piątek, 8 lutego 2013

Szesnastka.

Obudziłam się zlana potem. Przyczyna – Nathan dość mocno obejmował mnie swoimi ramionami, a do tego byliśmy szczelnie otuleni kołdrą. Budzik na szafce nocnej wskazywał siódmą z minutami, alarm nastawiony był na siódmą trzydzieści. Domyślałam się, że Nath go ustawił. Wolną ręką wyłączyłam go, gdyż chciałam by chłopak odpoczął. Sama ostrożnie wygramoliłam się z jego objęć, by go nie obudzić. Powoli wstałam uważając na obolałą nogę. O biurko oparta była jedna kula, wiedziałam, że jest ona dla mnie. Pokuśtykałam do niej i z ulgą się na niej oparłam. Uważając by drzwi nie skrzypnęły wyszłam na korytarz. Trochę odświeżyłam się w łazience i zeszłam schodami na dół, co zajęło mi dobre kilkanaście minut. Doskonale pamiętałam plan tego domu, więc ruszyłam do kuchni skąd dochodziły pobrzękiwania garnkami i naczyniami. Wokół stołu krzątała się starsza kobieta i rozstawiała talerze.
- Dzień dobry – przywitałam się.
- Witaj kochanie – powiedziała i podeszła mnie przytulić – Dziecko, powinnaś leżeć w łóżku, doktor zabronił chodzenia – usłyszałam – Nath miał Cię pilnować.
- - Śpi, niech odpocznie, należy mu się – powiedziałam z delikatnym uśmiechem – A mi chyba nic gorszego stać się nie może.
- Nie wywołuj wilka z lasu. Nie stój tak, siadaj – poleciła mi kobieta wskazując na krzesło – Zaraz zrobię Ci herbatę.
- Nie trzeba, poczekam aż wszyscy wstaną – odparłam zajmując miejsce – Może mogłabym w czymś pani pomóc? – zapytałam.
- Absolutnie – zaprotestowała – Jesteś gościem, w dodatku chorym. Poradzę sobie sama.
- Właśnie dlatego, że jestem gościem chciałabym pani pomóc. Nie chcę sprawiać kłopotu…
- Zawsze byłaś grzeczna i bardzo pomocna ale tym razem posiedź i poczekaj – powiedziała kobieta.
- No dobrze ale ten jeden jedyny raz – zgodziłam się niechętnie i obie uśmiechnęłyśmy się do siebie.
Świetnie czułam się w tym domu. Uwielbiałam babcię Nathana, kobieta była dla mnie jak własna babcia. Zawsze służyła dobrą radą.
- Wydoroślałaś, jesteś piękną dziewczyną ale charakter pozostał tan sam…
- Zgadzam się – przerwał jej Nathan, który niespodziewanie pojawił się w kuchni, po czym ucałował kobietę w policzek.
Był na boso, a na sobie miał dresy i t-shirt z napisem. Jego włosy były w nieładzie, a grzywka którą zawsze stawiał do góry tym razem opadała mu na czoło. Wyglądał przy tym sexownie.
- A Ty, jeśli chcesz wyłączać budziki pamiętaj o tych w komórkach – zwrócił się do mnie uśmiechnięty i puścił oczko.
Udałam obrażoną i założyłam ręce na piersi.
- Tak w ogóle powinnaś leżeć w łóżku. Zaraz po śniadaniu Cię tam zaniosę – dodał.
- Żebyś się przypadkiem nie zdziwił…
Przerwało mi wejście do kuchni Mata.
- Witaj, miło Cię widzieć – zaczęłam – Jak twoja ręka?
- Cześć – przywitał się i również mnie przytulił – Świetnie, kula tylko zostawiła ślad, już prawie nic nie widać. Widzę, że z tobą gorzej…
- Nie, jest ok, no może gdyby nie te szwy…
- Jasne, zawsze udajesz twardą – zażartował i zarobił ode mnie kuksańca w bok.
- Dzień dobry – powiedziała Jessica wchodząc do pomieszczenia i od razu wzięła się za pomaganie babci.
