wtorek, 15 października 2013

Dziewiętnastka.

Od tego feralnego dnia, od kłótni z rodzicami, kłótni z Nathanem minęły prawie dwa tygodnie. W tym czasie dzięki moim, a także Jessici, Mata  i Christophera wskazówkom policja złapała Paula i jego bandę. Zostali przymknięci aż do rozprawy, która miała się odbyć po zebraniu większej ilości dowodów. Chociaż i tak było pewne, że pewien czas spędzą za kratkami. Co do nas, nikt nie dawał nam cienia nadziei, że obędziemy się bez kary. Więc staraliśmy się cierpliwie czekać, co niekoniecznie nam wychodziło. Jak przewidziałam, rodzice Mata i Jessici wspierali swoje dzieci jak tylko mogli. Natomiast nasi rodzice wrócili do Londynu i od kłótni nie odezwali się do nas ani słowem. Nadal nie wiedziałam, co przed nami ukrywają. Ta myśl nie dawała mi spokoju. Więc któregoś dnia będąc w Londynie, w tajemnicy przed wszystkimi spotkałam się z prywatnym detektywem. Obiecał, że dowie się wszystkiego.
Wraz z bratem, gdy cała ta sprawa dobiegnie końca, postanowiliśmy sprzedać nasze mieszkanie i wynieść się gdzieś dalej, w jakieś spokojne miejsce, by wszystko sobie ułożyć i zacząć od nowa.
Co do Nathana. Dzwoniłam do niego kilkanaście razy ale nigdy nie odbierał. Zostawiałam mu wiadomości, nie oddzwaniał. Nie mogłam również zastać go w mieszkaniu. Raz poszłam do niego do studia, żeby porozmawiać, bo nie chciałam tak tego zostawić. Od kolegów z zespołu dowiedziałam się, że wziął wolne i wyjechał, by przemyśleć kilka spraw, które ostatnio wydarzyły się w jego życiu. Wiedziałam już, że chodzi o mnie. Postanowiłam dać mu spokój i poczekać aż podejmie jakąś decyzję.
Dni do rozprawy dłużyły się niemiłosiernie. Chcieliśmy już wiedzieć co nas czeka. Ale jednocześnie baliśmy się, że nasze wyroki mogą być wysokie, a w szczególności mój.
Tego dnia ubraliśmy się oficjalnie, bo tego wymagała etyka. Każde z nas miało ponure miny. Nie odzywaliśmy się do siebie. Czekając na korytarzu myślami byłam przy Nathanie, który jak dotąd się nie odezwał.
- Jess, nie miałaś ostatnio kontaktu z Nathem? - zapytałam nie mogąc znieść niewiedzy.
Blondynka zawahała się przez chwilę, doskonale to widziałam. Coś ukrywała.
- Dobrze, powiem Ci chodź mi nie pozwolił - zaczęła - Rozmawiałam z  nim dwa dni temu. Chciałam, żeby przyjechał. Powiedział, że nie jest w stanie tego dla mnie zrobić. Stwierdził, że zbyt dużo się wydarzyło, że wiele osób, które kocha, go okłamało i jest mu z tego powodu bardzo przykro. Mówił też, że dobrze się stało, że się pokłóciliście. To dało mu do myślenia i oznajmił, że nie chce z tobą być, że go zawiodłaś. Od teraz chce zamknąć ten rozdział w swoim życiu i zacząć od nowa... - jej oczy błyszczały od łez - Przykro mi – dodała.
Słowa dziewczyny wprawiły mnie w oszołomienie. Czułam jak wszystko uchodzi ze  mnie jak powietrze, nie czułam nic, teraz była tylko pustka i żal, który powoli rozdzierał moje serce. Siedziałam na krześle i nie usłyszałam nawet jak wzywają nas na salę. Nie wiedziałam, co działo się wokół mnie, nie słyszałam nic, a na pytania odpowiadałam jak zahipnotyzowana. W tej chwili nie liczyło się nic. Było mi obojętne, co się ze mną stanie, czy mnie zamkną za kratkami. Cholernie żałowałam, że tyle dla niego poświęciłam, zrezygnowałam z marzeń, żeby ratować mu skórę. A teraz okazało się, że to wszystko poszło na marne. Czyli mój tata miał rację mimo wszystko...
Potem nagle znalazłam się na zewnątrz przed budynkiem. Wszyscy wokół mnie klaskali i cieszyli się.
- Alex, czy ty w to wierzysz? Jesteśmy niewinni! - wołał Mat.
- Niezupełnie - usłyszałam jakiś głos za mną - Pani Alex została uznana za niewinną pod warunkiem, że opuści Anglię, a najlepiej ten kraj na pięć lat - oznajmił mężczyzna.
Moi przyjaciele zaczęli się kłócić, że to niesprawiedliwe, ale on był nieugięty.
