaną. Na koniec, tym razem objęci, ruszyli dalej. Stałam wodząc za nimi wzrokiem, a w mojej wyobraźni pojawiały się obrazy mnie i Nathana na miejscu tej pary. Moje oczy zaszkliły się od łez. Nie czekając dłużej ani chwili opuściłam park i ruszyłam szybkim krokiem do Nandos. W tym czasie w mojej głowie biły się myśli…
Kretynko, o czym ty marzysz? Nathan jest teraz sławnym piosenkarzem, może mieć dziewczyn na pęczki. Na pewno nie wybierze Ciebie, cichej dziewczyny z Gloucester. Zresztą, on już wybrał. Teraz jest z jakąś Lily. Na pewno jest piękna i bardziej zasługuje na jego miłość. A ja, mimo, że darzę go wielkim uczuciem, bezgraniczną miłością, nie zachowam się jak ostatnia suka niszcząc ich związek, a usunę się w cień dla jego dobra. Miałam Nathana tylko dla siebie przez 10 lat, widocznie wyczerpałam już swój limit i teraz nadeszła pora, by się to zmieniło. Nie dam rady więcej sama się okłamywać… Mimo wszystko kocham go i kochać będę zawsze…
- Alex! – usłyszałam za plecami głos, który jednocześnie wyrwał mnie z zadumy.
Odwróciłam się i ujrzałam Nialla wysiadającego z samochodu. Nawet się nie spostrzegłam, że dotarłam na miejsce.
- Niall! – zawołałam uradowana i rzuciłam się chłopakowi w ramiona – Cieszę się, że Cię widzę. Nawet nie masz pojęcia, jak brakowało mi naszych wspólnych rozmów – oznajmiłam.
- Też tęskniłem – powiedział – Ale dziś mamy całe popołudnie tylko dla siebie i mam nadzieję, że przez ten czas wszystko nadrobimy.
- Z pewnością! – rzekłam i trzymając się za ręce weszliśmy do środka.
Zajęliśmy stolik, który blondyn wcześniej zarezerwował w cichym kącie sali. Zamówiliśmy jedzenie i pogrążyliśmy się w rozmowie. Minuty mijały, za oknami robiło się już ciemno, a my nadal rozmawialiśmy, żartowaliśmy, śmialiśmy się. W duchu dziękowałam Bogu, że poznałam tego wiecznie uśmiechniętego blondyna, dzięki któremu wszystkie troski i zmartwienia schodziły na dalszy plan albo okazywały się śmieszne i banalne. Niall był przyjacielem idealnym, ufałam mu we wszystkim, powierzałam tajemnice, wiedział również o Nathanie. Zawsze słuchał mnie uważnie, nie przerywał i często doradzał, odwdzięczałam mu się tym samym. Wiedziałam jedno, dziewczyna, którą wybierze Niall będzie najszczęśliwszą na świecie, bo nikt nie jest tak czuły i romantyczny jak on…
- Kurwa – usłyszałam przekleństwo przyjaciela, które bardzo mnie zaskoczyło, bo nigdy nie bluźnił.
- Co jest? – zapytałam.
- Nie odwracaj się – ostrzegł mnie – Zgadnij kto przyszedł.
- Nie mam pojęcia, więc oświeć mnie – poprosiłam.
- Nath z Lily.
- Jeszcze ich tu brakowało – oznajmiłam.
Od tej chwili rozmowa nam się nie kleiła, tak jakby każde z nas żyło we własnym świecie. Było to dziwne uczucie, bo jeszcze nigdy nam się to nie zdarzyło, nigdy nie brakowało tematów do rozmowy. Przyjrzałam się uważnie przyjacielowi. Widziałam jak nerwowo bawi się sztućcami lub ukradkiem spogląda gdzieś w głąb pomieszczenia.
- Niall, co się dzieje? – zapytałam.
- Nic.