Mat ruszył za nią. Uśmiechnęli się do siebie i w milczeniu zabrali do pracy.
- Chyba coś się kroi – szepnął mi na ucho Nath.
- Ty to możesz wiedzieć, kiedy sam się nie potrafisz zdecydować – odgryzłam się na co chłopak posłał mi tylko zdumione spojrzenie.
Parę minut później śniadanie było gotowe. Byłam pewna, że nikt więcej już nie przyjdzie. Jakie było moje zdziwienie, gdy w kuchni pojawił się również Christopher.
- Ty tutaj? – zapytałam pospiesznie.
- Spokojnie Alex. Nie masz czego się bać, Chris jest w to wszystko tak samo zamieszany jak my… - zaczął Mat.
- Sam się o to prosił, wiec nie dziwne, ze jest zamieszany – powiedziałam zła.
Nie wierzyłam mu. Niby z jakiej racji? Okłamywał mnie w tak poważnej sprawie.
- Macie jakieś plany na dzisiejszy dzień? – zapytała babcia Jessici i Nathana.
Nikt nie rwał się do odpowiedzi.
- Nie wiem jak reszta ale ja chciałabym iść na policję – zaczęłam – Nie warto dłużej tego odwlekać.
- Jak Ty idziesz to my też – powiedziała blondynka.
- W takim razie postanowione – odezwał się Mat – Po śniadaniu pojedziemy na posterunek.
Kiedy ja siedziałam w salonie z babcią rodzeństwa i rozmawiałam, Nathan i Mat byli na górze i się przebierali, a Jessica i Chris zmywali naczynia.
- Chodź – zawołała do mnie dziewczyna – Musimy też się przebrać – oznajmiła i ruszyła na górę, a ja za nią.
- Pomogę Ci – usłyszałam z góry i ujrzałam Nathana, który właśnie schodził.
- Nie trzeba, poradzę sobie…
Jednak nie zważając na moje słowa podszedł do mnie i najnormalniej w świecie wziął mnie na ręce.
- Patrz przed siebie, nie na mnie – upomniałam go bojąc się, żeby się nie przewrócił.
Lecz chłopak tylko się uśmiechnął nie biorąc moich słów poważnie. Gdy znaleźliśmy się w jego pokoju na łóżku leżały już czyste ubrania dla mnie.
- Dzięki – powiedziałam, gdy chłopak posadził mnie na łóżku, po czym wyszedł.
Jak tylko zdołałam szybko przebrałam się. Miałam właśnie wychodzić, gdy rozdzwoniła się komórka leżąca na biurku, własność Natha. Pokusiłam się i podeszłam zobaczyć kto dzwoni. Na wyświetlaczu pokazało się imię „Lily”. We mnie zawrzała wściekłość i zazdrość. Co prawda, zdawałam sobie sprawę, że oni nadal są ze sobą ale w tej chwili ta dziewczyna zniszczyła wszystkie miłe wspomnienia z ostatnich dwóch dni. Była uparta, dzwoniła trzeci raz, a ja nie wiedziałam czy mam zawołać Natha, czy udać, że nic nie słyszałam. Opuściłam pokój i zeszłam na dół, gdzie wszyscy byli gotowi już do drogi.
- A Ty gdzie się wybierasz? – zapytałam Nathana, który zakładał adidasy.
- Z wami – odpowiedział.
- Nigdzie nie jedziesz – powiedziałam stanowczo, na co chłopak przestał wykonywać czynność – Jeszcze prasy nam tu brakuje.
Wyglądał śmiesznie z jednym butem na nodze, z drugim w ręku ale zachowałam zimną twarz.
- Poza tym, ktoś usilnie próbuje się do Ciebie dodzwonić – oznajmiłam, wszyscy przysłuchiwali się nam.
- Kto?
- Lily – syknęłam.
Tak, byłam zazdrosna i nie zamierzałam tego ukrywać. Chłopak stał chwilę nieruchomo, lecz zdjął buta i oba ze złością cisnął na podłogę.
- Super – warknął, rzucił mi kluczyki do mojego auta i ruszył schodami na piętro.
Dało się jeszcze słyszeć trzaskanie drzwiami.
