wtorek, 13 października 2020

Dwudziestka.

 Dokładnie 5 lat później.....

Z kubkiem gorącej, parującej kawy wyszłam na swój duży balkon z zapierającym dech widokiem na ocean. Usiadłam w wygodnym fotelu, wzięłam trzy głębokie wdechy i pozwoliłam swoim myślom pogalopować pierwszy raz od postawienia stopy w Stanach Zjednoczonych. Właśnie dziś, w tym wyjątkowym dniu pozwoliłam sobie wrócić do przeszłości...

             5 lat temu wraz z Jessicą, Christopherem i Mattem, podekscytowani ale zarazem pełni obaw przed tym co nas czeka, wylądowaliśmy w Los Angeles. Pierwsze cztery miesiące były naprawdę bardzo trudne. Nie mieliśmy zbyt dużo kasy, by wynająć drogie mieszkanie. Nie mogliśmy sobie pozwolić, by wszystko od razu wydać, tym bardziej, że ze znalezieniem pracy bywało ciężko, a życie w USA nie należało do tanich.

Pewnego dnia przy kolacji, po tym jak zostałam zwolniona z kolejnej pracy, oznajmiłam swoim przyjaciołom, że chciałabym postawić wszystko na jedną kartę. Od kilku dni analizowałam swój plan i zbierałam się na odwagę, a gdy dostałam emaila z potwierdzeniem musiałam przekazać im dobrą nowinę.

- Posłuchajcie, chciałabym Wam coś oznajmić - zaczęłam niepewnie, a twarze moich przyjaciół zwróciły się w moją stronę.

- Śmiało - zachęcała mnie Jessica.

- Mieszkamy tu dopiero kilka miesięcy ale nie tak wyobrażałam sobie tu moje nowe życie - zrobiłam pauzę by napić się wody, bo ze stresu zaschło mi w gardle. 

Nigdy się tak nie stresowałam jak w tej chwili mimo, że byli przy mnie przyjaciele. Nie dość, że moje życie 5 lat temu wywróciło się o 360 stopni to od przylotu do LA zmieniłam się. Znowu byłam nieśmiałą, cichą dziewczyną, zupełnie jak w szkole średniej, gdy Jess mi dokuczała. W dodatku problemy ze znalezieniem dobrej pracy nie ułatwiały mi niczego. Tym bardziej, gdy słyszałam jak Christoper i Matt co chwilę zmieniali pracę na lepiej płatną. Byli mężczyznami, więc mieli więcej możliwości i większe pole manewru. Dzięki temu szybciej i więcej zarabiali, zaczęli też trochę odkładać. Obaj doszli o wniosku, że chcieliby iść na jakieś kursy, może nawet na studia związane z branżą informatyczną. Wszystko szło w dobrym kierunku, byłam z nich dumna.

Jessica znalazła pracę jako pomoc florystki. Z początku nie była to praca jej marzeń, lecz jak każdy nowy pracownik, zaczęła zdobywać nowe umiejętności. Z każdym kolejnym dniem coraz chętniej chodziła do pracy. Jej szefowa była z niej tak zadowolona, że wysłała ją na kursy doszkalające. Potrzebowała dobrego pracownika na cito, gdyż jej firma zdobywała coraz więcej klientów, coraz więcej ludzi chciało, by kompozycje kwiatowe firmy zdobiły przestrzeń i przyświecały ważnym uroczystościom. Życie blondynki też zaczynało się układać.

- Jestem z Was bardzo dumna, zaczyna się Wam układać i będę trzymać kciuki, żeby spełniły się wszystkie Wasze marzenia. Otóż, może trochę późno ale postanowiłam spróbować i iść na studia. Kilka dni temu wysłałam dokumenty i dziś dostałam odpowiedź. Zostałam studentką kierunku marketingu i reklamy Uniwersytetu w Miami - powiedziałam na jednym wydechu i spuściłam głowę bojąc się reakcji przyjaciół. 

- Gratulacje! - pierwszy odezwał się Christopher i wstał od stołu, żeby do mnie podejść i przytulić.

Wtuliłam się w brata, a w moich oczach pojawiły się łzy ulgi i szczęścia. 