- Znamy się już jakiś czas, więc widzę, że coś jest grane. Przede mną nie musisz kłamać ani udawać.
Chłopak tak jakby udał, że mnie nie słyszy, a ja nie chciałam na niego naciskać, jeśli będzie chciał to sam mi powie.
- Ehh – westchnął – Niech będzie, powiem Ci – odparł i wyjął z kieszeni swój portfel.
Kolejno z portfela wyjął małą fotografię, którą mi podał. Wzięłam ją w palce i ujrzałam u boku Nialla piękną dziewczynę, brunetkę, z długimi, lekko falującymi włosami. Jej skóra była opalona, a oczy brązowe.  Pomimo wielkich różnic w wyglądzie, a wręcz kontrastu, idealnie do siebie pasowali. Zresztą, po zdjęciu i ich oczach widać było, że coś między nimi jest…
- To jest dziewczyna, w której się zakochałem, lecz ona wybrała innego – oznajmił blondyn – Ma na imię Lily, a jej wybrankiem jest Nathan. Oboje są teraz w Nandos, czego ja nie mogę znieść, więc jak tylko skończę jeść opuszczam ten lokal – poinformował mnie ze złością w głosie.
- Czyli oboje jesteśmy w czarnej dupie, oboje wystawieni i zranieni przez ukochanych nam ludzi…
- Chodźmy stąd, nie chcę na to patrzeć, to za bardzo boli – poprosił Niall z wyraźnym bólem i żalem w oczach.
Zgodziłam się. Zapłaciliśmy za nasze zamówienia i wstaliśmy od stolika.
- Niall, zapomniałeś zdjęcia – powiedziałam zabierając fotografię ze stolika.
- Nie chcę jej, wyrzuć ją – odpowiedział i wyszedł.
Schowałam zdjęcie do kieszeni i również opuściłam lokal po drodze rzucając ukradkowe spojrzenie na Nathana i Lily, którzy nie zauważyli naszej obecności w najlepsze zajęci sobą. Poczułam ukłucie bólu. Ani on, ani ona ani trochę nie zasługiwali na miłość moją i Nialla. Może wspólnymi siłami uda nam się zapomnieć o przeszłości, zapomnieć o tych, którzy nas zranili i ułożyć sobie lepsze życie…



No i jest :)
Dziś mam święto ^^ Właśnie dziś obchodzę rok w #TWFamily <333
Boże, jak ten czas szybko zleciał... Tyle rzeczy się wydarzyło, poznałam tyle świetnych osób... Dziękuję za wszystko ;***

+ Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, podajcie mi swoje nicki na tt :)


piątek, 26 października 2012

Trójka.

Zeszłam do przedpokoju, gdzie założyłam kurtkę i adidasy i wyszłam do ogrodu odetchnąć świeżym, wieczornym powietrzem. Zrobiłam rundkę wokół domu i usiadłam na bujanej huśtawce. Wokół mnie panowała cisza, którą przerwał dźwięk dzwoniącej komórki. Spojrzałam na wyświetlacz i uśmiechnęłam się szeroko.
- Cześć Niall! – przywitałam się z chłopakiem.
- Witaj! – usłyszałam po drugiej stronie uradowany głos blondyna.
- Cieszę się, że dzwonisz – kontynuowałam.
- Mi też miło. Dzwonię w dwóch sprawach – oznajmił i na chwilę przerwał – Po pierwsze, przepraszam, że nie było mnie na lotnisku. Ostatnio mamy mnóstwo pracy, nagrywamy nowe piosenki i ciężko mi się wyrwać – powiedział już znacznie smutniejszym głosem.
- Oh Niall, rozumiem. Naprawdę, nic się nie stało ale mam nadzieję, że szybko się spotkamy – oznajmiłam.
- Właśnie to jest ta druga sprawa. Masz jutro czas? Nawet jeśli nie, to sobie załatw, proszę. Chciałbym się z tobą jutro spotkać, to mój jedyny wolny dzień w tym tygodniu.