- Nie traćmy czasu – powiedziałam przerywając ciszę i podałam kluczyki Christopherowi z racji tego, że jako jedyny nie odniósł żadnych obrażeń – Niech pani na nas nie czeka – oznajmiłam – Może trochę czasu minąć zanim wszystko opowiemy.
- W razie czego, będziemy dzwonić – dodała Jessica.
Kobieta przytaknęła i całą czwórką opuściliśmy dom. Zapowiadał się długi dzień…




Rozdział taki o niczym w sumie xx
Ale i takie musza być. Następne będą lepsze, mam nadzieję :)


czwartek, 31 stycznia 2013

Piętnastka.

Krzyk. Obudził mnie głośny i przeraźliwy krzyk.
- Alex! Uspokój się – słyszałam męski głos.
Chłopak próbował mnie uspokoić. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że ów krzyk wydobywał się z mojego gardła. Uniosłam powieki, z pod których wypływały łzy.
- Spokojnie, już dobrze. Nic Ci nie grozi – zapewniał mnie cichym tonem Nathan.
Usiadłam, a chłopak ujął moją twarz w swoje dłonie, by po chwili koniuszkami palców wycierać z policzków moje łzy. Przyglądał mi się uważnie. A ja zapragnęłam, by mocno mnie objął.
- Przytul mnie – poprosiłam nie czekając dłużej.
Nie protestował i przysunąwszy się bliżej wykonał moją prośbę. Wtuliłam twarz w wgłębienie w jego szyi i wdychałam zapach jego perfum. Uspakajałam się. Wreszcie po długim czasie, nawet jeśli miało to trwać tylko chwilę, było jak dawniej. Byliśmy w tej chwili młodsi, byliśmy dla siebie oparciem. To było cudowne uczucie.
- Dziękuję – powiedziałam cicho niechętnie odsuwając się trochę od chłopaka.
- Jak się czujesz? – zapytał z troską, gdy ja rozglądałam się po pokoju.
- Okropnie – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – A Ty?
- Mam tylko kilka siniaków, więc nie musisz się o mnie martwić – powiedział patrząc mi w oczy tak, jak kiedyś, pożądliwie – Ty ucierpiałaś bardziej…
Urwał w pół zdania, gdy dotknęłam jego posiniaczonego policzka. Nie wiem, czy to spowodowane było wspomnieniami związanymi z pokojem Nathana, bliskością chłopaka, zaistniałymi wydarzeniami czy strachem przed utratą bliskiej osoby ale nasze usta złączyły się w pocałunku. Jego wargi były miękkie i słodkie. Cholernie za tym tęskniłam…
- Alex, przyniosłam Ci ubrania… - Jessica zamarła na nasz widok z ręką zaciśniętą na klamce.
Pospiesznie odsunęliśmy się od siebie.
- W tym domu się puka – upomniał siostrę Nath, kiedy ja oblizywałam swoje wargi czując jeszcze słodki smak jego ust.
- Ja… Przepraszam… - jąkała się blondynka – Nie chciałam… Naprawdę… Nie wiedziałam, że jesteś z Alex… Ja chciałam jej tylko przynieść ubrania… Boże… Jak mi teraz wstyd… Alex, pewnie myślisz, że Cię pilnuję i nie pozwalam być z Nathanem… Ale to nieprawda… Ja wszystko przemyślałam…
- Jess, spokojnie. Nie gniewam się – przerwałam jej tłumaczenia, choć tak naprawdę wyglądała słodko taka speszona – Dziękuję za ubrania – powiedziałam, na co ona podała mi je.
- To ja już pójdę…
- Tak, to dobry pomysł – poparł siostrę Nath.
- Babcia mówi, że śniadanie będzie gotowe za jakieś dwadzieścia minut. Jeszcze raz przepraszam… - powiedziała Jessica i wyszła.
- Nic się tu nie zmieniło – powiedziałam uśmiechając się do chłopaka delikatnie.
Przytaknął skinięciem głowy. Ostrożnie i powoli zaczęłam wstawać z łóżka. Jednak kiedy jęknęłam z bólu, Nathan szybko zerwał się na nogi i w ostatniej chwili podtrzymał.
- Zabieram Cię dziś do szpitala – powiedział stanowczo.
- Nie wygłupiaj się. To tylko mała rana, sama się zagoi – próbowałam go przekonać.
- Nie dyskutuj ze mną. Nie możesz tego zbagatelizować, w końcu to była pułapka kłusowników. Zardzewiałe ostrza wbiły Ci się w nogę i to na pewno nie jest mała rana – obstawał przy swoim.
Wreszcie podał mi ciuchy, a mnie, pomimo moich przeciwwskazań, wziął na ręce i wyszliśmy na korytarz.
- Teraz się umyjesz – powiedział stawiając mnie ostrożnie na płytkach w łazience – Tu masz wszystko co Ci potrzebne. Poczekam na korytarzu, więc jakby co, to mnie wołaj.
- Myślę, że to nie będzie konieczne – powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Zobaczymy – przekomarzał się ze mną.
- Ja wiem, że z chęcią byś mi towarzyszył… - zaczęłam.
- Oczywiście – przyznał – Dawno nie widziałem Cię bez ubrania – oznajmił znacząco poruszając przy tym brwiami – Ale jeszcze nie wszystko stracone.
- Wypad! – krzyknęłam z udawanym oburzeniem i rzuciłam w jego stronę ręcznik.
- Uważaj, żeby nie zamoczyć rany. Może Cię to bardzo zaboleć – poradził łapiąc ręcznik i posyłając mi swój piękny uśmiech, który odwzajemniłam.
Podał mi ręcznik i wyszedł z łazienki zamykając za sobą drzwi. Dla pewności przekręciłam zamek. Niechętnie ale posłuchałam rady Natha i zażyłam kąpieli uważając na obolałą i poranioną nogę. Jedno delikatne dotknięcie sprawiało mi okropny ból, a z oczu spływały pojedyncze łzy.  Gdy już się wysuszyłam i ubrałam, co sprawiło mi nie lada trudności, usiadłam na małym stołku z zamiarem zdjęcia prowizorycznego opatrunku, który zrobiono mi w lesie. Po kształcie i wzorze wnioskowałam, że był to rękaw od koszuli. Im więcej odwijałam tym materiał był bardziej zakrwawiony. Wreszcie dotarłam do skóry, a raczej jej resztek. W niektórych miejscach materiał przykleił się do ran za sprawą zaschłej krwi. Gdy go odrywałam z moich ust wydobywały się pojękiwania bólu.
- Alex! Co się dzieje? – usłyszałam pytanie Nathana zza drzwi.
Przekręciłam zamek i pozwoliłam mu wejść do środka.
- Pozwolę, żeby obejrzał mnie lekarz – zaczęłam – Ale pod warunkiem, że nie zabierzesz mnie do szpitala…
- Ale nie mamy innego wyjścia.
- Mamy, przywieź doktora tutaj. Proszę…
- Dobrze. Ale nie dotykaj tego i nie ruszaj się stąd – instruował mnie – Niedługo wrócę, Jessica się tobą zajmie pod moją nieobecność – tłumaczył, po czym pocałował mnie w czoło i wybiegł z łazienki.
Słyszałam jeszcze, jak zawzięcie dyskutuje o czymś z babcią i wychodzi trzaskając drzwiami. Niewiele myśląc jednym ruchem oderwałam resztę materiału i krzyknęłam z bólu. Oczy zaszły mi łzami i momentalnie zrobiło mi się słabo. Po chwili przy mnie pojawiła się Jessica. Kiedy po dłuższej chwili jako tako doszłam do siebie przyjrzałam się ranie. Ujrzałam kilka głębokich ran od ostrzy wypełnionych czerwoną zaschniętą krwią. Z niektórych miejsc nadal sączyła się krew. Skóra była poszarpana, a niekiedy wcale jej nie było. Ogarnęły mnie mdłości. Resztę pamiętałam jak przez mgłę. W drzwiach pojawił się jakiś mężczyzna. Potem leżałam na łóżku, a gdy poczułam wbijanie igły zemdlałam.
Tym razem obudziłam się z okropnym bólem głowy. Noga już mnie nie bolała. Zapewne lekarz nafaszerował mnie lekami. Otworzyłam oczy, w pokoju było ciemno, tylko na szafce nocnej świeciła się mała lampka. Chciałam wstać ale gdy tylko usiadłam obok mnie pojawił się Nathan.
- Nie wolno Ci wstawać. Masz leżeć i odpoczywać – powiedział cicho.
- Ale ja miałam iść na policję, załatwić kilka spraw…
- Pójdziesz jutro. Dziś i tak już wszystko jest pozamykane, jest późno. Śpij.
- Nie mogę głowa mnie boli – oznajmiłam.
- Doktor mówił, że to normalne. Przepisał Ci leki – mówił i podał mi szklankę wody i jakieś tabletki.
- Dlaczego Ty nie śpisz? – zapytałam po połknięciu proszków.
- Czuwam, bo się martwiłem o Ciebie – odpowiedział.
- Ale to nie znaczy, że możesz odstąpić mi całe łóżko i spać w fotelu – zaczęłam.
- Daj spokój, nic mi nie będzie – obstawał przy swoim.
- Nie wygłupiaj się. Masz tak duże łóżko, że spokojnie zmieścimy się oboje – powiedziałam, a w oczach chłopaka zobaczyłam błysk.
- Nie. Musisz odpocząć…
- Nathan – przerwałam mu – Chodź tu, bez dyskusji – stwierdziłam robiąc dla niego miejsce.
Chłopak posłuchał mnie i położył się obok, po czym zgasił lampkę. Żadne z nas nic już nie mówiło. Patrzyłam w sufit, nie mogłam zasnąć. W uszach dzwoniła mi panująca wokół cicha. Czułam jak leki neutralizują ból głowy, a sen nie chciał przyjść.
- Śpisz? – zapytałam i odwróciłam twarz w stronę chłopaka.
- Nie – odpowiedział.
Poczułam jego oddech na moich policzku, gdy również zwrócił twarz w moją stronę.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł ale czy mogę… - zaczął.
- Tak, nie mam nic przeciwko – powiedziałam odgadując jego zamiary.
Nie widziałam dobrze jego twarzy ale Nath chyba się uśmiechnął. Przekręciłam się na bok przysuwając do niego i przerzuciłam ramię przez jego klatkę piersiową. Z kolei na swoich plecach poczułam jego dłoń. Do nozdrzy wdarł się zapach, którego wcześniej nie znałam.
- Ładnie pachniesz – oznajmiłam, a Nathan zachichotał.
- To tylko żel pod prysznic – wytłumaczył – A teraz śpij. Mam nadzieję, że teraz zaśniesz.
- Tak, teraz tak – przytaknęłam.
Podobała mi się ta sytuacja. Miałam go teraz blisko i tylko dla siebie. Choć wiedziałam, że nie potrwa to długo…



Tym razem rozdział spokojniejszy i dużo słodszy, bez mocnych wrażeń :)
Podoba się? I jak myślicie, zejdą się teraz, czy jeszcze nie? ^^


niedziela, 20 stycznia 2013

Czternastka.

Do Gloucester, oddalonego od Londynu o ponad 150 km jechałyśmy dwie godziny. Żadna z nas nie była skora do rozmowy. Pogrążyłyśmy się we własnych myślach. Widziałam na twarzy Jessici strach i przerażenie, a jednocześnie ogromną skruchę, żałowała tego, co zrobiła. Co jakiś czas po jej policzkach spływały łzy, które szybko wycierała. W pewnym momencie było mi jej szkoda. Co prawda, chciała mi zatruć życie, po części jej się to udało ale ja jestem zbyt wrażliwa i szybko wybaczam. Mówiła tak szczerze, że od razu jej zaufałam i wyruszyłam na ratunek Nathanowi, Matowi, Jessice i sobie. Miałam nadzieję, że dziś ten koszmar się skończy.
Usłyszałam jęknięcie, a Jessica nerwowo poruszyła się w fotelu. Właśnie wjechałyśmy do Gloucester. Mi również serce zaczęło szybciej bić, w żyłach czułam adrenalinę.
- Musimy jechać na drugi koniec miasta – oznajmiłam, żeby trochę uspokoić dziewczynę.
Nie powiedziała nic.
- Twoi rodzice o niczym nie wiedzą, prawda? – zapytałam.
- Nie – odpowiedziała cicho – Okłamywałam ich cały czas – po jej policzkach znowu popłynęły łzy, których tym razem nie powstrzymywała.
- Żeby pomóc chłopakom potrzebuję Ciebie, silnej, a nie zapłakanej. Rozumiem, że jest Ci przykro i żałujesz ale na to będzie czas później. Teraz musisz wziąć się w garść -  powiedziałam.
Przytaknęła głową, że zrozumiała.
- Masz już plan? – zapytała.
- Tak, częściowy – oznajmiłam – Ale może się jeszcze zmienić. Umiesz szybko biegać?
- Nie będę miała innego wyjścia.
- Teren jest nierówny, wszędzie górki i dołki. Nienajlepszy do biegania ale dobry do ukrycia się – mówiłam – Na zewnątrz jest już ciemno, więc musimy działać szybko. Samochodem nie podjedziemy zbyt blisko, musimy go zostawić w takim miejscu, żeby nie zwracał niczyjej uwagi. Ale najpierw skoczę do sklepu – powiedziałam zatrzymując się przed dużym sklepem – Zaczekaj – poprosiłam Jess i opuściłam auto.
Wróciłam niecałe piętnaście minut później niosąc taśmę i gruby sznur.
- Kajdanki nie są zbyt praktyczne.  Musimy zapobiec ewentualnemu wołaniu o pomoc oraz przemieszczeniu się – oznajmiłam widząc pytający wzrok blondynki.
Gdy tylko wyjechałyśmy z miasta otoczył nas las. Rozglądałam się szukając odpowiedniej leśnej drogi. Skręciłam w lewo. Wszędzie rosły gęste krzaki. Wprost idealne miejsce, by ukryć tu samochód. Zawróciłam jeszcze, by potem łatwiej było wyjechać. Pogasiłam światła i wyłączyłam silnik. Wysiadłyśmy.
- Na początek weźmiesz to – podałam jej sznur, taśmę i scyzoryk – Broń i paralizator wezmę ja, żebyś na początku nie zrobiła sobie krzywdy.
Zamknęłam samochód.
- Zapamiętaj, gdzie chowam kluczyki – powiedziałam i powiesiłam je na jednej z gałęzi drzewa, które rosło trzy metry za pojazdem.
- Nie boisz się ich tu zostawić? – zapytała Jess.
- Nie, bo inaczej mogłabym je zgubić. Chodźmy, mamy kawałek do przejścia.
Czym głębiej zapuszczałyśmy się w las temperatura spadała. Zasunęłam kurtkę pod samą brodę, rękawy naciągnęłam na dłonie. Przystanęłam na chwilę widząc zmęczenie towarzyszki.
- Idźmy dalej, nie traćmy czasu.
- Nie, krótki odpoczynek dobrze nam zrobi – powiedziałam.
- Nie będziesz miała problemów w pracy? – zapytała w którymś momencie.
- Cholera! Dobrze, że mi przypomniałaś – szybko wyjęłam komórkę i zadzwoniłam do swojego szefa.
Odebrał po trzecim sygnale.
- Rezygnuję z posady na posterunku – powiedziałam bez ogródek.
- Czemu? – zdziwił się – Przecież chciałaś pracować, świetnie sobie radziłaś – mówił.
- Problemy osobiste, nie mam czasu, żeby teraz o tym mówić. Niedługo pojawię się po papiery i wszystko wyjaśnię – oznajmiłam.
- Szkoda. No cóż, to twój wybór. W takim razie będę czekał – rzekł mężczyzna.
Pożegnałam się i rozłączyłam.
- Coś Ty zrobiła? – naskoczyła na mnie zaraz Jessica.
- Tak będzie lepiej. Złamałam za dużo przepisów jako policjantka. Poniosę mniejsze konsekwencje. Właśnie, musimy coś uzgodnić – przypomniałam sobie – Po tym wszystkim idę złożyć zeznania. Mat też pójdzie. A ty?
- Też. Czas skończyć te kłamstwa – powiedziała dziewczyna.
- Ok. Więc chodźmy dalej.
Szłyśmy ponad dwadzieścia minut, gdy pomiędzy drzewami ujrzałyśmy światło. Naszym oczom ukazała się leśniczówka. Budynek był stary, ściany podpierane były przed grube pale, wszystkie dachówki zostały zrzucone przed wiatr, nie było żadnych okien ani drzwi. Jednym słowem rudera. Obeszłyśmy budynek wokoło utrzymując bezpieczną odległość. Na podjeździe stał czarny Mercedes.
- Co robimy? – zapytała Jess.
- Myślę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą – Nie wiemy, ilu jest w środku.
Nie czekając dłużej kucnęłam i ręką szukałam jakiegokolwiek kamienia. Gdy go znalazłam zamachnęłam się i rzuciłam go na resztki dachu. Ten sturlał się robiąc przy tym hałas.
- Cofnij się – nakazałam londynce i sama ruszyłam za nią.
W jednej chwili pod butem usłyszałam szczęk zardzewiałego zamka oraz poczułam ostrza wbijające się w moją nogę. Runęłam na ziemię tłumiąc chęć krzyku. Nie byłam w stanie racjonalnie myśleć. Ból był tak okropny, że zawładnął moim ciałem do tego stopnia, że zapomniałam co się działo.
- Alex – słyszałam ciche nawoływanie przy moim uchu.
Otworzyłam oczy ale i tak nic nie widziałam.
- Taki opatrunek musi jej na razie wystarczyć – powiedział mężczyzna.
To był Mat, poznałam go po głosie.
- Ona musi znaleźć się jak najszybciej w szpitalu - mówiła Jessica.
- Nie – wychrypiałam i próbowałam usiąść – Nie teraz, jesteśmy zbyt blisko. To jedyna szansa, nie możemy jej zaprzepaścić.
- Alex ma rację – poparł mnie Mat – Pomogę wam. To się musi skończyć.
- Mam pomysł – oznajmiłam i przedstawiłam im plan działania.
Mat miał robić za zakładnika Jess. W tym celu dałam jej broń wraz z nabojami.
- Zaufaj mi. Nikogo nie zabijesz, celuj gdzie popadnie. Masz ich tylko nastraszyć – przekonywałam ją, gdy nie chciała wziąć pistoletu.
Stałam na nogach. Nadal miałam ochotę krzyczeć z bólu ale to nie było dobre miejsce i czas. Gdy oni wchodzili do budynku, ja w tym czasie, uzbrojona w gruba gałąź, sznur, taśmę i paralizator, wślizgnęłam się do piwnicy przez otwór po oknie. Starałam się poruszać w miarę cicho ale skrzypiące deski skutecznie mi to utrudniały. Słyszałam tupnięcia nad głową. Jessica w ten sposób dawała mi znać, ilu zbirów jest na górze. Jedno tupnięcie, drugie, trzecie, czwarte… Jest ich czterech.
Drzwi do piwnicy otworzyły się z okropnym skrzypieniem. Ktoś schodził na dół. Przyczaiłam się w niewidocznym miejscu. Zamach, uderzenie i jeden był wyeliminowany. Stracił na chwilę przytomność co ja wykorzystałam związując go. Zakleiłam mu usta, żeby nie wołał o pomoc. Wspięłam się po schodach. Korytarza pilnował drugi facet. Chodził w tą i z powrotem. Niewiele myśląc potraktowałam go paralizatorem, gdy mijał drzwi do piwnicy. Unieruchomiłam go w identyczny sposób jak jego kumpla i zaciągnęłam na dół. Ponownie znalazłam się na korytarzu i ruszyłam w stronę pomieszczenia, z którego dochodziły głosy. Widziałam Nathana przywiązanego do krzesła, Mata, który próbował go rozwiązać oraz Jessice, która mierzyła pistoletem we wszystkie strony. Pozostali dwaj mężczyźni nie wierzyli, że mogłaby strzelić. Ta jednak zachowywała się jak przysłowiowa wariatka, więc dla bezpieczeństwa nie podchodzili bliżej. Szydzili z niej w ten sposób jeszcze bardziej wprawiając ją w wściekłość. Przyglądałam się jej dłoni, w której trzymała broń. Ujrzałam delikatny ruch, a po pomieszczeniu rozległ się głośny huk. Wystraszone zbiry padły na podłogę osłaniając głowy. Chciałam wejść do środka i im pomóc ale ktoś zaszedł mnie od tyłu i zasłonił usta dłonią. Szamotałam się, by uwolnić od żelaznego uścisku. W tym czasie jeszcze ktoś szarpał się z Jessicą próbując ją obezwładnić. Mat leżał ogłuszony przy krześle Nathana.
- Przestań się wyrywać – usłyszałam znany głos – Tak im nie pomożesz.
Znieruchomiałam, gdy dotarła do mnie brutalna rzeczywistość, a do oczu napłynęły łzy, które przysłoniły mi widok. Wypuściłam wszystko, co trzymałam w dłoniach. Uścisk zelżał. Wykorzystałam jego chwile słabości. Wyrwałam się, odwróciłam i uderzyłam Christophera pięścią w twarz. Zatoczył się i oparł na ścianie.
- Okłamywał mnie własny brat – wysapałam – Własny brat chciał mnie zniszczyć – łkałam.
- Nie! Nie prawda – bronił się – Nic nie rozumiesz. Wytłumaczę Ci wszystko…
- Nie będę tego słuchać, zawiodłeś mnie. Jesteś bandytą, jak inni! – wykrzyczałam i na ile mogłam wbiegłam do pomieszczenia, gdzie byli moi przyjaciele.
Byłam wściekła jak nigdy dotąd, przemawiało przeze mnie szaleństwo i furia. Mocnym uderzeniem zwaliłam na podłogę chłopaka, który przyszedł z Chrisem.
- Jess, rozwiąż Natha i ocuć Mata! – zawołałam rzucając jej scyzoryk.
Jeden z dwóch ostatnich zbirów rzucił się na mnie i uderzył w twarz. Zamroczyło mnie to. Próbował uderzyć mnie jeszcze raz ale w tej samej chwili Chris uderzył go moim kijem. Byłam zmęczona i obolała, w tej chwili pragnęłam zemdleć i obudzić się, gdy będzie już po wszystkim. Zamykałam oczy. Pokój ponownie wypełnił głośny huk, a po chwili głośny krzyk i płacz Jessici.
- Uspokój się – powiedział Mat do blondynki – Dostałem w ramię, nic mi nie będzie. Pomóż Chrisowi związać pozostałych. Musimy się stąd wynieść przed świtem ale nie mam pojęcia gdzie.
Siedziałam oparta o ścianę. Widziałam ich, wszystkich miałam w zasięgu wzroku. Jess i Chris przyprowadzili już wszystkich zbirów. Mat owijał krwawiące ramię koszulką, a Nathan siedział zszokowany na krześle. Wszyscy byli, może z pewnymi ranami bojowymi, ale zdrowi. To było najważniejsze. Zamknęłam oczy, pragnęłam odpoczynku i spokoju.
- Alex! – krzyknął Nath i podbiegł do mnie – Nie zamykaj oczu!
- Nie krzycz. Nie umieram – poprosiłam – Chcę tylko odpocząć…
Chłopak odetchnął i mocno objął mnie jednym ramieniem, drugie nadal miał w gipsie.
- Mat, możemy jechać do naszego domu. Tam wszyscy odpoczniecie i doprowadzicie się do porządku – zaproponowała Jessica, a Nathan ją poparł.
Dalej nie pamiętam co się działo, chyba zasnęłam…



No to ten... Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Komentarze mile widziene <3
I nie, Nathan i Alex nie będą razem, przynajmniej nie teraz ^^