Gdy tylko weszłam do mieszkania, zostawiłam swoją torebkę i laptopa na szafce i ruszyłam w kierunku, z którego dochodziły głosy moich przyjaciół. Już nie mogłam się doczekać spotkania z nimi, bo zbyt długo się nie widzieliśmy. Znalazłam ich odpoczywających na balkonie.
- Cześć Kochani! - zawołałam, na co moi przyjaciele zerwali się z leżaków i podeszli by się uściskać.
- Nawet nie masz pojęcia, jak tęskniliśmy! - zawołała Jessica. Kto by pomyślał, że po tym wszystkim, po naszej burzliwej przeszłości się zaprzyjaźnimy.
- Też za Wami tęskniłam. I bardzo ubolewam, że zostaniecie tylko na weekend... - powiedziałam - Ale cały weekend będziemy świętować! Mamy do opicia dwie ważne okazje - oznajmiłam z radością.
- No to opowiadaj! - ekscytował się Christopher.
- Wszystko w swoim czasie - zaczęłam - Zrobimy sobie drinki, usiądziemy i najpierw Wy opowiecie mi, co u Was słychać. A wieczorem przy kolacji ogłoszę Wam dobre nowiny - powiedziałam i wszyscy skierowaliśmy się w stronę barku, by przygotować sobie drinki.
- Alex - usłyszałam głos Carli - Kolacja jest już gotowa.
Zaprosiłam swoich gości do jadalni i zasiedliśmy do stołu. Carla podała nam zaraz pierwsze danie, które zjedliśmy w ciszy.
- Kochani - wstałam z krzesła, gdy Carla przyniosła kieliszki z najdroższym szampanem i zaczęłam mówić - Bardzo zależało mi na tym, żebyście przyjechali do mnie właśnie dziś i jednocześnie przepraszam, że Was do tego zmusiłam, bo mieliście inne plany...
- Nie przejmuj się... - zaczął Matt ale mu przerwałam.
- Proszę, posłuchajcie - poprosiłam - Pierwszy toast wzniesiemy za nasze dzisiejsze spotkanie - cztery kieliszki powędrowały w górę i słychać było delikatne stuknięcie szkła o szkło - Drugi toast wznieśmy za mój awans. Dzisiaj zostałam Dyrektorem ds. reklamy i marketingu - powiedziałam na jednym wdechu.
- O rety, Alex! Gratulacje! - wiwatowali moi przyjaciele.
Gdy wypiliśmy szampana i chwilę ochłonęliśmy Carla podała drugie danie. Tym razem podczas jedzenia rozmowy nie cichły. Zostałam zasypana pytaniami o moją pracę i o to, co działo się u mnie od naszego ostatniego spotkania parę miesięcy temu. Musiałam wszystko ze szczegółami opowiedzieć. Mimo, że staraliśmy się często ze sobą rozmawiać przez telefon lub inne komunikatory, to jednak nie było to samo co na żywo.
Po kolacji i dopiciu szampana rozsiedliśmy się wygodnie w salonie. Carla podała nam desery i ciasta, posprzątała po kolacji i pozwoliłam jej iść do domu odpocząć tym samym nagradzając solidnym napiwkiem. Nie była moją służącą, zawsze sama sprzątałam w mieszkaniu i sobie gotowałam. Ale były dni, takie jak dziś, że odwiedzali mnie przyjaciele, a ja nie miałam czasu, żeby przygotowywać kolację. Zresztą, wolałam czas spędzić z Chrisem, Jessicą i Mattem, niż stać w kuchni i gotować.
- Matt, przygotujesz swoje popisowe drinki? - poprosiłam - Dla mnie może być podwójny. Chciałam z Wami porozmawiać - dodałam, gdy zobaczyłam pytające spojrzenia przyjaciół.
Więc gdy tylko Matt podał mi szklankę od razu wypiłam prawie połowę. Denerwowałam się tym, co zamierzałam właśnie powiedzieć.
- Pamiętacie, co wydarzyło się tego dnia dokładnie pięć lat temu? - zapytałam i ujrzałam zaskoczone twarze moich towarzyszy.
- Całkowicie zapomniałem - usłyszałam cichy głos Christophera.
- Dzisiaj mija okrągłe pięć lat od ogłoszenia wyroku - zaczęłam - Dziś nasz wyrok się zakończył. Wiecie co to oznacza?
- Że możemy wrócić do domu... - zaczęła niepewnie Jessica.
- Tak - przytaknęłam - Pamiętacie, jak po przylocie do USA prosiłam Was, żebyście nie rozmawiali przy mnie o przeszłości, o tym co się stało w Anglii? - pokiwali głowami - Ja od przylotu tutaj ani przez chwilę nie pomyślałam o tamtym życiu, postawiłam gruby mur wspomnieniom. Inaczej nie mogłabym ruszyć do przodu i nie znalazłabym się w tym miejscu - pokazałam rękoma wokół siebie - Tak odmieniona, tak silna i pewna siebie. Kocham Was, dziękuję, że uszanowaliście moją decyzję, mało tego, nie ma słów, którymi mogłabym Wam podziękować za to, że przyjechaliście ze mną... - w moich oczach pojawiły się łzy, wzięłam trzy głębokie oddechy i kontynuowałam - Gdy się rano obudziłam już wiedziałam, co muszę zrobić. Do tej pory żyłam tu, bo musiałam. Dzisiaj wiem, że chcę tu zostać z własnej, nie przymuszonej woli. Mam tu świetną pracę, piękne mieszkanie, wszystko się układa. Wiem też, że dorosłam, wybaczyłam wszystkim. Nadszedł moment, od którego nie będę się bała mówić o przeszłości. To wszystko co się wydarzyło, nie wydarzyło się bez przyczyny, nie ma sensu tego dłużej rozpamiętywać, dlatego teraz zadam Wam kilka pytań - zawahałam się i dopiłam swojego drinka - Powiedzcie mi, za czym albo za kim najbardziej tęsknicie?
Nastąpiła chwila całkowitej ciszy, moi przyjaciele zastanawiali się nad odpowiedzią.
- Chyba zgodzicie się ze mną, że najbardziej brakuje nam naszych rodzin - powiedział Matt.
Christopher pokiwał głową na znak zgody. Natomiast Jessica wpatrywała się w jeden punkt intensywnie nad czymś myśląc.
- Najbardziej? Za Nathanem. Nigdy nie miałam z nim prawdziwej relacji, takiej jaka powinna być między bratem i siostrą....
Wiedziałam, że imię Nathana w pewnym momencie przewinie się w naszej rozmowie. Chociaż od momentu wyjazdu mój mózg automatycznie wyłączał się na jakąkolwiek wzmiankę o nim lub jego zespole. Bardzo ułatwił mi to również fakt, że jego zespół nie był jeszcze aż tak sławny jak w Anglii. Mimo wszystko byłam mile zaskoczona, że przywołanie jego imienia nie wzbudziło we mnie żadnych emocji. Oznaczało to, że z czystym sumieniem mogłam powiedzieć, że ten chłopak został wymazany z mojego serca na zawsze.
- Chris, co słychać u rodziców? - zapytałam brata. Wiedziałam, że od czasu do czasu się z nimi kontaktuje ale nie miałam mu tego za złe.
- Po tym wszystkim byli na Ciebie strasznie wściekli, zresztą sama widziałaś - odpowiedział - Ale chyba im przeszło, bo odkąd dowiedzieli się, że zaczęłaś studia i świetnie radzisz sobie w pracy pytają o Ciebie podczas każdej rozmowy - na jego słowa uśmiechnęłam się delikatnie.
- Wiem, że każde z Was miało kontakt z rodzicami - zaczęłam - Dlatego dziś chciałabym, żebyście mi coś obiecali.
Przyjaciele popatrzyli na siebie i w końcu pokiwali głowami.
- Chcę, żebyście za tydzień o tej porze lądowali już w Londynie - chcieli mi przerwać, lecz im na to nie pozwoliłam - Wystarczająco dużo czasu spędziliście poza domem, bez rodziny. Jestem Wam bardzo wdzięczna ale nie pozwolę Wam tu ze mną dłużej zostać. Chcę, żebyście pojechali chociaż na kilka dni, nie chcę słyszeć żadnych ale. Obiecacie mi to?
Długo się zastanawiali, lecz w końcu cała trójka przystała na moją propozycję. Wiedziałam, że są z tego powodu bardzo szczęśliwi..
- A Ty? - zapytała Jessica.
- Dopiero co dostałam awans, nie mogę sobie tak szybko pozwolić na wyjazd - odpowiedziałam. Była to prawda. A po drugie dla mnie było to jeszcze trochę za wcześnie, musiałam dojrzeć do tej decyzji. W Anglii miałam tylko rodziców, w Miami miałam wszystko. Żyłam tutaj i wiedziałam, że nie wrócę do Londynu na stałe.
Matt przygotował jeszcze po jednym drinku i wznieśliśmy toast za podróż moich przyjaciół. Po tym pożegnaliśmy się i każde z nich rozeszło się do swoich pokoi. Wyszłam na balkon a do mojego nosa wdarł się zapach morskiej bryzy. Już wiedziałam, co zaplanować na jutrzejszy dzień dla moich przyjaciół. Usiadłam na jednym z leżaków i okryłam kocem. Szum fal uspokajał moje myśli, aż poddałam mu się zupełnie i zasnęłam.
Z samego rana zarezerwowałam na cały dzień jacht i skutery wodne. Znałam ich i wiedziałam, że będą zachwyceni perspektywą takiego lenistwa, zimnych drinków, opalania się i kąpieli w oceanie.
W poniedziałek szłam do pracy w wyjątkowo złym humorze. Byłam pewna, że na mój humor wpłynął powrót Jessici, Matta i Christophera do Los Angeles. Ale gdy ten stan utrzymywał się przez prawie kolejne dwa tygodnie i doszły do tego dziwne przeczucia wiedziałam, że coś się wydarzy. Bałam się, bo nie miałam pojęcia co to będzie. William próbował na różne sposoby poprawić mi humor i sprawić, bym zapomniała o wszystkim, bez skutku. Rzuciłam się w wir pracy, pracowałam nawet w domu, żeby zagłuszyć swoje myśli. Na szczęście trochę pomagało.
Środek następnego tygodnia. Tego dnia obudziłam się wypoczęta jak nigdy, pełna energii i dobrego humoru. Cieszyłam się, bo ostatnie tygodnie były dla mnie wyjątkowo ciężkie. Umalowałam się, włosy rozpuściłam, założyłam czerwoną dopasowaną sukienkę z dekoltem, a do tego szpilki z paskami. Całość uzupełniły okulary i torebka.
Weszłam do swojego gabinetu pozwalając by drzwi same się za mną zatrzasnęły, a swoje rzeczy odłożyłam na biurko. Jednak drzwi się nie zamknęły. Odwróciłam się, żeby zobaczyć dlaczego.
- Dzień dobry, Pani Dyrektor - powitał mnie William z uśmiechem na ustach.
- Witaj - odpowiedziałam - Wszystko w porządku? Wczorajsze zlecenia poszły do realizacji?
- Tak, spokojnie, wszystko gra - odpowiedział Will jednocześnie siadając w fotelu na przeciwko mojego biurka i przyglądając się mi - Widzę, że masz dużo lepszy humor niż przez ostatnie tygodnie.
- Tak - oznajmiłam z uśmiechem i również usiadłam w swoim fotelu zakładając nogę na nogę, na co William lekko poluzował swój krawat. Podobało mi się to, jak na niego działałam, dlatego czasami specjalnie go prowokowałam - Czuję, że to będzie dobry dzień.
- W takim razie może uczcimy go jakąś kolacją? - zaproponował.
- Brzmi dobrze - odpowiedziałam wahając się przez chwilę - Ale szczegóły ustalimy potem.
- Podoba mi się, spontaniczne spotkania z Tobą są najciekawsze - powiedział puszczając mi oczko.
- Ale teraz bierzmy się do pracy - oznajmiłam poprawiając okulary i zarzucając włosy do tyłu.
Jednak William podniósł się z fotela i szybkim krokiem podszedł do mnie, po czym odkręcił mój fotel w swoją stronę.
- Mam nadzieję, że ten dzień szybko minie i wieczorem spotkamy się w Twoim mieszkaniu - wyszeptał mi do ucha.
Przygryzłam dolną wargę, na co mężczyzna złapał mnie za rękę nakazując wstać. Sam oparł się o moje biurko, przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta całując namiętnie. Odwzajemniłam pocałunek. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam, aby ten mężczyzna się mną zajął i pomógł odprężyć. William od początku kręcił mnie tylko fizycznie, ale od jakiegoś czasu patrzyłam na niego coraz bardziej przychylnie, lubiłam go coraz bardziej.
- Will, myślałeś kiedyś o tym, co by było, gdyby któreś z nas znalazło sobie partnera, tak całkiem poważnie, z miłości? - zapytałam zanim ugryzłam się w język. To pytanie raz na jakiś czas przewijało się w mojej głowie. Ale nie chciałam znać odpowiedzi, było nam dobrze tak jak jest. Nie chciałam komplikacji.
- Szczerze mówiąc to nie... - zaczął - Jesteś dla mnie ważna na swój sposób. Wiesz, że nigdy nie wierzyłem w takie związki ale chyba się zmieniłem. Najbardziej wkurza mnie, gdy inny facet patrzy na Ciebie tylko jak na obiekt seksualny. Ale nie byłbym zły, gdybyś sobie kogoś znalazła. Po prostu pamiętaj o mnie kiedyś, jak nadal każde z nas będzie samotne nic nie stoi na przeszkodzie, aby .... - zawahał się, chyba trudno było mu powiedzieć to co chciał - No wiesz, znamy się bardzo dobrze... Zawsze lepiej się z kimś zestarzeć niż w samotności, myślę, że byśmy się dogadali i stworzyli fajną rodzinę....
To co usłyszałam wprawiło mnie w zaskoczenie. Znałam go już trochę, tym bardziej byłam zaskoczona tym co powiedział, nie spodziewałam się tego po nim.
- Spokojnie - uspokajał mnie - Nie oświadczam Ci się, po prostu w życiu bywa różnie - uśmiechnął się do mnie.
- Miło mi to wszystko usłyszeć - odpowiedziałam szczerze zadowolona. Miło było słyszeć, że za kilka lat będziemy mogli na siebie liczyć - Dziękuję - powiedziałam tylko, zarzuciłam ręce na jego szyję i pocałowałam go.
- Nie ma za co, Kotku, cała przyjemność po mojej stronie - oświadczył i musnął wargami zagłębienie mojej szyi.
Dalsze pieszczoty przerwał nam dźwięk telefonu.
- To znak, że czas zabrać się do pracy - oznajmiłam i odebrałam telefon, a William delikatnie pocałował mnie w policzek i wyszedł z mojego gabinetu uśmiechnięty.
- Pani Dyrektor - usłyszałam w słuchawce głos sekretarki Prezesa - Pan Prezes prosił przekazać, że po lunchu ma Pani spotkanie z nowymi klientami.
- Dobrze, dziękuję - odpowiedziałam i zabrałam się do pracy, by czas do lunchu minął jak najszybciej.
Byłam bardzo ciekawa, kim są nowi klienci, gdyż Prezes bardzo rzadko umawiał mnie osobiście z klientami. A to znaczyło, że byli bardzo ważni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz