Usłyszałam jęknięcie, a Jessica nerwowo poruszyła się w
fotelu. Właśnie wjechałyśmy do Gloucester. Mi również serce zaczęło szybciej
bić, w żyłach czułam adrenalinę.
- Musimy jechać na drugi koniec miasta – oznajmiłam, żeby trochę
uspokoić dziewczynę.
Nie powiedziała nic.
- Twoi rodzice o niczym nie wiedzą, prawda? – zapytałam.
- Nie – odpowiedziała cicho – Okłamywałam ich cały czas –
po jej policzkach znowu popłynęły łzy, których tym razem nie powstrzymywała.
- Żeby pomóc chłopakom potrzebuję Ciebie, silnej, a nie zapłakanej.
Rozumiem, że jest Ci przykro i żałujesz ale na to będzie czas później. Teraz
musisz wziąć się w garść - powiedziałam.
Przytaknęła głową, że zrozumiała.
- Masz już plan? – zapytała.
- Tak, częściowy – oznajmiłam – Ale może się jeszcze zmienić.
Umiesz szybko biegać?
- Nie będę miała innego wyjścia.
- Teren jest nierówny, wszędzie górki i dołki. Nienajlepszy
do biegania ale dobry do ukrycia się – mówiłam – Na zewnątrz jest już ciemno,
więc musimy działać szybko. Samochodem nie podjedziemy zbyt blisko, musimy go
zostawić w takim miejscu, żeby nie zwracał niczyjej uwagi. Ale najpierw skoczę
do sklepu – powiedziałam zatrzymując się przed dużym sklepem – Zaczekaj – poprosiłam
Jess i opuściłam auto.
Wróciłam niecałe piętnaście minut później niosąc taśmę i
gruby sznur.
- Kajdanki nie są zbyt praktyczne. Musimy zapobiec ewentualnemu wołaniu o pomoc
oraz przemieszczeniu się – oznajmiłam widząc pytający wzrok blondynki.
Gdy tylko wyjechałyśmy z miasta otoczył nas las.
Rozglądałam się szukając odpowiedniej leśnej drogi. Skręciłam w lewo. Wszędzie
rosły gęste krzaki. Wprost idealne miejsce, by ukryć tu samochód. Zawróciłam
jeszcze, by potem łatwiej było wyjechać. Pogasiłam światła i wyłączyłam silnik.
Wysiadłyśmy.
- Na początek weźmiesz to – podałam jej sznur, taśmę i scyzoryk
– Broń i paralizator wezmę ja, żebyś na początku nie zrobiła sobie krzywdy.
Zamknęłam samochód.
- Zapamiętaj, gdzie chowam kluczyki – powiedziałam i
powiesiłam je na jednej z gałęzi drzewa, które rosło trzy metry za pojazdem.
- Nie boisz się ich tu zostawić? – zapytała Jess.
- Nie, bo inaczej mogłabym je zgubić. Chodźmy, mamy kawałek
do przejścia.
Czym głębiej zapuszczałyśmy się w las temperatura spadała.
Zasunęłam kurtkę pod samą brodę, rękawy naciągnęłam na dłonie. Przystanęłam na
chwilę widząc zmęczenie towarzyszki.
- Idźmy dalej, nie traćmy czasu.
- Nie, krótki odpoczynek dobrze nam zrobi – powiedziałam.
- Nie będziesz miała problemów w pracy? – zapytała w
którymś momencie.
- Cholera! Dobrze, że mi przypomniałaś – szybko wyjęłam
komórkę i zadzwoniłam do swojego szefa.
Odebrał po trzecim sygnale.
- Rezygnuję z posady na posterunku – powiedziałam bez
ogródek.
- Czemu? – zdziwił się – Przecież chciałaś pracować,
świetnie sobie radziłaś – mówił.
- Problemy osobiste, nie mam czasu, żeby teraz o tym mówić.
Niedługo pojawię się po papiery i wszystko wyjaśnię – oznajmiłam.
- Szkoda. No cóż, to twój wybór. W takim razie będę czekał –
rzekł mężczyzna.
Pożegnałam się i rozłączyłam.
- Coś Ty zrobiła? – naskoczyła na mnie zaraz Jessica.
- Tak będzie lepiej. Złamałam za dużo przepisów jako
policjantka. Poniosę mniejsze konsekwencje. Właśnie, musimy coś uzgodnić –
przypomniałam sobie – Po tym wszystkim idę złożyć zeznania. Mat też pójdzie. A
ty?
- Też. Czas skończyć te kłamstwa – powiedziała dziewczyna.
- Ok. Więc chodźmy dalej.
Szłyśmy ponad dwadzieścia minut, gdy pomiędzy drzewami
ujrzałyśmy światło. Naszym oczom ukazała się leśniczówka. Budynek był stary,
ściany podpierane były przed grube pale, wszystkie dachówki zostały zrzucone przed
wiatr, nie było żadnych okien ani drzwi. Jednym słowem rudera. Obeszłyśmy budynek
wokoło utrzymując bezpieczną odległość. Na podjeździe stał czarny Mercedes.
- Co robimy? – zapytała Jess.
- Myślę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – Nie wiemy, ilu
jest w środku.
Nie czekając dłużej kucnęłam i ręką szukałam jakiegokolwiek
kamienia. Gdy go znalazłam zamachnęłam się i rzuciłam go na resztki dachu. Ten
sturlał się robiąc przy tym hałas.
- Cofnij się – nakazałam londynce i sama ruszyłam za nią.
W jednej chwili pod butem usłyszałam szczęk zardzewiałego
zamka oraz poczułam ostrza wbijające się w moją nogę. Runęłam na ziemię tłumiąc
chęć krzyku. Nie byłam w stanie racjonalnie myśleć. Ból był tak okropny, że zawładnął
moim ciałem do tego stopnia, że zapomniałam co się działo.
- Alex – słyszałam ciche nawoływanie przy moim uchu.
Otworzyłam oczy ale i tak nic nie widziałam.
- Taki opatrunek musi jej na razie wystarczyć – powiedział mężczyzna.
To był Mat, poznałam go po głosie.
- Ona musi znaleźć się jak najszybciej w szpitalu - mówiła Jessica.
- Nie – wychrypiałam i próbowałam usiąść – Nie teraz,
jesteśmy zbyt blisko. To jedyna szansa, nie możemy jej zaprzepaścić.
- Alex ma rację – poparł mnie Mat – Pomogę wam. To się musi
skończyć.
- Mam pomysł – oznajmiłam i przedstawiłam im plan
działania.
Mat miał robić za zakładnika Jess. W tym celu dałam jej
broń wraz z nabojami.
- Zaufaj mi. Nikogo nie zabijesz, celuj gdzie popadnie.
Masz ich tylko nastraszyć – przekonywałam ją, gdy nie chciała wziąć pistoletu.
Stałam na nogach. Nadal miałam ochotę krzyczeć z bólu ale
to nie było dobre miejsce i czas. Gdy oni wchodzili do budynku, ja w tym czasie,
uzbrojona w gruba gałąź, sznur, taśmę i paralizator, wślizgnęłam się do piwnicy
przez otwór po oknie. Starałam się poruszać w miarę cicho ale skrzypiące deski skutecznie
mi to utrudniały. Słyszałam tupnięcia nad głową. Jessica w ten sposób dawała mi
znać, ilu zbirów jest na górze. Jedno tupnięcie, drugie, trzecie, czwarte… Jest
ich czterech.
Drzwi do piwnicy otworzyły się z okropnym skrzypieniem.
Ktoś schodził na dół. Przyczaiłam się w niewidocznym miejscu. Zamach, uderzenie
i jeden był wyeliminowany. Stracił na chwilę przytomność co ja wykorzystałam
związując go. Zakleiłam mu usta, żeby nie wołał o pomoc. Wspięłam się po
schodach. Korytarza pilnował drugi facet. Chodził w tą i z powrotem. Niewiele
myśląc potraktowałam go paralizatorem, gdy mijał drzwi do piwnicy.
Unieruchomiłam go w identyczny sposób jak jego kumpla i zaciągnęłam na dół.
Ponownie znalazłam się na korytarzu i ruszyłam w stronę pomieszczenia, z
którego dochodziły głosy. Widziałam Nathana przywiązanego do krzesła, Mata,
który próbował go rozwiązać oraz Jessice, która mierzyła pistoletem we
wszystkie strony. Pozostali dwaj mężczyźni nie wierzyli, że mogłaby strzelić.
Ta jednak zachowywała się jak przysłowiowa wariatka, więc dla bezpieczeństwa
nie podchodzili bliżej. Szydzili z niej w ten sposób jeszcze bardziej wprawiając
ją w wściekłość. Przyglądałam się jej dłoni, w której trzymała broń. Ujrzałam delikatny
ruch, a po pomieszczeniu rozległ się głośny huk. Wystraszone zbiry padły na
podłogę osłaniając głowy. Chciałam wejść do środka i im pomóc ale ktoś zaszedł
mnie od tyłu i zasłonił usta dłonią. Szamotałam się, by uwolnić od żelaznego
uścisku. W tym czasie jeszcze ktoś szarpał się z Jessicą próbując ją
obezwładnić. Mat leżał ogłuszony przy krześle Nathana.
- Przestań się wyrywać – usłyszałam znany głos – Tak im nie
pomożesz.
Znieruchomiałam, gdy dotarła do mnie brutalna rzeczywistość,
a do oczu napłynęły łzy, które przysłoniły mi widok. Wypuściłam wszystko, co
trzymałam w dłoniach. Uścisk zelżał. Wykorzystałam jego chwile słabości.
Wyrwałam się, odwróciłam i uderzyłam Christophera pięścią w twarz. Zatoczył się
i oparł na ścianie.
- Okłamywał mnie własny brat – wysapałam – Własny brat
chciał mnie zniszczyć – łkałam.
- Nie! Nie prawda – bronił się – Nic nie rozumiesz.
Wytłumaczę Ci wszystko…
- Nie będę tego słuchać, zawiodłeś mnie. Jesteś bandytą,
jak inni! – wykrzyczałam i na ile mogłam wbiegłam do pomieszczenia, gdzie byli
moi przyjaciele.
Byłam wściekła jak nigdy dotąd, przemawiało przeze mnie
szaleństwo i furia. Mocnym uderzeniem zwaliłam na podłogę chłopaka, który
przyszedł z Chrisem.
- Jess, rozwiąż Natha i ocuć Mata! – zawołałam rzucając jej
scyzoryk.
Jeden z dwóch ostatnich zbirów rzucił się na mnie i uderzył
w twarz. Zamroczyło mnie to. Próbował uderzyć mnie jeszcze raz ale w tej samej
chwili Chris uderzył go moim kijem. Byłam zmęczona i obolała, w tej chwili
pragnęłam zemdleć i obudzić się, gdy będzie już po wszystkim. Zamykałam oczy. Pokój
ponownie wypełnił głośny huk, a po chwili głośny krzyk i płacz Jessici.
- Uspokój się – powiedział Mat do blondynki – Dostałem w ramię,
nic mi nie będzie. Pomóż Chrisowi związać pozostałych. Musimy się stąd wynieść
przed świtem ale nie mam pojęcia gdzie.
Siedziałam oparta o ścianę. Widziałam ich, wszystkich
miałam w zasięgu wzroku. Jess i Chris przyprowadzili już wszystkich zbirów. Mat
owijał krwawiące ramię koszulką, a Nathan siedział zszokowany na krześle.
Wszyscy byli, może z pewnymi ranami bojowymi, ale zdrowi. To było
najważniejsze. Zamknęłam oczy, pragnęłam odpoczynku i spokoju.
- Alex! – krzyknął Nath i podbiegł do mnie – Nie zamykaj
oczu!
- Nie krzycz. Nie umieram – poprosiłam – Chcę tylko
odpocząć…
Chłopak odetchnął i mocno objął mnie jednym ramieniem,
drugie nadal miał w gipsie.
- Mat, możemy jechać do naszego domu. Tam wszyscy odpoczniecie
i doprowadzicie się do porządku – zaproponowała Jessica, a Nathan ją poparł.
Dalej nie pamiętam co się działo, chyba zasnęłam…
No to ten... Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Komentarze mile widziene <3
I nie, Nathan i Alex nie będą razem, przynajmniej nie teraz ^^
No to ten... Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Komentarze mile widziene <3
I nie, Nathan i Alex nie będą razem, przynajmniej nie teraz ^^
o matko! siedziałam jak na szpilkach czytając kurcze ten thirell ! o żesz !
OdpowiedzUsuńpisz nn
Boooże, skąd Ty bierzesz takie pomysły? Świetny, świetny, świetny <3 Rozwaliła mnie ta akcja, jak Alex zamknęła oczy, 'Nie krzycz. Nie umieram' xd
OdpowiedzUsuńNext'a ;)
Ach ! Ten rozdział jest świetny ! Jak ja uwielbiam Twoje opowiadanie <3
OdpowiedzUsuńWeny życzę, i czekam na nexta <3
Po prostu fantastyczne!
OdpowiedzUsuńAle powiedz, ze Nath i Alex bd razem :3
Czekam na kolejny wspaniały rdz ;)
wenyy ;**
yyy ... no ten ... tego ...
OdpowiedzUsuńwybacz z wrażenia nie wiem co powiedzieć
tyle się tu dzieje
nie każ mi długo czekać na następny
i wpadnij do mnie na świeżutki rozdział http://bsb-tw-fictionstory.blogspot.com/
Aaaaaa jaki super, zresztą jak każdy *.*
OdpowiedzUsuńDawaj szybko następny rozdział, czekam z niecierpliwością ;*
oj Hindus, Hindus. no nie wiem jak to skomentować, bo mi słów zabrakło, tak jak w momencie gdy Orzechowski strzelił na 25:24 i było tylko AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA! xd I CO SERBOWIE, I CO?! :D
OdpowiedzUsuńbuahahhahhahaha! wybacz, na większych imprezach z udziałem Polaków mam wzmożoną nadpobudliwość ;q
po prostu dawaj next xd
ZAJEBISZTE :D
OdpowiedzUsuńczekam na nexta ^.^
Świeeetne!
OdpowiedzUsuńSamymi swoimi opisami przyciągasz i sprawiasz, ze chcę czytać dalej.
Ta historia jest pisana, jakbyś sama ją przeżyła. Wczuwasz się w tamten świat, odrywasz tak jakby swoją rolę. To opowiadanie jest na prawdę wyjątkowe.
Szkoda, że na rozdziały trzeba tyle czekać, ale cóż, jest zbyt świetne, by zrezygnować z czytania.
Weny!!
Zapraszam :
http://storywith--thewanted.blogspot.com/
Mam nadzieję, że pozostaniesz tam na dłużej i pozostawisz po sobie ślad w postaci komentarza i obserwatora :)
o boszz *.* pisz szybko! <3 "Nie krzycz. Nie umieram" ;D super, super ♥
OdpowiedzUsuńBudyń ♥