Rano obudziłam się z uśmiechem na twarzy. W myślach miałam
obraz nocy spędzonej z Nathanem, który teraz spał obok mnie i jednocześnie
obejmował w talii. Z wielką niechęcią wygramoliłam się z objęć chłopaka.
Zebrałam swoje rzeczy, które leżały na podłodze obok łóżka i ubrałam się.
Starając się nie narobić hałasu wyszłam na korytarz. W łazience zażyłam
orzeźwiającej kąpieli i założyłam czyste ubrania, także pożyczone od Jessici. W
kuchni jak zwykle krzątała się właścicielka domu przygotowując śniadanie. Tym
razem towarzyszyła jej wnuczka. Przywitałam się i od razu zaoferowałam swoją
pomoc. Tym razem starsza pani nie zaprotestowała i wyszła z kuchni mówiąc, że
ma cos do zrobienia, więc zostałyśmy z Jess same.
- Jak się spało? – zapyała mnie puszczając przy tym oczko.
- Dobrze – odpowiedziałam, a coś podpowiadało mi, że
blondynka czegoś się domyśla.
Chyba zrozumiała, że nie chciałam jej o niczym mówić i nie
drążyła dalej tego tematu. Powiedziała mi co mam robić i wzięłyśmy się do
pracy. Jakieś dwadzieścia minut później wszystko było gotowe, jeszcze tylko
czekałyśmy aż woda na herbatę się zagotuje. Właśnie, gdy szykowałam kubki w
kuchni pojawił się Nathan.
- Cześć dziewczyny – przywitał się, a uśmiech nie znikał z
jego twarzy.
Bez żadnych ceregieli podszedł do mnie i po prostu
pocałował. Byłam w takim szoku, że z początku nie odwzajemniłam tego gestu.
Byłam zaskoczona jego bezpośredniością.
- Widzę, że w nocy zażegnaliście spór między sobą –
powiedziała Jessica ale nie słuchaliśmy jej – W takim razie pójdę po Mata i
Chrisa – oznajmiła widząc brak reakcji z naszej strony.
Oderwałam swoje usta od warg chłopaka, gdy usłyszałam jak
czajnik gwiżdże.
- Nathan, zaczekaj – poprosiłam, gdy chłopak objął mnie od
tyłu całując w kark, gdy zalewałam wrzątek do kubków.
- Chcę się Toba nacieszyć – odparł, a ja uśmiechnęłam się
pod nosem.
- No tak, prawda. Jak mnie zamkną za kratkami to nie
będziemy się widywać…
- Przestań – przerwał mi – Tak się nie stanie, wierzę w to.
W końcu zgłosiliście się sami, muszą być jakieś okoliczności łagodzące.
- Może będą, może nie. To się okaże. Zmieniając temat. Kiedy
wracasz do Londynu? Twoi koledzy z zespołu na pewno się o Ciebie martwią, a
prasa snuje jakieś domysły.
- Dzwoniłem do nich, powiedziałem, że mam problemy osobiste
i potrzebuję przerwy.
- Kłamca -
powiedziałam.
- Tak jak Ty – odparł i dostał ode mnie kuksańca w bok.
- Ja mówię poważnie. Powinieneś wrócić, nie masz tu nic do
roboty.
- Ale ja chcę być z wami.
- Po co? W ten sposób
nam nie pomożesz. Proszę Cię Nath. Wróć na razie do Londynu, zajmij się pracą…
- Dlaczego mnie odtrącasz?
- To nie prawda. Chciałabym byś tu był ale próbuję Cię,
siebie, innych chronić. Nie chcę, by prasa zaczęła węszyć, a na pewno nie chciałbyś
aby cały świat wiedział o tym, co się teraz dzieje. Tak będzie lepiej. Postaram
się to wszystko w miarę szybko zakończyć i wrócę do stolicy.
- Ok, rozumiem. No dobrze, niech tak będzie. Ale obiecaj,
że tym razem przyjedziesz.
- obiecuję – powiedziałam i złożyłam na ustach chłopaka
pocałunek.