- Oczywiście, że mam jutro czas, nawet jeśli dla Ciebie zawsze go znajdę – powiedziałam z radością – Powiedz tylko gdzie i o której.
- W Nandos o 14? – zapytał.
- Świetnie, na pewno będę – obiecałam.
- A jak Ci minęła podróż? – dopytywał Niall.
- Dobrze, na szczęście obeszło się bez turbulencji… - przerwałam, gdy zobaczyłam Natha opierającego się o drzewo – Przepraszam ale muszę kończyć, opowiem Ci wszystko jutro – oznajmiłam.
- Ok, więc do zobaczenia jutro. Pa – pożegnał się chłopak.
Rozłączyłam się, a komórkę z powrotem schowałam do kieszeni. Podkuliłam nogi objęłam je rękoma, spojrzałam na Nathana. Nasze oczy spotkały się na chwilę. Chłopak odczekał chwilę i ruszył w moją stronę.
- Masz chwilę? – zapytał.
Kiwnęłam głową jako potwierdzenie. Brunet usiadł obok mnie. W tym samym czasie do moich nozdrzy wdarł się zapach jego perfum. Moje serce przyspieszyło swoje bicie. To był odruch bezwarunkowy, nic nie mogłam na to poradzić. W sposób, w jaki działał na mnie Nath doprowadzał mnie do szaleństwa, istnego obłędu. W życiu bym nie pomyślała, że mogłabym się zakochać w najlepszym kumplu z piaskownicy. Prawda jest taka, że gdybym nie namówiła go do wzięcia udziału w przesłuchaniach do zespołu nigdy by nie wyjechał i nigdy bym się w nim nie zakochała. Ta odległość, myśl, że go straciłam, wszystko się zmieniło…
Teraz przez moje myśli kolejno przelatywały obrazy ze wszystkich wspólnym wieczorów spędzonych w jaskini, ze wszystkich wspólnie spędzonych nocy. Spotykaliśmy się po kryjomu z dwóch powodów. Pierwszym było to, że nie chciałam aby jego siostra wiedziała o naszych schadzkach, a po drugie oboje nie chcieliśmy, by wszystko wyszło na jaw, to była nasza wielka tajemnica…
- Chciałbym z tobą porozmawiać ale nawet nie wiem, od czego zacząć – oznajmił chłopak wyrywając mnie z zamyślenia.
Nie odezwałam się, czekałam aż sam zacznie.
- Więc… - zaczął – Mój związek z Lily… Głupio wyszło…
- Nie tłumacz się – przerwałam mu – To twoje życie, zrobiłeś jak uważałeś.
- To wyszło tak nagle, spontanicznie…
- Nie, widocznie chciałeś tego. Znudziła Ci się zabawa mną i znalazłeś sobie inną…
- Nie prawda! Zawsze wszystko z mojej strony było szczere – tym razem Nathan mi przerwał.
- Nie okłamujmy się, nigdy nie traktowałeś mnie poważnie – kontynuowałam, a w moich oczach zabłysły łzy.
Spojrzałam na niego wzrokiem pełnym bólu i wstałam z huśtawki.
- Dobrze wiesz, że to nieprawda. Prawdą natomiast jest to, że między nami nadal coś jest. I nawet jeśli zaprzeczysz będę wiedział, że kłamiesz…
- To jest teraz nieistotne. Masz dziewczynę, jesteś szczęśliwy, więc trzymaj się tego, a mnie zostaw w spokoju – oznajmiłam tym samym kończąc rozmowę.
Odwróciłam się na pięcie i wyszłam za furtkę zostawiając Nathana samego, pogrążonego we własnych myślach. Wodził za mną wzrokiem, czułam to, jego wzrok jest bardzo przeszywający, dopóki nie zniknęłam za rogiem ulicy. Potem puściłam się biegiem do parku niedaleko domu, z moich oczy płynęły łzy. Nie mogłam ich powstrzymać. Wreszcie usiadłam na pierwszej lepszej ławce.
- Kocham Nathana! Kocham tego kretyna! – krzyczało moje serce poprzez usta – Zabawił się mną, wykorzystał, a na końcu zranił i teraz oczekuje cudu?! Zachowuje się jak nastolatek, który sam nie wie, czego chce. Sława uderzyła mu do głowy… Pieprzony gwiazdor! Muszę o nim zapomnieć, uwolnić się z tej cholernej miłości… - mówiłam sama do siebie.
Ciągle płakałam. Sądząc po ilości łez po makijażu nie zostało nic. Mniejsza o to, teraz priorytetem było dla mnie to, by ułożyć sobie życie tak, by nie było w nim miejsca dla Natha. I tak między nami nic nie będzie, za bardzo mnie zranił. Sam nawet nie raczył mi powiedzieć, że ma dziewczynę. Wszystkiego dowiedziałam się z gazet…
Zaczął padać deszcz, z początku tylko kropił, lecz potem zamienił się w ulewę. Ostanowiłam wrócić do domu. Znów biegłam, w kilka minut pokonałam drogę do domu. Jak burza wpadłam do środka, zrzuciłam z siebie mokrą kurtkę, buty i od razu poszłam do swojego pokoju. Goście, pomimo już późnej pory nadal byli, rodzice i państwo Sykes w najlepsze siedzieli sobie w salonie popijając wino. Najpierw zahaczyłam o łazienkę zmyć resztki makijażu. Przechodziłam przy pokoju Chrisa. Drzwi były otwarte i ukradkiem zajrzałam do środka. Christopher, Nathan i Jessica siedzieli na podłodze i grali w jakąś grę.
- Alex, chcesz z nami zagrać? – zapytał Chris widząc mnie.
I te zielono-niebieskie oczy patrzące wprost na mnie…
- Nie, dzięki. Jestem zmęczona, idę do siebie – odpowiedziałam pospiesznie i zniknęłam w swoim pokoju.
Rzuciłam się na łóżko. Próbowałam oczyścić umysł ze wszystkich dręczących mnie myśli, na darmo. Pragnęłam zasnąć, niestety też bez skutku. Minuty mijały, co jakiś czas przekręcałam się z boku na bok.
Usłyszałam, że drzwi frontowe otwierają się i zamykają. A chwilę później jakieś głosy za oknem. Podeszłam do niego i przez firankę obserwowałam sytuację na zewnątrz. Goście żegnali się, Nathan stał oparty o samochód. Patrzyłam na niego, nie potrafiłam inaczej…
Wszyscy wsiedli do samochodu i odjechali. Po moim policzku spłynęła jeszcze jedna samotna łza. Wróciłam do łóżka, wreszcie, całkowicie przybita zasnęłam… 




Mało komentujecie :( Może moje opowiadanie się nie podoba? Pewnie tak.
Nie ważne ile osób to czyta i tak dokończę tą historię. Uważam, że jest zbyt ciekawa, by pozostała tylko w mojej wyobraźni :)


niedziela, 21 października 2012

Dwójka.

Ślimaczym krokiem i z nietęgą miną powłóczyłam nogami za Christopherem. Cichaczem wślizgnęliśmy się do przedpokoju, ściągnęłam kurtkę i adidasy i już miałam wejść na schody na piętro, gdy usłyszałam mamę.
- Alex! – zawołała – Jak dobrze Cię znów widzieć!
- Dzięki mamo – powiedziałam pod nosem robiąc facepalma – Też się cieszę – dodałam już głośniej z udawaną radością i odwzajemniłam uścisk kobiety.
- Idź przywitaj się z ojcem i gośćmi i zaraz zawołam Was na kolację – instruowała mnie mama.
Kiwnęłam głową, że zrozumiałam, wzięłam głęboki oddech i weszłam do salonu. Chris już tam był. Oczy wszystkich zwróciły się na mnie. To było dość krępujące.
- Dobry wieczór – przywitałam się – Cześć tato – powiedziałam i przytuliłam mężczyznę.
Następnie podeszłam kolejno do państwa Sykes i podałam im rękę posyłając im przy tym uśmiech. Te małżeństwo to naprawdę bardzo sympatyczni ludzie, zawsze darzyłam ich wielkim szacunkiem. Szkoda tylko, że ich dzieci nie odziedziczyły po nich charakteru. Z Nathanem i Jessicą również się przywitałam ale było to z przymusu i od niechcenia. Zajęłam jedyne wolne miejsce na kanapie, akurat przy Nathcie, co cholernie mi przeszkadzało, i zaraz zostałam zasypana masą pytań dotyczących mojego pobytu w Irlandii. Cierpliwie odpowiadałam na wszystkie, dziewiętnastolatek i blondynka nie odzywali się ani słowem, na całe ich szczęście. Wreszcie całą szopkę przerwała mama wzywająca wszystkich na kolację.
Zajęłam swoje miejsce przy stole, gdy usłyszałam słowa mamy gdzieś za sobą.
- Nathan siadaj przy Alex, na pewno macie sobie dużo do opowiedzenia – oznajmiła.
- Raczej nie – powiedziałam z ironią po raz pierwszy tego wieczoru patrząc chłopakowi w jego zielono-niebieskie oczy, jednak szybko odwróciłam wzrok, żeby się w nich nie zatracić.
Mamo! Do Twojej wiadomości, my nie mamy o czym rozmawiać! Nie mam zamiaru zamienić z nim ani jednego słowa! – krzyczałam w myślach. Co to ma być w ogóle? Bawi się w swatkę, czy co? Postanowiłam jak najszybciej zjeść kolację i wyemigrować do swojego pokoju. Rodzice zawzięcie dyskutowali z państwem Sykes, więc w duchu liczyłam, że nie zauważą mojej nieobecności. Właśnie skończyłam swój posiłek, gdy pani Sykes oznajmiła do mojej mamy:
- Alex i Nathan ładnie by się razem prezentowali, nie uważasz? – na jej słowa zakrztusiłam się sokiem, który popijałam, a Nathowi wypadł widelec z dłoni, lecz żadne z nas się nie odezwało, zostawiliśmy to bez komentarza.
Zabrałam swój talerz i wstając od stołu spojrzałam na Nathana z ironią. My? Razem? Dobry żart naszych mam, zresztą, mają nieaktualne informacje. Zaniosłam talerz do kuchni i poszłam na górę do swojego pokoju, po drodze wstępując do łazienki. Otworzyłam drzwi do pokoju i zobaczyłam w nim nieproszonego gościa.
- Co tu robisz? – zapytałam pośpiesznie Jessicę – Nie pamiętam, żebym Cię zapraszała – dodałam.
- Przyszłam wyjaśnić kilka sprawa – oznajmiła i w najlepsze rozsiadła się na łóżku.
- Więc słucham, bo nie mam czasu – powiedziałam siadając naprzeciw niej.
- Chodzi o Natha – poinformowała mnie blondynka.
- O niego? W takim razie nie mamy o czym rozmawiać, więc wynoś się – oznajmiłam.
- Ależ mamy – kontynuowała Jess – Nie wtrącaj się w jego związek z Lily. Bo jeśli się dowiem, że próbujesz coś spieprzyć między nimi to masz przerąbane. Tak, to jest groźba – dodała widząc moją minę.
- Jess, wcale się nie zmieniłaś, nadal jesteś taką samą wredną suką. Pewnie nadal prowadzasz się z tymi ćpunami, prawda? – zapytałam ale dziewczyna nie odpowiedziała na moje pytanie – Twoi rodzice i braciszek wiedzą? Ciekawe co by powiedzieli, gdyby poznali prawdę…
Nie dokończyłam, gdyż blondynka znalazła się przy mnie wymierzając mi policzek.
- Zamknij się! – krzyknęła niezbyt głośno – Radzę Ci trzymać buzię na kłódkę – oznajmiła wyraźnie wkurzona, z kolei ja się śmiałam.
- Jesteś zabawna, wiesz? – powiedziałam, uderzenie wcale mnie nie bolało, a jej zachowanie śmieszyło.
- Ciekawe, czy będzie Ci do śmiechu, gdy powiem kilku osobom, by mieli Cię na oku – zastanawiała się głośno szesnastolatka.
- Myślę, że tak – powiedziałam stanowczym i pewnym tonem – To już nie są czasy szkolne, nie boję się Ciebie ani twoich kolegów. Mam wystarczająco siły i odwagi, by się obronić. Nie dam sobą pomiatać kolejny raz. Skończyłam rozmowę, a teraz spadaj – oznajmiłam tym samym otwierając drzwi.
- Jest jeszcze to – odparła i pomachała mi moim pamiętnikiem – Leżał sobie na biurku, więc pozwoliłam sobie do niego zajrzeć. I znalazłam bardzo ciekawą informację.
Stałam osłupiała i patrzyłam, gdy ta otwierała zeszyt.
- Ostatni wpis, pozwól, że zacytuję: „Muszę pozbyć się wszystkich przedmiotów przypominających mi Nathana i stare czasy, kiedy to jeszcze żyliśmy w zgodzie. Na szczęście całe pudło jest schowane w tajemnym miejscu, które znam tylko ja, i zamknięte na klucz.  Nie może w żadnym wypadku dostać się w niczyje ręce, bo to mogłoby zniszczyć życie mi i Nathowi oraz jego karierę. Jeszcze tego brakuje, martwię się o niego. Ale prawda jest taka, że nie jestem taka wredna jak co poniektórzy. Zajmę się tym po powrocie z Irlandii, bo teraz nie mam czasu jechać do Gloucester”…
Z każdym kolejnym wyczytanym słowem we mnie coraz bardziej wrzały emocje. Wreszcie skończyła czytać, a ja niewiele myśląc rzuciłam się w jej stronę i mocno przyparłam ją do ściany. Jessica jęknęła z bólu. Naprawdę mocno ją popchnęłam, bo po pokoju rozległ się huk.
- Myślę, że Nathan nie byłby tym zadowolony – oznajmiła blondynka.
- Nie obchodzi mnie to. Piśnij chociażby słówko, a informacje zebrane przeze mnie przez te kilka lat nie tylko ogłoszą światu prawdę o mnie i Nathanie ale pokażą także, jaka jesteś naprawdę. Radzę Ci uważać. Nie tylko Ty potrafisz zatruć komuś życie…
Nie dokończyłam, bo do pokoju wpadł Chris z Nathanem.
- Co tu się dzieje? – zapytał mój bliźniak patrząc na nas z szokiem w oczach.
- Nic – odparłam puszczając Jessicę – Wyjaśniałyśmy sobie kilka spraw, prawda? – zwróciłam się do blondynki z udawanym uśmiechem.
- Tak – odpowiedziała – Wszystko w porządku.
Widziałam po minach chłopaków, że nie do końca nam uwierzyli, a nawet wcale. Trudno, nie muszą wszystkiego wiedzieć.
Wygoniłam towarzystwo z pokoju, schowałam w bezpiecznym miejscu pamiętnik. Prawa ręka odruchowo powędrowała w stronę mojej szyi, by upewnić się, że klucz do tajemnicy jest na swoim miejscu schowany pod bluzką. Odetchnęłam z ulgą i opuściłam pokój.




Powoli zbliżam się do rozwinięcia akcji :) Może na początku wszystko owiane jest tajemnicą ale mam nadzieję, że póki co da się zrozumieć. Reszta wyjaśni się w trakcie ;D