- W porządku - powiedziałam - I tak nic innego mi nie pozostało.
- Ma pani siedem dni, aby wykonać polecenie - dodał, po czym odwrócił się i odszedł.
Widziałam, że moi towarzysze nie byli z tego zadowoleni. Ale ja w myślach wybrałam już cel mojej podróży, a raczej wygnania. Ale nie byłam z tego powodu jakoś bardzo zmartwiona.
Umowę kupna-sprzedaży mojego i Chrisa mieszkania podpisaliśmy ostatniego dnia mojego pobytu w Londynie. A kilka godzin później miałam samolot do Los Angeles. Mój wyjazd miał zostać tajemnicą, także przed rodzicami, którzy nie zadzwonili nawet zapytać jak to się wszystko skończyło. Lecz moi przyjaciele i brat byli tak uparci, że musiałam zdradzić im ten sekret. A następnego dnia przyszli do mnie i oznajmili, że lecą ze mną.
- Narozrabialiśmy razem, a w szczególności ja, więc teraz nie zostawimy Cię samej – oznajmiła poważnym tonem Jessica.
Próbowałam ich przekonać, niestety bez skutku. O naszym wyjeździe wiedzieli tylko rodzice Jessici i Mata, nikt więcej. Blondynka obiecała też, że nie powie nic Nathanowi. Nie żebym miała nadzieję, że będzie mnie szukał. Wolałam, żeby pozostał w niewiedzy. Skoro podjął taką decyzję ta wiadomość nie będzie mu do niczego potrzebna.

Tak więc ostatniego dnia, gdy załatwiliśmy ostatnie sprawy udaliśmy się ze wszystkim co mieliśmy na lotnisko i wsiedliśmy do samolotu. Podczas startu patrząc na oddalającą się płytę lotniska obiecywałam sobie, że przez te pięć lat ani razu nie zatęsknię za tym miastem, za osobami, które tu zostawiłam. Wierzyłam, że za oceanem, w nowym miejscu odnajdę spokój i zacznę nowe życie, bez rozpamiętywania przeszłości…


Dla tych, którzy zagladają tu czasami <333
Pisany przy SHOW ME LOVE :)

wtorek, 12 marca 2013

Osiemnastka.

Rano obudziłam się z uśmiechem na twarzy. W myślach miałam obraz nocy spędzonej z Nathanem, który teraz spał obok mnie i jednocześnie obejmował w talii. Z wielką niechęcią wygramoliłam się z objęć chłopaka. Zebrałam swoje rzeczy, które leżały na podłodze obok łóżka i ubrałam się. Starając się nie narobić hałasu wyszłam na korytarz. W łazience zażyłam orzeźwiającej kąpieli i założyłam czyste ubrania, także pożyczone od Jessici. W kuchni jak zwykle krzątała się właścicielka domu przygotowując śniadanie. Tym razem towarzyszyła jej wnuczka. Przywitałam się i od razu zaoferowałam swoją pomoc. Tym razem starsza pani nie zaprotestowała i wyszła z kuchni mówiąc, że ma cos do zrobienia, więc zostałyśmy z Jess same.
- Jak się spało? – zapyała mnie puszczając przy tym oczko.
- Dobrze – odpowiedziałam, a coś podpowiadało mi, że blondynka czegoś się domyśla.
Chyba zrozumiała, że nie chciałam jej o niczym mówić i nie drążyła dalej tego tematu. Powiedziała mi co mam robić i wzięłyśmy się do pracy. Jakieś dwadzieścia minut później wszystko było gotowe, jeszcze tylko czekałyśmy aż woda na herbatę się zagotuje. Właśnie, gdy szykowałam kubki w kuchni pojawił się Nathan.
- Cześć dziewczyny – przywitał się, a uśmiech nie znikał z jego twarzy.
Bez żadnych ceregieli podszedł do mnie i po prostu pocałował. Byłam w takim szoku, że z początku nie odwzajemniłam tego gestu. Byłam zaskoczona jego bezpośredniością.
- Widzę, że w nocy zażegnaliście spór między sobą – powiedziała Jessica ale nie słuchaliśmy jej – W takim razie pójdę po Mata i Chrisa – oznajmiła widząc brak reakcji z naszej strony.
Oderwałam swoje usta od warg chłopaka, gdy usłyszałam jak czajnik gwiżdże.
- Nathan, zaczekaj – poprosiłam, gdy chłopak objął mnie od tyłu całując w kark, gdy zalewałam wrzątek do kubków.
- Chcę się Toba nacieszyć – odparł, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- No tak, prawda. Jak mnie zamkną za kratkami to nie będziemy się widywać…
- Przestań – przerwał mi – Tak się nie stanie, wierzę w to. W końcu zgłosiliście się sami, muszą być jakieś okoliczności łagodzące.