- Naprawdę się bardzo cieszę - kontynuował Chris - Widziałem, że nie czujesz się tutaj za dobrze. Ciężko będzie mi się z Tobą rozstać, tym bardziej, że w tym momencie jesteśmy ze sobą tak blisko jak nigdy wcześniej. Ale zasługujesz na to, by zacząć od nowa. Pamiętaj - odsunął mnie delikatnie od siebie i spojrzał w oczy - Zawsze możesz na mnie liczyć i w razie gdyby coś się działo masz do mnie dzwonić, a wsiądę w pierwszy samolot i przylecę, dobrze?

Na jego słowa uśmiechnęłam się delikatnie.

- Chris ma rację. My z Mattem też się cieszymy. Choć nie ukrywam, że będziemy bardzo tęsknić. Ale z drugiej strony.... lecisz do MIAMI! - ostanie słowo wykrzyczała i również mocno mnie przytuliła - Jak już się tam zadomowisz spodziewaj się nas!

Uścisnęliśmy się wszyscy. Cieszyłam się, że tak to przyjęli oraz, że nie chcieli jechać ze mną. Kochałam ich ale chciałam pobyć sama. Chciałam skupić się całkowicie na sobie, a najbardziej pragnęłam, by wróciła ta uśmiechnięta i pewna siebie, teraz już kobieta, z głową pełną marzeń i planów, z nowym podejściem do życia. 

Gdy wylądowałam na lotnisku w Miami nawet się nie spodziewałam, że moje życie zmieni się po raz kolejny, oczywiście na ogromny plus...

Gdy uniosłam powieki z moich oczu wypłynęła pojedyncza łza. Szybko wytarłam ją wierzchem dłoni. Odstawiłam zimną kawę na stolik i podeszłam do barierki. Oparłam na niej swoje ręce i spojrzałam w dal na błękit oceanu, jednocześnie wdychając morską bryzę i wsłuchując się w szum fal, które działały na mnie kojąco.

- Dzień dobry Pani Alex - usłyszałam cichy głos za sobą.

- Witaj Claro - odwróciłam się i posłałam jej ciepły uśmiech - Prosiłam, żebyś nie mówiła do mnie per Pani. Jestem Alex.

- No dobrze, postaram się - zaczęła nieśmiało - Co mogę dziś dla Ciebie zrobić? - zapytała.

- Dziś jest bardzo ważny dzień w moim życiu, to jest niespodzianka - oznajmiłam - W południe wylądują w Miami moi przyjaciele, kierowca przywiezie ich prosto tutaj. Chciałabym abyś przygotowała dla nich pokoje i coś do jedzenia, aby mogli się odświeżyć i odpocząć po podróży. A wieczorem, myślę, że godzina 20 będzie idealna, przygotuj proszę kolację, chcę ten dzień należycie uczcić - poprosiłam - Ja wrócę około 19.

- Dobrze Alex, zajmę się wszystkim - odpowiedziała.

- Dziękuję Ci Claro - uśmiechnęłam się i pożegnałam.

Weszłam do swojego pokoju i podeszłam do wieszaka, na którym wisiał piękny, czarny kostium i delikatnie dotknęłam go drżącą ręką.

- To już dziś... - powiedziałam do siebie - Po tylu latach ciężkiej pracy udało się...

Jednocześnie cieszyłam się i nie mogłam doczekać tego co miało nastąpić za dwie godziny, a z drugiej strony bardzo się denerwowałam. Zaczynałam nowy etap, wszystko układało się idealnie.

Umalowałam się, włosy lekko pofalowałam i rozpuściłam. Założyłam spodnie od kostiumu, body, które doskonale podkreśliło mój biust, a na to żakiet zapinany na jeden złoty guzik. Wsunęłam stopy w błyszczące szpilki i stanęłam przed lustrem. 

- Noo, Alex, wyglądasz nieziemsko - uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze.

To byłam nowa ja. Czułam się bardzo dobrze, wręcz wyjątkowo.

Dziś pozwoliłam, by czekał na mnie kierowca, który zawiózł mnie prosto pod drzwi mojej firmy. Gdy wysiadłam z samochodu wyprostowałam się i pewnym krokiem weszłam do środka, zmierzając prosto do gabinetu prezesa, gdzie wszyscy mieli już na mnie czekać.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz