sobota, 6 października 2012

Prolog.

Siedziałam właśnie na łóżku z laptopem na kolanach, gdy usłyszałam krzyk swojego brata bliźniaka.
- Alex! – krzyknął, a chwilę potem drzwi do mojego pokoju otworzyły się z hukiem i zobaczyłam w nich Chrisa – A Ty nie szykujesz się na tą imprezę do Lucy? – zapytał.
- Nie – oznajmiłam – Szczerze nie mam ochoty nigdzie wychodzić.
- Oj, no weź, powiedziałaś, że pójdziesz.
- Ale zmieniłam zdanie, posiedzę w domu, pooglądam telewizję.
- Powinnaś wykorzystać okazję, że rodziców nie ma w domu i iść się świetnie bawić – próbował mnie przekonać.
- Nie namawiaj mnie, to nic nie da. Zostaję w domu, a Ty idź i baw się dobrze – powiedziałam i uśmiechnęłam się delikatnie – Może następnym razem.
Chłopak wzruszył tylko ramionami i wyszedł.
Pół godziny później zamknęłam za Chrisem drzwi wejściowe na klucz i zostałam sama. To było cudowne uczucie. Cisza i spokój, tego potrzebowałam. Chciałam odpocząć po całym tygodniu, choć na chwilę zapomnieć o obowiązkach w szkole i ogromnych ilościach prac domowych zadawanych codziennie.
Rozsiadłam się na kanapie w salonie z paczką chipsów. Włączyłam telewizję i skakałam po kanałach szukając czegoś interesującego. Trafiłam właśnie na Epokę Lodowcową 4, więc zostawiłam na tym.
Włożyłam do buzi ostatniego chipsa, gdy rozległ się dźwięk przychodzącego smsa. Sięgnęłam po komórkę leżącą na ławie.
Treść brzmiała: „Za godzinę tam, gdzie zawsze?”
Krzyknęłam z radości. Czekałam na wiadomość od niego od dwóch miesięcy. Pospiesznie wystukałam „OK.” i pognałam na górę się przebrać i spakować do plecaka potrzebne rzeczy, czyli koc, latarkę, gaz pieprzowy na wszelki wypadek. Z kuchni zabrałam jeszcze butelkę wody. Wyłączyłam telewizor, wciągnęłam adidasy oraz ciepłą kurtkę, pogasiłam światła i wyszłam do ogrodu tylnimi drzwiami. Rozejrzałam się. Modliłam się w duchu, żeby tylko nikt mnie nie zauważył i czym prędzej przeskoczyłam przez płot. Nie czekając ani chwili dłużej puściłam się biegiem przez łąkę prosto do lasu. Zatrzymałam się na skraju, by wyjąć z plecaka latarkę. Tą ścieżkę znałam już na pamięć ale mimo wszystko świeciłam latarką, żeby się nie przewrócić. Miałam spory kawałek drogi do przebycia, maszerowałam szybko, a moje ciało krzyczało z tęsknoty na każdym kroku. Chciałam się już z nim zobaczyć, przytulić, usłyszeć jego głos, poczuć zapach jego perfum…
Przyjaźnimy się od niepamiętnych czasów, każdy mieszkaniec Gloucester nas zna i wie, że jesteśmy nierozłączni. Świetnie się dogadujemy, mogłabym zrobić dla niego wszystko bez wahania. Niektórzy mówią, że jesteśmy parą, a inni, że zachowujemy się jak stare małżeństwo. Tak było do czasu, dopóki nie wyjechał spełniać swoich marzeń i nie zostawił mnie samej…
Wreszcie moim oczom ukazało się wzgórze z kamienną ścianą. Położyłam na niej dłoń i szukałam tajnego wejścia. Ostrożnie przecisnęłam się przez wąską szczelinę, teraz szłam lekko przygarbiona krętym korytarzem. Minęłam ostatni zakręt i wreszcie go ujrzałam.  Siedział przy ognisku i bawił się patykiem. Gdy stanęłam naprzeciw niego zerwał się na nogi i rzuciliśmy się w swoje objęcia.
- Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę, że Cię widzę – szepnęłam.
- To moja wina, przepraszam. Powinienem był wcześniej przyjechać – oznajmił.
- Już dobrze, ważne, że jesteś.
Bez porozumiewania się słowami usiedliśmy na kocu ciągle wtuleni w siebie. Nie rozmawialiśmy, najpierw chcieliśmy się sobą nacieszyć, bawiliśmy się swoimi dłońmi. Lubiłam jego dotyk, był taki ciepły i delikatny. On zaczął rozmowę, godziny mijały. Rozmawialiśmy ale nie wchodząc w szczegóły.
- Nie żałujesz, że namówiłaś mnie, bym wziął udział w castingu do zespołu? – zapytał przerywając ciszę powstałą, kiedy skończyły się nam tematy.
- Nie – odpowiedziałam po chwili zastanowienia – Spełniasz swoje marzenia, tego zawsze chciałeś. A ja cieszę się twoim szczęściem i sukcesem.
- Nie jestem w pełni szczęśliwy. Nie ma Cię przy mnie, brakuje mi naszych spotkań, starych czasów, naszych wygłupów… Nie tęsknisz za dwójką dzieciaków wiecznie uśmiechniętych, nie dbających o nic?
- To prawda, brakuje mi tego. Cholernie za tym wszystkim tęsknię… Ale dorastamy, wszystko się zmienia. A to co było pozostało już tylko w naszych wspomnieniach…
- I w naszych sercach. Jak słusznie zauważyłaś, dorastamy i wszystko się zmienia, i często nie mamy na to wpływu… - oznajmił, tym samym dotknął mojego policzka tak, bym na niego spojrzała - Od naszego ostatniego spotkania też coś się zmieniło. Dopiero to do mnie dotarło. Moje uczucia przybrały inną formę, potrzebuję nowych przeżyć, doznań…
Słuchałam go uważnie ciągle patrząc w jego zielono-niebieskie tęczówki. W jego słowach było coś… Coś, czego nie potrafiłam nazwać, coś, co bardzo mnie do niego przyciągało.
Nie wiem kiedy ale nasze usta złączyły się w pocałunku. Całował mnie ostrożnie, delikatnie. A gdy nie protestowałam przyciągnął mnie bliżej siebie i mocniej wpił w moje usta. Od tej chwili żadne z nas nie panowało nad emocjami. Dłonie błądziły po naszych ciałach na przemian pozbywając się ubrań. Wreszcie byliśmy całkiem nadzy. O dziwo, nie przeszkadzało mi to, nie czułam żadnego skrępowania ani nie bałam się tego co miało nastąpić mimo iż miał to być mój pierwszy raz…
Obudziłam się. Byłam sama, znów mnie zostawił, musiał… 




Witam ;) Mam nadzieję, że nowe opowiadanie komuś sie spodoba ;D


3 komentarze:

  1. Wreszcie się doczekałam!:0
    Rozdział jest świetny<3
    Czekam na rozwiniecie akcji !:)
    Weny:*

    OdpowiedzUsuń
  2. no w końcu! świetny ♥ pomińmy to, że jestem na maxa wkurzona, bo limit na TT mam a akcja i transmisja mi się zwaliła -,-
    next ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny!!! <3
    boski ten rozdział, już nie mogę się doczekać next'a!!! :D
    pisz szybko ^^
    http://viator-nete.blogspot.com
    Peace :*

    OdpowiedzUsuń