- Dzień dobry – przywitałam się.
- Witaj kochanie – powiedziała i podeszła mnie przytulić –
Dziecko, powinnaś leżeć w łóżku, doktor zabronił chodzenia – usłyszałam – Nath
miał Cię pilnować.
- - Śpi, niech odpocznie, należy mu się – powiedziałam z
delikatnym uśmiechem – A mi chyba nic gorszego stać się nie może.
- Nie wywołuj wilka z lasu. Nie stój tak, siadaj – poleciła
mi kobieta wskazując na krzesło – Zaraz zrobię Ci herbatę.
- Nie trzeba, poczekam aż wszyscy wstaną – odparłam
zajmując miejsce – Może mogłabym w czymś pani pomóc? – zapytałam.
- Absolutnie – zaprotestowała – Jesteś gościem, w dodatku
chorym. Poradzę sobie sama.
- Właśnie dlatego, że jestem gościem chciałabym pani pomóc.
Nie chcę sprawiać kłopotu…
- Zawsze byłaś grzeczna i bardzo pomocna ale tym razem
posiedź i poczekaj – powiedziała kobieta.
- No dobrze ale ten jeden jedyny raz – zgodziłam się
niechętnie i obie uśmiechnęłyśmy się do siebie.
Świetnie czułam się w tym domu. Uwielbiałam babcię Nathana,
kobieta była dla mnie jak własna babcia. Zawsze służyła dobrą radą.
- Wydoroślałaś, jesteś piękną dziewczyną ale charakter
pozostał tan sam…
- Zgadzam się – przerwał jej Nathan, który niespodziewanie
pojawił się w kuchni, po czym ucałował kobietę w policzek.
Był na boso, a na sobie miał dresy i t-shirt z napisem.
Jego włosy były w nieładzie, a grzywka którą zawsze stawiał do góry tym razem
opadała mu na czoło. Wyglądał przy tym sexownie.
- A Ty, jeśli chcesz wyłączać budziki pamiętaj o tych w
komórkach – zwrócił się do mnie uśmiechnięty i puścił oczko.
Udałam obrażoną i założyłam ręce na piersi.
- Tak w ogóle powinnaś leżeć w łóżku. Zaraz po śniadaniu
Cię tam zaniosę – dodał.
- Żebyś się przypadkiem nie zdziwił…
Przerwało mi wejście do kuchni Mata.
- Witaj, miło Cię widzieć – zaczęłam – Jak twoja ręka?
- Cześć – przywitał się i również mnie przytulił –
Świetnie, kula tylko zostawiła ślad, już prawie nic nie widać. Widzę, że z tobą
gorzej…
- Nie, jest ok, no może gdyby nie te szwy…
- Jasne, zawsze udajesz twardą – zażartował i zarobił ode
mnie kuksańca w bok.
- Dzień dobry – powiedziała Jessica wchodząc do
pomieszczenia i od razu wzięła się za pomaganie babci.
Mat ruszył za nią. Uśmiechnęli się do siebie i w milczeniu
zabrali do pracy.
- Chyba coś się kroi – szepnął mi na ucho Nath.
- Ty to możesz wiedzieć, kiedy sam się nie potrafisz
zdecydować – odgryzłam się na co chłopak posłał mi tylko zdumione spojrzenie.
Parę minut później śniadanie było gotowe. Byłam pewna, że
nikt więcej już nie przyjdzie. Jakie było moje zdziwienie, gdy w kuchni pojawił
się również Christopher.
- Ty tutaj? – zapytałam pospiesznie.
- Spokojnie Alex. Nie masz czego się bać, Chris jest w to
wszystko tak samo zamieszany jak my… - zaczął Mat.
- Sam się o to prosił, wiec nie dziwne, ze jest zamieszany
– powiedziałam zła.
Nie wierzyłam mu. Niby z jakiej racji? Okłamywał mnie w tak
poważnej sprawie.
- Macie jakieś plany na dzisiejszy dzień? – zapytała babcia
Jessici i Nathana.
Nikt nie rwał się do odpowiedzi.
- Nie wiem jak reszta ale ja chciałabym iść na policję –
zaczęłam – Nie warto dłużej tego odwlekać.
- Jak Ty idziesz to my też – powiedziała blondynka.
- W takim razie postanowione – odezwał się Mat – Po
śniadaniu pojedziemy na posterunek.
Kiedy ja siedziałam w salonie z babcią rodzeństwa i
rozmawiałam, Nathan i Mat byli na górze i się przebierali, a Jessica i Chris
zmywali naczynia.
- Chodź – zawołała do mnie dziewczyna – Musimy też się przebrać
– oznajmiła i ruszyła na górę, a ja za nią.
- Pomogę Ci – usłyszałam z góry i ujrzałam Nathana, który
właśnie schodził.
- Nie trzeba, poradzę sobie…
Jednak nie zważając na moje słowa podszedł do mnie i
najnormalniej w świecie wziął mnie na ręce.
- Patrz przed siebie, nie na mnie – upomniałam go bojąc
się, żeby się nie przewrócił.
Lecz chłopak tylko się uśmiechnął nie biorąc moich słów
poważnie. Gdy znaleźliśmy się w jego pokoju na łóżku leżały już czyste ubrania
dla mnie.
- Dzięki – powiedziałam, gdy chłopak posadził mnie na
łóżku, po czym wyszedł.
Jak tylko zdołałam szybko przebrałam się. Miałam właśnie
wychodzić, gdy rozdzwoniła się komórka leżąca na biurku, własność Natha. Pokusiłam
się i podeszłam zobaczyć kto dzwoni. Na wyświetlaczu pokazało się imię „Lily”.
We mnie zawrzała wściekłość i zazdrość. Co prawda, zdawałam sobie sprawę, że
oni nadal są ze sobą ale w tej chwili ta dziewczyna zniszczyła wszystkie miłe
wspomnienia z ostatnich dwóch dni. Była uparta, dzwoniła trzeci raz, a ja nie
wiedziałam czy mam zawołać Natha, czy udać, że nic nie słyszałam. Opuściłam
pokój i zeszłam na dół, gdzie wszyscy byli gotowi już do drogi.
- A Ty gdzie się wybierasz? – zapytałam Nathana, który
zakładał adidasy.
- Z wami – odpowiedział.
- Nigdzie nie jedziesz – powiedziałam stanowczo, na co
chłopak przestał wykonywać czynność – Jeszcze prasy nam tu brakuje.
Wyglądał śmiesznie z jednym butem na nodze, z drugim w ręku
ale zachowałam zimną twarz.
- Poza tym, ktoś usilnie próbuje się do Ciebie dodzwonić –
oznajmiłam, wszyscy przysłuchiwali się nam.
- Kto?
- Lily – syknęłam.
Tak, byłam zazdrosna i nie zamierzałam tego ukrywać.
Chłopak stał chwilę nieruchomo, lecz zdjął buta i oba ze złością cisnął na
podłogę.
- Super – warknął, rzucił mi kluczyki do mojego auta i
ruszył schodami na piętro.
Dało się jeszcze słyszeć trzaskanie drzwiami.
- Nie traćmy czasu – powiedziałam przerywając ciszę i
podałam kluczyki Christopherowi z racji tego, że jako jedyny nie odniósł
żadnych obrażeń – Niech pani na nas nie czeka – oznajmiłam – Może trochę czasu
minąć zanim wszystko opowiemy.
- W razie czego, będziemy dzwonić – dodała Jessica.
Kobieta przytaknęła i całą czwórką opuściliśmy dom.
Zapowiadał się długi dzień…
Rozdział taki o niczym w sumie xx
Ale i takie musza być. Następne będą lepsze, mam nadzieję :)