- Może będą, może nie. To się okaże. Zmieniając temat. Kiedy wracasz do Londynu? Twoi koledzy z zespołu na pewno się o Ciebie martwią, a prasa snuje jakieś domysły.
- Dzwoniłem do nich, powiedziałem, że mam problemy osobiste i potrzebuję przerwy.
- Kłamca  - powiedziałam.
- Tak jak Ty – odparł i dostał ode mnie kuksańca w bok.
- Ja mówię poważnie. Powinieneś wrócić, nie masz tu nic do roboty.
- Ale ja chcę być z wami.
- Po co? W ten sposób  nam nie pomożesz. Proszę Cię Nath. Wróć na razie do Londynu, zajmij się pracą…
- Dlaczego mnie odtrącasz?
- To nie prawda. Chciałabym byś tu był ale próbuję Cię, siebie, innych chronić. Nie chcę, by prasa zaczęła węszyć, a na pewno nie chciałbyś aby cały świat wiedział o tym, co się teraz dzieje. Tak będzie lepiej. Postaram się to wszystko w miarę szybko zakończyć i wrócę do stolicy.
- Ok, rozumiem. No dobrze, niech tak będzie. Ale obiecaj, że tym razem przyjedziesz.
- obiecuję – powiedziałam i złożyłam na ustach chłopaka pocałunek.
Zdążyliśmy się od siebie odsunąć, gdy do kuchni weszła reszta naszych znajomych. Jak się okazało cała nasza piątka wracała do Londynu, lecz tylko Nathan miał tam zostać, który uległ moim prośbom. Szybko zjedliśmy i posprzątaliśmy po posiłku. Każdy zebrał swoje rzeczy, to jest dokumenty, komórki. Pożegnaliśmy się chwilowo z dziadkami Jessici i Natha i wsiedliśmy do mojego i Christophera samochodu. Brat prowadził, ja siedziałam obok niego, gdy Mat i rodzeństwo Sykes z tyłu. Wiedziałam, że Nathan nie jest zadowolony z takiego obrotu sprawy ale zrobiłam to specjalnie. Nie chciałam, by się za bardzo zapędzał. I tak przez całą drogę czułam jego obrażony wzrok na sobie…
Po ponad trzech godzinach podróży dotarliśmy do miasta. Najpierw odwieźliśmy Jess i jej brata do ich mieszkania, potem mata, a na końcu sami znaleźliśmy się w swoim. Jako pierwsi spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i gotowi byliśmy do drogi powrotnej. Następna była Jessica, a na końcu Mat. Jemu zajęło to najwięcej czasu, bo chciał zerwać umowę najmu mieszkania i na stałe wrócić do Gloucester. Cudem wszystkie nasze rzeczy zmieściły się w bagażniku auta. Łatwo było domyślić się, czym kierował się chłopak. Chciał być bliżej Jess. Czuć było na kilometr, że coś między nimi iskrzy. Miałam wielką nadzieję, że im się uda…
Był wieczór, gdy z powrotem byliśmy w Gloucester. Naprzeciw nam wyszła pani Sykes niosąc niezbyt miłe nowiny. Otóż przekazała nam, że obecnie nasi rodzice przebywają na komisariacie i są im przedstawiane nasze czyny. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka i ogarnęła mnie panika. Bałam się tego, jak zareagują rodzice i co powiedzą. Jeszcze nigdy nie miałam tak silnych wyrzutów sumienia. Czułam, a wręcz wiedziałam, że z Christopherem ich zawiedliśmy. Bo nie tak nas wychowywali…
- A jutro macie stawić się na posterunku. Wasi rodzice też tam będą – dodała babcia Sykes.
Jutrzejsza rozmowa do miłych należała nie będzie…
Odechciało nam się jeść, a starsza pani doskonale to rozumiała i dlatego nie nalegała. Każde z nas zamknęło się w innym pokoju z własnymi myślami. Znałam rodziców, wiedziałam jak się denerwują ale teraz nie miałam nawet najmniejszego wyobrażenia ich reakcji. Wszystkiego miałam się dowiedzieć następnego dnia. Po moim policzku spłynęło kilka łez. Czułam się okropnie, kochałam ich, a wycięłam im taki numer…
DO budynku weszliśmy jak na stracenie. W holu ktoś już na nas czekał i od razu zaprowadził korytarzem do jakiejś Sali z długim stołem, przy którym siedzieli już nasi rodzice. Rodzice Jessici byli najspokojniejsi. Jakby wiedzieli już o wszystkim dużo wcześniej. Może sama im powiedziała, albo Nathan? Gdy dziewczyna weszła do środka spojrzeli na nią z  miłością, zrozumieniem. Wiedziałam, że długo nie będą się gniewać i w razie czego staną murem za córką. Rodzice Mata wyładowywali swój gniew poprzez krzyk. Chłopak znosił wszystko pokornie, wiedział, że tak musi być, że na to zasłużył. Również wiedziałam, że pomimo wszystko będą go wspierać.
Z kolei rodzice Chrisa i moi zachowywali się jeszcze inaczej. Tata patrzył w okno beznamiętnym wzrokiem, nawet na nas nie spojrzał, gdy weszliśmy. Jego twarz nie wyrażała kompletnie nic, żadnego gniewu czy żalu. Mama płakała, jej oczy były czerwone. Wiedziałam, że nie spała tej nocy. Oboje milczeli. Czekaliśmy na jedno zdanie, na jeden gest. Dopiero mama odezwała się pierwsza.
- Dlaczego? – zapytała tylko.
Nie wytrzymałam. Z moich oczu poleciały strumienie łez. Nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak bardzo ich zraniliśmy, oboje i to świadomie. Na każdym kroku pokazywali nam, że możemy bezgranicznie im ufać, że możemy ufać sobie z bratem. A my co? Zgubiliśmy się w tym szalonym świecie. Dorastaliśmy, chcieliśmy sami rozwiązywać nasze problemy. Niestety za szybko podjęliśmy taką decyzję. Zgubiła nas nasza pewność siebie…
- Teraz przynajmniej wiemy, że źle wychowaliśmy nasze dzieci – wreszcie odezwał się tata.
- Nie prawda – zaprzeczył Christopher – To my zawiedliśmy…
- Nigdy nie pomyślałbym, że tak wiele zaryzykujesz dla jakiegoś chłopaka-gwiazdora – tym razem zwrócił się tylko do mnie.
I gdzieś tam w mojej głowie zaświeciła się lampka dając znak, że zapomniałam o jednej kwestii.
- Nie Chris – odezwałam się – Tata ma rację. Wychowali nas ale ani razu w ciągu naszego życia nie rozmawiali z nami o paru ważnych sprawach. Pamiętasz, gdy pytaliśmy rodziców o ich pierwsze spotkanie? Gdy chcieliśmy wiedzieć, jak to między nimi było? Oni zawsze nas zbywali i mówili, że jesteśmy za młodzi, że na wszystko przyjdzie czas później. Nigdy nie opowiadali historii ze swojego życia. Nie opowiadali o swojej przeszłości. Nigdy nie pozwolili nam zapytać o naszą rodzinę, o dziadków. Nawet nie wiemy, skąd pochodzą, czy mają rodzeństwo i gdzie oni mieszkają. To nasi rodzice ale tak naprawdę nic o nich nie wiemy. I ostatnie, nigdy nie rozmawiali z nami o miłości, nie powiedzieli nam, jakie jest ich zdanie na ten temat. Tego musieliśmy nauczyć się sami. Próbowali nas wychować na ludzi ale zabrakło im tych kilku pierwiastków, tych kilku rzeczy by odnieśli sukces… - mówiłam przez łzy do brata.
- Alex, przestań. Nie znasz prawdy, więc nie mów takich rzeczy – wtrąciła się mama.
Broniła taty, więc jednak mieli przed nami jakąś tajemnicę, o której nie chcieli nam nigdy powiedzieć. To zabolało, bardzo zabolało. Oni, którzy ciągle powtarzali nam, że zaufanie to podstawa mają przed nami tajemnice… Można by pomyśleć, że teraz próbuję cała winę zrzucić na nich. To nieprawda. Sami są sobie winni.
- No właśnie. Nie znam, bo nam nie powiedzieliście! – krzyknęłam – I gdybym mogłam, jeszcze raz popełniłabym te same błędy bez wahania, a nawet więcej, bo kocham Nathana! No i teraz możecie się zastanawiać, co ja mogę wiedzieć o miłości. Otóż wiem, i to bardzo dużo. Nauczyłam się tego sama, sama ją poznałam, bez waszej pomocy! – zwróciłam się do taty i wybiegłam nie zważając na wołania innych.
Nie powstrzymywałam łez. Było mi teraz wszystko obojętne. Nie interesowało mnie, co myślą rodzice, co zdecydują Byłoby mi nawet obojętne, gdyby się mnie wyrzekli. Nie byłam im w stanie wybaczyć tego błędu, tej separacji od rodziny, unikania pytań o ich przeszłość i pytań o, najważniejsze uczucie jakie może być między ludźmi, miłość. Nie miałam nawet pojęcia, czy dziadkowie jeszcze żyją, jak mają na imię i gdzie są.  Wydawałoby się, że tworzyliśmy idealną rodzinę. Dopóki z Chrisem nie podjęliśmy kilku decyzji wbrew rodzicom. Przez całe życie żyliśmy w niewiedzy…
Opuściłam budynek i w deszczu ruszyłam przed siebie. Nie ważne dokąd zmierzałam. Więc nie zdziwiłam się, że jakimś cudem znalazłam się w parku w centrum miasta. Usiadłam na jednej z wielu wolnych i mokrych ławek i przyglądałam się, jak krople deszczu spadają z nieba i uderzają o ziemię. Byłam przemoczona do suchej nitki. Ale przynajmniej się uspokoiłam.
Komórka w mojej kieszeni ciągle się odzywała. Na przemian dzwonili Chris, Jessica i Mat. Poznałam to po melodii, ponieważ każdy miał przypisana inną. Byłam zdziwiona, gdy melodia się zmieniła, a na wyświetlaczu pojawiło się imię Nathana. Postanowiłam odebrać.
- Kto już do Ciebie dzwonił? – zapytałam na wejściu.
- A czy to ważne? Masz natychmiast wracać do domu, zrozumiano? Nie szwędaj się sama po ulicy, w dodatku nocą i w taką pogodę.
- Mowy nie ma, potrzebuję spokoju – oznajmiłam.
- Mam przyjechać i inaczej to załatwić? – trwał przy swoim.
- Zanim przyjedziesz mnie już tu nie będzie.
- O to się nie martw. Mogę Ci obiecać, że teraz, gdziekolwiek byś nie pojechała, ja Cię znajdę – powiedział pewny siebie.
- Mam Ci udowodnić, jak bardzo się mylisz? – zapytałam.
Szczerze mówiąc zdenerwowała mnie ta rozmowa. Mogli sobie darować telefon do Nathana. Przecież nic mi nie jest, nie muszą się o mnie martwić. Jak poszłam to wrócę, chyba logiczne.
- Proszę Cię Alex. Wracaj do domu. Nie wiem, co się stało ale się martwię – dodał już spokojniej.
- Właśnie. Nie wiesz co się stało. Najpierw powinieneś zapytać, wysłuchać co mam do powiedzenia, a nie od razu na mnie naskakiwać.
- przepraszam. Po prostu nie chcę, by stała Ci się krzywda. Mogłem nie wracać do Londynu i zostać z wami…
- O mnie się nie martw. Potrafię o siebie zadbać. Bardzo dobrze, że wróciłeś. Mam jedno zmartwienie  mniej… - powiedziałam zanim ugryzłam się w język.
- Ah tak…. Teraz tak to nazywasz? Jestem twoim zmartwieniem? – chłopak podnosił głos – Dobrze wiedzieć! – tym razem krzyknął i się rozłączył.
Nie zdążyłam nawet zaprotestować. Nie chciałam tego powiedzieć, nie jemu.  To nie było tak…
Po raz kolejny się rozpłakałam. Kochałam Nathana i nigdy w życiu nie powiedziałabym mu czegoś takiego. Próbowałam do niego zadzwonić ale odrzucał każde połączenie aż wreszcie wyłączył telefon. Narozrabiałam, i to poważnie. Dotarło do mnie tez to, że przez jedno głupie zdanie wypowiedziane pod wpływem złości mogę go stracić, stracić po raz kolejny…
Ten dzień mogłam zaliczyć do porażek…




Za jakiekolwiek błędy przepraszam. Przepisywany na szybko ;D
No to ten.... Komentarz pozostawiam Wam :****


P.S. Całkiem przestałam czytać inne blogi :( Jest mi z tego powodu bardzo przykro... Ale cóż, to nie moja wina... Szkoła średnia to jednak duże obowiązki :(
Więc postanowiłam, że jak tylko skończę swoją "karierę" pisarską kończąc dwa pozostałe blogi przeczytam wszystkie Wasze opowiadania i nadrobię komentarze :) Więc ładnie proszę o nieusuwanie opowiadań :***

P.S. 2. Szczerze zastanawiam się, jak wytrzymaliście ze mną tyle czasu (od grudnia 2011). Że nie znudziły się Wam jeszcze moje opowiadania :) Dziękuję za wytrwałość :***


piątek, 1 marca 2013

Siedemnastka.

Christopher bez problemów dotarł na posterunek policji w Gloucester. Widziałam po twarzach moich przyjaciół, że na widok budynku jakby stracili pewność siebie. Pierwsza wysiadłam z samochodu, chciałam to wszystko wreszcie skończyć. Z zaciętą miną ruszyłam przez parking do środka. Zatrzymałam się przed schodami, z szwami na nodze nie miałam szans poradzić sobie sama. Zaraz obok pojawił się Chris i podął mi swoją rękę by mi pomóc. Za nami szła Jessica i Mat, trzymali się za ręce. Wiedziałam, że dziewczyna się boi, a chłopak próbuje w ten sposób dodać jej otuchy. Jednak i w jego oczach widziałam strach. Ja też się bałam, bardzo. Nasze zeznania i przyznanie się do różnych czynów mogło równie dobrze nie tylko nas uwolnić od problemów ale także sprowadzić jakieś kary, dajmy na to karę więzienia. Co w moim przypadku było bardzo prawdopodobne z racji tego, że pełniąc służbę w policji popełniłam kilka wykroczeń, i to w godzinach pracy…
Znaleźliśmy się w małym pomieszczeniu, coś na kształt recepcji. Za biurkiem siedziała policjantka. Podeszłam do nie i powiedziałam, w jakiej sprawie przyszliśmy. Wykonała jeden telefon i bez słowa zaprowadziła nas korytarzem do gabinetu samego szefa.
- Dzień dobry – przywitałam się wchodząc do środka, a reszta za mną.
- Witam. Nazywam się Peter Brown i to ja prowadzę sprawę gangu złapanego dziś w nocy w starej leśniczówce na obrzeżach miasta. Powiedziano mi, że macie pewne informacje na ten temat.
- Tak, zgadza się – oznajmiłam – To my ich złapaliśmy i związaliśmy, a mat wezwał policję. Jesteśmy tu, bo chcemy zeznawać przeciwko nim.
- Znamy ich bardzo dobrze i mamy informacje, o których nie wie nikt – dodał mat.
- W takim razie proszę siadać. Chętnie wysłucham, co macie do powiedzenia – powiedział mężczyzna wskazując wolne krzesła.
Zajęliśmy miejsca. W tym czasie policjant wezwał do siebie pomocnika, który mógłby wszystko zanotować.
- Możecie zaczynać – powiedział Brown, gdy wszystko było już gotowe.
Christopher uparł się, że to on zacznie pierwszy swoją opowieść jako, że był z nimi dłużej i jako pierwszy się w to wplątał. Dowiedziałam się, że mój brat przystał do tej grupy tylko ze względu na mnie. Szantażowali go, że jeśli do nich nie dołączy to zamiast jego zwerbują mnie. Byłam w szoku. Przez tak długi czas, przez całą szkołę średnią Chris dbał o mnie, troszczył się. Teraz, kiedy znałam prawdę już nie byłam na niego zła. Opowiadał, jak gang sprzedawał narkotyki w szkole i poza nią. Jak dręczył i znęcał się fizycznie i psychicznie nad młodszymi uczniami. Robił wszystko co mu kazali, bo jak powiedział, nie chciał by stała mi się krzywda…
Następna w kolejce była Jessica. Ona z kolei przystała do grupy tylko i wyłącznie z czystej wygody. Jak sama stwierdziła, gdy Nathan wyjechał robić karierę muzyczną została sama i już nie miał kto się nią opiekować. Od tego czasu zawsze murem stał za nią Paul i reszta. W tym składzie nikt nie mógł im podskoczyć. Siali postrach w szkole, uczniowie się ich bali. Na korytarzach omijano ich szerokim łukiem. I kiedy dowiedziała się, że jej brat po kryjomu spotyka się ze mną wpadła w szał. Od tej pory każdego dnia zatruwała mi życie z ich pomocą. Poniżali mnie i ośmieszali, byłam ich kolejną zabawką. A Christopher nic nie mógł na to poradzić. Był z nimi ale nie mógł mnie bronić, nie tym razem.
Gdy Jessica skończyła opowiadanie zaczął Mat. Jego historia była jeszcze inna. Opowiadał, że się przyjaźniliśmy od dawien dawna. Aż do chwili, gdy Nath wyjechał, a on dowiedział się o naszych schadzkach. Był wściekły, kochał mnie, a ja byłam z jego najlepszym kumplem. Dogadał się z Jessicą, która w tym czasie też mnie nienawidziła i razem postanowili nas rozdzielić. Potem ja wyjechałam do Irlandii, więc nie zdążyli zacząć realizacji swojego planu…
Teraz ja wtrąciłam się do opowieści. Opowiedziałam to, co się działo z mojej perspektywy. O spotkaniu Jessici po moim powrocie z Irlandii w moim domu w Londynie. O moim porwaniu i pomocy Mata, o wypadku Nathana, o którym poinformował mnie właśnie Mat. O tym, jak sfałszowałam dokumenty, by nie sprowadzić na siebie większych problemów, o bezskutecznej próbie porwania mnie, a na koniec o porwaniu Nathana i uwięzieniu go w leśniczówce.
A końcówkę opowiedzieliśmy już wszyscy razem, każdy swoją wersję wydarzeń obciążając przy tym samym gang.. Nim się obejrzałam za oknem panowała już noc. Ale to nie był jeszcze koniec.
- Czy zdajecie sobie sprawę z konsekwencji, jakie możecie ponieść? – zapytał policjant, gdy zapadła cisza.
Wszyscy przytaknęliśmy zgodnie głowami. Policjant popatrzył tylko na nas i zapisał coś w papierach.
- Jesteśmy w pełni świadomi – powiedziałam w końcu – Jesteśmy tu, by to wreszcie zakończyć. Żałujemy tego, co zrobiliśmy. Byliśmy młodzi i głupi… - mówiłam szczerze.
- Rozumiem. Cóż, może znajdą się jakieś okoliczności łagodzące – oznajmił mężczyzna – Ale chciałbym też porozmawiać z twoim bratem – zwrócił się do Jessici.
- Ale on jest sławnym piosenkarzem, jeśli prasa się dowie będzie wielki skandal… - zaczęła blondynka.
- Proszę pana, myślę, że to nie ma sensu. On o niczym nie wie. Wyjechał i nie ma zielonego pojęcia, co się działo pod jego nieobecność. Każde z nas broniło swoich sekretów, dobrze udawaliśmy… - wtrąciłam się.
- A nie podejrzewał nic po wypadku? – kontynuował policjant.
- Pytał, co się stało i dlaczego. Ale nic nie powiedziałam. Poprosiłam go, by złożył fałszywe zeznania. Wyjaśniłam, że wtedy nie ściągnie na mnie i na siebie większych kłopotów – opowiedziałam – To były sprawy między nami – po czym wskazałam na Jessicę i Mata – Nathan nie miał z tym nic wspólnego.
- Na pewno? – dociekał mundurowy.
- Zapewniam, że to prawda. I jak słusznie zauważyła Jessica, chyba nie chce pan tu prasy? – zapytałam.
- Dobrze. Ale w takim razie muszę powiadomić waszych rodziców – powiedział.
Cóż, żadne z nas tego nie chciało ale nie mieliśmy wyjścia. Podaliśmy numery telefonów swoje, do rodziców wraz z adresami. Ja dodatkowo musiałam podać adres posterunku, gdzie pracowałam przez jakiś czas. Peter Brown poinformował nas, byśmy do końca sprawy nie opuszczali Gloucester oraz, że na pewno będzie dzwonić. Pożegnaliśmy się i opuściliśmy gabinet, a chwilę potem znaleźliśmy się na dworze. Owionął mnie chłodny wiatr, który działał kojąco na moje nerwy. Bez słowa wsiedliśmy do samochodu. Jessica zadzwoniła do babci informując ją, że wracamy. Nie rozmawialiśmy ze sobą, każde z nas pragnęło już położyć się do łóżka i wyspać. Zanim weszliśmy na werandę drzwi przed nami się otworzyły i pojawiła się w nich starsza kobieta. W przedpokoju zdjęliśmy buty i kurtki, i dopiero wtedy zauważyłam, że na schodach siedzi Nathan i przygląda się nam. Mat, Christopher i Jessica od razu ruszyli na górę, widać było, że są bardzo zmęczeni i chcą iść spać. Nikt ich nie zatrzymywał. Ja poczłapałam do salonu i usiadłam na kanapie. Schowałam twarz w dłonie ale nie płakałam. Ubolewałam nad naszą głupotą…
Za mną przyszła pani Sykes i usiadła obok mnie. Nic nie mówiła ale wiedziałam, że chciałaby wiedzieć, lecz nie naciskała, czekała aż sama jej powiem. Kilka minut później w salonie pojawił się również Nath niosąc trzy kubki. Jeden kubek podał mi, a drugi swojej babci, a z trzecim usiadł na podłodze opierając się plecami o kanapę. Jak się okazało napój w kubku to była gorąca czekolada. Zrobiłam łyk i od razu wróciły wspomnienia, jak kiedyś taką czekoladę robiła nam właśnie babcia chłopaka, gdy przychodziłam do tego domu. Czułam, że tej nocy i tak nie zasnę. Wzięłam kolejny łyk i zaczęłam mówić, co działo się na posterunku. Słuchali uważnie i nie przerywali, nie zadawali pytań. A gdy powiedziałam, że musimy przez jakiś czas zostać w mieście starsza kobieta powiedziała, że możemy zostać w jej domu jak długo chcemy.
- A twoich rodziców ulokujemy u rodziców Nathana, jak przyjadą  - dodała – Z rodzicami Mata nie będzie problemu, gdyż oni są na miejscu.
- Ale i tak musimy z Chrisem jechać po nasze rzeczy. Nie mamy nic – powiedziałam.
Pani Sykes przytaknęła i objęła mnie ramieniem. Współczuła mi, nam. Nie komentowała, rozumiała nasze postępowanie. Była kochaną osobą. A gdy tylko opróżniła swój kubek pożegnała się z nami i poszła spać. Zostaliśmy z Nathanem sami. Nie widziałam jego twarzy ale zauważyłam, że ręce ma zaciśnięte w pięści. Zabrałam kubek z jego rąk i wraz ze swoim odstawiłam na stolik. Minuty mijały i kiedy postanowiłam także iść się położyć odezwał się Nath.
- Spotykaliśmy się, a ty mi nic nie powiedziałaś… - powiedział z wyrzutem – Dlaczego?! Przecież wiesz, że bym Ci pomógł – mówił unosząc głos.
- Robiłeś karierę, nie chciałam sprawiać Ci problemów – oznajmiłam.
- Obiecaliśmy sobie, że będziemy sobie wszystko mówić i pomagać nawzajem, nawet jeśli ty byłabyś tu, a ja w Londynie. Czyżbyśmy nie byli przyjaciółmi?
- Byliśmy przyjaciółmi. Ale kiedy wyjechałeś wszystko się zmieniło. Tu nawet nie chodziło o twoją siostrę, czy Mata i całą tą resztę. Nadal tego nie widzisz?
- Widzę. Między nami jest coś poważnego – powiedział patrząc mi prosto w oczy.
- Łał, dużo czasu zajęło Ci domyślenie się… – zakpiłam.
- Ale nigdy nie jest za późno, by wszystko naprawić – przerwał mi.
- Nie, jest już za późno. Przyznaję otwarcie, kocham Cię. Pozwoliłam Ci wyjechać, bo od zawsze o tym marzyłeś. I kiedy miałam jeszcze nadzieję, że może będziemy razem, gdy skończę szkołę i przyjadę za tobą do stolicy tak wszystko prysło jak bańka, gdy ogłosiłeś światu, że masz dziewczynę! Nie masz pojęcia, jak ja się czułam!
- Zdaję sobie z tego sprawę – powiedział cicho – Też Cię kocham. Od momentu, gdy pierwszy raz za tobą zatęskniłem. Nie bez powodu przyjeżdżałem do Gloucester. Te wszystkie wspólnie spędzone noce…
- Wykorzystałeś mnie.
- Nie! Czy Ty siebie słyszysz?!
- To jak wytłumaczysz związek z Lily? – zapytałam.
-  To była pomyłka. Poznałem ją przez chłopaków z zespołu. Wiedzieli, że kogoś kocham i stwierdzili, że to źle wpływa na zespół. Postanowili mnie z kimś zeswatać. Zgodziłem się dla świętego spokoju. Później chciałem zerwać z Lily ale było za późno, nie mogłem tego odkręcić…
- Jasne. Odbiłeś dziewczynę Niallowi Horanowi. To nie jest raczej przypadek. Takich rzeczy się nie robi!
- Posłuchaj…
- Daruj sobie! – przerwałam mu - Nie chcę słuchać kolejnych kłamstw! – oznajmiłam i podniosłam się z kanapy.
Nathan był szybszy i jednym ruchem sprawił, że tym razem leżałam na meblu na plecach, a chłopak siedział na mnie okrakiem i przytrzymywał ręce w nadgarstkach. Krzyczałam, żeby mnie puścił ale zamknął moje usta namiętnym pocałunkiem. Z początku próbowałam się mu oprzeć ale nie dałam rady. W końcu go kochałam.
- Związek z Lily miał bardziej charakter przyjacielski. Żadnych pocałunków, sexu. Ona nadal kocha Nialla i była ze mną, żeby wzbudzić w nim zazdrość. A potem sprawy wyszły nam z pod kontroli… - powiedział, gdy odsunął swoją twarz od mojej.
- Była? – zapytałam.
- Tak, zerwaliśmy. To było w szpitalu. Tego dnia, kiedy przyszłaś mnie odwiedzić ale zastałaś nas, według Ciebie, w dwuznacznej sytuacji.
Skąd on wiedział, że byłam?
- Widziałem Cię – powiedział, jakby odpowiadając na moje pytanie – Chce naprawić więź pomiędzy nami – dodał.
- Już za późno. Dzieli nas przepaść, pod każdym względem – mówiłam.
Chciałam wiedzieć, do czego jest zdolny się posunąć, żeby to udowodnić.
- Jesteś sławnym piosenkarzem, fanki Cię kochają, podróżujesz po całym świecie, to nie ma szans…
- Opowiadasz głupstwa – przerwał mi – Wychowaliśmy się razem, w jednym mieście. Gdyby nie Ty nigdy bym nie poszedł na te przesłuchania. Poświęciłaś swoje szczęście dla mojej kariery. Teraz czas to zmienić, teraz moja kolej by Ci to wynagrodzić – powiedział stanowczo i wpił się w moje usta.
Nie protestowałam. I gdy wyczuł, że już nie będę na niego krzyczeć, czy zrzucać z siebie puścił moje nadgarstki. Moje ręce od razu powędrowały na jego kark. Całowaliśmy się przez moment. Potem Nathan wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju zamykając go na klucz od środka.
Byliśmy tylko my i nic więcej. To była nasza noc…




Początek nudnawy ale końcówka znacznie lepsza, tak sądzę :)