Zdążyliśmy się od siebie odsunąć, gdy do kuchni weszła
reszta naszych znajomych. Jak się okazało cała nasza piątka wracała do Londynu,
lecz tylko Nathan miał tam zostać, który uległ moim prośbom. Szybko zjedliśmy i
posprzątaliśmy po posiłku. Każdy zebrał swoje rzeczy, to jest dokumenty,
komórki. Pożegnaliśmy się chwilowo z dziadkami Jessici i Natha i wsiedliśmy do
mojego i Christophera samochodu. Brat prowadził, ja siedziałam obok niego, gdy
Mat i rodzeństwo Sykes z tyłu. Wiedziałam, że Nathan nie jest zadowolony z
takiego obrotu sprawy ale zrobiłam to specjalnie. Nie chciałam, by się za bardzo
zapędzał. I tak przez całą drogę czułam jego obrażony wzrok na sobie…
Po ponad trzech godzinach podróży dotarliśmy do miasta.
Najpierw odwieźliśmy Jess i jej brata do ich mieszkania, potem mata, a na końcu
sami znaleźliśmy się w swoim. Jako pierwsi spakowaliśmy najpotrzebniejsze
rzeczy i gotowi byliśmy do drogi powrotnej. Następna była Jessica, a na końcu Mat.
Jemu zajęło to najwięcej czasu, bo chciał zerwać umowę najmu mieszkania i na
stałe wrócić do Gloucester. Cudem wszystkie nasze rzeczy zmieściły się w bagażniku
auta. Łatwo było domyślić się, czym kierował się chłopak. Chciał być bliżej Jess.
Czuć było na kilometr, że coś między nimi iskrzy. Miałam wielką nadzieję, że im
się uda…
Był wieczór, gdy z powrotem byliśmy w Gloucester. Naprzeciw
nam wyszła pani Sykes niosąc niezbyt miłe nowiny. Otóż przekazała nam, że
obecnie nasi rodzice przebywają na komisariacie i są im przedstawiane nasze
czyny. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka i ogarnęła mnie panika. Bałam
się tego, jak zareagują rodzice i co powiedzą. Jeszcze nigdy nie miałam tak
silnych wyrzutów sumienia. Czułam, a wręcz wiedziałam, że z Christopherem ich
zawiedliśmy. Bo nie tak nas wychowywali…
- A jutro macie stawić się na posterunku. Wasi rodzice też
tam będą – dodała babcia Sykes.
Jutrzejsza rozmowa do miłych należała nie będzie…
Odechciało nam się jeść, a starsza pani doskonale to
rozumiała i dlatego nie nalegała. Każde z nas zamknęło się w innym pokoju z
własnymi myślami. Znałam rodziców, wiedziałam jak się denerwują ale teraz nie
miałam nawet najmniejszego wyobrażenia ich reakcji. Wszystkiego miałam się dowiedzieć
następnego dnia. Po moim policzku spłynęło kilka łez. Czułam się okropnie,
kochałam ich, a wycięłam im taki numer…
DO budynku weszliśmy jak na stracenie. W holu ktoś już na
nas czekał i od razu zaprowadził korytarzem do jakiejś Sali z długim stołem,
przy którym siedzieli już nasi rodzice. Rodzice Jessici byli najspokojniejsi. Jakby
wiedzieli już o wszystkim dużo wcześniej. Może sama im powiedziała, albo Nathan?
Gdy dziewczyna weszła do środka spojrzeli na nią z miłością, zrozumieniem. Wiedziałam, że długo
nie będą się gniewać i w razie czego staną murem za córką. Rodzice Mata
wyładowywali swój gniew poprzez krzyk. Chłopak znosił wszystko pokornie,
wiedział, że tak musi być, że na to zasłużył. Również wiedziałam, że pomimo
wszystko będą go wspierać.
Z kolei rodzice Chrisa i moi zachowywali się jeszcze
inaczej. Tata patrzył w okno beznamiętnym wzrokiem, nawet na nas nie spojrzał,
gdy weszliśmy. Jego twarz nie wyrażała kompletnie nic, żadnego gniewu czy żalu.
Mama płakała, jej oczy były czerwone. Wiedziałam, że nie spała tej nocy. Oboje
milczeli. Czekaliśmy na jedno zdanie, na jeden gest. Dopiero mama odezwała się
pierwsza.
- Dlaczego? – zapytała tylko.
Nie wytrzymałam. Z moich oczu poleciały strumienie łez. Nawet
nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak bardzo ich zraniliśmy, oboje i to świadomie.
Na każdym kroku pokazywali nam, że możemy bezgranicznie im ufać, że możemy ufać
sobie z bratem. A my co? Zgubiliśmy się w tym szalonym świecie. Dorastaliśmy,
chcieliśmy sami rozwiązywać nasze problemy. Niestety za szybko podjęliśmy taką
decyzję. Zgubiła nas nasza pewność siebie…
- Teraz przynajmniej wiemy, że źle wychowaliśmy nasze
dzieci – wreszcie odezwał się tata.
- Nie prawda – zaprzeczył Christopher – To my zawiedliśmy…
- Nigdy nie pomyślałbym, że tak wiele zaryzykujesz dla
jakiegoś chłopaka-gwiazdora – tym razem zwrócił się tylko do mnie.
I gdzieś tam w mojej głowie zaświeciła się lampka dając
znak, że zapomniałam o jednej kwestii.
- Nie Chris – odezwałam się – Tata ma rację. Wychowali nas
ale ani razu w ciągu naszego życia nie rozmawiali z nami o paru ważnych
sprawach. Pamiętasz, gdy pytaliśmy rodziców o ich pierwsze spotkanie? Gdy chcieliśmy
wiedzieć, jak to między nimi było? Oni zawsze nas zbywali i mówili, że jesteśmy
za młodzi, że na wszystko przyjdzie czas później. Nigdy nie opowiadali historii
ze swojego życia. Nie opowiadali o swojej przeszłości. Nigdy nie pozwolili nam
zapytać o naszą rodzinę, o dziadków. Nawet nie wiemy, skąd pochodzą, czy mają
rodzeństwo i gdzie oni mieszkają. To nasi rodzice ale tak naprawdę nic o nich
nie wiemy. I ostatnie, nigdy nie rozmawiali z nami o miłości, nie powiedzieli
nam, jakie jest ich zdanie na ten temat. Tego musieliśmy nauczyć się sami. Próbowali
nas wychować na ludzi ale zabrakło im tych kilku pierwiastków, tych kilku
rzeczy by odnieśli sukces… - mówiłam przez łzy do brata.
- Alex, przestań. Nie znasz prawdy, więc nie mów takich
rzeczy – wtrąciła się mama.
Broniła taty, więc jednak mieli przed nami jakąś tajemnicę,
o której nie chcieli nam nigdy powiedzieć. To zabolało, bardzo zabolało. Oni,
którzy ciągle powtarzali nam, że zaufanie to podstawa mają przed nami tajemnice…
Można by pomyśleć, że teraz próbuję cała winę zrzucić na nich. To nieprawda.
Sami są sobie winni.
- No właśnie. Nie znam, bo nam nie powiedzieliście! –
krzyknęłam – I gdybym mogłam, jeszcze raz popełniłabym te same błędy bez
wahania, a nawet więcej, bo kocham Nathana! No i teraz możecie się zastanawiać,
co ja mogę wiedzieć o miłości. Otóż wiem, i to bardzo dużo. Nauczyłam się tego
sama, sama ją poznałam, bez waszej pomocy! – zwróciłam się do taty i wybiegłam
nie zważając na wołania innych.
Nie powstrzymywałam łez. Było mi teraz wszystko obojętne.
Nie interesowało mnie, co myślą rodzice, co zdecydują Byłoby mi nawet obojętne,
gdyby się mnie wyrzekli. Nie byłam im w stanie wybaczyć tego błędu, tej
separacji od rodziny, unikania pytań o ich przeszłość i pytań o, najważniejsze
uczucie jakie może być między ludźmi, miłość. Nie miałam nawet pojęcia, czy
dziadkowie jeszcze żyją, jak mają na imię i gdzie są. Wydawałoby się, że tworzyliśmy idealną
rodzinę. Dopóki z Chrisem nie podjęliśmy kilku decyzji wbrew rodzicom. Przez całe
życie żyliśmy w niewiedzy…
Opuściłam budynek i w deszczu ruszyłam przed siebie. Nie
ważne dokąd zmierzałam. Więc nie zdziwiłam się, że jakimś cudem znalazłam się w
parku w centrum miasta. Usiadłam na jednej z wielu wolnych i mokrych ławek i
przyglądałam się, jak krople deszczu spadają z nieba i uderzają o ziemię. Byłam
przemoczona do suchej nitki. Ale przynajmniej się uspokoiłam.
Komórka w mojej kieszeni ciągle się odzywała. Na przemian
dzwonili Chris, Jessica i Mat. Poznałam to po melodii, ponieważ każdy miał
przypisana inną. Byłam zdziwiona, gdy melodia się zmieniła, a na wyświetlaczu
pojawiło się imię Nathana. Postanowiłam odebrać.
- Kto już do Ciebie dzwonił? – zapytałam na wejściu.
- A czy to ważne? Masz natychmiast wracać do domu,
zrozumiano? Nie szwędaj się sama po ulicy, w dodatku nocą i w taką pogodę.
- Mowy nie ma, potrzebuję spokoju – oznajmiłam.
- Mam przyjechać i inaczej to załatwić? – trwał przy swoim.
- Zanim przyjedziesz mnie już tu nie będzie.
- O to się nie martw. Mogę Ci obiecać, że teraz,
gdziekolwiek byś nie pojechała, ja Cię znajdę – powiedział pewny siebie.
- Mam Ci udowodnić, jak bardzo się mylisz? – zapytałam.
Szczerze mówiąc zdenerwowała mnie ta rozmowa. Mogli sobie darować
telefon do Nathana. Przecież nic mi nie jest, nie muszą się o mnie martwić. Jak
poszłam to wrócę, chyba logiczne.
- Proszę Cię Alex. Wracaj do domu. Nie wiem, co się stało
ale się martwię – dodał już spokojniej.
- Właśnie. Nie wiesz co się stało. Najpierw powinieneś
zapytać, wysłuchać co mam do powiedzenia, a nie od razu na mnie naskakiwać.
- przepraszam. Po prostu nie chcę, by stała Ci się krzywda.
Mogłem nie wracać do Londynu i zostać z wami…
- O mnie się nie martw. Potrafię o siebie zadbać. Bardzo dobrze,
że wróciłeś. Mam jedno zmartwienie mniej…
- powiedziałam zanim ugryzłam się w język.
- Ah tak…. Teraz tak to nazywasz? Jestem twoim
zmartwieniem? – chłopak podnosił głos – Dobrze wiedzieć! – tym razem krzyknął i
się rozłączył.
Nie zdążyłam nawet zaprotestować. Nie chciałam tego
powiedzieć, nie jemu. To nie było tak…
Po raz kolejny się rozpłakałam. Kochałam Nathana i nigdy w
życiu nie powiedziałabym mu czegoś takiego. Próbowałam do niego zadzwonić ale
odrzucał każde połączenie aż wreszcie wyłączył telefon. Narozrabiałam, i to
poważnie. Dotarło do mnie tez to, że przez jedno głupie zdanie wypowiedziane
pod wpływem złości mogę go stracić, stracić po raz kolejny…
Ten dzień mogłam zaliczyć do porażek…
Za jakiekolwiek błędy przepraszam. Przepisywany na szybko ;D
No to ten.... Komentarz pozostawiam Wam :****
P.S. Całkiem przestałam czytać inne blogi :( Jest mi z tego powodu bardzo przykro... Ale cóż, to nie moja wina... Szkoła średnia to jednak duże obowiązki :(
Więc postanowiłam, że jak tylko skończę swoją "karierę" pisarską kończąc dwa pozostałe blogi przeczytam wszystkie Wasze opowiadania i nadrobię komentarze :) Więc ładnie proszę o nieusuwanie opowiadań :***
P.S. 2. Szczerze zastanawiam się, jak wytrzymaliście ze mną tyle czasu (od grudnia 2011). Że nie znudziły się Wam jeszcze moje opowiadania :) Dziękuję za wytrwałość :***